Taniec w świetle księżyca

Taniec w świetle księżyca

Tytuł oryginału: Dancing at Midnight
Tłumaczenie: Agnieszka Kowalska
Ilość stron: 336
Rodzaj: miękka
Format: 145x207
Data wydania: 2019-11-21
EAN: 9788324159468
Romans historyczny

Nowy bestseller jednej z najsłynniejszych autorek romansów historycznych, której seria Bridgertonowie w 2020 roku wejdzie jako przebojowy serial Netflixa

Drugi tom bestsellerowego cyklu Splendor

Lady Arabella Blydon jest obdarzona urodą i inteligencją, ma dość mężczyzn, którzy widzą tylko to pierwsze, nie dostrzegając drugiego.

Kiedy jeden z adoratorów mówi Belli, że przez wzgląd na urodę i majątek jest gotów przymknąć oko na jej niedopuszczalne intelektualne zapędy, Arabella postanawia odpocząć od kandydatów na męża. Nie spodziewa się, że w czasie pobytu na wsi pozna lorda Johna Blackwooda, rannego na wojnie bohatera, który zaintrygował ją jak żaden inny mężczyzna.

Lord John przeżył najgorsze okropności wojny, lecz dla jego udręczonego serca nic nie mogło być bardziej przerażające niż lady Arabella. Okazuje się upajająca i irytująca; sprawia, że John znowu chce żyć. Nieoczekiwanie dla samego siebie, zaczyna pisać wiersze i wspinać się po drzewach w środku nocy, żeby móc zatańczyć z nią, kiedy zegar wybije północ. I choć wie, że nigdy nie będzie mężczyzną, na którego Bella zasługuje, nie potrafi jej nie pragnąć.

Ale czy kiedy magię północy zastąpi światło dnia, jego udręczona dusza nauczy się znowu kochać?

JULIA QUINN, absolwentka uniwersytetów Harvarda i Yale, to jedna z największych gwiazd romansu historycznego. Jej powieści są tłumaczone na 29 języków, wydawane w blisko milionowych nakładach i wyróżniane najważniejszymi nagrodami, w tym wielokrotnie najbardziej prestiżową: RITA Award (odpowiednik filmowego Oscara). Błyskotliwe dialogi i niezapomniane bohaterki — energiczne, odważne kobiety, gotowe łamać konwenanse epoki — nadają nieodparty urok powieściom Julii Quinn, nazywanej współczesną Jane Austen.

 

Rozdział 1

Oxfordshire, Anglia, rok 1816

Choćbyś zaślinił cały świat…

Arabella Blydon wzdrygnęła się. Coś jest nie tak. Nikt raczej się nie ślinił w Zimowej opowieści. Odsunęła nieco od siebie książkę. Powoli skupiła wzrok na stronie.

Choćbyś zaślubił cały świat…

Bella westchnęła i oparła się o pień drzewa. To miało o wiele więcej sensu. Zamrugała, starając się skupić spojrzenie błękitnych oczu na wydrukowanych słowach. Nie udało się jej, ale nie zamierzała czytać z nosem przyciśniętym do książki, więc zmrużyła oczy i postanowiła się nie poddawać.

Powiał przejmujący wiatr, zerknęła na zachmurzone niebo. Niewątpliwie zanosiło się na deszcz, ale jeśli dopisze jej szczęście, jeszcze co najmniej przez godzinę nie zacznie padać. Tyle czasu potrzebowała, żeby dokończyć Zimową opowieść. To zaś zakończyłoby jej Wielką Szekspirowską Przygodę – niemal naukowe przedsięwzięcie, które zajmowało jej każdą wolną chwilę od niemal pół roku. Zaczęła od Antoniusza i Kleopatry i dalej szła alfabetycznie, czytając Hamleta, Henryków, Romea i Julię oraz całe mnóstwo innych sztuk, o których istnieniu nigdy wcześniej nie słyszała. Nie była właściwie pewna, dlaczego to robiła, poza tym że po prostu lubiła czytać, ale teraz, gdy była już niemal u kresu drogi, nie zamierzała pozwolić, by kilka kropel deszczu jej przeszkodziło.

