Facebook
Terapia

Terapia

Tytuł oryginału: Die Therapie
Ilość stron: 320
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2018-04-19
EAN: 9788324166428
39.80 PLN
23.83 PLN
Kryminał/thriller/sensacja
światowy bestseller

Najbardziej przerażająca podróż w głąb ludzkiego umysłu
…i jeszcze dalej

 

 

 

 

„Kiedy minęło pół godziny, wiedział, że już nigdy nie zobaczy córki. Otworzyła drzwi, jeszcze raz na chwilę odwróciła się do niego i weszła do gabinetu. Josephine, jego mała dwunastoletnia córka, już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Był tego pewien”.


Josephine cierpi na tajemniczą chorobę i pewnego dnia znika bez śladu z gabinetu lekarskiego, do którego przywieziono ją na badania. Po czterech latach bezskutecznych poszukiwań córki Viktor Larenz, słynny psychiatra, zaszywa się na samotnej, targanej sztormami wysepce na Morzu Północnym. Tam odwiedza go piękna nieznajoma – pisarka Anna Spiegel. Ma ona rzadką odmianę schizofrenii: tworzone przez nią postacie powieści stają się dla niej rzeczywiste. A tak się składa, że w jej ostatniej książce pojawia się dziewczynka z niezidentyfikowaną chorobą i pewnego dnia znika bez śladu...
Czy coś tak niewyobrażalnego może być prawdą? Czyżby urojenia Anny dotyczyły ostatnich dni Josy? Viktor Larenz rozpoczyna niebezpieczną terapię tajemniczej pacjentki, która zaprowadzi go do przerażającej prawdy.

„Mrożące krew, mistrzowskie, genialne!” „The Times”

SEBASTIAN FITZEK – autor numer 1 w Niemczech, mistrz thrillerów psychologicznych wydawanych w 30 krajach.

Każda jego powieść (Pasażer 23, Przesyłka, Ostatnie dziecko, Odprysk, Odcięci, Lot 7A) zajmuje przez wiele miesięcy 1. miejsce na listach bestsellerów i osiąga milionowe nakłady. W samych Niemczech sprzedano ponad 10 000 000 egzemplarzy. Kilka zekranizowano, wiele doczekało się adaptacji teatralnych i telewizyjnych. „The Times” nazwał Sebastiana Fitzka „mistrzem psychologicznej gry”.

 

 

Patronaty medialne:

zspkwielki bukbardziejniecat

 

Lekarzu lecz się sam, czyli „Terapia” Sebastiana Fitzka.

Każdy pisarz przynajmniej raz w życiu zastanawiał się chyba: co by było, gdyby postaci z moich książek ożyły. Co by było, gdyby to, co opisuję, zaczęło dziać się naprawdę? I gdybym został bogiem, panem życia i śmierci zależnych ode mnie postaci? Ta myśl jest tak przewrotna, tak uwodzicielska, że powstało na ten temat całkiem sporo powieści. A teraz Sebastian Fitzek w swoim najnowszym thrillerze „Terapia” wplata ten wątek w wiele innych.

Słynny psychiatra Victor Larenz traci w tajemniczych okolicznościach córkę.

Dwunastoletnia Josephine od jakiegoś czasu ciężko choruje i nikt nie potrafi jej prawidłowo zdiagnozować. Podczas wizyty u alergologa, kiedy ojciec na chwilę wychodzi do toalety, dziewczynka znika z gabinetu. Mimo intensywnych poszukiwań policji nie ma po niej śladu.

Cztery lata później Victor nadal nie może dojść do siebie.

Szukając samotności zaszywa się w letnim domku na wyspie na Bałtyku. Tam odwiedza go tajemnicza Anna Spiegel, która błaga, żeby zgodził się zostać jej terapeutą. Opowiada Victorowi, że bohaterka jednej z jej książek ożyła i stała się prawdziwym człowiekiem. Victor początkowo przypuszcza, że ma przed sobą ciężki przypadek schizofrenii. Jednak wszystko wskazuje na to, że bohaterką powieści Anny jest właśnie… Josephine.

Nie opowiedziałam Wam zbyt wiele z akcji powieści, bo to dopiero wierzchołek góry lodowej. Fitzek połączył w „Terapii” wiele wątków, a zrobił to tak zręcznie, że dałam się nabrać od początku do końca. Zaś ostateczne rozwiązanie zagadki całkowicie mnie zaskoczyło.

