Kupiona i sprzedana (wydanie kieszonkowe)

Kupiona i sprzedana (wydanie kieszonkowe)

Tytuł oryginału: Bought and Sold
Tłumaczenie: Agnieszka Kowalska
Ilość stron: 256
Rodzaj: miękka, wyd.5
Format: 110x176
Data wydania: 2020-07-02
EAN: 9788324172368
Biografie, wspomnienia

Ta historia wstrząsnęła Wielką Brytanią!
 

Czternastoletnia Angielka zakochała się się i zaufała. A on sprzedał ją handlarzowi ludźmi!

Czternastoletnia Megan Stephens podczas wakacji w Grecji zakochała się w dorosłym Albańczyku. Została z ukochanym w Grecji, a jej matka wróciła do Anglii.
Gehenna trwała sześć lat! On zmusił ją do prostytucji, a potem sprzedał handlarzowi ludźmi. Megan przeżyła horror. Przechodziła z rąk do rąk. Trafiała do kolejnych domów publicznych...
Bita, gwałcona i poniżana, była zbyt zastraszona, by szukać pomocy. W końcu znalazła się w szpitalu. Tam życzliwi ludzie uratowali jej życie.
Niewiarygodne! W tym samym czasie matka przeprowadziła się do Grecji i nie miała pojęcia, jaki los spotkał jej córkę… To dzieje się w dzisiejszej Europie! Megan opisała drastyczne szczegóły swojego losu seksualnej niewolnicy, by przestrzec inne naiwne dziewczyny, gotowe pójść w nieznane za głosem serca.
„Historia Megan jest przerażająca. Przeraża nie tylko sadystyczna przemoc, jakiej doświadczyła, ale też to, jak łatwo dała się wciągnąć w spiralę deprawacji i jak trudno było jej się z tego wyrwać”. „Observer”.

Historia MEGAN STEPHENS wzbudziła wielkie medialne i społeczne poruszenie w Wielkiej Brytanii. Opisał ją m.in. „Guardian”. Jej autobiografia Kupiona i sprzedana przez kilkanaście tygodni pozostawała w Top 20 brytyjskich list bestsellerów. Megan Stephens odbudowuje swoje życie. Uwalnia się od alkoholizmu, przechodzi terapię. Ma przyjaciół, stara się odnowić więzi z matką. Jednak nadal jest w traumie, gdy na ulicy spotyka osobę podobną do kogoś z jej przeszłości.

 

Patronat

Prolog

Każdego dnia, przez całe sześć lat mojego życia, bałam się. Ucząc się żyć ze strachem, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiemy, jak będziemy reagować w sytuacjach, które wykraczają poza nasze doświadczenie. Możesz sądzić, że wiesz, co byś zrobił, ale tak ci się tylko wydaje. Prawdę mówiąc, jest mnóstwo rzeczy, których pewnie nigdy bym się nie dowiedziała – o sobie samej i o tym, do czego są zdolni inni ludzie – gdybym nie pojechała z mamą do Grecji, kiedy miałam czternaście lat, i nie zakochała się.

Wspominając te czasy, trudno mi ocenić, czy to, co czułam do Jaka, było naprawdę miłością: kiedy masz czternaście lat, wszystkie emocje przeżywasz bardzo intensywnie. Ale na pewno myślałam, że go kocham i że on mnie kocha. To jedyne możliwe wytłumaczenie, dlaczego – już długo po tym, jak przestało mi w najmniejszym stopniu na nim zależeć – nie wykorzystałam możliwej szansy ucieczki. Teraz oczywiście nic do niego nie czuję i w końcu pogodziłam się z faktem, że on nigdy mnie nie kochał.

Mam nadzieję, że kiedy będziecie czytać moją historię, zrozumiecie, dlaczego nigdy nie wskażę mężczyzny, którego nazywam Jakiem, dlaczego zmieniłam imiona wszystkich występujących w niej osób i dlaczego tak bardzo boję się, że strach może wrócić.

