Facebook
Złoto cara

Złoto cara

Tytuł oryginału: Dirk Pitt #24: Odessa Sea
Tłumaczenie: Dariusz Ćwiklak
Ilość stron: 416
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-11-21
EAN: 9788324164905
44.80 PLN
25.49 PLN
Kryminał/thriller/sensacja
światowy bestseller

Rok 1917: Carska rodzina Romanowów desperacko próbuje ocalić władzę i bogactwo. Car Mikołaj II zawiera tajną umowę z wysłannikiem brytyjskiego rządu…
Rok 1955: Radziecki bombowiec ze śmiercionośnym ładunkiem znika nad Morzem Czarnym z ekranów radarów.
Rok 2017: Dirk Pitt i ekipa NUMA odbierają na Morzu Czarnym rozpaczliwy sygnał Mayday. Ruszają na ratunek, lecz na pokładzie frachtowca, który wzywał pomocy, zastają tylko ciała i odór siarki w powietrzu. I muszą szybko uciekać, bo statek w mgnieniu oka idzie na dno...
Ta zagadka porwie Dirka Pitt a i jego dorosłe dzieci Dirka i Summer w szaleńczy wir niewyobrażalnych wydarzeń i śmiertelnie niebezpieczną międzynarodową intrygę. Lecz tylko oni mogą zapobiec nowej wojnie światowej. Od Krymu, przez Bahamy, Londyn, Gibraltar, po Waszyngton rozpoczynają dramatyczny wyścig z czasem...

 

„Clive Cussler to Hemingway literatury popularnej”. "La Repubblica"


CLIVE CUSSLER – najpopularniejszy i najbardziej lubiany autor powieści przygodowo-sensacyjnych świata. Podróżnik, badacz historii katastrof morskich, poszukiwacz zatopionych wraków, sam jest uosobieniem przygody, tak jak jego najsłynniejszy bohater, Dirk Pitt .
Clive Cussler to jedyny autor, który od ponad 40 lat nie schodzi ze szczytu list bestsellerów. W każdym tygodniu jego książki są w Top 10 „New York Timesa”. Są tłumaczone na 60 języków i publikowane w 105 krajach. Na każdą jego powieść czekają niecierpliwie wierni czytelnicy w każdym wieku. I każda zdobywa nowych miłośników.

 

Clive Cussler:

"Zawsze uważałem się za przeciętnego faceta..."  [WYWIAD na Onet.pl]

 

Patronat medialny:

 

 

 

 

 

Sir, na kanale awaryjnym brak odpowiedzi. – Młodziutki trzeci oficer podniósł wzrok znad radiostacji i popatrzył na szczupłego mężczyznę studiującego ekran radaru morskiego.

Dirk Pitt kiwnął głową, nie odrywając wzroku od radaru.

– W porządku, Chavez. Daj im znać, że płyniemy. A potem idź i obudź kapitana.

Pitt wyprostował się i zwrócił do sternika:

– Minęliśmy już Bosfor, więc możesz dołożyć do pieca. „Gwiazda Krymu” jest przed nami o jakieś trzynaście mil. Ustaw kurs na pięćdziesiąt pięć stopni i wyciśnij z maszyny, ile się da.

Kiedy sternik potwierdził rozkaz, Pitt zadzwonił do maszynowni i kazał głównemu inżynierowi dać całą moc na dwie śruby. Po całym pięćdziesięciometrowym oceanograficznym statku badawczym rozszedł się niski jęk, kiedy dwa silniki dieslowskie weszły na maksymalne obroty. Kilka minut później na mostku pojawił się kapitan statku, Bill Stenseth, zwalisty jasnowłosy mężczyzna. Za nim wszedł trzeci oficer Chavez, który z powrotem zasiadł przy radiostacji.

Stenseth stłumił ziewnięcie.

– Odebraliśmy Mayday?

– Pojedyncze wezwanie pomocy z jednostki o nazwie „Gwiazda Krymu” – odparł Pitt. – Frachtowiec zarejestrowany pod rumuńską banderą. Wygląda na to, że płynie w stronę Bosforu jakieś dwanaście mil przed nami.