Bez obaw! Niczego nie zdradzę.

Pozostawię Was samych z przyjemnością rozwikływania tajemnic dziwnej pacjentki psychiatry. „Terapia” to nie jest gruba książka, ale zawartych w niej tajemnic, zaskakujących zwrotów akcji i wodzenia czytelnika za nos starczyłoby na tysiącstronowe dzieło. Więc nie czekajcie. Fitzek pisze tylko powieści dobre i bardzo dobre. A ta jest jedną z najlepszych!

Marta Guzowska

zs

 

 

 


Fitzek – autor, którego zdecydowanie trzeba znać, a ja go dopiero odkryłam!

Na samym początku powiem, że to nie będzie tekst o książce, a raczej o tym, jak bardzo mi się podobała. Po pierwsze, chcąc być dokładnym, muszę zaznaczyć, że Fitzek nie pisze kryminałów. Jego książki to thrillery psychologiczne, co już jest jakąś wskazówką, czego ewentualnie można się po nich spodziewać. O fabule jak zawsze wiele wam nie napiszę. Uwielbiam wchodzić w takie książki nic o nich nie wiedząc i Wam też to polecam! Wszelkie opisy fabuły, nawet te zamieszczane na książkach, potrafią bardzo zepsuć lekturę i zdradzić ważne elementy historii. W każdym razie w Terapii punktem wyjścia jest zniknięcie córki głównego bohatera, słynnego psychiatry Victora Larenza. Lekarz po kilku latach bezskutecznych poszukiwań wyjeżdża do domku letniskowego na wyspie, odcinając się od wszystkiego. Ale czy jest to w ogóle możliwe?

Więcej przeczytacie na okładce książki, więc ja wam tutaj już nie będę nic zdradzać. Najważniejsza nie jest fabuła, którą przecież i tak poznacie, czytając książkę, ale emocje, jakie towarzyszą lekturze. Już bardzo dawno nie denerwowałam się aż tak podczas czytania. Teraz, kiedy to piszę i z daleka przyglądam się tej opowieści, widzę w niej pewne schematy, rozwiązania i pomysły, które już gdzieś widziałam. Ale nic z tego nie ma znaczenia, bo czytając, nie zdawałam sobie z tego zupełnie sprawy. Weszłam w stworzony przez Fitzka świat absolutnie, czytałam rozdział po rozdziale, bo każdy poprzedni kończył się tak, że trzeba było zacząć następny. Fitzek uzyskał ten efekt bardzo prostym zabiegiem, ale zrobił to genialnie. W takich książkach rzadko kiedy czytam każde słowo – tutaj musiałam, a niepokojące czy straszne sytuacje wzbudzały realny niepokój! Czytałam z jednej strony zafascynowana fabułą, a z drugiej z zachwytem obserwowałam własne reakcje. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz książka wzbudziła we mnie tak mocne uczucie niepokoju – dlatego Terapia ląduje na liście książek wartych polecania, a sam Fitzek staje się jednym z ciekawszych autorów.

Fitzek pisze thrillery psychologiczne i robi to naprawdę doskonale. Bardzo szybko czytelnik przekonuje się, że to nie będzie typowa opowieść. W zasadzie już na samym początku pojawia się podstawowe pytanie, które będzie towarzyszyło nam aż do zakończenia – co jest prawdą, a co jedynie wytworem wyobraźni? Fitzek bawi się z czytelnikiem, zwodzi go, oszukuje, ale robi to w bardzo poukładany i metodyczny sposób. Trzeba czytać bardzo uważnie, bo historia w pewnym momencie robi się zagmatwana, a dwa światy przenikają się wzajemnie tak mocno, że można się pogubić, jeśli nie będzie się uważać. Ta uważność w czytaniu potęguje napięcie, które Fitzek wywołuje wydarzeniami fabularnymi, a to wszystko razem powoduje, że nie sposób oderwać się od lektury. Autor doskonale panuje nad faktami i całym wykreowanym przez siebie światem, buduje napięcie powoli, odsłaniając kolejne elementy układanki. I w momencie, kiedy czytelnik myśli sobie, że rozgryzł fabułę, że już wie, co się dzieje i o co chodzi, nagle pojawia się coś, co burzy tę dotychczasową pewność. Ale Fitzek też świetnie wie, ile czytelnik może znieść – kończy swoją grę w idealnym momencie, by zostawić go z wielkim wow, ale nie zirytowanego, że czegoś nie rozumie. 

