Zbyt szalony na męża

Zbyt szalony na męża

Tytuł oryginału: Too Wilde To Wed
Tłumaczenie: Agnieszka Kowalska
Ilość stron: 336
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 135x205
Data wydania: 2022-07-12
EAN: 9788324179107

Dostępny po: 2022-07-12
Romans historyczny

Bestseller „New York Timesa” o miłosnych perypetiach zawsze zakochanej do szaleństwa, ekscentrycznej książęcej rodziny Wilde’ów z Lindow Castle.

Aż skrzy się humorem i seksownym wdziękiem: to znak firmowy Eloisy James.  „Romantic Times”

Przystojny i zawadiacki dziedzic książęcego tytułu lord Roland Northbridge Wilde wyjechał na wojnę dwa lata temu, porzucony na przyjęciu zaręczynowym przez pannę Dianę Belgrave. Po powrocie do Anglii North zastaje Dianę w rodzinnym zamku... pracującą jako guwernantka. Ale na tym nie koniec niespodzianek: w towarzystwie panuje opinia, że Wilde jest „zbyt szalony na męża”…

North mimo skandalu wciąż pragnie Diany i gotów jest podjąć każde ryzyko, by ją zdobyć. Teraz jest już zaprawionym w bojach wojownikiem, a bitwę o serce swej damy postanowił wygrać. Tymczasem Diana musi stoczyć trudną walkę, by nie stracić głowy dla mężczyzny, którego przecież wciąż nie zamierza poślubić…

Zdobywczyni nagrody RITA, Eloisa James, wznosi romans historyczny na nowe wyżyny subtelności dzięki urzekającej elegancji stylu, wyjątkowemu talentowi do tworzenia zniuansowanych postaci oraz umiejętności misternego łączenia aury zmysłowości z uroczym poczuciem humoru.  „Booklist”

ELOISA JAMES osiągnęła sukces w dwóch wcieleniach: gwiazdy romansów historycznych i profesorki literatury. Ukończyła Harvard i Oksford, doktoryzowała się na uniwersytecie Yale, specjalizuje się w twórczości Szekspira i wykłada na uniwersytecie w Nowym Jorku. Jej błyskotliwe powieści z przesyconą wdziękiem i zmysłowością wyrafinowaną intrygą są wydawane w 28 krajach, nagradzane najbardziej prestiżowymi nagrodami, jak RITA Award (odpowiednik filmowego Oscara), i zajmują wysokie miejsca na amerykańskich listach bestsellerów. A prywatnie jest żoną prawdziwego włoskiego księcia.

Wstęp
Lindow Castle, Cheshire
Rezydencja księcia Lindow, 6 lipca 1778
Przyjęcie zaręczynowe lorda Rolanda Wilde’a i panny Diany Belgrave