Stenseth spojrzał na ekran radaru, po czym zwrócił uwagę na rosnącą szybkość własnego statku.

– Wiemy, co się dzieje?

– Odebraliśmy tylko jedno wezwanie. Chavez kilka razy próbował ich wywoływać, ale bez odpowiedzi. – Pitt stuknął palcem w ekran. – Wygląda na to, że jesteśmy najbliżej nich.

– Dowództwo tureckiej straży przybrzeżnej może mieć w pobliżu jakieś siły szybkiego reagowania. – Odwrócił się do trzeciego oficera. – Skontaktujmy się z nimi, Chavez.

Pitt wziął krótkofalówkę z ładowarki i ruszył w stronę bocznych drzwi mostka.

– Chavez, kiedy skończysz, przekręć do Ala Giordino i powiedz, żeby przyszedł do mnie na rufę za dziesięć minut. Przygotuję ponton na wypadek, gdybyśmy musieli wejść tam na pokład. Daj mi znać, kiedy będziemy mogli ruszyć.

– Oczywiście – odparł Chavez.

Pitt zbierał się już do wyjścia. Stenseth zmrużył oczy i spojrzał na zegar na mostku. Wskazywał drugą w nocy.

– A tak w ogóle, co robiłeś na mostku o tej porze?

– Obluzowany żurawik walił o ścianę mojej kajuty i mnie obudził. Zamocowałem go i wpadłem na górę, żeby zobaczyć, gdzie jesteśmy.

– Szósty zmysł po prostu.

Pitt uśmiechnął się i zszedł z mostka. Rzeczywiście, od lat można było odnieść wrażenie, że ma talent do trafiania na kłopoty. Albo to one trafiały na niego.

Dyrektor Narodowej Agencji Badań Morskich  i Podwodnych (NUMA) zszedł dwa poziomy niżej i udał się głównym pokładem na rufę statku oceanograficznego. Ryk z maszynowni dowodził, że „Macedonia” wyciągała właśnie maksymalną prędkość siedemnastu węzłów, wzbijając wzdłuż turkusowych burt białą pianę. Był to jeden z kilkudziesięciu statków naukowych we flocie NUMA, których zadaniem było badanie światowych oceanów.

Na rufie „Macedonii” Pitt odblokował jeden z pontonów, przymocował go do kołyski i ściągnął nieprzemakalny pokrowiec. Sprawdził ilość paliwa w zbiorniku i podpiął linę żurawia. Zadowolony z przygotowań podszedł do relingu i wpatrywał się w odległe światła „Gwiazdy Krymu”.

Nie powinno mnie tu nawet być, pomyślał Pitt. Wsiadł na „Macedonię” dosłownie dzień wcześniej, w Stambule, po przylocie prosto z biura w Waszyngtonie. Do podróży na drugi koniec świata skusiła go gorączkowa prośba bułgarskiego Ministerstwa Kultury, które błagało, by pomógł im zlokalizować zaginiony osmański wrak.

Dwadzieścia minut później statek badawczy NUMA podpłynął do czarnego frachtowca, który dryfował w ciszy niczym oświetlony statek widmo. Na mostku „Macedonii” kapitan Stenseth przypatrywał się jednostce handlowej przez noktowizor.

– Nadal żadnego sygnału ze statku – powiedział Chavez. – Tureckie władze donoszą, że wysłały już kuter, a w Stambule poderwano śmigłowiec ratunkowy, który powinien dolecieć za mniej więcej dwadzieścia sześć minut.

Stenseth kiwnął głową i nie odrywał noktowizora od czoła.  Na statku nie było śladów życia. Spojrzał na ekran radaru. Pół mili od frachtowca widać było oddalający się mały punkt. Nastawił ostrość w noktowizorze i wykrył niewyraźny zarys jakiegoś statku płynącego bez świateł pozycyjnych. Wziął do ręki krótkofalówkę.