Jest w Terapii jeden wątek, który bardzo mi się podoba. Niestety, nie mogę Wam zdradzić jaki, będziecie mieć niespodziankę. Kojarzy mi się z jednym z moich ulubionych filmów (też nie mogę powiedzieć jakim, bo wiedzielibyście od razu o co chodzi!) i z pewną grą. Ja już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejne jego książki! Fitzek to z pewnością autor dla odważnych czytelników, którzy nie boją się poddać próbie swojego postrzegania rzeczywistości. Terapia to sugestywna, bardzo mocna niepokojąca i zaskakująca opowieść – tym straszniejsza, że tak bardzo rzeczywista. 

Diana Chmiel

bardziej

 

 

 


Victor Larenz - słynny psychiatra po czterech latach intensywnych poszukiwań swojej córki - Josy, która zaginęła w tajemniczych okolicznościach i nikomu nigdy nie udało się jej odnaleźć (nawet martwej) próbuje na nowo poukładać swoje rozsypane życie. Z czasem dochodzi do wniosku, iż odsunięcie się od swojej profesji i ukrycie się w samotnej targanej sztormami wysepce na Morzu Północnym - Parkum, chociażby w minimalnym stopniu zrekompensuje mi silne poczucie winy i zagłuszy jego smutek. Przebywanie w domku nad morzem w samotności, zamiast uleczyć jego zranioną duszę, powoduje iż Victor co rusz bije się z myślami i każdego kolejnego dnia, coraz bardziej pogrąża się w silnej rozpaczy. 
Pewnego dnia do jego samotni przybywa tajemnicza kobieta - Anna Spiegel. Anna jest rodowitą berlinianką, twórczynią książek dla dzieci, chorującą na schizofrenie. Jej odmiana schizofrenii jest dość nietypowa, bowiem powoduje, iż tworzone przez nią postacie książkowe staje się dla niej samej bardzo rzeczywiste. Najgorsze jest to, iż w jej ostatniej publikacji pojawiła się dziewczynka, cierpiąca na niezidentyfikowaną chorobę i która z dnia na dzień zniknęłą bez śladu. Podobnie jak córka Victora... Czy to może być prawda? Czy tajemnicza kobieta wie coś na temat zniknięcia Josy? Czy doprowadzi Victora do prawdy? Jaki będzie finał tej historii?
Sukcesywne i stopniowe odkrywanie prawdy wraz z Victorem było na tyle intrygujące i frapujące, że ciężko było mi odłożyć książkę. Każde spotkanie Victora z Anną, wnosiło w poszukiwania wiele ciekawych informacji. Muszę przyznać, iż cała książka bazuje na tajemniczym klimacie i nieustannej zagadkowości. 
Dużym plusem niniejszej publikacji, bez wątpienia jest to, iż każdy rozdział kończy się w samym środku istotnych i kluczowych wydarzeń, że koniecznie trzeba zagłębiać się w kolejne strony tej historii, aby móc poznać co będzie dalej. Krótkie rozdziały dodatkowo także, potęguje i napędza akcje, że nim się obejrzymy, to już będziemy na ostatniej stronie, która myślę, iż zaskoczy niejednego czytelnika.
Autor zgrabnie manipuluje czytelnikiem. Bardzo powoli odsłania kolejne fakty, zaskakuje i daje do myślenia. Sądzę, iż każda kolejna strona tej książki zaostrzy u niejednego czytelnika ogromną ciekawość, a także rozbudzi jego apetyt na więcej! 
Całość jest napisana bardzo lekkim, dynamicznym i przyjemnym w odbiorze językiem. Trzeba przyznać, iż autor zadbał o szczegóły, zarówno pod względem merytorycznym, jak i stylistycznym. Ponadto z dużą swobodą i lekkością prowadzi płynną narrację, kreśląc sugestywne i intrygujące opisy. Warto również podkreślić, iż rozwój akcji stopniowany jest bardzo umiejętnie, a my dość często jesteśmy zaskakiwani nieoczekiwanymi wydarzeniami.
Autor oddaje w ręce czytelników bardzo dobry oraz niejednoznaczny thriller psychologiczny z elementami zagadkowości, intryg oraz tajemnic. Książka trzyma w napięciu już od pierwszych stron, hipnotyzuje, intryguje, frapuje i absorbuje odbiorcę. Gorąco polecam!
nie
 
 
 
 

Bezsenne Środy: „Terapia” Sebastian Fitzek – mocny PATRONAT!