Lord Roland Northbridge Wilde – przez przyjaciół i rodzinę zwany Northem – został nauczony już we wczesnym dzieciństwie, że o dżentelmenie świadczy jego podejście do płci pięknej. Dżentelmen nie zadaje nietaktownych pytań i nie zachowuje się niestosownie.
Nawet kiedy dama jest jego narzeczoną – a może zwłaszcza wtedy.
Northowi nigdy nie przyszło do głowy, że mógłby zechcieć postąpić inaczej. Jako przyszły książę uważał, że byłoby poniżej jego godności klęknąć, kiedy prosił pannę Dianę Belgrave o rękę, ale włożył frak, na którego temat z uznaniem wypowiedział się sam król. Pierścionek, który wsunął na jej palec, należał niegdyś do jego babki, księżnej Lindow.
Pochylił się, żeby pocałować ją w policzek i pomyślał, jak zachwycające są jej oczy, jasnoszare z ciemnoniebieską obwódką. Błędnie zrozumiała jego ruch, odwróciła głowę i jego usta napotkały jej delikatne wargi.
Właśnie w tym momencie uświadomił sobie, że dobre maniery są tylko cienką powłoką przykrywającą wnętrze człowieka. Owładnęło nim dzikie pragnienie, by zachować się zupełnie nie jak dżentelmen.
Przez następne tygodnie powtarzał sobie raz po raz, że honorowy mężczyzna nie kusi swojej narzeczonej. Lord wiedział, że jego starszy brat Horatius – który powinien być na jego miejscu – nigdy nie uległby tak niestosownej pokusie.
Horatius zapewne w ogóle by jej nie odczuwał.
Być może to dobrze, że North starał się trzymać z dala od swojej narzeczonej. Rezydencja jego ojca, Lindow Castle, gdzie ojciec urządził przyjęcie zaręczynowe, miała aż za dużo zakamarków, ułatwiających ukradkowe pocałunki lub coś gorszego. North odnosił wrażenie, że jego brat Alaric porzucił wszelką przyzwoitość, uganiając się za panną Willą Ffynche.
Jednak Diana ani razu nie podeszła do niego, nie szukała go. Wciąż znajdowała wymówki i wychodziła z sali. Alaric spytał Northa wprost, czy narzeczona w ogóle go lubi.
Lubi go?
North nie zastanawiał się, czy ludzie go lubią. Miał zostać księciem. To nie miało znaczenia.
Ale teraz to pytanie nie dawało mu spokoju.
Nie przypominał sobie, kiedy ostatni raz słyszał, żeby Diana się śmiała, mimo że to właśnie jej radosny śmiech przykuł jego uwagę na samym początku. Nie wyglądała jak młoda dama świętująca swoje zaręczyny. Nie wyglądała jak dama, która złowiła najlepszego kandydata na rynku małżeńskim.
Wyglądała żałośnie.
Choćby teraz – wyglądała przez okno salonu, obejmując się mocno ramionami. W pewnym momencie uniosła rękę i… otarła łzę?
Przeciskając się między gośćmi ojca, myślał intensywnie. Było już za późno na zerwanie zaręczyn. Poza tym głębokie poczucie, że jej pragnie, ani trochę nie osłabło.
Jednak musieli porozmawiać.
Dwie minuty później wprowadził ją do biblioteki. Kiedy spojrzała na niego pytająco, zauważył fioletowe smugi pod jej oczami.
– Czy możemy usiąść? – spytał, chociaż tak naprawdę to nie było pytanie.
Diana usiadła, złożyła dłonie na kolanach i przyglądała mu się w milczeniu. Była bardzo dobrze wychowaną młodą damą.
Dokładnie taką, jaka powinna być przyszła księżna, pomyślał.
Coraz bardziej niespokojny, starannie dobierał słowa.
– Czy jesteś zadowolona z tego, że wkrótce się pobierzemy, Diano? – omal nie powiedział „panno Belgrave”.
Zerknęła na niego, zanim spuściła wzrok.
– Oczywiście – szepnęła.
Niech to diabli. Alaric miał rację; ona go nie lubi. Ten związek jest pomyłką.
A jednak wciąż jej pragnął. I przywykł dostawać to, czego chciał. Może jest po prostu nieśmiała. Może…
Porzucając zachowanie godne dżentelmena, ujął ją pod brodę i zbliżył usta do jej ust. Rozchyliła wargi zaskoczona, a on nie potrafił się powstrzymać i wpił się mocniej, smakując ją.
Jej język wyszedł mu naprzeciw, nieśmiały… niewinny. Pocałunek się pogłębił, a ona objęła go za szyję. Wydała cichy jęk, który uderzył go jak cios.
Jeżeli teraz się nie zatrzyma, to za moment położy ją i będzie całował, dopóki ona znowu nie jęknie, dopóki całkowicie się nie zapomni i nie będzie krzyczeć, prosząc o więcej.
Niewyobrażalnym wysiłkiem woli cofnął się, zanim stracił nad sobą kontrolę. Diana patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, z rozchylonymi wargami.
– Będziesz wspaniałą księżną – szepnął North.
Przez chwilę widział w jej oczach zadowolenie; zaskoczenie i radość. Ale bardzo szybko pojawiły się w nich inne emocje – żal? Poczucie winy? Cofnęła się i zerwała na równe nogi.
Zanim zdążył wstać, Diana dygnęła i powiedziała, że musi pójść poprawić suknię.
Wtedy widział ją po raz ostatni.
Porzuciła go bez słowa, zostawiając na toaletce zaręczynowy pierścionek razem z całą resztą biżuterii. Zabrała ze sobą do dyliżansu tylko pudło na kapelusze.
North pojechał do Londynu, lecz przekonał się, że matka nic nie wie o jej ucieczce. Szukał jej całymi miesiącami, aż w końcu znalazł – na dzień przed tym, gdy wraz ze swoim pułkiem miał wyruszyć do Ameryki. Diana otworzyła drzwi małego wiejskiego domku, daleko od Londynu.
Wyglądała olśniewająco w blasku słońca. Rozświetlał jej kremową cerę i pogłębiał cienie rzucane przez długie rzęsy. Diana patrzyła na niego spod prostego bonetu, wyraźnie wstrząśnięta. A ponieważ North był głupcem, starał się zapamiętać każdy szczegół, żeby zabrać ze sobą na wojnę jej wspomnienie.
Mógłby przysiąc, że ucieszyła się na jego widok, choć zaskoczył ją mundur. Może jednak im się uda? Dowie się, co skłoniło ją do ucieczki, i postara się to naprawić.
Wtedy z głębi domu rozległ się płacz. Przenikliwe, żałosne kwilenie dziecka.
Dziecka, które nie mogło być jego.
Diana spojrzała mu w oczy.
– Przepraszam, North – szepnęła. – Przepraszam.
Zmroziło go. Poczuł, że ziemia usuwa mu się spod nóg.
Bez słowa odwrócił się i odszedł. Wskoczył na konia i popędził przed siebie.
Spowił go tuman kurzu – i dobrze. Oficer – i dżentelmen – mógł otrzeć pył z oczu.
Ale nie łzę.

