Pakt

Pakt

Tytuł oryginału: The Pact
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Ilość stron: 368
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 135x205
Data wydania: 2021-09-20
EAN: 9788324174638
Kryminał, thriller, sensacja
Bestseller

NAJNOWSZY BESTSELLER MISTRZYNI PSYCHOLOGICZNEGO SUSPENSU

„Sharon Bolton zmienia oblicze literatury kryminalnej!"  TESS GERRITSEN

Książka miesiąca „Sunday Timesa”

„Zachwycająco mroczna!”  „The Times”

Złote lato. Szóstka utalentowanych maturzystów świętuje swoją świetlaną przyszłość – do czasu, gdy ryzykowna zabawa kończy się tragicznie.

Megan bierze winę na siebie. Poświęca się po to, by przyjaciele mogli dalej cieszyć się życiem. W zamian wszyscy zgadzają się oddać jej po jednej przysłudze, kiedy już wyjdzie z więzienia.

Dwadzieścia lat później Megan jest wolna.

Igrzyska czas zacząć...

Jestem wielkim fanem Sharon Bolton.  LEE CHILD

SHARON BOLTON jest jedną z najbardziej znanych i cenionych brytyjskich autorek kryminałów i thrillerów psychologicznych, sprzedanych w ponad milionie egzemplarzy, tłumaczonych na 20 języków i wyróżnianych najważniejszymi międzynarodowymi nagrodami: CWA Gold Dagger, Barry Award, International Thriller Writers Best First Novel, francuską Prix du Polar oraz CWA Dagger in the Library za całokształt twórczości.