 

Koszmary zatopionego w traumie umysłu, który pragnie zapomnieć sportretował Sebastian Fitzek w mistrzowskim thrillerze psychologicznym „Terapia”.

Wyobraź sobie, że twój świat miewa płynne granice. Od czasu do czasu zmysły zawodzą. Nie można ufać temu, co rzuca się w oczy. Kolory odrealniają rzeczywistość. Zbyt jaskrawe, zbyt jałowe, nigdy nie wiadomo, czy to wizja, sen, a może jawa? Dźwięki mogą przybierać zdeformowane formy albo rozbrzmiewać wyłącznie w twojej głowie, jak echa zapomnianych głosów. Smaki wypełniają całe ciało albo przekształcają każdy kęs w popiół. Człowiek traci grunt pod nogami, jest albo nie jest sobą. Nigdy nic nie jest pewne. Czasoprzestrzeń czarnej dziury…

Pogrążony w depresji wybitny psychoterapeuta Dr Victor Larenz od lat nie prowadzi już praktyki, a jego kariera legła w gruzach. Dokładnie od chwili, gdy kilka lat wstecz zniknęła bez śladu jego ukochana dwunastoletnia córka, cierpiąca na niezidentyfikowaną chorobę. Larenz nie potrafi się pozbierać i obecnie przebywa w odosobnieniu na wyspie na Morzu Północnym, próbując na nowo ułożyć sobie życie. Pewnego dnia do drzwi jego domku puka nieznajoma, Anna Spiegel, która podaje się za pisarkę. Pisarkę która cierpi na dziwną odmianę schizofrenii, bo stworzone przez nią postacie stają się dla niej rzeczywistością. Anna rozpoczyna swoją historię i wkrótce dla Dr Larenza staje się jasne, że to właśnie ta kobieta być może wie, co przytrafiło się jego zaginionej córeczce.

 

Trzy perspektywy czasowe, trzy historie i kotłujące się ze sobą umysły psychoterapeuty i pacjenta w walce o obiektywną wersję prawdy. Ale czy ta prawda jest w ogóle możliwa do uchwycenia? Odmiana schizofrenii, na którą cierpi Anna nie pozwala jednoznacznie określić, gdzie leży cienka granica między jej wyobraźnią a chorobą, prawdą a kłamstwem. Dr Victor Larenz w pewnym momencie również staje się niewiarygodny, chociażby ze względu na to, co szykuje dla niego przyszłość, a o czym czytelnik już wie, czego nieuchronnie się spodziewa. To, co z zewnątrz wygląda  jedynie na skomplikowaną terapią, okazuje się walką o być albo nie być, w której przeszłość, przyszłość i teraźniejszość spotykają się w jednym miejscu, umykając rzeczywistości.

Sebastian Fitzek nie zawiódł swoich czytelników – „Terapia” to perfekcyjnie poprowadzony od początku do końca thriller psychologiczny, w którym nawet podstawowy koncept fabularny jest wystarczająco już przerażający i może zbić z tropu nawet obeznanego w gatunku czytelnika. Kiedy dodamy mrożące krew w żyłach zakończenie, wraz z wyjaśnieniem zagadki, to czytelnik jeszcze przez długi czas może pozostać w stanie skrajnego oszołomienia. Lektura mocna i tak dobra, że obawiam się kolejnych dreszczowców spod pióra tego niemieckiego pisarza. Bo czy może być strasznej?

O.

wielki buk

 

 
 
 

