Facebook
Krwawe żniwa

Krwawe żniwa

Tytuł oryginału: Blood Harvest
Ilość stron: 464
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2018-11-08
EAN: 9788324168293
44.80 PLN
26.87 PLN
Kryminał/thriller/sensacja

Klaustrofobiczna atmosfera i narastający strach – w tym Bolton jest niedościgniona.  „Observer”

Najnowszy bestseller twórczyni serii z Lacey Flint, ulubionej i uhonorowanej licznymi nagrodami autorki brytyjskich kryminałów i thrillerów psychologicznych.

 

 

Dom Fletcherów jest dokładnie taki, o jakim marzyli. W cichej, otoczonej wrzosowiskami wiosce, o której czas zapomniał, powinien być rajem dla nich i ich trojga dzieci. Ale od początku czują, że nie są tu mile widziani. Tak samo jak nowy pastor – młodszy i przystojniejszy niż zwykle bywają pastorzy…

W wiosce dzieje się coś niepokojącego. I nie chodzi tylko o dziwne zwyczaje mieszkańców, mroczne święto żniwiarzy, rytualny ubój zwierząt... W ostatnich latach zniknęły tu trzy dziewczynki. Dwóch nigdy nie odnaleziono. Teraz synek Fletcherów widuje bawiącą się koło zrujnowanego kościoła tajemniczą samotną dziewczynkę. Próbuje mu coś powiedzieć? Przed czymś ostrzec?

Nikt mu nie wierzy. Poza pastorem i młodą psycholożką, doktor Evi Oliver.

 

Sharon Bolton dokładnie wie, jak potęgować napięcie i tworzyć rewelacyjny thriller. „The Guardian”


SHARON BOLTON jest jedną z najbardziej znanych, lubianych i cenionych brytyjskich autorek psychologicznych kryminałów i thrillerów, sprzedanych w ponad milionie egzemplarzy, tłumaczonych na 20 języków i wyróżnianych najważniejszymi międzynarodowymi nagrodami: CWA Gold Dagger, Barry Award, International Thriller Writers Best First Novel, francuską Prix du Polar. W 2014 brytyjskie Stowarzyszenie Pisarzy Kryminałów przyznało jej nagrodę CWA Dagger in the Library za całokształt twórczości.

 

 

Patronaty medialne:

zspk

 

 

Co straszy na wrzosowiskach?

Sharon Bolton to brytyjska autorka, której uznanie przyniosła seria powieści kryminalnych z londyńską policjantką Lacey Flint. Ale Bolton pisze także thrillery psychologiczne – jednym z nich są „Krwawe żniwa”. 

Heptonclough to miasteczko, o którym czas i świat zdawały się zapomnieć. Przenosi się tu rodzina Fletcherów – dom tuż przy kościele, w pobliżu wrzosowisk, wydaje się idealnym miejscem na wychowywanie trójki dzieci. W tym samym czasie do wioski sprowadza się nowy (warto dodać: młody i przystojny) pastor. Szybko okazuje się, że Heptonclough nie jest wcale tak sielankowe, jak mogłoby się wydawać, a jego mieszkańcy mają specyficzne zwyczaje, do których należą między innymi rytualny ubój zwierząt i święto żniwiarzy. W ten obcy świat wkracza, poza Fletcherami i pastorem, również psycholog, doktor Evi Oliver.

Opowieść zaczyna się od sceny, która świetnie prezentuje nastrój książki. Trzy maleńkie ciała wypadły z grobu, w którym powinno być tylko jedno. Cmentarz, noc, deszcz i ciała dzieci… Brzmi przerażająco. I takie jest – bo najsilniejszym elementem tej książki jest atmosfera. Jak przystało na dobry thriller, „Krwawe żniwa” wywołują dreszcz na plecach czytelnika, strasząc go właściwie od pierwszej strony (a z każdą kolejną ten strach rośnie). Jest też w opowiadanej historii jakaś aura niesamowitości – Sharon Bolton wykorzystuje bowiem w tej powieści elementy, które doskonale znamy z horrorów. Mamy więc na przykład tajemniczą postać pojawiającą się na starym cmentarzu, mamy też upiorny kościół, w którym echo dziwnie się zachowuje (krótko mówiąc: straszy) i ożywające kukły. Ale spokojnie, z góry uprzedzam: jak to w thrillerach, najstraszniejsze w „Krwawych żniwach” jest to, co siedzi w ludziach.

