Facebook
Moje greckie lato

Moje greckie lato

Tytuł oryginału: My Map of You
Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk
Ilość stron: 352
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-05-25
EAN: 9788324163137
39.80 PLN
26.65 PLN
Literatura obyczajowa
Bestseller

 

Lato na cudownej greckiej wyspie: błękitne niebo, białe piaszczyste plaże i szmaragdowe morze – to istna bajka. A może coś więcej?

 

 

 

Holly Wright ma za sobą kilka złych lat. Teraz jest pewna, że uporała się z przeszłością. Zbudowała wokół siebie mur i perfekcyjnie opanowała sztukę trzymania ludzi na dystans – nawet swojego  chłopaka,  Ruperta.

Nagle dostaje list. I jej poskładane z takim trudem życie staje na głowie: nieznana ciotka zapisała jej w spadku dom na greckiej  wyspie!

Zdumiona i zaintrygowana Holly zostawia Londyn, pracę, Ruperta i jedzie do Grecji. Nie spodziewa się, że pozna tu sekret, który rozdzielił jej rodzinę. I wśród piękna przyrody i serdecznych, otwartych ludzi spotka przystojnego Aidana, który stanie się nie tylko jej przewodnikiem po wyspie. A mapa narysowana przed laty przez dwie dziewczynki poprowadzi ją nie tylko do odkrycia tajemnicy  z  przeszłości…

 

ISABELLE BROOM ukończyła sztukę mediów na uniwersytecie w Londynie i pracowała w redakcjach londyńskich gazet i magazynów. W 2016 roku zadebiutowała powieścią Moje greckie lato, która od razu trafiła na  brytyjskie  listy  bestsellerów.

 

To nie tylko niesamowity, gorący romans w słonecznej, cudownej Grecji, ale też opowieść o poszukiwaniu samej siebie i odkrywaniu własnej historii.
Wir emocji sprawia, że o tej powieści nie da się tak łatwo zapomnieć...

Dominika „Iwi” Smoleń, https://naszksiazkowir.blogspot.com

 

 

To magiczna powieść o rodzinnych sekretach, ludzkich słabościach, walce z własnymi demonami i poplątanej nici przeznaczenia. Rozgrzewa serce niczym  promienie  greckiego  słońca.

Krystyna Meszka, http://cyrysia.blogspot.com

 

 

Otulająca i bardzo optymistyczna opowieść, która sprawia, że nie można się od niej oderwać. To kawał świetnej babskiej literatury – polecam z czystym sercem!

Anna Ciesielska, http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com

 

 

Patronaty medialne:

markie kaicyrysia

 
Całą noc czytałam przedpremierowy egzemplarz powieści "Moje greckie lato" - nie mogłam się oderwać. Autorka napisała niezwykle klimatyczną i bardzo realną opowieść, której akcja toczy się w deszczowym i zimnym Londynie oraz na ciepłej i słonecznej greckiej wyspie Zakintos. Miałam wrażenie jakbym sama wygrzewała się na plaży, a nie pod nocną lampką :)
Holly Wright jest samodzielną, młodą kobietą, ale również samotną. Nie ma żadnej rodziny, a śmierć matki alkoholiczki była dla niej traumą, po której stale nie może się podnieść, choć stale udaje, że jest dobrze. Całe życie gra i udaje kogoś innego niż jest. Taką Holly zna Rupert, jej mężczyzna. Młoda kobieta kocha go, ale stale myśli, że nie jest go warta i pilnuje się, aby go nie stracić. Pewnego dnia jej życie zakłóca wiadomość, że otrzymała w spadku dom na greckiej wyspie Zakintos po ciotce Sandrze, siostrze matki. Holly jest zaskoczona, bo zupełnie jej nie kojarzy ...
Robi sobie krótkie wakacje i leci na wyspę, a by przygotować dom i wystawić go na sprzedaż. Grecja wita ją ciepłem i słońcem, które pieści jej skórę. Dom i jego okolica robią wrażenie na Holly - czuje się tutaj jak w domu i ma wrażenie, że zna to miejsce. Poznaje okolicę i znajomych cioci, która okazuje się bliźniaczą siostrą jej matki. Wszyscy okazują jej serdeczność i Holly wreszcie może być sobą. Odpoczywa, zwiedza i nic nie musi udawać.... Poznaje swego sąsiada, Aidena, który pokazuje jej wyspę i pomaga podążać śladami matki i ciotki. Holly odkrywa siebie i wyspę, powoli poznaje swoją przeszłość i zakochuje się. Wraca jednak do Anglii i powoli układa sobie życie z Rupertem, ale coś ją ciągnie na wyspę i do rodziny, którą zyskała.
Zakintos czy Anglia? Co wybierze Holly i jak ułoży się jej życie? Odpowiedź znajdziecie w książce Isabelle Broom.
"Moje greckie lato" to ciepła i wzruszająca powieść, która ogrzewa nas greckim słońcem i sprawia, że czujemy się jak na greckiej wyspie, choć za oknem deszcz i zimno. Uwielbiam grecki i włoski klimat - w tych krajach mogłabym spędzić życie. Gdyby mnie spotkała taka niespodzianka jak Holly - bez wahania zamieszkałabym na wyspie wśród życzliwych ludzi :) 
Autorka pokazuje nam zmagania swej bohaterki z samą sobą i poszukiwanie je drogi w życiu, To swoista słodko- gorzka opowieść o życiu, o miłości, przyjaźni i odnajdywaniu siebie. Holly bardzo wiele w życiu przeszła, jednak w końcu zyskała rodzinę i oparcie. Isabelle Broom bardzo mocno zarysowała sylwetkę głównej bohaterki, która nie jest słodką kobietką, która trafia do Grecji, a kobietą, która bardzo wiele przeszła i boi się stracić to, co udało jej się w życiu osiągnąć. Okazuje się jednak, że jej odwaga i chęć podążania za głosem serca została nagrodzona - jak w bajkach... ale również jak w prawdziwym życiu bywa :)
"Moje greckie wakacje" to otulająca i bardzo optymistyczna opowieść, która sprawia, że nie można się od niej oderwać. To kawał świetnej babskiej literatury - polecam z czystym sercem !
 
Anna Ciesielska
markie
 
 