Bella przełknęła ślinę i rozejrzała się, jakby z obawą, że ktoś mógł usłyszeć, że zaklęła w myślach. Znowu zerknęła na niebo. Promień słońca przebił się przez grubą pokrywę chmur. Przyjęła to za dobry znak i wyjęła z kosza piknikowego kanapkę z kurczakiem. Delikatnie odgryzła kęs i sięgnęła po książkę. Podobnie jak przedtem, nie widziała wyraźnie liter, więc przysunęła tom bliżej twarzy, marszcząc się i mrużąc oczy, aż w końcu zaczęła widzieć wyraźniej.

– Proszę bardzo, Arabello – mruknęła. – Jeśli uda ci się wytrwać w tej nadzwyczaj niewygodnej pozycji jeszcze trzy kwadranse, powinnaś dokończyć lekturę.

– Oczywiście wtedy twarz zdąży ci zdrętwieć – wycedził jakiś głos tuż za nią.

Bella upuściła książkę i odwróciła się gwałtownie. Kilka kroków od niej stał dżentelmen w swobodnym, choć eleganckim stroju. Miał brązowe włosy w czekoladowym odcieniu i oczy dokładnie tego samego koloru. Patrzył na nią i jej samotny piknik z rozbawieniem na twarzy, a jego niedbała poza wskazywała, że obserwował ją już od dłuższej chwili. Bella zmierzyła go wzrokiem; nie przychodziło jej do głowy nic, co mogłaby powiedzieć, ale miała nadzieję, że jej potępiające spojrzenie wystarczy, by przywołać go do porządku.

Najwyraźniej jednak nie. Prawdę mówiąc, wydawał się jeszcze bardziej rozbawiony.

– Potrzebujesz okularów – zauważył.

– A pan jest intruzem – odparła.

– Doprawdy? Powiedziałbym, że to raczej pani wtargnęła na cudzy teren.

– Z całą pewnością nie. Ta ziemia należy do księcia Ashbourne. Mojego kuzyna – dodała z naciskiem.

Nieznajomy wskazał ręką na zachód.

– Tamta ziemia należy do księcia Ashbourne. Granica przebiega wzdłuż tego wzniesienia. A zatem to pani jest intruzem.

Bella zmrużyła oczy i wsunęła za ucho lok jasnych włosów.

– Jest pan pewien?

– Całkowicie. To prawda, że włości Ashbourne’a są rozległe, ale nie bezkresne.

Poruszyła się niespokojnie.

– Och. Cóż, w takim razie przepraszam za wtargnięcie – powiedziała wyniośle. – Znajdę tylko mojego konia i już mnie nie ma.

– Nie bądź głupia – odrzekł pospiesznie. – Mam nadzieję, że nie jestem aż na tyle nieokrzesany, by nie pozwolić damie poczytać pod jednym z moich drzew. Proszę zostać, jak długo będzie się pani podobać.

Bella przez chwilę rozważała, czy jednak się nie oddalić, ale wygoda wzięła górę nad dumą.

– Jestem tu już od kilku godzin i zdążyłam się wygodnie rozsiąść.

– Właśnie widzę. – Uśmiechnął się nieznacznie, lecz Bella odniosła wrażenie, że nie jest mężczyzną skorym do uśmiechu.

– Może – zaczął – skoro zamierza pani spędzić resztę dnia na mojej ziemi, byłoby nie od rzeczy się przedstawić.

Bella zawahała się, niepewna, czy nieznajomy traktuje ją pobłażliwie, czy stara się być uprzejmy.

– Przepraszam. Jestem lady Arabella Blydon.

– Miło mi panią poznać. Jestem John, lord Blackwood.

– Jak się pan miewa?

– Doskonale, ale pani potrzebuje okularów.

Bella poczuła, że jej plecy sztywnieją. Emma i Alex od miesiąca namawiali ją, żeby dała sobie zbadać oczy, ale w końcu oni należeli do rodziny. Ten John Blackwood był kimś obcym i z pewnością nie powinien pozwalać sobie na takie sugestie.

– Może pan być pewien, że wezmę pod uwagę pańską radę – mruknęła nieco opryskliwie.

John pochylił głowę i na jego wargach pojawił się cierpki uśmiech.

– Co pani czyta?

– Zimową opowieść. – Bella oparła się o pień drzewa i czekała, jak zwykle, na jakąś protekcjonalną uwagę na temat czytających kobiet.

