Zakochani do szaleństwa

Zakochani do szaleństwa

Tytuł oryginału: Wilde in Love
Tłumaczenie: Aleksandra Januszewska, Ewa Morycińska-Dzius
Ilość stron: 336
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2020-03-12
EAN: 9788324168132
Romans historyczny
Bestseller

Tom 1 serii Zakochani do szaleństwa o miłościach niebywale ekscentrycznej książęcej rodziny Wilde’ów.
NOWY BESTSELLER z TOP 10 „New York Timesa”

Aż skrzy się humorem i seksownym wdziękiem: to znak firmowy Eloisy James.  „Romantic Times”

Lord Alaric Wilde, syn księcia Lindow, jest najbardziej znanym mężczyzną w Anglii, podziwianym z powodu mrożących krew
w żyłach przygód i zawadiackiej urody. Wracając do kraju po latach egzotycznych podróży, nie miał pojęcia, jak jest sławny, dopóki na spotkanie nie wybiegł mu tłum rozentuzjazmowanych wielbicielek. Alaric chroni się w zamku swego ojca. Lecz właśnie w chwili, gdy uświadamia sobie, że cieszy się nie tyle sławą, co złą sławą, poznaje tu Willę Ffynche – pannę niezwykle śmiałą i niezwykle tajemniczą.
Jedyną kobietę, na której jego renoma nie robi wrażenia. Jedyną, która nie chce mieć z nim nic wspólnego. Jedyną, którą on chciałby mieć tylko dla siebie…

ELOISA JAMES osiągnęła sukces w dwóch wcieleniach: poważnego profesora literatury i gwiazdy romansów historycznych. Ukończyła Harvard i Oksford, doktoryzowała się na uniwersytecie Yale, specjalizuje się w twórczości Szekspira i wykłada na uniwersytecie w Nowym Jorku. Jej błyskotliwe powieści z przesyconą wdziękiem i zmysłowością wyrafinowaną intrygą są wydawane w 28 krajach, nagradzane najbardziej prestiżowymi nagrodami, jak RITA Award (odpowiednik filmowego Oscara), i zajmują wysokie miejsca na amerykańskich listach bestsellerów.

Rozdział 1

Czerwiec 1778, Londyn

W całej Anglii nie było człowieka, który uwierzyłby, że chłopiec, który wyrośnie na lorda Alarica Wilde’a, zdobędzie kiedyś sławę.

Złą sławę? Tego nie dałoby się wykluczyć.

Własny ojciec napiętnował go tak po tym, jak w wieku jedenastu lat odesłano go z Eton za to, że uraczył kolegów opowieściami o piratach.

Piraci nie stanowili problemu – problemem było to, jak przemyślnie mały Alaric przedstawił swoich, niezbyt jego zdaniem rozgarniętych nauczycieli, pod postacią pijanych zbójców. Dziś raczej nie opisywał przemądrzałych Anglików, ale zmysł obserwacji nie opuścił go nigdy. Patrzył i wyciągał wnioski, czy to w Chinach, czy w afrykańskiej dżungli.

Zawsze zapisywał to, co zobaczył. Książki, które wydał, były właśnie konsekwencją tego impulsu do notowania wrażeń; ta potrzeba pojawiła się już z chwilą, kiedy nauczył się składać pierwsze zdania.

Podobnie jak inni zupełnie nie oczekiwał, że te książki przyniosą mu sławę. I tak samo myślał, podnosząc się ze swojej koi na „Royal George’u”. Wiedział tylko, że w tej chwili jest gotów na spotkanie z rodziną, całą ósemką rodzeństwa, nie wspominając o księciu, księżnej i jednej czy dwóch siostrach przyrodnich.

Przebywał latami poza domem, jakby to, że nie widział grobu najstarszego brata, Horatiusa, czyniło jego śmierć mniej realną.

Ale nadeszła pora, żeby wrócić.

Marzył o filiżance herbaty. Gorącej, parującej kąpieli w prawdziwej wannie. Zadymionym, londyńskim powietrzu w płucach.

Boże, tęsknił nawet za zapachem torfu unoszącym się nad bagnami Lindow, które ciągnęły się na mile na wschód od zamku ojca.

Zaciągał właśnie z powrotem zasłonę na bulaju, kiedy chłopiec okrętowy zapukał i wszedł do kajuty.

– Jest potężna mgła, milordzie, ale wpłynęliśmy daleko na Tamizę i kapitan twierdzi, że lada chwila będziemy przy nabrzeżu Billingsgate. – Jego oczy lśniły z podniecenia.

Na pokładzie Alaric zastał kapitana Barsleya stojącego na dziobie „Royal George’a”, z rękami na biodrach. Alaric ruszył w jego stronę i zatrzymał się, zdumiony. We mgle doki migotały barwami jak dziecinna zabawka: różowym, fioletowym, jasnoniebieskim. Barwna masa rozdzieliła się, kiedy się zbliżyli.

Kobiety.

W porcie tłoczyły się kobiety – albo, ściśle rzecz ujmując, damy, zważywszy wysokie pióra we włosach i parasolki powiewające w powietrzu. Alaric uśmiechnął się mimo woli, podchodząc do kapitana.

– Co tu się, do czorta, dzieje?

– Spodziewam się, że czekają na jakiegoś księcia czy kogoś podobnego. Te listy pasażerów, które drukują w „Morning Chronicle”, to skończona głupota. Będą wściekle rozczarowane, kiedy zdadzą sobie sprawę, że „Royal George” nie ma kropli królewskiej krwi na pokładzie – burknął kapitan.

Alaric, spokrewniony z rodziną królewską przez dziadka, parsknął głośnym śmiechem.

– Masz szlachetny nos, Barsley. Może odkryły więzy pokrewieństwa, o których w życiu nie słyszałeś.

Barsley tylko mruknął w odpowiedzi. Byli teraz na tyle blisko, żeby stwierdzić, że damy obstawiły port aż do targu rybnego. Wydawało się, że poruszają się w górę i w dół jak kolorowe boje, kiedy wpatrywali się usilnie w zasłonę mgły. Stłumione krzyki świadczyły o podnieceniu, jeśli nie histerii.

– Prawdziwe Bedlam – parsknął Barsley z obrzydzeniem. – Jak mamy przybijać w takich warunkach?

– Ponieważ przybywamy z Rosji, może myślą, że wieziemy rosyjskiego ambasadora – powiedział Alaric, patrząc na łódź, która odbiła od nabrzeża, płynąc w ich stronę.

– A dlaczego, do kaduka, stado bab przyszło, żeby oglądać Rosjanina?

– Kochubej jest całkiem przystojny – stwierdził Alaric, kiedy łódź uderzyła głucho o burtę statku. – Skarżył się, że angielskie damy go oblegają, nazywają adonisem i zakradają do jego sypialni w nocy.

Ale kapitan go nie słuchał.

– Co te wszystkie baby robią na brzegu?! – wrzasnął Barsley, kiedy robotnik portowy wdrapał się na pokład. – Zróbcie miejsce dla trapu albo nie odpowiadam za to, że ryby się dzisiaj najedzą za wszystkie czasy!

Mężczyzna otworzył szeroko oczy.

– To prawda! Jest pan tutaj! – wydusił z siebie.

– Oczywiście, że jestem – warknął kapitan.

Jednak mężczyzna nie patrzył na Barsleya.

Patrzył na Alarica.

Inne książki autora