– Mostek do Pitta.

– Tu Pitt.

– Frachtowiec nadal milczy i dryfuje. Nie widzę śladów przechyłu ani fizycznych uszkodzeń. Jeśli chcecie zaczekać, siły tureckiej straży przybrzeżnej są już w drodze.

– Nie. Może ktoś potrzebuje pomocy. Spróbujemy z Alem wejść na pokład. Rozłączam się.

Pitt odwrócił się do niskiego, zaspanego mężczyzny stojącego obok pontonu. Barczysty i muskularny, wyglądał, jakby wykuto go z bloku granitu.

– Płyniemy – rzekł Pitt.

Al Giordino ziewnął.

– Lepiej niech to będzie prawdziwy alarm. Spałem sobie smacznie w koi, śniło mi się, że jestem w tureckim haremie i dziewczyny właśnie miały zrzucić woalki.

Pitt uśmiechnął się.

– Dziewczęta z haremu będą mi wdzięczne.

Przepchnęli ponton za burtę, wsiedli do niego i zwolnili linę żurawia. Pitt włączył silnik i dodał gazu, a ponton pomknął przez wzburzone wody w stronę burty frachtowca. Płynąc wzdłuż niej, Pitt zauważył nisko zawieszoną drabinkę w pobliżu rufy i popędził w jej stronę.

– Miło, że ktoś rozwinął dywan na powitanie. – Giordino wskoczył na pierwszy stopień drabinki i przywiązał ponton. Wciągnął powietrze nosem i zmarszczył brwi. – Śmierdzi, jakby wielkanocny zajączek zostawił koszyk pełen zbuków.

– Pewnie coś w ładowni – odparł Pitt. Ale zapach raczej nie pochodził ze statku.

Obaj wspięli się szybko po drabince i weszli na statek. Smród stopniowo się zmniejszał. W ostrym świetle lamp widać było jedynie pusty pokład. Szli w stronę kajut. Po drodze mijali zamknięte pokrywy luków. Tak jak mówił Stenseth, statek wyglądał na nieuszkodzony.

Kiedy zbliżyli się do korytarza prowadzącego na mostek, stanęli. Przejście blokowało ciało młodego mężczyzny w ciemnym mundurze, ostrzyżonego na krótko na modłę wojskową. Twarz zastygła mu w wyrazie dezorientacji i bólu, a otwarte niebieskie oczy pytały, dlaczego to się stało. W sztywnych rękach trzymał karabin AK-47.

– Z kimś walczył. – Pitt wskazał stopą garść pustych łusek.

Giordino omiótł ciało promieniem latarki.

– Brak widocznych przyczyn śmierci.

Przeszli nad ciałem i korytarzem dotarli na mostek mieszczący się na piątym poziomie. Tam zobaczyli kolejną makabryczną scenę. Przy kole sterowym uzbrojony mężczyzna w mundurze leżał z rozrzuconymi rękoma, obok niego – sternik. Starszy brodaty człowiek, zapewne kapitan, upadł w pobliżu stolika nawigacyjnego. Giordino szukał oznak życia u ofiar, ale wybałuszone oczy, zsiniała skóra i wykrzywione twarze dowodziły, że śmierć była szybka, lecz bolesna.

– Brak zewnętrznych ran jak u tego na dole – stwierdził Giordino.

Pitt poczuł zapach siarki i otworzył okno na mostku.

– Może to wyciek gazu. Sprawdź, czy w kajutach załogi ktoś nie ocalał. Dam znać „Macedonii”, co znaleźliśmy, a potem zastanowimy się, jak ruszyć tę pływającą trumnę.

Giordino zszedł do kajut załogi pod mostkiem. Pitt złożył raport Stensethowi, potem uruchomił silniki frachtowca i zawrócił go na kurs w stronę Stambułu, w towarzystwie „Macedonii”.