  Zaintrygowana ciekawym opisem fabuły oraz urzekającą, iście wakacyjną okładką, postanowiłam zasmakować przyjemnego wypoczynku z książką ,,Moje greckie lato''. Niewątpliwie to była trafiona decyzja, ponieważ nie tylko doświadczyłam świetnego relaksu i niezapomnianych wrażeń, ale przede wszystkim zostałam maksymalnie naładowana pozytywną energią, dzięki której mam ochotę góry przenosić. Jednym słowem: wow!
  Sama historia nie wydaje się jakoś szczególnie oryginalna, ale im dalej się w nią zagłębiamy, tym bardziej zaskakuje nas swoim bogactwem oraz swoją złożonością. Poznajemy dwudziestodziewięcioletnią Holly Wright, zwyczajną dziewczynę, która na co dzień pracuje w centrali wielkiego internetowego sklepu odzieżowego Flash, a w wolnych chwilach spotyka się ze swoim chłopakiem Rupertem. Pewnego dnia jej spokój zostaje zakłócony przez niespodziewany list, z którego jasno wynika, że jest spadkobierczynią domu w Grecji. Zaskoczona i zdezorientowana Holly opuszcza Londyn, żeby uporządkować wszelkie sprawy majątkowe. Jednak wkrótce okazuje się, że wizyta w obcym kraju budzi w niej jakieś dziwne wspomnienia, a czarujący sąsiad wywołuje szybsze bicie serca. Jak dalej potoczą się losy młodej spadkobierczyni? Wróci do dawnego życia, czy może rozpocznie nowy rozdział, z dala od tego, co było?
  To iście magiczna powieść o rodzinnych sekretach, ludzkich słabościach, walce z własnymi demonami i poplątanej nici przeznaczenia. Porusza najdelikatniejsze i najczulsze struny duszy, rozgrzewa serce niczym promienie greckiego słońca, a przede wszystkim mądrze uświadamia, że nie warto oglądać się wciąż za siebie, zadręczać się przeszłości. Trzeba pogodzić się z tym, co było i iść do przodu, ku swoim celom, planom, marzeniom. Tylko dzięki temu osiągniemy upragnioną wolność i klucz do szczęścia. Jestem zachwycona, wręcz oczarowana tą książką!
  Wbrew pozorom nie jest to żadne tanie romansidło, lecz przejmująca, życiowa historia, z której każdy może wynieść jakąś naukę i wyłuskać coś dla siebie. Na pewno duża w tym zasługa bohaterów – interesujących i pełnokrwistych. Nikt nie jest przerysowany ani zafałszowany. Jak każdy z nas mają swoje wady, zalety, popełniają błędy i ulegają nieprzemyślanym impulsom. Toteż łatwiej nam się z nimi utożsamić i przeżywać ich perypetie, jak swoje własne. Prym wiedzie oczywiście Holly. Na pierwszy rzut oka, pogodna, pewna siebie i energiczna dziewczyna. Jednak pod tą maską beztroski kryje się wrażliwa, udręczona osoba, która od wielu lat zmaga się z ogromnym poczuciem winy i nienawiścią do własnej matki. Co jest przyczyną tych emocji? Tego musicie dowiedzieć się sami. Na uwagę zasługują również postacie drugoplanowe, zwłaszcza Rupert – chłopak Holly oraz Aidan – sąsiad jej zmarłej cioci. Obaj panowie bez wątpienia urozmaicają całą akcję i dodają jej sporo ożywczego kolorytu.
  Uwielbiam wszelkie wątki miłosne, dlatego bardzo cieszę się, że autorka nie stroni od sercowych zawirowań. Na szczęście wszystko zostało należycie wyważone, bez zbędnego, ckliwego patosu, a relacje między poszczególnymi osobami wypadają jak najbardziej naturalnie. Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem jeśli napiszę, że między Holly a Aidanem iskrzy od pierwszego wejrzenia. Mimo to oboje starają się powściągać swoje uczucia, tym bardziej, że Wright jest już związana z Rupertem. Jak zakończy się ta znajomość? Zadziwiająco mocno przypadła mi do gustu ich relacja oparta na wzajemnym przyciąganiu i subtelnej przyjaźni. Widać tutaj duży realizm. Wszystko toczy się swoim naturalnym rytmem, bez wydumanych problemów, spektakularnych dramatów i naciąganych epizodów. W ten sposób autorka chce nam pokazać, że miłość nie zawsze jest bajką. Czasami potrafi być ciężka, skomplikowana, a nawet bolesna.
  Sporo miejsca poświęcono także odkrywaniu rodzinnych tajemnic. Holly do niedawna nie miała w ogóle pojęcia o istnieniu swojej cioci, siostry swojej mamy, w dodatku bliźniaczki. Dopiero na Wyspie Zakintos odkrywa nieznane dotąd fakty i szokujące niespodzianki. Ten wątek budzi ogromne emocje. Ze wzruszeniem obserwowałam, jak Wright podąża za wskazówkami na mapie narysowanej przez jej mamę i ciocię, aby znaleźć odpowiedź na pytania dotyczące jej rodziny. Czy odkryje prawdę?

  Nie spodziewałam się tak trudnej i zawiłej historii. To wprost nie do uwierzenia, jak jeden pochopny krok może na zawsze skomplikować życie wielu osób. Ale czasem tak bywa, że działamy pod wpływem impulsu, nie dbając o konsekwencje swego postępowania i w efekcie dochodzi do… tragedii. Myślę, że jest to wątek ku przestrodze.

  Bezsprzecznie największą zaletą lektury jest malowniczy styl pisania autorki. Każdy szczegół, każde zdanie jest tak dopieszczone, że z łatwością można wyobrazić sobie barwną scenerię greckich wysp, z błękitem otaczającego morza i z nadmorskimi tawernami serwującymi pyszną kawę frappe oraz apetyczne sałatki. Również bez trudu można poczuć serdeczną gościnność sympatycznych Greków, którzy zarażają innych ludzi swoim optymizmem oraz umiejętnością cieszenia się chwilą. Wielu z nas mogłoby brać z nich przykład i uczyć się, jak otwierać się na ludzi, zachować dystans do upływającego czasu oraz jak odróżniać rzeczy ważne od mniej istotnych. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo udany debiut. Ciekawie napisany, wciągający i błyskotliwy. Czego chcieć więcej? Nic tylko czytać.