Mój brak odwagi budzi we mnie poczucie winy, choćby dlatego, że wiem, jak wiele innych dziewcząt zostało zmuszonych do prostytucji przez tych samych handlarzy ludźmi, którzy mnie oszukali i kontrolowali. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, jak bardzo są nieszczęśliwe i przerażone. Wiem, jak się czują, kiedy zasypiają co noc, pragnąc, aby poranek nie nadszedł, aby nie musiały przeżyć jeszcze jednego dnia pełnego przemocy, upokorzenia i dojmującej samotności. Ja sama czułam się tak niemal każdego dnia przez sześć lat. Dzisiaj, pięć lat później, wciąż dręczą mnie koszmary i nadal czasami zapominam, jak to jest nie czuć strachu.

To, co mi się przydarzyło w Grecji, pozbawiło mnie resztek szacunku do samej siebie. A kiedy uważasz się za osobę bezwartościową, trudno ci uwierzyć, że ktokolwiek mógłby cię kochać. Jednak wiem, że moja mama mnie kocha, i zanim opowiem swoją historię, chcę tylko powiedzieć, że ja także ją kocham.

Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby mama interweniowała bardziej zdecydowanie, kiedy podjęłam moją pierwszą naprawdę złą decyzję w Grecji. Problem w tym, że nie była wtedy ani trochę bardziej świadoma niż ja, że na świecie są ludzie, którzy kupują i sprzedają innych ludzi. To właśnie dlatego uwierzyła mi, kiedy jej mówiłam, że jestem szczęśliwa. Powiesiła zdjęcia, które jej przysłałam, na ścianie w barze, w którym pracowała, i ani przez moment nie podejrzewała, że ją okłamuję.

W mojej historii jest wiele momentów, w których będziecie się zastanawiać, jak mogłam być aż tak głupia. Ja sama nie do końca to rozumiem, poza tym że byłam bardzo młoda i naiwna, kiedy zakochałam się w Jaku. Może po części dlatego odstawiłam na bok resztki zdrowego rozsądku i wierzyłam we wszystko, co mi mówił. A skoro ja nie zdawałam sobie sprawy, co się dzieje, to na pewno nie mogę winić mojej mamy o to, że tego nie dostrzegała.

Jeszcze do niedawna nie wiedziałam też, że liczbę ofiar pracy przymusowej na całym świecie ocenia się na ponad 20 milionów – włączając w to ofiary handlu ludźmi, sprzedawane do pracy i wykorzystywane seksualnie. To znaczy, że jest ponad 20 milionów mężczyzn, kobiet i dzieci, którym skradziono życie, których oddzielono od rodzin i przyjaciół i którzy są zmuszani do ciężkiej pracy całymi godzinami, często we wstrząsających warunkach. Znaczna część tych ludzi została oszukana, podobnie jak ja, zapewnieniami o miłości albo obietnicą legalnej pracy. Ani przez chwilę nie pomyślałabym, że sami są winni swojego losu. Dlatego wiem, że nie powinnam siebie winić – w każdym razie nie całkowicie – za to, co mnie spotkało, chociaż trudno mi się przed tym powstrzymać.

Wiem, że opowiadając moją historię, wystawiam się na oceny innych ludzi; niektórzy z nich nie będą tak wyrozumiali, jak mogłabym mieć nadzieję. Ale jeśli po przeczytaniu tych wspomnień choćby jedna osoba zastanowi się dwa razy, zanim zaufa komuś, komu ufać nie powinna, i dzięki temu nie zrobi czegoś, czego mogłaby żałować przez resztę życia, to będę czuła, że jednak wynikło z tego wszystkiego coś dobrego.

 

Rozdział 1

Miałam czternaście lat, kiedy pojechałam z mamą do Grecji. Początkowo wydawało mi się oczywiste, że właśnie tutaj powinnam rozpocząć moją opowieść. Ale kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, uświadomiłam sobie, że wszystko zaczęło się znacznie wcześniej, kiedy byłam małą dziewczynką. Wspominanie dzieciństwa pomogło mi zrozumieć, dlaczego później działałam i reagowałam tak, a nie inaczej.

Miałam prawie dwanaście lat, kiedy z „dziecka z problemami” zaczęłam się stawać „dzieckiem sprawiającym problemy”. Już w tak młodym wieku tkwił we mnie ciasno zwinięty kłębek wściekłości, który czasami eksplodował. Nigdy nie wykazywałam skłonności do przemocy; byłam tylko kłótliwa i zawsze gotowa postawić na swoim, niezależnie od tego, co głupiego i nierozsądnego przyszło mi do głowy. Choć zawsze ogromnie kochałam je obie, prowadziłam niekończące się spory z siostrą i głośno i bezczelnie odszczekiwałam się mamie, jak to nastolatka. A potem, kiedy miałam dwanaście lat, zaczęłam wagarować i uciekać z domu.