– Świetna sztuka, chociaż, moim zdaniem, nie należy do najlepszych dzieł Szekspira – zauważył John. – Ja mam słabość do Koriolana. Nie jest najbardziej znany, a jednak go lubię. Może go pani kiedyś przeczytać.

Bella aż zapomniała ucieszyć się z poznania mężczyzny, który wręcz zachęcał ją do lektury.

– Dziękuję za tę sugestię – powiedziała – ale już czytałam tę sztukę.

– Jestem pod wrażeniem. A Otella?

Skinęła głową.

– Burzę?

– Tak.

John szukał w pamięci najmniej znanego spośród dzieł Szekspira.

– A Namiętnego pielgrzyma?

– Nie należy do moich ulubionych, ale przebrnęłam przez niego.

Parsknął śmiechem.

– Proszę przyjąć moje wyrazy uznania, lady Arabello. Przypuszczam, że nigdy nawet nie miałem w ręku Namiętnego pielgrzyma.

Bella uśmiechnęła się i z wdzięcznością przyjęła komplement, a jej wcześniejsza niechęć do tego człowieka zupełnie zniknęła.

– Może przyłączy się pan do mnie na chwilę? – spytała, wskazując wolne miejsce na kocu, na którym siedziała. – Została mi jeszcze większość lunchu i chętnie się z panem podzielę.

Przez moment wyglądał, jakby zamierzał przyjąć jej propozycję. Już miał coś powiedzieć, lecz w końcu westchnął i zamknął usta. Kiedy w końcu się odezwał, jego głos zabrzmiał bardzo sztywno i oficjalnie.

– Nie, dziękuję – rzucił tylko. Oddalił się o kilka kroków i zaczął wpatrywać się w pola.

Bella przechyliła głowę i już miała powiedzieć coś jeszcze, kiedy zauważyła z zaskoczeniem, że John Blackwood kuleje. Zastanawiała się, czy został ranny w wojnie na Półwyspie Iberyjskim. Cóż za intrygujący człowiek. Nie miałaby nic przeciwko temu, żeby spędzić jakiś czas w jego towarzystwie. I musiała przyznać, że jest dość przystojnym mężczyzną, o mocnych, regularnych rysach i smukłym, muskularnym ciele, mimo utykania. W jego aksamitnie brązowych oczach skrzyła się inteligencja, ale jednocześnie widziała w nich ból i sceptycyzm. Bella doszła do wniosku, że jest bardzo tajemniczy.

– Jest pan pewien? – spytała.

– Pewien czego? – Nie odwrócił się.

Najeżyła się wobec takiego braku uprzejmości.

– Pewien, że nie che zjeść ze mną lunchu.

– Raczej tak.

To przykuło jej uwagę. Nikt dotąd nie powiedział, że jest raczej pewien, że nie ma ochoty na jej towarzystwo.

Bella poruszyła się niespokojnie na kocu, z roztargnieniem opuszczając książkę na kolana. Nie bardzo wiedziała, co mogłaby powiedzieć, skoro on stoi odwrócony do niej tyłem. A wrócić do czytania byłoby nieuprzejmie.

John nagle odwrócił się i odchrząknął.

– Naprawdę nie było uprzejmie mówić mi, że potrzebuję okularów – powiedziała nagle, przede wszystkim po to, żeby powiedzieć cokolwiek, zanim on zdąży się odezwać.

– Przepraszam. Nigdy nie byłem dobry w prowadzeniu uprzejmej konwersacji.

– Może powinien pan częściej rozmawiać – odparła.

– Gdyby ton pani głosu był inny, pomyślałbym, że pani ze mną flirtuje.

Zatrzasnęła Zimową opowieść i wstała.

– Teraz widzę, że mówi pan prawdę. Nie tylko nie umie pan prowadzić uprzejmej konwersacji. Pan zupełnie sobie nie radzi z żadną formą rozmowy.

Wzruszył ramionami,

– To jedna z wielu moich cech.

Otworzyła usta ze zdumienia.

– Zgaduję, że nie docenia pani mojego specyficznego poczucia humoru.

– Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek mógłby je docenić.