Rozdział 1
Diana Belgrave rzadko wspominała dni, kiedy była rozpieszczoną dziedziczką, która szturmem wzięła Londyn i podbiła serce przyszłego księcia. A kiedy już o tym myślała, wzdychała i potrząsała głową.
Była wtedy tak młoda, gotowa zrobić wszystko, żeby zaspokoić ambicje swojej matki – dziś, mądrzejsza o swoje doświadczenie, wiedziała, że było to niemożliwe. Może właśnie na tym polega dojrzałość: na uświadomieniu sobie, że nie da się zadowolić wszystkich.
Na dłuższą metę nie byłby z niej zadowolony również jej narzeczony, North (czyli, bardziej oficjalnie, lord Roland), a przynajmniej tak sobie powtarzała, kiedy dręczyło ją poczucie winy. Przecież w gruncie rzeczy nie oświadczył się jej, Dianie. Poprosił o rękę cichą i posłuszną młodą damę – do odgrywania takiej roli zmusiła ją matka.
Ten błysk pożądania, który widywała w jego oczach? Nie o nią mu chodziło, lecz o wykreowane przez jej matkę uległe stworzenie w wielkich, ozdobionych klejnotami perukach.
Odnosiła wrażenie, że North nigdy nie był zadowolony z tego, co do niej czuł. Pożądanie wprawiało go w irytację, jakby umniejszało jego władzę. Zupełnie jakby przez to ona miała zapanować nad jakąś jego częścią, a przyszły książę Lindow przywykł być absolutnym władcą swojego świata.
Wyobraźmy sobie, jaki byłby wściekły, gdyby się dowiedział, że kobieta, którą wybrał sobie na małżonkę, jest naprawdę kimś zupełnie innym.
Diana westchnęła i wróciła do rzeczywistości. Dawno, dawno temu była przyszłą panią Lindow Castle; teraz została tu służącą. Ale, co ważniejsze, była nieszczęśliwą młodą damą, za to bardzo szczęśliwą guwernantką. Może nie dobrą guwernantką, ale lubiła swoją pracę.
Najczęściej.
Pochyliła się, podniosła dwuletnią podopieczną, lady Artemisię Wilde, i oparła ją sobie o biodro. Odwróciła się do trzylatka, który siedział na podłodze i kreślił jakieś wzory rozgniecioną
rzepą.
– Godfrey, czy nie chcesz skorzystać z nocnika?
Jej bratanek, Godfrey Belgrave, pokręcił głową – i całe szczęście, ponieważ w tej samej chwili Diana zauważyła nocnik, który przewrócony leżał w kominku, zamiast stać ukryty za parawanem.
Miała nadzieję, że był pusty.
Czuła zapach rzepy i rozpaczliwie zapragnęła napić się gorącej herbaty z mlekiem. Ale herbata była już zimna, a ostatnie krople mleka skapywały ze stołu w papkę z rzepy.
Gospodyni uciekłaby z krzykiem, gdyby zobaczyła dziecięcy pokój, zanim Diana zdąży go posprzątać. Panią Mousekin zawsze zdumiewał chaos, jaki towarzyszył wszędzie Dianie i dzieciom, a teraz oburzenie weszło jej już w nawyk.
A przynajmniej Diana chciała w to wierzyć.
Wyglądało na to, że nie potrafiła połączyć utrzymania higieny z dniem spędzonym szczęśliwie przez dwójkę dzieci.
– DeeDee – sapnęła Artie, wbijając małe, tłuste paluszki w kok Diany i wydłubując z niego kosmyk włosów, co sprawiło, że cały pukiel opadł jej na plecy. Rzucanie jedzeniem po całym pokoju wymagało mnóstwa energii, a Artie obudziła się dobrze przed świtem, więc była już najwyższa pora na drzemkę. Dziecko wsunęło sobie kosmyk włosów do buzi i sennie oparło główkę na ramieniu Diany.
Diana odetchnęła głęboko, kiedy ogarnęła ją fala zmęczenia. Chodziło nie tylko o długi dzień, ale i niepokojącą świadomość wiszącego nad jej głową widma nieszczęścia.
North wrócił do domu.
Wiedziała, że jest w drodze. Szlochała z ulgą przez pół nocy, kiedy książę oznajmił, że jego syn wraca. To znaczyło, że nie będzie odpowiedzialna za śmierć przyszłego księcia. O ile wiedziała, zerwane zaręczyny przyspieszyły jego decyzję o wstąpieniu do wojska. Gdyby zginął…