Statek powoli nabierał prędkości i idąc południowym kursem, przedzierał się przez niekończący się front wysokich fal. Pitt sprawdzał, czy coś się nie zbliża, i wtedy usłyszał niewielki wybuch gdzieś od strony rufy. Odwrócił się i zobaczył fontannę spienionej wody strzelającą przy lewej burcie. Frachtowiec zatrząsł się, a na tablicy sternika rozbłysły czerwone lampki.

– Co to było? – zatrzeszczał w krótkofalówce głos Giordina.

– Wybuch na rufie.

– Ktoś próbuje zatopić tę łajbę?

– Być może.

Pitt wpatrywał się ekran nawigacyjny. Do najbliższego lądu mieli osiem mil. Zmienił kurs w nadziei, że w razie czego osadzi statek na mieliźnie. Kolejne czerwone lampki na tablicy uświadomiły mu, że to się nie uda. Z biurka w rogu zsunęły się kartki papieru na potwierdzenie coraz większego przechyłu, który czuł pod stopami.

– Statek nabiera wody – odezwał się przez radio do Giordina.

– Jak ci idzie?

– Na kojach dwaj sztywni załoganci. Pod pokładem jest chyba jeszcze jeden poziom kabin, które należałoby sprawdzić.

Pitt zauważył coś kątem oka. Z boku miał podgląd z kamer na dziobie, rufie i w maszynowni. W maszynowni dostrzegł jakiś ruch. Przyjrzał się uważniej i na skraju obrazu zauważył postać leżącą twarzą w dół.

– Al, kończ to i spotkajmy się na pokładzie za pięć minut. Idę zajrzeć do maszynowni.

Tablica przy sterze pulsowała od czerwonych światełek, bo woda stopniowo zalewała dolne przestrzenie frachtowca. W miarę jak rufa zapadała się pod wodę, dziób zaczął unosić się ku niebu. Pitt spojrzał na odległe światła na brzegu i wybiegł z mostka. Dotarł na główny pokład i zszedł po schodkach do maszynowni.

Podłoga w maszynowni zalana była już wodą, ale silniki nadal działały z ogłuszającym rykiem. W migającym świetle dostrzegł postać rozciągniętą na szarej skrzyni za generatorem. Pitt podszedł bliżej i zobaczył młodego załoganta w poplamionym olejem drelichu. Twarz miał zsiniałą i patrzył na Pitta zgaszonymi oczyma. Ale nagle mrugnął.

– Trzymaj się – powiedział Pitt. – Wyniosę cię stąd.

Objął ramieniem bezwładnego mężczyznę, podniósł go do pionu i wciągnął na schodki. Rozejrzał się w poszukiwaniu kolejnych ocalonych, ale w komorze silnikowej było pusto. Wchodził po schodkach, ciągnąc ciężar, a wspinaczkę utrudniał dodatkowo przechył statku. Dotarli do drzwi.

Pitt otworzył je kopniakiem w chwili, kiedy silnik na dole zatrzymał się z sykiem, zalany wodą.

Giordino stał już przy relingu i rzucił się z pomocą.

– Ta łajba zaraz pójdzie na dno. „Macedonia” każe nam się ewakuować.

Na chwilę oślepił ich potężny szperacz ze statku NUMA, który omiótł pochylony pokład. Pitt spojrzał w stronę rufy.

Przez tamtejszy reling przelewały się fale. W powietrzu słuchać było metaliczny szczęk i jęki, a od czasu do czasu huk przesuwającego się ładunku. Od zatonięcia frachtowiec dzieliły zaledwie sekundy.

Pitt i Giordino zaciągnęli załoganta do drabinki zejściowej. Przechył statku sprawił, że schodki ustawione były teraz niemal w poziomie. Giordino zszedł pierwszy, podtrzymując uratowanego barkiem, a Pitt trzymał go za kołnierz.

Frachtowiec tymczasem drżał, walcząc, by utrzymać się na powierzchni.

– Mamy problem – stwierdził Giordino.

Pitt spojrzał na ponton. Nadmuchiwana łódź stała dęba, częściowo zanurzona. Statek opadał i dolna część drabinki znalazła się pod wodą. Cuma pociągnęła za sobą ponton, który wyglądał jak korek podskakujący w wodzie.

