Piotr Wielki. Geniusz i szaleństwo

Piotr Wielki. Geniusz i szaleństwo

Tytuł oryginału: Pierre le Grand
Ilość stron: 336, ilustracje czarno-białe
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 165x235
Data wydania: 2024-08-14
EAN: 9788324183982
Biografie historyczne
Bestseller

Kim naprawdę był twórca Imperium Rosyjskiego?
Fascynującym geniuszem, który słaby i zacofany kraj przekształcił w mocarstwo? Czy przerażającym szaleńcem, który bez wahania przelewał krew poddanych i własną ręką zadał śmierć zbuntowanemu synowi?

Nigdy nie zostało rozstrzygnięte, kto naprawdę był ojcem Piotra, bo ani fizycznie, ani psychicznie nie był podobny do cara Aleksego.
Piotr I Wielki, koronowany na cara w 1689 roku, w 1721 roku przyjmuje tytuł Cesarza Wszechrusi. Obala dawne obyczaje z niewiarygodną zaciekłością, obcinając brody i głowy, narzucając swym rodakom europejskie stroje i poglądy. Przeprowadza radykalne reformy administracji, prawa, finansów, gospodarki. Tworzy regularną armię i flotę.
Wojuje kosztem tysięcy ludzkich istnień z Turkami i Szwedami. Poświęca życie tysięcy, wznosząc na moczarach nową stolicę – Sankt Petersburg. Kładzie podwaliny pod nowoczesny przemysł, buduje drogi, zakłada szkoły, unowocześnia rolnictwo. A wszystko za cenę zniewolenia narodu, wydanego na łup skorumpowanej biurokracji.

Władca niezmierzonego kraju umie posługiwać się kompasem, siekierą cieśli i katowskim toporem. Buduje statki i wyrywa zęby swoim poddanym. To olbrzym, który góruje wzrostem nad otoczeniem. Mocarz, który łamie w rękach podkowy. Prostak, który znajduje upodobanie w obżarstwie, pijaństwie, rozpuście i błazenadach, rozmiłowany jest w europejskiej cywilizacji i przemocą chce do niej wprowadzić Rosję.

Gdyby nie świadectwa historyczne, można by sądzić, że car Piotr I Wielki jest mitycznym tworem ludowej wyobraźni, nie zaś autentyczną postacią z krwi i kości.

HENRI TROYAT – wybitny francuski pisarz, historyk i biograf pochodzenia rosyjskiego, laureat Nagrody Goncourtów, członek Akademii Francuskiej, znawca dziejów Rosji, autor wielu powieści oraz biografii, m.in. Iwan Groźny, Katarzyna Wielka, Aleksander I, w pasjonującej, pełnej rozmachu opowieści kreśli barwny i wyrazisty wizerunek człowieka łączącego w sobie cechy geniusza i szaleńca: nieludzkiego, nadludzkiego i ludzkiego zarazem.