Kiedy teraz się nad tym zastanawiam, żal mi mamy. To musiał być dla niej prawdziwy wstrząs, zwłaszcza że wcześniej byłam grzeczną, raczej zdolną dziewczynką. Wiem, że trudno jej było zaakceptować nową mnie w okresie, kiedy miała dosyć własnych problemów.

Miałam cztery lata, kiedy moi rodzice się rozstali. Moje najwcześniejsze złe wspomnienie to dzień, w którym odszedł tata. Siedziałam u szczytu schodów w naszym domu i płakałam. Często wspominałam tamten dzień i myślałam, że płakałam, bo bardzo bolał mnie brzuch, dopóki nie uświadomiłam sobie, że zawsze boli mnie brzuch, kiedy jestem wystraszona albo zdenerwowana. Dlatego wydaje mi się, że powodem moich łez i bólu brzucha było to, że tata odchodził.

Kiedy wyszedł z salonu, zawołałam do niego:

– Proszę, tato, nie idź!

Zatrzymał się i spojrzał na mnie, a ja wstrzymałam oddech, myśląc, że może jednak nie odejdzie. Jednak on pomachał mi ręką i wyszedł przez frontowe drzwi.

Uwielbiałam mojego tatę i w pewnym sensie nigdy nie pogodziłam się z jego odejściem. Ale mam też mnóstwo miłych wspomnień związanych z moim ojczymem, Johnem, który zamieszkał z nami krótko po odejściu taty. Kiedy byłam mała, uwielbiałam szkołę i jedną z rzeczy, które naprawdę lubiłam w Johnie, było to, że zawsze rozmawiał ze mną o wszystkim, czego się akurat uczyłam, a potem pomagał mi w lekcjach. Był też, inaczej niż tata, schludny i w domu zawsze było czysto i miło, kiedy w nim mieszkał.

Mieszkaliśmy wtedy w dobrej okolicy. Mama o to zadbała. Powiedziała, że chce mnie i mojej siostrze dać większe szanse na dobre życie, niż ona miała, i dlatego zawsze nalegała, żebyśmy mówiły i zachowywały się „odpowiednio”.

Kiedy tata odszedł, nie wyprowadził się daleko – tylko na drugą stronę miasteczka – i niektóre weekendy ja i siostra spędzałyśmy u niego. Później mama powiedziała, że jeszcze zanim się rozstali, zaczął pić i brać narkotyki. Jako dziecko nie wiedziałam o narkotykach, ale myślę, że zdawałam sobie sprawę, że pił, a przynajmniej z konsekwencji, ponieważ czasami przerażało mnie jego zachowanie, kiedy był pijany.

Kiedy zostawałyśmy u niego z siostrą, mama dawała mu pieniądze, żeby mógł się nami zająć. Ale on musiał je wydawać na alkohol, ponieważ niekiedy wracał do domu w niedzielę wieczorem w brudnym ubraniu, ze splątanymi włosami, głodny jak wilk. To nie wpływało w żaden sposób na mój stosunek do taty: wciąż go uwielbiałam; krzyczałam i płakałam, kiedy musiałyśmy się z nim rozstać.

Nie wiem, czy próbował walczyć ze swoimi nałogami, czy też był zadowolony z życia, jakie prowadził. Może naprawdę tylko narkotyki i alkohol miały dla niego jakiekolwiek znaczenie. Na pewno czasami sprawiał takie wrażenie, a kiedy musiał wybierać między nałogami a żoną i dziećmi, to właśnie z nas zrezygnował. W końcu przestał nawet widywać się w weekendy ze mną i siostrą, kiedy stał się tak nieobliczalny, że mama zabroniła nam go odwiedzać.

Przez jakiś czas strasznie tęskniłam za tatą, ale potem dwoje przyjaciół mamy i Johna zaczęło odwiedzać nas w weekendy z dwójką swoich dzieci i już nie przejmowałam się tak bardzo tym, że go nie widuję. W każdy sobotni wieczór mama przygotowywała dla nas wielką miskę popcornu, żebyśmy mieli co chrupać przy oglądaniu filmów. Potem kładliśmy się spać, a dorośli włączali muzykę. Uwielbiałam te weekendy.