Kiedy minęło pół godziny, wiedział, że już nigdy nie zobaczy
córki. Otworzyła drzwi, jeszcze raz na chwilę odwróciła
się do niego i weszła do gabinetu. Josephine, jego mała
dwunastoletnia córka, już nigdy stamtąd nie wyjdzie.
Był tego pewien. Już nigdy nie uśmiechnie się do niego,
kiedy będzie ją kładł spać. Viktor już nigdy nie zgasi
kolorowej lampki na nocnym stoliku, kiedy jego córka
zaśnie. A jej przeraźliwe krzyki już nigdy nie obudzą
go w środku nocy.
Ta świadomość spadła na niego jak grom z jasnego
nieba.
Kiedy wstawał, poczuł, że jego ciało wolałoby nie ruszać
się z chybotliwego plastikowego krzesła. Nie zdziwiłby się,
gdyby nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Gdyby padł jak
długi na zniszczony parkiet poczekalni. Dokładnie między
tęgą pacjentką cierpiącą na łuszczycę a stolikiem, na którym
leżały stare pisma ilustrowane. Nie było mu jednak
dane doświadczyć łaski omdlenia. Nie stracił świadomości.
W nagłych wypadkach przyjmujemy
pacjentów poza kolejnością
Tabliczka informacyjna na obitych białą skórą drzwiach
do gabinetu alergologa rozpłynęła mu się przed oczami.
Doktor Grohlke był przyjacielem rodziny i lekarzem
numer dwadzieścia dwa. Viktor Larenz sporządził listę
lekarzy. Dwudziestu jeden przed nim nie potrafi ło nic
znaleźć. Zupełnie nic.
Pierwszy z nich, lekarz pogotowia, przyjechał w drugi
dzień świąt Bożego Narodzenia, kiedy w ich posiadłości
na berlińskiej wyspie Schwanenwerder odbywało
się spotkanie rodzinne. Dokładnie jedenaście miesięcy
temu. Najpierw wszyscy sądzili, że Josephine tylko zatruła
się świątecznym fondue. W nocy kilka razy wymiotowała,
a potem dostała biegunki. Jego żona Isabell
wezwała prywatne pogotowie, a Viktor zniósł Josy,
ubraną w cienką batystową koszulę nocną, do salonu.
Jeszcze dziś czuł jej chude rączki, kiedy o tym myślał.
Jedną objęła go za szyję, szukając pomocy, w drugiej
mocno ściskała ulubionego pluszaka, niebieskiego kota
Nepomuka. Pod surowym spojrzeniem zebranych
wokół krewnych lekarz osłuchał wątłą klatkę piersiową
dziewczynki, podłączył kroplówkę z elektrolitami
i przepisał środek homeopatyczny.
– Niewielka infekcja żołądkowo-jelitowa. Właśnie
grasuje w mieście. Ale nie ma się co martwić! Wszystko
będzie dobrze. – Tymi słowami lekarz się pożegnał.
Wszystko będzie dobrze. Kłamał.
Viktor stał przed gabinetem doktora Grohlkego. Kiedy
chciał otworzyć ciężkie drzwi, nie był w stanie wykrzesać
z siebie tyle sił, aby nacisnąć klamkę. W pierwszej chwili
pomyślał, że stres, jaki przeżył w ciągu ostatnich godzin,
odebrał mu całą energię. Po chwili jednak uświadomił sobie,
że drzwi są zamknięte. Ktoś zaryglował je od środka.
Co tu się dzieje?
Odwrócił się gwałtownie i miał uczucie, że widzi
otaczającą go rzeczywistość jak na przesuwających się
przed oczami w zwolnionym tempie pojedynczych
klatkach fi lmu. Wszystko docierało do jego mózgu
przesunięte w czasie i w postaci oderwanych od siebie
obrazów: zdjęcia irlandzkich krajobrazów na ścianach
poczekalni, pokryty kurzem fi gowiec w niszy przy oknie
i kobieta z łuszczycą siedząca na krześle. Larenz ostatni
raz szarpnął klamką i powlókł się przez poczekalnię
do wyjścia. Korytarz był w dalszym ciągu potwornie
zatłoczony. Jakby doktor Grohlke był jedynym lekarzem
w Berlinie.
Viktor powoli podszedł do recepcji. Jakiś młodzieniec
z rzucającym się w oczy trądzikiem na twarzy
czekał na wystawienie recepty, ale Larenz niegrzecznie
odepchnął go na bok i natychmniast zaczął mówić
do rejestratorki. Znał Marię ze swoich wcześniejszych
wizyt. Kiedy przed pół godziną wszedł tutaj z Josy,
jeszcze jej nie było. Teraz ucieszył się, że zastępująca
ją osoba najwidoczniej ma przerwę lub skierowano
ją do innych zajęć. Maria miała dopiero dwadzieścia
kilka lat i wyglądała jak dość korpulentny bramkarz
żeńskiej drużyny piłkarskiej, ale sama była matką małej
córeczki. Na pewno mu pomoże.
– Muszę natychmiast tam wejść i ją zobaczyć – powiedział
głośniej, niż zamierzał.
– O, dzień dobry, doktorze Larenz, cieszę się, że
znowu pana widzę. – Maria od razu poznała psychiatrę.
Co prawda dawno go tu nie było, ale wystarczająco
często widywała jego charakterystyczną twarz
w telewizji i czasopismach. Był ulubionym gościem
rozmaitych talk-show. Nie tylko z powodu atrakcyjnego
wyglądu, ale również interesującego, zrozumiałego
dla laików sposobu objaśniania skomplikowanych
problemów psychicznych. Dzisiaj jednak mówił bardzo
nieskładnie.
– Muszę natychmiast zobaczyć się z córką!
Chłopak, którego odepchnął na bok, instynktownie
wyczuł, że z tym człowiekiem jest coś nie w porządku,
i odsunął się jeszcze krok dalej. Maria również wyglądała
na zbitą z tropu i starała się nie stracić zwyczajowego,
wyćwiczonego uśmiechu.
– Niestety, nie rozumiem, o czym pan mówi, doktorze
Larenz – powiedziała i nerwowo dotknęła lewej