1
Kiedy myśleli o tamtym lecie, przypominali sobie gorzki smak rzeki w ustach i strużki piany z piwa na rozgrzanej skórze; wspomina-
li dni, które zaczynały się po południu i kończyły, gdy nocne nie-
bo jaśniało na wschodzie.
Pamiętali długie popołudnia pod kasztanowcami w University Parks i szczególny odcień różowego złota, jaki średniowieczne iglice przybierały w wieczornym słońcu. Pamiętali, jak przy Moście Magdaleny odkryli sklep steampunkowy i przez miesiąc szwendali się po zmierzchu brukowanymi uliczkami przebrani za wytworne wampiry, ku rozbawieniu – a czasem zaniepokojeniu – zagranicznych studentów z wymiany.
Pamiętali festiwale muzyczne Reading i Truck, chmury kurzu, od których czerniała wydzielina w nosie, i nieustające pomruki dilerów: „Koks? Potrzebujesz sprzętu?”. Odpowiedź zawsze brzmiała „tak”, a oni nigdy nie musieli pytać o cenę.
Tamto lato nie było czasem ani nadziei, ani obietnicy, tylko pewności: byli wybrańcami, do których należał świat, a ich dopiero rozpoczynające się życie miało być długie i wspaniałe.
Jak bardzo się mylili.
Tego lata każdy dzień nieuchronnie kończyli w monstrualnym elżbietańskim domu Talithy, kilkanaście kilometrów za Oksfordem. Tata Tali rzadko bywał w pobliżu, jej mama nigdy im nie przeszkadzała – nie mieli pewności, czy w ogóle tam była przez większość czasu – ale lodówka zawsze była pełna dzięki dochodzącej gosposi, nikt nie pilnował barku w domku przy basenie, a Domino’s Pizza z pobliskiego Thame dowoziła zamówienia do północy.
Najczęściej przesiadywali na zewnątrz, odsypiając kaca w domku przy basenie lub w krytej ołowianą blachą okrągłej altanie nad jeziorem. Budzili się wraz ze wschodem słońca, po czym wracali do domów, by upewnić rodziców, że wciąż żyją. Dzień przesypiali we własnych łóżkach i o czwartej po południu byli gotowi zacząć od nowa. I tak było przez całe lato, od ostatniego egzaminu maturalnego, egzaminu Daniela: łacina, czwartego czerwca. (Uważał, że poszło mu dobrze, ale nigdy nic nie wiadomo, prawda?)
W noc przed ogłoszeniem wyników, po wieczorze spędzonym w mieście, zebrali się ponownie u Tali. Ksawi usiadł na brzegu basenu, ze stopami w wodzie, Amber przysiadła obok niego.
– Niedobrze mi – mruknęła, opierając głowę na ramieniu Ksawiego.
– Tylko nie zwymiotuj do basenu – przestrzegła Talitha. – Ostatnim razem mama musiała zamówić czyszczenie filtrów. Jeśli to się powtórzy, każe mi zapłacić.
Przez taras, omijając ogromne terakotowe donice i posągi mitycznych stworzeń, w ich stronę szedł Feliks, niosący tacę z drinkami na rozłożonych palcach prawej ręki. Jego włosy, długie od czasu, gdy skończył szkołę, mieniły się srebrem jak księżyc wiszący nad jego prawym ramieniem. Lekki, płynny chód chłopaka zdradzał, że jest sportowcem, a po bliższym przyjrzeniu się nadmiernie rozbudowane prawe ramię i bark, ogromne uda i lekki skręt tułowia mogły sugerować, że uprawia wioślarstwo. Zewnętrzne lampy z czujnikami ruchu załączyły się, gdy je mijał, co wywołało wrażenie, że Feliks wytwarza własne światło.
– Nie jestem zalana. – Amber stęknęła na widok zbliżającego się Feliksa. – Po prostu mdli mnie na myśl o jutrze.
– O dzisiaj – poprawił Daniel ze swojego leżaka. Najmniejszy z chłopców i najmniej wysportowany, nie cieszył się takim powodzeniem u dziewczyn jak jego dwaj przyjaciele, a przecież jego twarz miała wręcz perfekcyjne rysy. Potajemnie reszta zastanawiała się, czy Dan może być gejem. Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, pod warunkiem, że nie podkochiwałby się w Ksawim lub Feliksie, bo wtedy, no wiecie, byłoby niezręcznie. – Drzwi szkoły otwierają się za sześć godzin – spojrzał na zegarek – siedemnaście minut i pięć sekund. Cztery. Trzy.