  Ciepła, romantyczna, urocza opowieść o niespodziankach losu, kiełkującej przyjaźni i miłości oraz szukaniu swojego miejsca na ziemi. To również niezwykła historia rodzinna, która odżywa po latach, budząc uśpione demony. Daj się ponieść wyobraźni i odczuj wszystkimi zmysłami to, co może zaoferować Ci grecka wyspa Zakintos. Ja zaryzykowałam i nie żałuję!

Krystyna Meszka
cyrysia
 

Powieści kobiece od AMBER są zazwyczaj książkami ciekawymi, oryginalnymi i na dosyć wysokim poziomie, jeśli chodzi o ten właśnie gatunek. Nie zdziwicie się więc, że z racji zbliżającego się lata, tęskniąc za wakacjami i odpoczynkiem, sięgnęłam po "Moje greckie lato", prawda? Przyznam szczerze, że spodziewałam się w tej książce jeszcze więcej wątku miłosnego, ale autorka zaskoczyła mnie i zamiast przesłodzonej historii, dostałam cudowną, realistyczną pozycję, która mnie zachwyciła.
Holly Wright jest typem człowieka, który nie dopuszcza ludzi do swojej przeszłości, tworząc mur, przez który nawet czasem ona sama ma problemy się przebić. Z pozoru uchodzi więc za osobę, która jest niezależna, samodzielna, odpowiedzialna, ale jej obecny partner - Rupert - nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo te pozory różnią się od prawdziwej Holly, która przede wszystkim jest po prostu samotna.
Kiedy okazuje się, że w spadku po ciotce dostaje ona dom na greckiej wyspie, już wtedy Holly czuje, że jej idealne życie się sypie. Dziewczyna praktycznie bez chwili zastanowienia postanawia się tam udać, pozostawiając za sobą wszystko. Nie jest pewna, co tam spotka, ani jakie to miejsce kryje tajemnice, ale wie, że musi się udać na tą grecką wyspę. Szybko okazuje się, że dom po ciotce może zaskoczyć ją naprawdę wieloma rzeczami i tajemnicami z przeszłości, w tym dotyczących jej matki i jej historii, a przystojny sąsiad - Aidan, okazuje się być bardzo pomocny w naprawdę wielu sprawach. 
Wkrótce w głowie dziewczyny pojawia się dylemat: zostać na wyspie, z Aidanem, czy wrócić do Londynu, do Ruperta? Problem jest tylko w tym, że na greckiej wyspie Holly po raz pierwszy mogła być sobą. Pomimo swojej miłości do Ruperta, dziewczyna naprawdę nie jest pewna, co powinna wybrać. Jeśli Wy chcecie się dowiedzieć, jakiego wyboru dokonała... koniecznie musicie zapoznać się z treścią tej książki!
"Moje greckie lato" to nie jest tylko historia o miłości, jak mogłoby się wydawać, patrząc na to, że ta książka należy do gatunku powieści kobiecych. Nie, nie! To głównie książka o poszukiwaniu samej siebie, odkrywaniu swojego wnętrza i dylematach, które czasem wydają się bardzo trudne do podjęcia. Autorka przede wszystkim ukazuje nam to, jak dobrze jest móc być prawdziwą sobą, bez żadnych masek pozorów, które mają nas ograniczać w codziennym świecie. Isabelle Broom pokazuje, że czasem te najtrudniejsze decyzje są tymi najbardziej słusznymi. Uroku tej powieści dodaje także to, że akcja rozgrywa się na greckiej wyspie, która jest tak wspaniale pokazana i opisana, że aż się chce tam być, razem z bohaterami, a może... na miejscu Holly?
Isabelle Broom pisze całkiem dobrze, powieść czytało mi się szybko i lekko. Jej opisy są naprawdę fajne, momentami po prostu czułam się tak, jakbym znajdowała się w tym samym miejscu, w którym akurat była bohaterka. Mimo wszystko brakuje mi w tej powieści jakieś odrobiny humoru, bo chociaż powieść jest bardzo optymistyczna, lubię się czasem pośmiać przy jakichś intrygujących dialogach. Oczywiście nie jest to duży minus, osobiście muszę stwierdzić, że kolejne książki tej autorki też zamierzam przeczytać!
Podsumowując, "Moje greckie lato" nie jest zwykłą miłosną historią, ale jest zdecydowanie czymś więcej. Wydaje mi się, że powinna ta powieść przypaść Wam do gustu, szczególnie, że naprawdę pomysł na nią jest naprawdę dobry, a wykonanie temu dorównuje. Jeśli więc macie chwilkę wolnego czasu, wiecie po co macie sięgnąć!
 