Atmosfera zdecydowanie jest największą zaletą tej książki. Ale całkiem nieźle wypadają też bohaterzy. Może nie są na tyle wyjątkowi i oryginalni, by na zawsze pozostać w pamięci czytelników, ale łatwo ich polubić i zacząć po prostu kibicować im w działaniach. Zwłaszcza pastorowi i pani psycholog – głównie dlatego, że autorka nie powstrzymała się przed dorzuceniem do fabuły wątku miłosnego. Na szczęście bardzo delikatnego i nienachalnego, dzięki czemu nietrudno dostrzec dwie jego główne zalety. Po pierwsze, nieco przełamuje tę straszną atmosferę, po drugie – zbliża bohaterów do czytelnika. Autorka zresztą pozwala nam wejść w skórę różnych postaci, prowadząc narrację naprzemiennie, z odmiennych perspektyw. Bardzo ciekawym zabiegiem jest tutaj oddanie głosu dziecku. Jak wiadomo, dziecięca wyobraźnia nie ma granic – chwilami trudno więc stwierdzić, co synek Fletcherów naprawdę widział, a co tylko mu się wydawało. Co tu jest prawdą, a co iluzją? 

Warto też dodać kilka słów o fabule. Choć, jak już wspomniałam, znajdziemy w niej elementy sugerujące obecność sił nadprzyrodzonych – w rzeczywistości mocno trzyma się ziemi. Bolton w „Krwawych żniwach” wykorzystuje to, czym dała się poznać w swoich innych powieściach – czy to umiejscawiając akcję gdzieś wśród angielskich wrzosowisk, czy czerpiąc z lęków, które drzemią gdzieś w podświadomości każdego z nas, czy wreszcie wprowadzając do fabuły tradycyjne rytuały, dziś już nieco przerażające. Wszystko to składa się na zgrabną historię, przez którą czytelnik wędruje płynnie, bez zgrzytów.

Jeśli więc szukacie thrillera, który zapewni wam kilka emocjonujących godzin, przestraszy i sprawi, że podczas następnych odwiedzin na cmentarzu będziecie niepewnie oglądać się przez ramię – polecam „Krwawe żniwa”. To historia, od której naprawdę trudno się oderwać.

 

pk

 

 


Heptonclough to maleńka wręcz idylliczna osada na wrzosowiskach. Właśnie tutaj, niedaleko dwóch kościołów i cmentarza zbudowała swój dom rodzina Fletcherów, przybyszów z głębi Anglii. Są obcy w tej społeczności, podobnie jak Harry Laycoc, nowy pastor, który ma na nowo otworzyć kościół po przeszło dziesięciu latach nieużywania go jako miejsca kultu.

Mieścina jest typową osadą rolniczą, ludzie tutaj doskonale się znają, wręcz obserwują wzajemnie zza firanek. Kultywuje się stare zwyczaje, czasem dosyć dziwne dla przybyszów. Wielebnego szczególnie poruszają wszystkie obrzędy dożynkowe – palenie wielkich kukieł, przemarsze z zaostrzonymi kosami, którymi rolnicy uderzają o bruki dla głośnego efektu dźwiękowego.

Mimo wszystko Heptonclough wydaje się być przyjazne i spokojne. Do czasu jednak. Pewnego dnia, tuż po święcie zmarłych, następuje niespodziewany wypadek. Po osunięciu ziemi na cmentarzu zostaje odsłonięty grób. A w nim, obok ciała pochowanej tam małej dziewczynki, jeszcze dwa inne. Także dziecięce. Dodatkowo syn Fletcherów zaczyna słyszeć dziwne głosy i widywać tajemniczą widmową postać na cmentarzu. Czy chłopiec ma początki choroby psychicznej, czy coś się dzieje w tym miejscu? W sprawę angażują się młoda doktor psychiatrii Evi Oliver i pastor Laycoc. Wyświetlenie prawdy będzie jednak trudniejsze niż się wydaje, a sama prawda – bardziej przerażająca niż można przypuszczać.