– Zamknij się – warknęła Amber.
– Manhattana? – Feliks podsunął Danowi tacę. – Dwie porcje burbona, jedna słodkiego wermutu i kapka gorzkiej pomarańczy dla lekkiego podkręcenia.
Feliks najwcześniej z nich wszystkich skończył osiemnaście lat; pozostali, pamiętając o jego miłości do chemii, kupili mu zestaw do robienia koktajli, a on z pasją zabrał się za ich przyrządzanie.
Talitha pokręciła głową, gdy Feliks nachylił się do niej z tacą; z całej grupy zawsze piła najmniej. Rozmawiając o tym kiedyś, gdy nie było jej w pobliżu, pozostali zastanawiali się, czy nie wynika to z poczucia odpowiedzialności, w końcu prawie zawsze spotykali się u niej w domu. „Nie”, prychnął wtedy Feliks. „Gówno ją obchodzi, czy coś zniszczymy, lubi czuć, że ma nad wszystkim kontrolę”.
Światła na tarasie zgasły, ogród pogrążył się w ciemności, nie licząc lśniącej turkusowej poświaty dochodzącej z basenu. Pięć par oczu spojrzało w dół na smukłą sylwetkę, bladą jak blask księżyca, sunącą po kafelkach na dnie. Strój kąpielowy Megan był w kolorze delikatnego różu, wyglądała w nim, jakby pływała nago.
– Czy to tylko ja, czy ona ostatnio jest jakaś dziwna? – Feliks przykucnął na brzegu basenu, by obserwować szóstego i najdziwniejszego członka grupy. Było coś nieziemskiego w sposobie, w jaki Megan sunęła przez wodę ledwie poruszając rękami i nogami.
– To Megan, ona zawsze jest dziwna – stwierdziła Amber.
– Taa, ale ostatnio bardziej niż zwykle.
– Jest cicha – przyznał Daniel.
– Zawsze taka była – upierała się Amber.
Megan wypłynęła na powierzchnię. Wzgórki jej pośladków i łopatek pojawiły się na ułamek sekundy przed tym, nim wykonała salto i stanęła na nogi. Woda spływała po skórze, która w blasku basenu nabrała turkusowego odcienia. Megan wyglądała trochę jak rusałka, o ile rusałki miewają krótkie srebrnoblond włosy. A może syrena? Tak, Megan, ze swoją cichą zagadkowością, była bardziej syreną niż rusałką.
– Sześć godzin i piętnaście minut! – zawołał do niej Daniel.
– Ciszej – ostrzegła Talitha. – Jeśli obudzimy mamę, każe nam iść do łóżek.
– Właśnie, Dan, zamknij się. – Amber pospieszyła do schodków basenu. – Wiem, że zawaliłam religię. – Podała Megan ręcznik, trzymając go wysoko, tak by ciało przyjaciółki było osłonięte przed wzrokiem reszty. Możliwe, że zrobiła to z uprzejmości i że nie ustawiła własnego ciała tak, by Ksawi nie widział, jak Megan wychodzi z basenu.
– Nikt nie oblewa religii – mruknął Feliks.
– Ona ma na myśli to, że dostała czwórkę – wyjaśnił Ksawi.
– A to faktycznie, to byłoby oblanie. W przypadku religii.
Amber pokazała Feliksowi środkowy palec.
– Powinniśmy pójść spać. – Megan podeszła do leżaka, na którym zostawiła swoje ubrania. – Zanim się obejrzymy, będzie już jutro.
– To ostatnia rzecz, jaką powinniśmy zrobić. – Amber ponownie usiadła obok Ksawiego i wtuliła twarz w jego szyję. – Chcę to odkładać tak długo, jak się da.
– Wy dwoje możecie uprawiać seks – zakpił Feliks. – Zejdzie wam na tym jakieś dwie, trzy minuty.
Daniel parsknął śmiechem. Możliwe, że Megan też się uśmiechnęła, ale dobrze to ukryła.
– Jeśli któreś z nas dostanie za słabe oceny, możemy nie być w stanie pojechać w sobotę do rodziny Tali – uzmysłowił im Daniel.
– Co? – Ksawi spojrzał w górę ponad ramieniem Amber.
– Jeśli nie dostaniemy wystarczająco dobrych wyników, będziemy musieli przejść przez nabór dodatkowy. Nie zrobimy tego na Sycylii.
– Na Sycylii mamy telefony – przypomniała Talitha z urazą w głosie.
– Ja tylko mówię, że myślę, że musimy tu być, żeby… no wiecie… opracować plan B.
Feliks, który zdążył już opróżnić swoją szklaneczkę, wstał.
– Nie jesteśmy ludźmi planu B – oznajmił. – Wszyscy dostaniemy takie oceny, jak trzeba. A ja wiem, jak możemy spędzić ten czas. Dan, jak bardzo jesteś pijany?