1.
KREW NA KREMLU


Po śmierci małżonki 14 marca 1669 roku car Aleksy Michajłowicz popadł w taką rozpacz, że jego otoczenie sądziło, iż nikt mu nigdy nie zastąpi nieboszczki. Bo i któżby mógł zająć u boku władcy miejsce pięknej Marii z rodu Miłosławskich, która miała ponoć w sobie coś z czarownicy i rozszczepioną stopę w kształcie raciczki? Zmysłowa i płodna, przez 21 lat pożycia małżeńskiego obdarzyła swego męża pięcioma synami i sześ­cioma córkami. Trzech chłopców umarło jednak jeden po drugim, a dwaj, którzy pozostali, Fiodor i Iwan, nie cieszą się zbyt mocnym zdro-
wiem.
Fiodor nie jest głupi, ale wydaje się tak wątły, że ciężar cesarskiego płaszcza przygniótłby jego słabe ramiona. A co do Iwana, jakże jego ojciec mógłby bez lęku rozważać możliwość pozostawienia tronu Rosji temu zdegenerowanemu młodzieńcowi, nękanemu epilepsją, z obwisłą wargą i kaprawymi oczami? Spośród córek godna uwagi jest tylko Zofia – inteligentna, przebiegła, energiczna i krzepka. Ale car nawet nie chce myśleć o tym, by kiecka miała objąć po nim sukcesję. Musi mieć innych synów, o mocnym kośćcu i jasnym umyśle. Jego puste łoże go przygnębia. Opłakując nieboszczkę, już właściwie nie wie, czy ubolewa nad stratą towarzyszki swoich nocy, czy niezawodnej rodzicielki swoich dzieci. Nie jest przecież taki stary – stuknęła mu zaledwie czterdziestka – i pełen męskich mocy. Nader pobożny, niezdecydowany, zgnuśniały, przezorny i pokojowo nastawiony, długo się waha, nim sam przed sobą przyzna się do swoich pragnień. Potem nagle, po dwóch latach wdowieństwa i modłów, podejmuje decyzję. Dla wielkości Rosji musi się powtórnie ożenić. Portret z epoki ukazuje go nam wtłoczonego w ciężką szatę z brokatu, nabijaną rubinami, szafirami i perłami, w stożkowatej czapie obramowanej sobolami i zwieńczonej krzyżem, z berłem w prawej ręce i z jabłkiem w lewej, zwalistego, mocnego, brodatego, z purpurowymi ustami pod obwisłym wąsem, z wydatnym nosem i twardym spojrzeniem. Najwyraźniej ów mężczyzna, choć obawia się niebios, nie wyrzekł się ziemskich rozkoszy.
Kiedy obwieszcza swoje zamiary, dwór ogarnia szaleńcze podniecenie. Według odwiecznej tradycji car winien sobie wybrać oblubienicę spośród najpiękniejszych i najbardziej godnych tego zaszczytu panien sproszonych z tej okazji na Kreml. Zgodnie z obyczajem smotriny, wstępnych oględzin, w dniu określonym w protokole, 14 września 1670 roku przybywają tłumnie prowadzone przez swoich rodziców kandydatki z uboższej lub możniejszej szlachty. Rosłe i drobne, jasno- i ciemnowłose, ładne i niezbyt pociągające, młode i bardziej dojrzałe, bogato wystrojone i skromnie ubrane, wszystkie mają wspólne cechy: dziewiczość, dobre zdrowie i ograniczony umysł. Wszystkie też żywią gorącą nadzieję, że zostaną wybrankami. Natychmiast po pojawieniu się w pałacu zostają odprowadzone do tieremu, gdzie doświadczone damy oglądają je ze wszystkich stron, przepytują, rozbierają, obmacują, by stwierdzić, czy są godne carskich łask. Nawet najbardziej intymne części ciała nie są wyłączone z tych badań. Panny uznane za nienadające się do carskiego łoża są natychmiast odsyłane. Pozostałe prowadzi się rozćwierkaną gromadą do sali sypialnej. Tam gorączkowo oczekują odwiedzin władcy, który postanowi o ich losie. Dziewczęta szepczą między sobą, modlą się, drżą z przejęcia. Drzwi się otwierają: oto on, brodaty car, wszechwładny wdowiec, Aleksy Michajłowicz. Każda marzy o tym, by go pocieszyć. On przechodzi między łóżkami w towarzystwie lekarza. Prześlizguje się wzrokiem po kandydatkach, jakby ich nie dostrzegał. Nagle zatrzymuje się przed Natalią Naryszkiną i wyciąga do niej chustkę haftowaną złotem i perłami. Natalia spuszcza oczy. Ona zostanie carycą.