Jestem wielbicielką Sharon Bolton i nie ukrywam tego. Każda jej książka to dla mnie prawdziwa przyjemność czytelnicza, ponieważ jej powieści są coraz to inne. Zawsze potrafi mnie zaskoczyć i zaczarować. Rozpoczynając lekturę, wiem jedno – wszystkie hipotezy, jakie sobie stworzę śledząc przebieg akcji, przy końcu okażą się nietrafione. Za to również (a może najbardziej?) lubię autorkę.

Nie inaczej jest w przypadku „Krwawych żniw”. To finezyjnie i ciekawie zbudowane powieść. Jak zwykle u Bolton ważna jest atmosfera i pełen napięcia, niepokojący klimat. Wrzosowiska są nastrojowe i piękne, gdy wieje wiatr wyglądają jak wzburzone morze. Także dwa kościoły i cmentarz Heptonclough są przesiąknięte niesamowitością i pewną grozą. Do tego miejscowe zwyczaje i obrzędy, które niejeden raz kojarzyły mi się bardziej z powieścią gotycką niż thrillerem.

Wreszcie postaci. Każda z nich jest ciekawa, zwłaszcza pod względem psychologicznym, każda ma też jakąś (często fizyczną skazę). Evi cierpi z powodu niedowładu nogi. Śliczna Gillian jest złamaną przedwcześnie kobietą, na której pięknych rysach odbiło się nieszczęście. Nie inaczej jest w przypadku innych kobiet – są bardzo ładne, ale jednak coś je szpeci. I prawie każdy w tym mieście ma jakąś tajemnicę. Fletcherowie i pastor są tutaj obcymi. Zostali przyjęci z rezerwą lecz serdecznie. Czy zdołają jednak poznać sekrety miasteczka, zanim im samym zacznie coś zagrażać?

Heptonclough żyje wedle pór roku i ich zmienność buduje rytm egzystencji mieszkańców. To wspólnota, a wspólnoty rządzą się swoimi, często niepisanymi prawami. Można zaryzykować stwierdzenie, że wspólnie czują: kochają i nienawidzą. Psychologia tłumu to wielka siła. Przekonają się o tym nasi bohaterowie.

Jak zwykle przeczytałam powieść Sharon Bolton jednym tchem, prawie się nie odrywając. Jest idealnie wpasowana w okres roku, w jakim się znajdujemy – początek listopada, przejście jesieni w zimę. Może również dlatego lektura była tak przejmująca?

Serdecznie polecam.

zs

 

            - Ona nas obserwuje. Już od jakiegoś czasu.

            - Mów dalej, Tom.

            - Czasami wydaje się, że jest tam zawsze, za stertą kamieni, w cieniu wieży, za jednym z tych starych grobów. Umie się ukrywać.

            - Na pewno.

            - Czasami podchodzi bardzo blisko, zanim się zorientujesz. Myślisz o czymś, a tu nagle słychać jeden z tych jej głosów. Zaskakuje cię. I naprawdę brzmi to tak, jakby to mówili twój brat albo mama, schowani gdzieś za rogiem.

            - A potem się okazuje, że tak nie było?

            - Tak. To nie oni. Tylko ona. Ta dziewczynka z głosami. Ale jak tylko odwrócisz głowę, jej już nie ma. Jak jesteś naprawdę szybki, możesz zobaczyć, jak ucieka. Ale najczęściej nie ma tam nic, wszystko jest tak, jak było, tylko że…

            - Tylko że co?

            - Tylko że teraz to jest tak, jakby świat miał jakąś tajemnicę. I ten ucisk w dole brzucha, ten, co mówi, że ona znowu tu jest. Że patrzy.

Prolog

3 listopada

 

            A więc stało się; stało się to, czego patrząc z perspektywy czasu, bał się, bo wiedział, że się stanie. To była prawie ulga, w pewnym sensie, ta świadomość, że najgorsze już minęło, że nie musi dłużej udawać. Może teraz będzie mógł przestać zachowywać się tak, jakby uważał, że to jest zwyczajne miasteczko, że to normalni ludzie. Harry wziął głęboki oddech i przekonał się, że śmierć ma zapach ścieków, mokrej ziemi i grubego plastiku.

            Czaszka, leżąca nie dalej niż dwa metry od niego, wyglądała na małą. Pewnie gdyby wziął ją w dłoń, mógłby ją w niej zamknąć. Chyba jeszcze gorsza niż czaszka była ręka. Leżała w błocie, kości ledwie połączone resztkami tkanki; jakby próbowała się wygrzebać z ziemi. Silne sztuczne światło zamigotało jak stroboskop i przez sekundę wydawało się, że ręka się rusza.