Dominika „Iwi” Smoleń
kai
 

Recenzje ukazały się także na:

List przyszedł w środę.

            Był maj i Londyn z trudem otrząsał się ze śladów wyjątkowo wilgotnego kwietnia. Niebo było zasnute szarymi chmurami jak owcze runo i turyści musieli kupować foliowe peleryny po zawyżonej cenie w sklepach z pamiątkami, którymi oblepione były nabrzeża Tamizy. Wszystko wskazywało na to, że dzień będzie nijaki, że przemknie niezauważony, jak pusta kartka wśród innych zapisanych stron.

            List jednak sprawił, że ten dzień miał tryumfalnie otwierać listę dni najważniejszych.

            Holly czekała, aż jej wzrok powoli oswoi się z ciemnością. Wiedziała, że jest późno, bo odgłosy ruchu ulicznego przycichły, tylko od czasu do czasu przejeżdżający autobus albo ciężarówka wprawiały w drgania wieszaki w jej szafie. Niektórzy nazywali to godziną duchów – porę między trzecią a piątą nad ranem, kiedy czysta, bezwzględna ciemność pochłania miasta, miasteczka i wioski, wdzierając się w szpary i pod drzwi.

            Ale to był Londyn, tutaj nigdy nie było zupełnie ciemno. Holly leżała w ciszy na poduszce i widziała, jak stłumione światło latarni wyciąga swoje blade palce przez szparę w zasłonach i sięga do niej przez kołdrę. Rupert poruszył się obok niej, światło się załamało i rozproszyło. Odwrócił głowę w jej stronę, widziała zarys jego pełnych warg i ciemny wzór włosów poprzyklejanych bezładnie do czoła.

            W jej mieszkaniu zjawił się sporo po północy, oparł się o dzwonek i wyśpiewywał bzdury przez domofon. Znów wybrał się na drinka z kumplami z biura, ale Holly nie miała mu tego za złe. Właściwie cieszyła się, że zajął jej myśli, gdy zataczając się po drodze na górę, złożył niezdarny wilgotny pocałunek w pobliżu jej warg. Odkąd wróciła z pracy, wiedziała, że dziś nie będzie mogła zasnąć.

            Na bezsenność cierpiała, odkąd skończyła kilkanaście lat, i zaczęła ją traktować jak jakąś istotę - podobną do trolla postać, która zgarbiona siedzi jej po turecku na piersi, zanurza lodowate palce w jej wnętrzu i ściska za serce. Bezsenność brała się z niepokoju, a niepokój karmił się bezsennością, tworząc błędne koło męczarni. Ciężko było ją pokonać za pierwszym razem, a teraz wróciła i rozgościła się na dobre. Sfrustrowana Holly czuła, że sztywnieje. Kołdra nagle wydawała się ciężka i przygniatała jej ciało.

            Rupert zaczął się lekko ślinić - bańka śliny nadymała się i spłaszczała w kąciku jego otwartych ust. Holly wyczuła w jego oddechu charakterystyczny metaliczny zapach częściowo strawionego alkoholu i odwróciła twarz w stronę miejsca na podłodze, gdzie leżała jej torba; torba, w której był list.