brwi. Normalnie w tym miejscu miała piercing, który
zawsze skubała, kiedy była zdenerwowana. Jednak
jej szef, doktor Grohlke, był bardzo konserwatywny
i w pracy musiała wyjmować srebrny sztyfcik.
– Czy Josephine miała na dzisiaj wyznaczoną wizytę?
– próbowała się upewnić.
Larenz otworzył usta, żeby wyrzucić z siebie odpowiedź,
ale powstrzymał się, nie wydając głosu. Oczywiście,
że miała dziś wizytę. Isabell uzgodniła ją telefonicznie
na konkretną godzinę. Dlatego przywiózł tu
Josy. Jak zawsze.
– Tato, kto to jest alergolog? – zapytała go jeszcze
w samochodzie. – Czy on przepowiada pogodę?
– Nie, myszko. Pogodę przepowiada meteorolog. –
Patrzył na nią we wstecznym lusterku i bardzo chciał
móc pogłaskać ją po jasnych włosach. Wydała mu się
tak krucha. Jak anioł na japońskiej bibułce.
– Alergolog leczy ludzi, którym nie wolno mieć styczności
z pewnymi substancjami, ponieważ wtedy chorują.
– Tak jak ja?
– Możliwe – powiedział. Mam nadzieję, pomyślał.
Byłaby to przynajmniej diagnoza. Jakiś początek. Niewyjaśnione
objawy jej choroby zdążyły zapanować nad
życiem całej rodziny. Josy już od pół roku nie chodziła
do szkoły. Konwulsje występowały przeważnie tak nagle
i nieregularnie, że nie wytrzymałaby długo w żadnej
klasie. Dlatego Isabell pracowała tylko na pół etatu
i zorganizowała Josy prywatny tok nauczania. A Viktor
zlikwidował swoją praktykę przy Friedrichstrasse, żeby
poświęcić cały swój czas córce. Czy może raczej jej
lekarzom. Jednak mimo maratonu medycznego, jaki
Josy przeszła w ciągu ostatnich tygodni, wszyscy specjaliści,
którzy ją konsultowali, okazali się bezradni. Nie
potrafi li znaleźć wytłumaczenia przyczyn cyklicznie
powracających konwulsji Josy połączonych z gorączką,
ciągłego zapadania na choroby zakaźne ani nocnych
krwawień z nosa. Czasami symptomy były słabsze,
niekiedy całkiem znikały, i wtedy rodzina nabierała
nadziei. Jednak po krótkiej przerwie wszystko wracało
na nowo, przeważnie w formie jeszcze groźniejszych
ataków. Jak dotąd interniści, hematolodzy i neurolodzy
zdołali jedynie wykluczyć raka, aids, zapalenie wątroby
oraz inne znane im choroby zakaźne. Josephine
zrobiono nawet test na malarię. Wypadł negatywnie.
– Doktorze Larenz?
Słowa wypowiedziane przez Marię raptownie przywróciły
Viktora do rzeczywistości. Zorientował się, że
przez cały czas wpatruje się w recepcjonistkę z otwartymi
ustami.
– Co pani z nią zrobiła? – Wrócił mu głos i teraz
z każdym słowem stawał się bardziej donośny.
– O co panu chodzi?
– O Josy. Co pani z nią zrobiła?
Larenz wrzeszczał teraz na cały korytarz i rozmowy
czekających pacjentów nagle ucichły. Widać było,
że Maria nie ma najmniejszego pojęcia, jak sobie
poradzić z tą sytuacją. Oczywiście jako recepcjonistka
pracująca u doktora Grohlkego była przyzwyczajona
do niezwykłych zachowań jego pacjentów. W końcu
nie był to prywatny gabinet, a Uhlandstrasse już od
dawna nie zaliczała się do najwytworniejszych adresów
w Berlinie. W poczekalni zawsze można było
się natknąć na prostytutki i narkomanów z pobliskiej
Lietzenburger Strasse. I nikt się nie dziwił, kiedy na
przykład wychudzony, żyjący z prostytucji nastolatek
krzyczał na recepcjonistkę, że nie chce leczyć wysypki,
tylko potrzebuje lekarstwa, które uśmierzy jego
ból.
Ale ten przypadek był zupełnie, bo doktor Viktor
Larenz nie miał przecież na sobie brudnego dresu i dziurawego
T-shirta, nie miał też na nogach rozczłapanych
adidasów, a jego twarz nie była usiana ropiejącymi
pryszczami. Przeciwnie. Wyglądał, jakby określenie
„dystyngowany” zostało stworzone specjalnie dla niego:
szczupła budowa ciała, wyprostowana postawa,
szerokie ramiona, wysokie czoło i ostry podbródek.
Chociaż urodził się i dorastał w Berlinie, większość
uważała, że ma wygląd hanzeatycki. Brakowało mu
tylko szpakowatych włosów na skroniach i klasycznego
nosa. Nawet jego kręcone włosy w kolorze drewna
tekowego, które ostatnio nieco zapuścił, i skrzywiony
nos – bolesne wspomnienie wypadku podczas regat
żeglarskich – nie zakłócały ogólnego wrażenia elegancji,
dystynkcji i wytworności. Viktor Larenz miał
czterdzieści trzy lata. Był mężczyzną, którego wiek
trudno ocenić, ale można było mieć pewność, że ma
eleganckie chusteczki z haftowanymi inicjałami i nigdy
nie nosi przy sobie drobnych. Mężczyzną, którego
rzucającą się w oczy bladą cerę tłumaczyła duża liczba
nadgodzin spędzonych w pracy.
I właśnie to sprawiało, że sytuacja była dla Marii tak
trudna. W końcu nikt nie jest na to przygotowany, że
psychiatra z tytułem doktora, który przychodzi ubrany
w szyty na miarę garnitur wart dwa tysiące dwieście
euro, będzie wykrzykiwał coś podniesionym i załamującym
się głosem, dziko gestykulując. I właśnie z tego
powodu Maria nie miała zielonego pojęcia, co powinna
teraz zrobić.(...)
 