            Nad jego głową w plastikową płachtę deszcz bębnił jak kanonada. Wysoko na wrzosowiskach wiatr zaczynał zamieniać się w wichurę, prowizoryczne osłony policyjnego namiotu nie były w stanie oprzeć się tej sile. Kiedy parkował samochód, nie więcej niż trzy minuty temu, była trzecia siedemnaście. Noc o żadnej porze nie jest ciemniejsza. Zorientował się, że zamknął oczy.

            Dłoń detektywa nadinspektora Rushtona nadal spoczywała na jego ramieniu, chociaż obaj dotarli już do wewnętrznego kordonu. Dalej by ich nie przepuścili. W namiocie było z nimi jeszcze sześć innych osób, wszystkie w takich samych białych kombinezonach z kapturami i w kaloszach, które Harry i Rushton właśnie założyli.

            Harry czuł, że się trzęsie. Z nadal zamkniętymi oczami słyszał równomierne natarczywe bębnienie deszczu w dach namiotu. Wciąż widział tę rękę. Czując, że się chwieje, otworzył oczy. O mało się nie przewrócił.

            - Proszę się trochę cofnąć – rzucił Rushton. – Niech pan nie schodzi z maty, pastorze. – Harry wykonał polecenie. Miał wrażenie, jakby jego ciało nagle się powiększyło; pożyczone kalosze straszliwie cisnęły, ubranie kleiło się do skóry, kości w głowie wydawały się za cienkie. Szum wiatru i deszczu trwał dalej, jak ścieżka dźwiękowa kiepskiego filmu. Zbyt wiele światła, zbyt głośno jak na środek nocy.

            Czaszka odturlała się od tułowia. Harry dostrzegł żebra klatki piersiowej, takiej małej, wciąż okrytej ubraniem, maleńkie guziczki połyskiwały w świetle reflektorów. – Gdzie są inne? – spytał.

            Detektyw Rushton przechylił głowę, potem poprowadził go po szachownicy aluminiowych płyt rozłożonych na błocie jak schodki. Podążały za linią kościelnego muru.

            - Patrz pod nogi, chłopcze – przestrzegł Rushton. – Ten cały teren to jedna wielka krwawa jatka. Tam, widzi pan?

            Zatrzymali się w odległym krańcu wewnętrznego kordonu. Drugie zwłoki były całe, ale nie wyglądały na większe od pierwszych. Leżały twarzą do ziemi, w błocie. Na lewej nodze połyskiwał mały kalosz.

            - Trzecie są pod murem – oznajmił Rushton. – Trudno je zobaczyć, bo do połowy są zasypane kamieniami.

            - Kolejne dziecko? – spytał Harry. Luźno wiszące klapy namiotu łomotały na wietrze i żeby było go słychać, musiał prawie krzyczeć.

            - Na to wygląda – przytaknął Rushton. Okulary miał całe w kroplach deszczu. Nie wycierał ich od chwili wejścia do namiotu. Może wolał nie widzieć wszystkiego wyraźnie. – Widać, w którym miejscu mur się osunął.

            Harry skinął głową. Mniej więcej trzymetrowy odcinek kamiennego muru, który oddzielał działkę Fletcherów od cmentarza, zapadł się, a ziemia, którą zatrzymywał, jak mała zjeżdżalnia osunęła się do ogrodu. Razem z murem przewrócił się stary cis. W ostrym sztucznym świetle kojarzył się Harry’emu ze zwisającymi długimi kobiecymi włosami.

            - Kiedy się rozpadł, groby z boku cmentarza zostały naruszone – tłumaczył Rushton. – Zwłaszcza jeden, grób dziecka. Dziewczynki, nazywała się Lucy Pickup. Nasz problem polega na tym, że z planów, które mamy, wynika, że to dziecko było w tym grobie samo. Był świeżo dla niej wykopany dziesięć lat temu.

            - Wiem – przytaknął Harry. – Ale z drugiej strony… - Znów popatrzył na scenę przed sobą.

            - Cóż, teraz rozumie pastor, o co nam chodzi – mówił Rushton. – Jeśli mała Lucy została pogrzebana sama, do kogo należą te dwa inne ciała?