Frachtowiec znów szarpnął. Dziób mierzył w niebo, a rufa zaczęła osuwać się pod wodę. Mogli poczekać jeszcze kilka sekund i wejść do wody, ale istniało ryzyko, że wciągnie ich wir tonącego statku. Nawet gdyby im samym udało się jakoś z niego uwolnić, to półprzytomny mężczyzna niemal na pewno by utonął.

– Trzymaj go i złap ponton! – krzyknął Pitt, po czym zeskoczył z drabinki i zanurkował w morzu. Znalazł się w wodzie obok stojącego na sztorc pontonu.

Na skórze poczuł igiełki od zetknięcia z zimną wodą. Schodził coraz niżej, sunąc ręką po podłodze z włókna szklanego.

Ponton nagle odskoczył, bo frachtowiec zaczął tonąć na dobre. Pitt machał nogami mocniej i starał się trzymać pontonu. W ciemnej wodzie sięgnął po omacku i wyczuł spiczasty dziób. Chwycił go i przyciągnął, a drugą ręką macał w poszukiwaniu cumy.

Lina była mocno przytwierdzona do samego pontonu, więc jedynym sposobem na uwolnienie łódki było odwiązanie jej od drabinki statku. Przyciągał się powoli, walcząc z prądem. Chmura bąbelków powietrza przesłaniała mu widok. W uszach i płucach czuł rosnące ciśnienie, ale kawałek po kawałku przesuwał się wzdłuż liny. Wyciągniętą ręką w końcu wymacał drabinkę i trafi ł na uchwyt, do którego przywiązano ponton. Lina była mocno naciągnięta, ale wymacał koniec i zaczął ją rozwiązywać. Po mocnym szarpnięciu węzeł puścił.

Drabinka uderzyła go w bok, kiedy ponton wystrzelił w górę. Pittowi omal uszło całe powietrze z płuc, ale utrzymał w rękach linę. Frachtowiec obok opadał na dno, więc Pitt nie czuł, że się wznosi, póki nie odetkały mu się uszy.

Sekundę później wyskoczył nad wodę, wypchnięty przez pęd wznoszącego się pontonu. Rozejrzał się wokół i podpłynął do burty pontonu. Przemoczony Al Giordino wyciągnął rękę i pomógł mu wejść na łódkę. Uśmiechnął się do Pitta.

– Cieszę się, że zdążyłeś odwiązać cumę, zanim dotarłeś do dna.

Pitt zmusił się do uśmiechu.

– Nie chciałem cię pozbawiać dreszczyku emocji. Jak nasz przyjaciel?

– Jeśli znasz rosyjski, to sam ci opowie. Nałykał się trochę słonej wody podczas naszej przejażdżki, ale puścił pawia i chyba ma się nieco lepiej.

Załogant siedział na podłodze pontonu, kurczowo trzymając się siedziska. Choć był blady, wzrok miał stabilny i oddychał miarowo. Zerknął na Pitta i skinął głową. Na wodzie wokół unosiły się szczątki statku. W pobliżu rozległ się warkot silnika i podpłynął do nich drugi ponton z „Macedonii”, który wziął ich na hol. Członka załogi frachtowca zabrano szybko do pokładowego szpitala, a Pitt i Giordino poszli na mostek.

Kapitan Stenseth powitał ich kubkami z ciepłą kawą.

– No, chłopcy, niewiele brakowało.

Giordino pociągnął łyk ciepłego napoju.

– Piękna noc, żeby popływać, więc postanowiliśmy się popluskać.

– Tylko jeden rozbitek?

– Obawiam się, że tak – odparł Pitt. – U pozostałych nie widać było obrażeń. Wygląda to na zatrucie chemiczne albo wyciek gazu.

– Ma to jakiś związek z tym wybuchem?

– Nie jestem pewien – rzekł Pitt. – Doszło do niego na rufie, z dala od ładowni.