Aktualności
2018-06-08

Weekend z "Dziewczyną, którą byłam" rozpoczęty

Serdecznie zapraszamy do odwiedzin fanpage'a Zbrodnicze Siostrzyczki, gdzie przez kolejne dni (aż do niedzieli, 10 czerwca) czekają na was niespodzianki :)

 (fb: Zbrodnicze

czytaj więcej
2018-05-24

"Zemsta Kolekcjonera" - weekend z książką

Zbrodnicze Siostrzyczki zapraszają w dniach 25-27 maja na mrożący krew w żyłach weekend (fb: Zbrodnicze Siostrzyczki)

czytaj więcej
2018-05-11

Weekend z "Mistrzem ceremonii"

Zapraszamy na fanpage Zbrodniczych Siostrzyczek, gdzie przez cały weekend będziecie mogli przeczytać fragment, wziąć udział w rozdawajce, a także przeczytać recenzję tej książki.

czytaj więcej

Inne książki autora

Noc Ósma Terapia
Premiera: 2018-07-19

Noc Ósma FITZEK SEBASTIAN

39.80 PLN 26.63 PLN
LOT 7A

LOT 7A FITZEK SEBASTIAN

39.80 PLN 23.83 PLN
Przesyłka

Przesyłka FITZEK SEBASTIAN

39.80 PLN 23.93 PLN
Ostatnie dziecko

Ostatnie dziecko FITZEK SEBASTIAN

39.80 PLN 26.63 PLN
Odcięci

Odcięci FITZEK SEBASTIAN TSOKOS MICHAEL

39.80 PLN 23.83 PLN
Odprysk

Odprysk FITZEK SEBASTIAN

39.80 PLN 23.83 PLN
Pasażer 23

Pasażer 23 FITZEK SEBASTIAN

39.80 PLN 23.83 PLN