Zapadło niezręczne milczenie, a po chwili w jego oczach pojawił się dziwny, smutny błysk. Zniknął jednak bardzo szybko, a kiedy John znowu się odezwał, jego głos zabrzmiał ostro.

– Proszę tu więcej nie przychodzić samotnie.

Bella zgarnęła swoje rzeczy do torby.

– Niech pan się nie martwi. Nie będę pana więcej niepokoić.

– Nie powiedziałem, że nie powinna pani przebywać na mojej ziemi. Po prostu nie samotnie.

Nie miała pojęcia, jak na to odpowiedzieć, więc rzuciła tylko:

– Wracam do domu.

Spojrzał w niebo.

– Tak, prawdopodobnie powinna pani wrócić. Wkrótce zacznie padać. Ja sam mam jakieś dwie mile do przejścia, więc zapewne zmoknę.

Rozejrzała się dookoła.

– Nie ma pan konia?

– Czasami, droga pani, lepiej jest przemieszczać się pieszo. – Ukłonił się lekko. – Było mi miło.

– Panu być może tak – mruknęła Bella.

Patrzyła na jego plecy, kiedy się oddalał. Utykał wyraźnie, ale poruszał się zaskakująco szybko. Nie odrywała od niego wzroku, dopóki nie zniknął za horyzontem. Kiedy dosiadła swojej klaczy, przez głowę przemknęła jej niepokojąca myśl.

Kuleje. A więc dlaczego woli chodzić pieszo?

 

John Blackwood słuchał oddalającego się stukotu kopyt konia lady Arabelli. Westchnął. Zachował się jak osioł.

Westchnął znowu, tym razem głośniej, ze smutkiem, niechęcią do samego siebie i zwykłą irytacją. Niech to diabli. Nigdy nie wiedział, jak rozmawiać z kobietami.

 

Bella ruszyła do Westonbirt, domu swoich krewnych. Jej urodzona w Ameryce kuzynka Emma kilka miesięcy wcześniej wyszła za księcia Ashbourne. Nowożeńcy woleli wiejskie zacisze od życia w Londynie i od ślubu przebywali niemal wyłącznie w Westonbirt. Oczywiście sezon dobiegł końca i w Londynie i tak nie było już nikogo. A jednak Bella miała przeczucie, że Emma i jej mąż będą unikali londyńskiej socjety również w czasie sezonu.

Westchnęła. Ona niewątpliwie spędzi następny sezon w Londynie, znowu szukając męża. Miała już tego serdecznie dość. Przetrwała dwa sezony i otrzymała z tuzin propozycji małżeństwa, lecz wszystkie odrzuciła. Niektórzy kandydaci byli zupełnie nie do przyjęcia, lecz większość stanowili całkiem przyzwoici, a nawet mili ludzie. Po prostu nie potrafiła się zmusić do tego, żeby przyjąć mężczyznę, na którym naprawdę jej nie zależało. A teraz, kiedy zobaczyła, jak szczęśliwa jest jej kuzynka, wiedziała, że będzie jej bardzo trudno zadowolić się czymkolwiek mniej niż spełnieniem najdzikszych marzeń.

Bella popędziła konia do galopu, ponieważ deszcz zaczął się nasilać. Dochodziła trzecia i wiedziała, że Emma będzie na nią czekać z gorącą herbatą. Mieszkała u niej i jej męża Aleksa od trzech tygodni. Kilka miesięcy po ślubie Emmy rodzice Belli postanowili wyjechać na wakacje do Włoch. Ned, ich syn, wrócił do Oksfordu na ostatni rok studiów, więc nie potrzebował opieki, a Emma została bezpiecznie wydana za mąż. Została tylko Bella, a ponieważ Emma była już stateczną mężatką i mogła służyć jako przyzwoitka, więc zamieszkała u swojej kuzynki.

Bella nie mogłaby sobie wymarzyć przyjemniejszego rozwiązania. Emma była jej najlepszą przyjaciółką, a po wszystkich wspólnych wybrykach zabawnie było mieć ją za przyzwoitkę.

Bella odetchnęła z ulgą, gdy wjechała na wzgórze i zza horyzontu wyłoniło się Westonbirt. Wielka budowla była dość ładna, z długimi, wąskimi kolumnami okiem przecinającymi fasadę. Bella zaczęła już traktować to miejsce jak dom. Skierowała się do stajni, oddała klacz koniuszemu i popędziła do domu, starając się omijać krople deszczu, które padały coraz gęściej. Wbiegła po frontowych schodach, ale zanim zdążyła popchnąć ciężkie drzwi, lokaj otworzył je z ukłonem.