            Metaforyczny ciężar tego listu i jego treści był tak wielki, że Holly właściwie nie zdziwiłaby się, gdyby deski podłogowe pod dywanem się zarwały i na środku Hackney powstał lej, który wciągnąłby ją i Ruperta do kanalizacji. Widziała wystający róg koperty, ciemnoszary w ciemnej sypialni, i pomyślała, jak niewinnie wyglądała, kiedy na nią natrafiła, wciśnięta między rachunek za gaz i reklamę taniej pizzy. To była koperta z przezroczystym foliowym okienkiem z przodu, taka, jakich używają banki i szpitale, a jej nazwisko i adres zostały wydrukowane na kartce w środku. Zagraniczny znaczek pocztowy zauważyła dopiero, gdy ją otworzyła.

            Kiedy przeczytała oba listy i obejrzała zdjęcie, przez długi czas siedziała i wpatrywała się w dziurę, która pojawiła się na narzucie okrywającej starą sofę. Wydziergała ją parę lat temu, ale od dawna nie miała w rękach drutów ani właściwie żadnych przyborów do szycia. W tej chwili dopadła ją jednak nagła potrzeba, żeby wszystkie odnaleźć. Rzuciła zawartość koperty na stolik kawowy i przekopała kartony pod łóżkiem, aż znalazła przybory, których potrzebowała do zacerowania dziury.

            - Skup się na tym - powiedziała do siebie. - Listem zajmiesz się później.

            Podziałało, na jakiś czas. Była bardzo pomysłowa, jeżeli chodzi o znajdowanie odskoczni od myśli. Cały wieczór zdołała zapełnić dziwnymi czynnościami, a pomysły wyczerpały jej się dopiero, gdy Rupert stanął w drzwiach. Z wizją kolejnych kilku godzin błogiego odkładania sprawy przywitała go o wiele bardziej wylewnie niż zwykle, a zachwycony Rupert z radością poddał się - co prawda dość niezdarnie - jej zalotom. Niestety, pijany i zmarnowany zawsze szybko zasypiał, więc teraz leżała w łóżku i nie mogła zasnąć, a skóra dosłownie świerzbiła ją z niepokoju.

            Wzięła głęboki oddech, zamknęła oczy i spróbowała skupić myśli na czymś innym - czymkolwiek - ale w jednej chwili przed oczami stanął jej list.

 

            Kochana Holly,

          pewnie mnie nie pamiętasz, ale myślę o Tobie codziennie. Byłam przy Tobie, kiedy się urodziłaś...

 

            - Nie - powiedziała na głos i słysząc dźwięk, podskoczyła w cichym pokoju.

            Rupert wymamrotał coś niezrozumiale, a bańka śliny pękła, kiedy ułożył się inaczej na poduszce. Holly wstrzymała oddech, bo nie chciała go obudzić. Dopytywałby, dlaczego nie śpi, dlaczego policzki ma mokre od łez, a nie była gotowa, żeby mu powiedzieć.

            Czekała, aż jego oddech odzyska miarowy rytm, a potem wysunęła rękę spod kołdry i wzięła telefon komórkowy z nocnego stolika. Była za piętnaście piąta. Poczeka do wpół do szóstej, a potem wstanie i pójdzie pobiegać. Tak, przebieżka odpędzi trolla bezsenności i pozwoli jej się skupić na czymś innym. Ta myśl podniosła ją na duchu na tyle, że się rozluźniła, powieki jej opadły i w końcu, jakimś cudem, sen się zakradł i ją porwał.

           

            Sen zawsze zaczynał się tak samo: od strachu.

            Wiedziała, że musi otworzyć drzwi i przekroczyć próg, ale wiedziała też, że jeżeli to zrobi, jej życie, takie, jakie zna, się skończy. Nigdy nie będzie w stanie zapomnieć sceny, która czekała za drzwiami, jednak nigdy nie mogła powstrzymać siebie we śnie, żeby nie pójść dalej. Kiedy jej dłoń znalazła się na klamce, strach zaczął rosnąć w jej gardle jak sterta petów w popielniczce, scena wirowała i migotała. Nagle miała przed sobą ocean i odległą postać na horyzoncie...