Wciąż tęskniłam za tatą, ale mieszkanie u niego zaczęło być nieco przerażające i szczerze mówiąc, nie żałowałam, że już go nie odwiedzam. W jego domu nigdy nie było nic do jedzenia, a kiedy mówiłyśmy mu, że jesteśmy głodne, wściekał się i krzyczał na nas, a wtedy bałam się – o siebie, o siostrę i o niego. Miło było spędzać weekendy w domu, będąc po prostu dzieckiem – bawiąc się, śmiejąc i niczym nie martwiąc. Dopóki nie zaczęły się bójki.

Ponieważ byłam najstarsza, czułam się odpowiedzialna za siostrę i dwójkę dzieci, które odwiedzały nas w weekendy. Dlatego kiedy z dołu zaczynały dobiegać krzyki i wrzaski, a oni troje patrzyli na mnie wielkimi, przerażonymi oczami, ja opowiadałam im różne historie i udawałam, że wcale się nie boję. Następnego dnia rano schodziliśmy cichutko na dół i zaczynaliśmy sprzątać bałagan, jaki dorośli zostawiali w salonie. Mieliśmy nadzieję, że jeśli będą z nas zadowoleni, kiedy się obudzą, przestaną być obrażeni na siebie.

Później, kiedy już byłam w Grecji, często czułam ten sam podszyty rozpaczliwą determinacją optymizm, co w niedzielne poranki w domu, kiedy zbieraliśmy przepełnione, często poprzewracane popielniczki, puste puszki i butelki po piwie czy szczątki najróżniejszych przedmiotów, którymi dorośli rzucali w siebie. Do dziś pamiętam uczucie paraliżującego strachu, jaki ogarnął mnie pewnego ranka, kiedy zeszliśmy na dół i zobaczyłam smugi krwi rozsmarowane na ścianach salonu. Ktoś napisał zakrwawionym palcem litery; nie potrafię sobie przypomnieć słów. Pamiętam tylko, że czytając je, poczułam bolesny ucisk w żołądku i pomyślałam, że zaraz zwymiotuję.

Wiem, jak to wszystko brzmi, ale mama naprawdę o nas dbała; zazwyczaj. Wiem, że chciała jak najlepiej dla mnie i siostry, i ciężko pracowała, żeby zapewnić nam wszystko, czego potrzebowałyśmy. Szkoda tylko, że wtedy nie zdawała sobie sprawy, jak katastrofalny wpływ miały na nas te awantury – najpierw kłótnie z tatą, a potem pijackie rozróby w sobotnie wieczory, między nią, Johnem i parą ich przyjaciół, którzy nas odwiedzali w weekendy. Każdy, kto choć raz jako dziecko obudził się, słysząc swoich rodziców krzyczących na siebie, wie, jakie to uczucie – leżeć w ciemnościach i słyszeć, starając się nie słuchać.

Czasami, po wyjątkowo ostrej awanturze między mamą i Johnem, John wypadał z domu, zatrzaskując za sobą z hukiem drzwi. Często znikał na kilka dni, a kiedy go nie było, mama po powrocie z pracy siedziała tylko w salonie, oglądała telewizję, słuchała muzyki i płakała. To straszne uczucie, kiedy dziecko musi się martwić o swoją mamę albo tatę; czujesz, że powinnaś coś zrobić, żeby naprawić sytuację między nimi, ale nie masz pojęcia, co zrobić ani jak się do tego zabrać.

Wiele razy chciałam przytulić mamę i pocieszyć ją. Kiedy indziej byłam na nią zła, bo zrobiła coś, co mnie przeraziło albo zaniepokoiło – chociaż wtedy nie umiałabym ująć tego uczucia w słowa.

Kiedy wyprowadzaliśmy się z tamtego domu, mama nie chciała go opuszczać. Ale między nią i Johnem było coraz gorzej i chyba miała nadzieję, że robiąc to, czego on chciał, uda się jej zapobiec nieuniknionemu rozstaniu. Oczywiście nie udało się. Nie zdążyłyśmy długo pomieszkać w nowym domu, kiedy sytuacja zmieniła się ze złej na gorszą. Mama i John kłócili się niemal bez przerwy, a potem John stracił pracę i zaczął spędzać całe dnie w domu, pijąc. Od czasu do czasu dochodziło do wielkich awantur; wtedy John wybiegał z domu i zatrzymywał się u swojej siostry, a mama płakała, snuła się z kąta w kąt i słuchała głośnej muzyki. Po jakimś czasie wracali do siebie, ja mogłam przestać wstrzymywać oddech i przez kilka dni było dobrze. Potem wszystko zaczynało się od nowa.