– Dziękuję, Norwood – powiedziała. – Musiałeś na mnie czekać.

Norwood skinął głową.

– Norwood, czy Bella jeszcze nie wróciła? – Z głębi domu dobiegł kobiecy głos i Bella usłyszała kroki kuzynki w korytarzu prowadzącym do holu.

– Zaczęło dość mocno padać. – W końcu pojawiła się sama Emma. – O, dobrze! Wróciłaś.

– Trochę pada, ale da się znieść – powiedziała radośnie Bella.

– Mówiłam ci, że zanosi się na deszcz.

– Czy teraz czujesz się za mnie odpowiedzialna, skoro jesteś starą, stateczną matroną?

Emma zrobiła minę, która mówiła dokładnie, co myśli na ten temat.

– Wyglądasz jak przemoczony szczur – zauważyła spokojnie.

– Przebiorę się i za moment zejdę na herbatę.

– W gabinecie Aleksa. Przyłączy się dzisiaj do nas.

– O, świetnie. Zaraz przyjdę.

Bella weszła po schodach i labiryntem korytarzy dotarła do swojego pokoju. Szybko zdjęła przemoczone ubranie, włożyła miękką błękitną suknię i zeszła na dół. Drzwi do gabinetu Aleksa były zamknięte. Dobiegały zza nich chichoty, więc roztropnie zapukała, zanim weszła. Zapadła cisza, po czym rozległ się głos Emmy:

– Proszę!

Bella uśmiechnęła się do siebie. Z każdą chwilą dowiadywała się coraz więcej o małżeńskiej miłości. Emma i Alex nie potrafili utrzymać rąk przy sobie zawsze, kiedy sądzili, że nikt nie patrzy. Bella uśmiechnęła się szerzej. Nie miała pewności co do wszystkich detali robienia dzieci, ale coś jej mówiło, że całe to dotykanie ma coś wspólnego z tym, że Emma była już w ciąży. Bella otworzyła drzwi i weszła do przestronnego, bardzo męskiego gabinetu Aleksa.

– Dzień dobry, Alex – powiedziała. – Jak ci minął dzień?

– Bardziej sucho niż tobie, jak widzę – odparł, nalewając nieco mleka do filiżanki i zupełnie ignorując herbatę. – Wciąż masz przemoczone włosy.

Bella zerknęła na swoje ramiona. Rzeczywiście, woda z włosów ściekała na suknię. Wzruszyła ramionami.

– Cóż, chyba nic na to nie poradzę. – Usiadła na sofie i nalała sobie herbaty. – Co porabiałaś, Emmo?

– Nic szczególnego. Przeglądałam rachunki i raporty z posiadłości w Walii. Zdaje się, że mamy tam pewien drobny problem. Zastanawiam się, czy nie powinnam pojechać i zbadać tej sprawy.

– Nie powinnaś – warknął Alex.

– Och, doprawdy? – zdziwiła się Emma.

– Jeszcze przez sześć miesięcy nigdzie nie pojedziesz – dodał, patrząc z miłością na ogniste włosy i fiołkowe oczy swojej żony. – A potem zapewne przez kolejne pół roku.

– Jeśli myślisz, że będę leżała w łóżku, dopóki nie pojawi się dziecko, to musiałeś oszaleć.

– A ty musisz się nauczyć, kto tu rządzi.

– Dobrze, ty…

– Przestańcie! – Bella roześmiała się. – Dość tego.

Pokręciła głową. Trudno byłoby znaleźć dwoje bardziej upartych ludzi. Doskonale do siebie pasowali.

– Może opowiem wam, jak ja spędziłam dzisiejszy dzień?

Alex i Emma patrzyli na nią wyczekująco.

– Poznałam dość dziwnego człowieka.

– O, naprawdę? – zainteresowała się Emma.

Alex rozparł się wygodnie w fotelu, a w jego oczach pojawiło się znudzenie.

– Tak. Mieszka w pobliżu. Myślę, że jego ziemie graniczą z twoimi. Lord John Blackwood. Znasz go?