W istocie car już od dawna zna tę dziewczynę. Spotkał ją u swego przyjaciela Artamona Matwiejewa, naczelnika prikazu poselskiego, człowieka światłego, sławnego z powodu swojej biblioteki i pracowni chemicznej, a przede wszystkim szczególnej osobliwości: szkockiej małżonki. Ów innowator, pozostający pod wpływem Zachodu, nie chce, by jego czarująca pupilka, Natalia Kiryłowna Naryszkina, córka biednego i nikomu nieznanego szlachcica z prowincji, żyła zamknięta za drzwiami tieremu. Dopuszczana do stołu swego protektora, nawet w obecności gości, od pierwszego wejrzenia ujęła Aleksego Michajłowicza. Wysoka, o matowej skórze i ciemnych oczach ocienionych długimi rzęsami, skromna w obejściu, wprost tchnie pobożnością, szlachetnością, słodyczą i poddaniem. No tak, liczy o 20 lat mniej niż car. Ale różnica wieku nie niepokoi lubiącego bujne życie władcy. Wręcz przeciwnie, liczy na to, że jej świeżość ożywi jego przytępione zmysły. Od pewnego czasu odczuwa zmęczenie, jakieś niedomagania, z których niewątpliwie wyleczy go dotyk młodej skóry. Zwołując wszystkie bojarskie córy na Kreml na smotriny, ulega dawnemu obyczajowi, ale z góry już zna imię tej, która wejdzie do jego łożnicy.
Małżeństwo zostaje uroczyście zawarte 22 stycznia 1671 roku. Z dnia na dzień liczny i pazerny klan Miłosławskich, który zawdzięcza swoją uprzywilejowaną pozycję nieboszczce carycy Marii, ustępuje miejsca nie mniej licznemu i nie mniej pazernemu klanowi Naryszkinów, sprzymierzonemu z nową carycą Natalią. Ta zabawa w odbijanego odbywa się z całą arogancją ze strony tych, którym się udało, i z cichą nienawiścią odepchniętych. Tymczasem Natalia urzeka cara wesołością i dyskretną kokieterią. Nie tylko on docenia urok tej młodej kobiety. Patriarcha Nikon zapłonął do niej uczuciem i nie odstępuje jej na krok. Ten święty człowiek cieszy się podwójną reputacją: nieubłaganego prześladowcy schizmatyków i nienasyconego samca. Innym wielbicielem pięknej Natalii jest pewien dworzanin nędznego rodu, Tichon Striechniew. Mówi się, że car przymyka oczy na zaloty obu śmiałków, a także kilku innych, do jego żony.
Trzydziestego maja 1672 roku – w roku 7180 według obowiązującego wówczas w kraju kalendarza – Natasza wydaje na świat syna. Dziecko otrzymuje imię Piotr. Choć nikomu jeszcze nie przychodzi do głowy, by go nazywać Piotrem Wielkim, pytani o horoskop astrologowie przepowiadają mu świetną przyszłość. Jego gwiazda nie tylko pojawiła się w bliskości Marsa, ale także, co jest wyraźnym znakiem, dokładnie w dniu jego urodzenia armia Ludwika XIV pod wodzą Kondeusza i Turenne’a gotuje się do przekroczenia Renu. Zdaniem specjalistów owo wydarzenie militarne zapowiada, że przed nowo narodzonym otwiera się droga do chwały wojennej.
Uszczęśliwiony car dziękuje Bogu, ułaskawia kilku skazańców, darowuje długi zaciągnięte wobec państwa, całymi beczkami każe rozdawać wódkę ludowi i wydaje pantagrueliczną ucztę ze 120 dań dla 400 gości, kończącą się przesłodzoną apoteozą: na stole ukazują się ogromny orzeł z cukru kandyzowanego, kaczka, kanarek i papuga z karmelu, i wreszcie Kreml z wielobarwnego cukru – z murami, wieżami, działami, z zastępami wojowników konnych i pieszych. Gdy przejedzeni biesiadnicy zmuszają się do przełknięcia jeszcze kilku frykasów, akrobaci, tancerze i cymbaliści wysilają się, by oderwać ich uwagę od zawartości talerzy.