Dan podniósł prawą dłoń, rozpostartą płasko, i pokiwał nią w tę i we w tę.
– Dasz radę prowadzić? – dociekał Feliks.
– Nie. – Megan spojrzała w górę z leżaka.
– Z nas wszystkich tylko on tego nie zrobił – upierał się Feliks. – No dalej, Dan, nie chcesz chyba przejść do historii jako jedyny tchórz.
Megan nie wycofała się.
– Powiedzieliśmy, że z tym kończymy.
– To ostatnia szansa. – Feliks wyłowił z pustej szklaneczki wisienkę i połknął ją. – Jutro i w piątek wszyscy będziemy zajęci sprawami rodzinnymi. W sobotę rano wylatujemy.
– Zrobię to po powrocie. – Dan położył się z powrotem na leżaku, ale oczy miał otwarte i czujne.
Feliks pokręcił głową.
– Nie będzie na to czasu. Ja lecę do Stanów, Tala zostaje na wyspie mafii do końca września.
– Jeśli powiesz „wyspa mafii” przy moim dziadku, to następnego rana będziesz pływał twarzą w dół w basenie – ostrzegła Tala.
Feliks podszedł do niej.
– Co w pewnym sensie dowiodłoby mojej tezy.
Tala była wysoka, ale Feliks przewyższał wszystkich. Żeby utrzymać kontakt wzrokowy, Tala zrobiła krok do tyłu.
– A my na twoim pogrzebie do mowy pożegnalnej wpletlibyśmy, że byłeś przemądrzałym dupkiem.
– No chodź. – Feliks wziął ją za ręce i zaczął ciągnąć w stronę podjazdu. – Ostatnia szansa na trochę prawdziwej zabawy.
– To nie jest dobry pomysł – sprzeciwiła się znowu Megan. – My byliśmy trzeźwi.
– Mówiłem wam, że zrobiła się dziwna – mruknął Feliks, posyłając Megan mroczne spojrzenie.
– Ja nie byłam – przypomniała Amber.
– Ty nigdy nie jesteś trzeźwa – zarzucił jej Feliks. – No chodźcie ludzie, to zajmie nam najwyżej godzinę, a Dan oficjalnie stanie się dorosły.
– Nie mam jeszcze prawa jazdy – zaprotestował Daniel.
– Och, jakby to coś zmieniało. W porządku, panie władzo, wiem, że złamałem wszystkie zasady kodeksu drogowego, nie wspominając o kilku innych kodeksach, ale proszę spojrzeć, oto moje prawo jazdy. Czy teraz już dobrze?
Amber wstała.
– Muszę zająć czymś głowę, żeby nie myśleć. Ty, Megan, zostań, jeśli chcesz. Ja jadę z tobą, Dan.
– Wszyscy jedziemy albo wszyscy zostajemy – oznajmił Feliks.
Ksawi również się podniósł.
– Też w to wchodzę.
Ostre spojrzenie zdawało się odbijać od Talithy, przez Megan, do Dana; Talitha wzruszyła ramionami, udając brak zainteresowania. Daniel, niewyglądający na najszczęśliwszego, podniósł się z leżaka, za nim Megan. W tamtych czasach, gdy Feliks i Ksawi na coś się decydowali, to się działo. Tak już po prostu było.
Bo widzicie, tamtego lata grupa miała pewną tajemnicę. Kiedy przy rzadkich okazjach rozmawiali o tym w przyszłości, nigdy nie potrafili dojść do porozumienia, jak to się zaczęło, ani czyj to był pomysł. Może na początku nikt nie zamierzał tego robić; może po prostu było to coś, o czym fajnie było pogadać, najbardziej czadowe wyzwanie, jakie można sobie wyobrazić, proste, a jednak tak odlotowe i porywająco niebezpieczne. Żadne z nich nie potrafiło powiedzieć, kiedy rozmowa stała się rzeczywistością, kiedy zdali sobie sprawę, że to się naprawdę stanie. Wszystko, co wiedzieli to to, że w jednej chwili siedzieli nad basenem w domu Talithy, a w następnej z prędkością stu kilometrów na godzinę pędzili pod prąd autostradą M40.

Inne książki autora

Blizna Pakt

Blizna BOLTON SHARON

Ulubione rzeczy

Ulubione rzeczy BOLTON SHARON

Mistrz ceremonii

Mistrz ceremonii BOLTON SHARON

Rozpad

Rozpad BOLTON SHARON

Truciciel

Truciciel BOLTON SHARON

Już jesteś martwa

Już jesteś martwa BOLTON SHARON

Krwawe żniwa

Krwawe żniwa BOLTON SHARON

Sacrifice

Sacrifice BOLTON SHARON

Stokrotka w kajdanach

Stokrotka w kajdanach BOLTON SHARON

Małe mroczne kłamstwa

Małe mroczne kłamstwa BOLTON SHARON