 

            Kilka godzin później stała przy oknie w małym salonie i patrzyła przed siebie, na złowieszczą czarną chmurę przedzierającą się w stronę centrum miasta. Majowe słońce toczyło przegraną bitwę z uparcie ponurą wiosną i wszystko wyglądało jak zabarwione na szaro. Wilgotne palce Holly zaczęły rozdzierać kopertę, którą ściskała w dłoniach. Słyszała, jak gdzieś w oddali, w głębi mieszkania, Rupert pod prysznicem wyśpiewuje głośno piosenkę Springsteena. Zwykle wywoływało to uśmiech na jej twarzy, ale nie dziś.

 

            Skoro czytasz ten list,  to muszę Ci z przykrością powiedzieć, że nie żyję...

 

            Pokręciła głową. Przeczytała list dopiero raz, ale te słowa najwyraźniej zapuściły korzenie głęboko w jej świadomości. Zamknęła oczy, lecz były tam nadal, oślepiały jak wypisane  w czarną listopadową noc przez dziecko, które dorwało się do zimnych ogni.

            Woda w łazience przestała lecieć i Holly usłyszała, jak Rupert smarka. Jak na zawołanie po drugiej stronie okna niebo się  otworzyło i deszcz zadudnił w szybę. Przycisnęła do niej nos i patrzyła w milczeniu, a jej oddech zostawiał półksiężyc pary.

            - Skarbie? - Rupert stał w korytarzu przy sypialni. - Lepiej się zbieraj, dochodzi ósma.

            Dlaczego wysłała jej ten list teraz, stanowczo za późno?

            - Idę, misiu - odezwała się melodyjnie, starając się, żeby jej głos brzmiał normalnie. Wsunęła kopertę do torebki, żeby usunąć ją z zasięgu wzroku, podreptała do sypialni i posłała swojemu chłopakowi najbardziej przekonujący uśmiech, na jaki mogła się zdobyć.

            - Znowu pada. - Ściągnęła szlafrok i sięgnęła po ołówkową spódnicę.

            - Powinniśmy się stąd wyrwać gdzieś na słońce. – Rupert przystanął i objął ją czule w talii. – Chłopaki gadali wczoraj o Ibizie, tam są na pewno niesamowite kluby.

            - Uhm – wymruczała, wkładając bluzkę. Najgorszy pomysł, na jaki mogłaby wpaść, to tydzień imprezowania na Balearach – miała dwadzieścia dziewięć lat, nie dziewiętnaście.

            - Seksownie wyglądasz w tej spódnicy – skomplementował ją.

            Przyglądał się jej w lustrze, nakładając wosk na swoje bujne włosy. Holly uwielbiała, jak na niego działa. Choć minął rok, wystarczyło, że rzuciła mu zalotne spojrzenie, a już  zdzierał z niej ubranie. Ich oczy spotkały się w lustrze, a ona uśmiechnęła się do niego. Kiedy patrzył na nią tak jak w tej chwili, przymykając powieki, z rozchylonymi wargami, nadal była przejęta. Podniecało ją to, że ma nad nim taką władzę, ale myśl, że miałaby się zapomnieć i poczuć to, co najwyraźniej czuje on… Cóż, to ją przerażało.

Aktualności
2017-09-15

"Grzechot kości" Fiony Cummins jedną z najgorętszych brytyjskich książek!

Czytaliście już "Grzechot kości" Fiony Cummins?

Powieść znalazła się na liście 10 najgorętszych książek brytyjskiego magazynu "The Bookseller"! 

 

czytaj więcej
2017-09-11

"Dziewczyny w wodzie" Victorii Jenkins - Top 5 Amazonu!

Debiut Victorii Jenkins „Dziewczyny w wodzie”, który w Polsce ukaże się już 17 października, podbija amerykański Amazon!

Książka znalazła się na 5. miejscu listy

czytaj więcej
2017-09-08

Najnowsza powieść Sharon Bolton od razu po premierze na liście bestsellerów!

Najnowsza powieść Sharon Bolton zadebiutowała na brytyjskiej liście bestsellerów magazynu  "The Bookseller".

Już 10 października - polskie wydanie pod tytułem "Już

czytaj więcej

Inne książki autora

Moja hiszpańska przygoda Moje greckie lato

Moja hiszpańska przygoda BROOM ISABELLE

39.80 PLN 25.86 PLN