W następnych dniach, by oddać hołd obyczajom europejskim, bojar Artamon Matwiejew, którego podopieczna została carycą, organizuje przedstawienia we własnym domu i w pałacu. Większość sztuk grają po niemiecku niemieccy aktorzy zwerbowani w kolonii zagranicznych rzemieślników osiadłych w stolicy. Ale, co stanowi zuchwałą innowację, uczony mnich Siemion Połocki, preceptor carskich dzieci, pisze na tę okoliczność dwie sztuki po rosyjsku: Syna marnotrawnego i Nabuchodonozora.
Najbardziej raduje Aleksego Michajłowicza fakt, że tym razem jego latorośl jest tak dorodna. Jego inne dzieci już od kołyski odznaczały się brzydotą i nosiły ślady degeneracji, to zaś jest żywym przykładem urody i sił witalnych. To wystarcza, by złe języki w pałacu zaczęły podważać ojcostwo Aleksego. Niektórzy poszeptują, że car, osłabiony wiekiem i nękany chorobą, nie mógł u schyłku swoich dni spłodzić syna o tak kwitnącym zdrowiu. Wymienia się nawet imię prawdziwego ojca, patriarchy Nikona, tego olbrzyma obdarzonego przez naturę siłą, człowieka gwałtownego, władczego i genialnego bądź też sprytnego i energicznego Tichona Striechniewa, bardzo bliskiego monarsze i Natalii. Wiele lat później Piotr, nękany niepewnością swego pochodzenia, postawi brutalnie to pytanie podczas pewnego bankietu. Wskazując hrabiego Iwana Musina-Puszkina, wykrzyknie:
– Ten przynajmniej wie, że jest synem mojego ojca. Ale ja właściwie nie wiem, czyim jestem synem.
I przyskakując do Tichona Striechniewa, pociągnie dalej zapijaczonym głosem:
– Powiedz mi prawdę. Czy jesteś moim ojcem? Bądź mi posłuszny! Mów śmiało, bo inaczej cię uduszę!
– Panie – odpowie mu na to Striechniew – nie wiem, co ci powiedzieć. Ja nie byłem jedyny.
Wtedy Piotr zasłoni sobie twarz obiema rękami i zataczając się, opuści salę.
A jednak podejrzenia, które będą go dręczyć do końca życia, nigdy nie powstały w głowie tego, który się uważał za sprawcę jego istnienia.
Natalia wkrótce obdarza cara Aleksego Michajłowicza rok po roku dwójką kolejnych dzieci, dwiema zdrowymi i ładnymi córkami.
Co więcej, utrzymuje wokół niego radosną i szczerą atmosferę, która mu pomaga, mimo znużenia, znosić trudy panowania. Podatny na wpływy, chwiejny i niezdecydowany, cierpi za każdym razem, kiedy musi narzucić komuś swoją wolę. W okresie swych rządów musi walczyć ze schizmą w Cerkwi, z Kozakami podburzonymi przez Stienkę Razina, z Turkami, z Polakami, ze Szwedami, z własnymi bojarami, którzy nie zawsze rozumieją jego pragnienie naśladowania zachodniego sposobu życia. Snuje reformatorskie marzenia, ale ulega tradycjonalistom, kiedy go oskarżają, że chce zniszczyć uświęcone dziedzictwo rosyjskich obyczajów. W wieku 47 lat nie jest już w stanie rządzić krajem, którego części cierpliwie jednoczył. Nękany szkorbutem i puchliną wodną, umiera w nocy z 29 na 30 stycznia 1676 roku, zleciwszy słabnącym głosem, by koronę po nim przekazano jego synowi Fiodorowi, liczącemu wówczas zaledwie 15 lat.
Niebawem zbiera się sobór ziemski – zgromadzenie złożone z Dumy bojarskiej, Przenajświętszej Rady Wysokiego Duchowieństwa i kilku funkcjonariuszy głównych prikazów – i posłuszny woli zmarłego ogłasza carem Fiodora, brata Zofii i Iwana, przyrodniego brata Piotra. Dwudziestego pierwszego czerwca rezydent holenderski van Keller, świadek koronacji, tak opisuje tę uroczystość:


Możnowładcy i dworzanie wszyscy byli wspaniale wystrojeni, odziani w tkaniny przetykane złotem i srebrem: wielu z nich miało szaty i wysokie czepce bogato haftowane perłami. Książę Michał Dołgoruki pełnymi garściami rozrzucał wśród ludu złote i srebrne monety. Roiło się tam od ludzi wszelkiego rodzaju, krzyczących wniebogłosy, życzących księciu wszelkiej pomyślności, podczas kiedy innych, zbyt przygniecionych, by mogli podnieść monety, zadeptywano na śmierć.