Alex poderwał się.

– Powiedziałaś John Blackwood?

– Tak, John, lord Blackwood, tak mi się wydaje. Czyżbyś go znał? John Blackwood to chyba dość popularne nazwisko.

– Brązowe włosy?

Bella przytaknęła.

– Brązowe oczy?

Skinęła głową.

– Mniej więcej mojego wzrostu, przeciętnej budowy?

– Chyba tak. Nie był tak szeroki w ramionach jak ty, ale podobnego wzrostu.

– Czy kulał?

– Tak! – wykrzyknęła Bella.

– John Blackwood. Niech mnie diabli. – Alex pokręcił głową. – I ma teraz tytuł. Musiał go dostać za służbę wojskową.

– Walczył razem z tobą? – spytała Emma.

Kiedy Alex w końcu odpowiedział, jego wzrok był nieobecny.

– Tak – powiedział cicho. – Dowodził własną kompanią, ale często się widywaliśmy. Zastanawiałem się, co się z nim stało. Sam nie wiem, dlaczego nie próbowałem go odszukać. Pewnie bałem się, że mogłoby się okazać, że nie żyje.

To przykuło uwagę Belli.

– Co chcesz powiedzieć?

– To było dziwne – odezwał się powoli Alex. – Był świetnym żołnierzem. Zawsze można było na nim polegać. Absolutnie bezinteresowny. Narażał się na niebezpieczeństwo, żeby ratować innych.

– Czemu to takie dziwne? – spytała Emma. – Sprawia wrażenie człowieka honoru.

Alex spojrzał na obie damy, nieoczekiwanie bystrym wzrokiem.

– Dziwne było to, że jak na człowieka, któremu tak mało zależy na własnym losie, zachował się zaskakująco, kiedy został ranny.

– Co się stało? – spytała Bella.

– Chirurg powiedział, że musi mu amputować nogę. I muszę przyznać, że zachował się dość bezdusznie. John był cały czas przytomny, a ten rzeźnik nawet nie raczył odezwać się bezpośrednio do niego. Po prostu odwrócił się do pomocnika i powiedział: „Przynieś mi piłę”.

Bella wzdrygnęła się na myśl o takim traktowaniu Johna Blackwooda.

– John wpadł w szał – mówił dalej Alex. – Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Złapał chirurga za koszulę i przyciągnął do siebie. Zważywszy, ile krwi stracił, trzymał go zdumiewająco mocno. Już miałem interweniować, ale zrezygnowałem, kiedy usłyszałem ton jego głosu.

– Co powiedział? – spytała Bella, ledwie mogąc usiedzieć.

– Nigdy tego nie zapomnę. Powiedział: „Jeśli utniesz mi nogę, znajdę cię i zrobię to samo”. Doktor zostawił go w spokoju. Powiedział, że może sobie umrzeć, skoro tego chce.

– Ale nie umarł – zauważyła Bella.

– Nie, nie umarł. Ale jestem pewien, że to był dla niego koniec wojny. I dobrze. Był wspaniałym żołnierzem, ale zawsze odnosiłem wrażenie, że brzydzi się przemocą.

– Dziwne – mruknęła Emma.

– Tak. Cóż, to ciekawy człowiek. Lubiłem go. Miał wspaniałe poczucie humoru, kiedy już zdecydował się je okazać. Ale najczęściej w ogóle się nie odzywał. I był jednym z najbardziej honorowych ludzi, jakich znałem.

– Ależ Alex – drażniła się z nim Emma. – Nikt nie może być bardziej honorowy niż ty.

– Ach, moja cudowna, lojalna żona. – Alex pochylił się i pocałował ją w czoło.

Bella opadła na sofę. Chciałaby dowiedzieć się więcej o Johnie Blackwoodzie, ale wydawało się nieuprzejmie wypytywać Aleksa. Irytowała ją nieco ta świadomość, lecz nie mogła zaprzeczyć, że niesłychanie zainteresował ją ten niezwykły człowiek.