– Łajba nie wyglądała na bardzo starą, więc raczej nie chodziło o to, żeby ją zatopić i wyciągnąć pieniądze od ubezpieczenia – powiedział Giordino. – Czyli zostaje wypadek albo udaremnione porwanie.

Rozmowę przerwał im zbliżający się śmigłowiec tureckiej straży przybrzeżnej.

Stenseth zwrócił się do Chaveza:

– Powiedz im, że „Gwiazda Krymu” zatonęła i że jesteśmy na miejscu. Miło byłoby, gdyby pomogli nam w poszukiwaniu rozbitków.

Kilka chwil później usłyszeli głuche dudnienie wirników tureckiego śmigłowca. Pitt i Giordino wyszli na skrzydło mostka i patrzyli, jak szperacz helikoptera omiata niewielki obszar ze szczątkami frachtowca. Silny promień światła zatrzymał się na zwłokach dwóch osób.

Giordino pokręcił głową.

– Wszyscy zginęli, został tylko jeden.

Pitt przytaknął, patrząc na wzburzone morze.

– Wymarły statek, który zabrał tajemnicę ze sobą. Przynajmniej na razie.

Aktualności
2018-07-08

"Milczenie lodu" - polecany kryminał na lato

„New York Times” poleca wśród klasyków „Milczenie lodu” Ragnara Jónassona jako mrożący kryminał na lato!

 

„Pokryta śniegiem ziemia

czytaj więcej
2018-06-20

Akcja 3 za 2

Kup 3 książki Wydawnictwa Amber, zapłać tylko za 2

 

 

Promocja obowiązuje do 26.06.2018 do 23:59 lub do wyczerpania puli promocyjnej. Dotyczy wszystkich naszych książek

czytaj więcej
2018-06-18

Książki z rabatami do -47%

Jeszcze tylko do piątku (22 czerwca) trwa akcja rabatowa z księgarnią Ravelo.pl.
Zamówcie wybrane tytuły już dziś, aby skorzystać z prawie 47% obniżki cenowej...

czytaj więcej

Inne książki autora

Snajper Złoto cara

Snajper CUSSLER CLIVE

44.80 PLN 29.97 PLN
Klątwa Salomona

Klątwa Salomona CUSSLER CLIVE

44.80 PLN 29.97 PLN
Burza nad Hawaną

Burza nad Hawaną CUSSLER CLIVE CUSSLER DIRK

39.80 PLN 22.64 PLN
Tajemnica faraona

Tajemnica faraona BROWN GRAHAM CUSSLER CLIVE

44.80 PLN 25.49 PLN
Wir Pacyfiku

Wir Pacyfiku CUSSLER CLIVE

39.80 PLN 26.63 PLN
Pirania

Pirania CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.63 PLN
Afera śródziemnomorska

Afera śródziemnomorska CUSSLER CLIVE

37.80 PLN 25.29 PLN
Przemytnik

Przemytnik CUSSLER CLIVE

44.80 PLN 29.97 PLN
Oko Niebios

Oko Niebios CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.63 PLN
Sabotaż

Sabotaż CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 24.35 PLN
Złodziej

Złodziej CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.63 PLN
Piąty kodeks Majów

Piąty kodeks Majów CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 24.35 PLN
Statek widmo

Statek widmo CUSSLER CLIVE

39.80 PLN 26.65 PLN
Punkt zero

Punkt zero BROWN GRAHAM CUSSLER CLIVE

44.80 PLN 29.12 PLN
Wyścig

Wyścig CUSSLER CLIVE SCOTT JUSTIN

44.80 PLN 29.12 PLN
Miraż

Miraż CUSSLER CLIVE DU BRUL JACK

44.80 PLN 29.97 PLN
Świt półksiężyca

Świt półksiężyca CUSSLER DIRK

Arktyczna mgła

Arktyczna mgła CUSSLER DIRK

Lodowa pułapka

Lodowa pułapka CUSSLER CLIVE

39.80 PLN 26.63 PLN
Skarb Czyngis-Chana

Skarb Czyngis-Chana CUSSLER DIRK