            - Mógłbym na chwilę zostać z nimi sam? – spytał Harry.

            Rushton przymrużył oczy. Przeniósł wzrok od małych postaci na Harry’ego i z powrotem.

            - To święta ziemia – mruknął Harry, prawie jakby mówił tylko do siebie.

            Rushton odsunął się.

            - Panie i panowie – zawołał. – Proszę o minutę ciszy, dla pastora. – Policjanci popatrzyli w górę. Jeden otworzył usta, chyba, żeby się sprzeciwić, ale zrezygnował na widok wyrazu twarzy Briana Rushtona. Mamrocząc podziękowania, Harry wysunął się na przód, bliżej zagrodzonej przestrzeni, aż czyjaś dłoń na jego ramieniu kazała mu się zatrzymać. Czaszka zwłok leżących najbliżej niego była bardzo uszkodzona. Wyglądało na to, że brakuje prawie jednej trzeciej. Pamiętał, że słyszał, jak mówiono, w jaki sposób zginęła Lucy Pickup. Wziął głęboki oddech, świadomy tego, że wszyscy dokoła stoją nieruchomo. Kilka osób mu się przyglądało, inni pochylili głowy. Podniósł prawą rękę i zaczął wykonywać znak krzyża. W górę, w dół, w lewo. Zatrzymał się. Bliżej miejsca wypadku, bardziej bezpośrednio pod lampami miał lepszy widok na trzecie zwłoki. Maleńkie ciałko było ubrane w coś z haftowanym wzorem przy szyi: mały jeżyk, królik i kaczka w kapeluszu. Postaci z opowiastek Beatrix Potter.

            Zaczął mówić, ledwie wiedząc, co. Krótka modlitwa za dusze zmarłych, mogło to być cokolwiek. Chyba musiał skończyć, bo funkcjonariusze powracali do pracy. Rushton poklepał go po ramieniu i wyprowadził z namiotu. Harry nie opierał się, wiedział, że jest w szoku.

            Trzy maleńkie ciała wypadły z grobu, w którym powinno się znajdować tylko jedno. Nieznane dzieci dzieliły miejsce ostatecznego spoczynku Lucy Pickup. Tyle że jedno z nich nie było nieznane, przynajmniej nie dla niego. To dziecko w piżamie z postaciami Beatrix Potter. Wiedział, kto to jest.

Aktualności
2018-10-31

Upoluj bestseller

Łapcie okazję!

Teraz wszystkie nasze książki kupicie z rabatem -35%*.

Promocja trwa do 06.11!

 

* Promocja dotyczy książek kupionych w księgarni Ravelo

czytaj więcej
2018-10-23

Na targach we Frankfurcie...

Małgorzata Cebo-Foniok i Zbigniew Foniok  z Sebastianem Fitzkiem na targach we Frankfurcie.

Sceneria nawiązuje do najnowszej powieści mistrza.

czytaj więcej
2018-10-15

Spotkanie z Lily Bernheimer

Jeśli macie ochotę spotkać się na żywo z autorką "Potęgi przestrzeni wokół nas", to serdecznie zapraszamy w tę sobotę, 20 października, na godz. 17.30 do "Sztuki
czytaj więcej

Inne książki autora

Mistrz ceremonii Krwawe żniwa

Mistrz ceremonii BOLTON SHARON

42.80 PLN 28.63 PLN
Już jesteś martwa

Już jesteś martwa BOLTON SHARON

39.80 PLN 26.63 PLN
Blizna

Blizna BOLTON SHARON

42.80 PLN 28.63 PLN
Sacrifice

Sacrifice BOLTON SHARON

39.80 PLN 26.63 PLN
Stokrotka w kajdanach

Stokrotka w kajdanach BOLTON SHARON

39.80 PLN 25.85 PLN
Zagubieni

Zagubieni BOLTON SHARON

39.80 PLN 26.63 PLN
Małe mroczne kłamstwa

Małe mroczne kłamstwa BOLTON SHARON

39.80 PLN 26.63 PLN
Mroczne przypływy Tamizy
39.80 PLN 26.63 PLN
Karuzela samobójczyń

Karuzela samobójczyń BOLTON SHARON

39.80 PLN 26.63 PLN
Ulubione rzeczy

Ulubione rzeczy BOLTON SHARON

79.70 PLN 50.06 PLN