Bella zawsze była bardzo praktyczna i pragmatyczna i jedynym, czego nigdy nie robiła, było oszukiwanie samej siebie. Wcześniej John Blackwood zaintrygował ją, ale teraz, kiedy poznała część jego historii, była nim zafascynowana. Każdy najdrobniejszy związany z nim szczegół – od zmarszczenia brwi po poruszony wiatrem kosmyk włosów – nabierał nowego znaczenia. I jego upór, by iść pieszo, także stawał się bardziej zrozumiały. Po tak zaciekłej walce o ocalenie nogi, nic dziwnego, że chciał jej jak najczęściej używać. Pomyślała, że jest człowiekiem, który ma swoje zasady. Godnym zaufania, na którym można polegać.

Bella była tak zaskoczona kierunkiem, w którym podążyły jej myśli, że wzdrygnęła się, gdy sobie to uświadomiła. Emma to zauważyła.

– Wszystko w porządku, Bello? – spytała.

– Co? Och, zabolała mnie tylko głowa. Drobiazg, już minęło.

– O.

– To pewnie dlatego, że za dużo czytałam – mówiła dalej, mimo że Emma wydawała się gotowa porzucić ten temat. – Musiałam bardzo się wysilać, żeby skupić wzrok na druku. Może naprawdę powinnam dać sobie zbadać oczy.

Nawet jeśli Emma była zaskoczona tym, że kuzynka nagle przyznała, że jej wzrok nie jest doskonały, nie dała tego po sobie poznać.

– Świetnie. We wsi jest bardzo dobry doktor. Zobaczymy, czy może ci pomóc.

Bella uśmiechnęła się i sięgnęła po filiżankę z herbatą, która tymczasem zdążyła wystygnąć. A wtedy Emma powiedziała coś cudownego.

– Wiesz, co powinniśmy zrobić. – Księżna zwróciła się do swojego męża. – Powinniśmy zaprosić tego Johna Blake’a…

– Johna Blackwooda – przerwała jej Bella.

– Przepraszam. Zaprośmy Johna Blackwooda na kolację. Z Bellą będzie nas czworo i nie będziemy musieli szukać żadnej kobiety do pary.

Alex odstawił kieliszek.

– Wspaniały pomysł, kochanie. Podoba mi się pomysł odnowienia tej znajomości.

– A więc postanowione – stwierdziła rzeczowo Emma. – Mam mu wysłać liścik z zaproszeniem, czy wolisz wybrać się i zaprosić go osobiście?

– Myślę, że go odwiedzę. Chętnie znowu go zobaczę, a poza tym byłoby nieuprzejmie z mojej strony, gdybym nie brał pod uwagę tego, że uratował mi życie.

Emma pobladła.

– Co takiego?

Alex uśmiechnął się z zakłopotaniem.

– Tylko raz, kochanie; nie ma potrzeby teraz do tego wracać.

Spojrzenia, które wymienili w tym momencie, były tak pełne czułości, że Belli aż serce się ścisnęło. Czym prędzej pod pierwszym lepszym pretekstem wymknęła się z gabinetu i wróciła do swojego pokoju, gdzie czekały na nią ostatnie strony Zimowej opowieści.

John Blackwood ocalił życie Aleksowi? Nigdy by się tego nie domyśliła. Wyglądało na to, że gburowata powierzchowność ich nowego sąsiada kryła wiele tajemnic. Bella mogłaby się założyć, że historia jego życia przyćmiłaby dramaty Szekspira. Trzeba będzie przeprowadzić małe śledztwo. Wyprawa na wieś może się okazać bardziej ekscytująca, niż Bella przypuszczała.

Oczywiście nie uda jej się odkryć żadnych sekretów, jeśli się z nim nie zaprzyjaźni. On zaś dał dość jasno do zrozumienia, że nie ma na to ochoty.

Wszystko to było bardzo irytujące.

Inne książki autora

Jeden pocałunek Taniec w świetle księżyca

Jeden pocałunek QUINN JULIA

Jej wszystkie bale

Jej wszystkie bale QUINN JULIA

Rejs ku miłości

Rejs ku miłości QUINN JULIA

Odważna i zakochana

Odważna i zakochana QUINN JULIA

Małżeństwo ze snu

Małżeństwo ze snu QUINN JULIA

Oświadczyny

Oświadczyny QUINN JULIA

Miłosne tajemnice

Miłosne tajemnice QUINN JULIA

Sekrety małżeństwa

Sekrety małżeństwa QUINN JULIA