Za domem, z którego się wyprowadziliśmy, rozciągały się pola; to była miła część miasta i miła ulica, przy której mieszkały dwie moje najlepsze przyjaciółki. Byłam nieszczęśliwa, kiedy mama powiedziała mi, że się wyprowadzamy. I zdruzgotana, kiedy odkryłam, że nasz nowy dom znajduje się na brzydkim osiedlu, gdzie – z przyczyn, których nigdy nie pojęłam – dzieciaki takie jak ja, grzeczne i potulne, były prześladowane, a niekiedy fizycznie dręczone.

Jedyną dobrą stroną mieszkania w tamtym domu był Dean. Dean mieszkał po sąsiedzku ze swoimi rodzicami. Kiedy z siostrą zobaczyłyśmy go pierwszy raz, w dniu przeprowadzki, siedział na murze ogrodu i trzymał jeża. Obserwowałyśmy go z okna naszej sypialni, a kiedy nagle się odwrócił, kucnęłyśmy, żeby nas nie zobaczył. Ale nie byłyśmy dość szybkie, bo zdążył nas zauważyć, i gdy wychyliłyśmy się, machał do nas ręką, zapraszając, żebyśmy wyszły na zewnątrz.

Dean był naprawdę uroczym chłopakiem. W ciągu następnych kilku lat dobrze go poznałam i zaprzyjaźniliśmy się. Wciąż jeszcze robi mi się przykro, kiedy przypomnę sobie, jak wrednie był prześladowany przez niektóre dzieciaki z osiedla. Był o jakieś cztery lata starszy ode mnie, i kiedy go poznałam, miał dziewczynę. Może ludzie, którzy zamienili jego życie w piekło, wielokrotnie napadając na jego dom, bijąc go i rozpowszechniając złośliwe, zupełnie nieuzasadnione plotki, wiedzieli wcześniej niż on sam, że jest
gejem.

Zawsze lubiłam chodzić do szkoły i dobrze się uczyłam, dlatego nie mogłam się doczekać pójścia do gimnazjum. Ponieważ się przeprowadziliśmy, miałam iść do innego, niż początkowo było planowane; poszłam do szkoły w pobliżu naszego nowego domu, gdzie bardzo szybko zostałam uznana za dziwadło i byłam dręczona niemal od pierwszego dnia. Należałam do najlepszych uczniów i podczas gdy nauczyciele mnie chwalili i próbowali dodawać otuchy, na boisku byłam popychana, ciągnięta za włosy, a czasami bita. Dzieciakom nie podobało się to, jak mówiłam, jak wyglądałam, jak się ubierałam – i, oczywiście, to że byłam dziwadłem.

Należałam do najlepszych uczniów między innymi dzięki temu, że szybko się uczyłam. Dlatego błyskawicznie uświadomiłam sobie, że jeśli chcę się dopasować – bo prześladowcy najwyraźniej nie zamierzali dać za wygraną – to ja będę musiała się zmienić. Zaledwie kilka miesięcy po przyjściu do nowej szkoły zaczęłam się inaczej ubierać, straciłam mój „wytworny akcent” i nauczyłam się slangowych słów, których używały inne dzieciaki; zaczęłam też wygłupiać się na lekcjach.

Wtedy po raz pierwszy zastosowałam w praktyce moją umiejętność ukrywania, kim jestem naprawdę, i udawania kogoś, kim nie byłam. Nienawidziłam sama siebie z tego powodu, ale metoda była skuteczna: spadłam w szkolnym rankingu, a prześladowcy znaleźli sobie inną ofiarę. Ale najbardziej bolało mnie to, że nauczyciele byli mną rozczarowani – choć nie aż tak bardzo, jak ja byłam rozczarowana sobą. Udawałam obojętność, kiedy wielokrotnie mnie pytali, czy nie dzieje się coś złego.

Inne książki autora

Kupiona i sprzedana Kupiona i sprzedana (wydanie kieszonkowe)

Kupiona i sprzedana STEPHENS MEGAN