Słodka kusicielka

Słodka kusicielka

Tytuł oryginału: The Wicked and the Wallflower
Tłumaczenie: Agnieszka Kowalska
Ilość stron: 400
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2018-12-04
EAN: 9788324168637
Romans historyczny

Nowy cykl autorki z Top 5 „New York Timesa” i „USA Today”

„Błyskotliwe, seksowne i przeromantyczne.”
Julia Quinn


Trzej bracia związani sekretem, od którego nie mogą uciec. Trzej królowie londyńskiego podziemia, których nie pokona nic… poza miłością.
Kiedy tajemniczy nieznajomy zjawia się w sypialni lady Felicity Faircloth i składa jej niebywałą propozycję, Felicity zgadza się – pod jednym wszakże warunkiem.
„Diabeł”, nieślubny syn księcia i król mrocznych zaułków Londynu, od lat czekał na okazję do zemsty. Teraz wreszcie może jej dokonać – z pomocą cichej i nieśmiałej Felicity. By zastawić pułapkę na wroga, musi tylko zmienić szarą myszkę w nieodpartą kusicielkę. Lecz Felicity nie jest tak cicha i nieśmiała, jak się wydaje. I może zniszczyć starannie obmyślony plan „Diabła”. A on sam będzie musiał wybierać pomiędzy wszystkim, o czym zawsze marzył, a jedyną rzeczą, jakiej teraz pragnie…


SARAH MACLEAN jest jedną z ulubionych autorek romansów historycznych. Ukończyła historię na Uniwersytecie Harvarda pisze felietony dla „The Washington Post”. Jej wypełnione mrocznymi sekretami i gwałtownymi namiętnościami powieści zdobywają listy bestsellerów „New York Timesa” i „USA Today” oraz najwyższe nagrody gatunku, m.in. RITA Award (odpowiednik filmowego Oscara). Są tłumaczone na ponad 20 języków.

1


Teraz
Maj 1837

Diabeł stał przed Marwick House, w czarnym cieniu starego wiązu, obserwując swojego brata bękarta. Migoczące płomyki świec i nierówne szyby zniekształcały sylwetki bawiących się w sali balowej, zmieniając tłum wewnątrz – arystokratów i bogaczy – w bezkształtną masę, przywodzącą mu na myśl nurt Tamizy, to wzbierający, to opadający, o nieokreślonym kolorze i cuchnący.
Ciała bez twarzy – ciemne sylwetki mężczyzn w wieczorowych strojach i kobiety jaśniejące jedwabiami i satynami – stłoczone, ledwie mogły się poruszać, jeśli nie liczyć wyciągniętych szyj i trzepotania wachlarzy, rozwiewających plotki i spekulacje w zaduchu sali balowej.
A w samym środku, człowiek, którego rozpaczliwie chcieli zobaczyć – pustelnik książę Marwick, nowy wśród nich, choć nosił tytuł, odkąd umarł jego ojciec. Odkąd umarł ich ojciec.
Nie. Nie ojciec. Rodzic.
A teraz nowy książę, młody i przystojny, powrócił jako marnotrawny syn Londynu – o głowę wyższy od całej reszty, jasnowłosy, o kamiennej twarzy i bursztynowych oczach, którymi książęta Marwick chlubili się od pokoleń. Dobrze zbudowany, kawaler, obdarzony wszelkimi cechami, jakich oczekiwali po nim arystokraci.
I zupełnie nie taki, za jakiego uważali go arystokraci.
Diabeł niemal słyszał szepty krążące po sali balowej.
Dlaczego mężczyzna o takiej pozycji prowadzi życie pustelnika?
Kogo to obchodzi, skoro jest księciem?
Sądzisz, że pogłoski są prawdziwe?
Czemu nigdy nie pojawił się w mieście?
Kogo to obchodzi, skoro jest księciem?
A jeśli jest szalony, jak mówią?
Kogo to obchodzi, skoro jest księciem?
Podobno będzie chciał się starać o dziedzica.
To właśnie wywabiło Diabła z mroku.
Zawarli porozumienie, przed dwudziestu laty, kiedy wszyscy trzej byli towarzyszami broni. I choć wiele się zdarzyło od tamtego czasu, jedno pozostało nienaruszalną świętością: nikt nie łamał umowy zawartej z Diabłem.
Nie bezkarnie.
I tak, Diabeł z niewyczerpaną cierpliwością czekał w ogrodach londyńskiej rezydencji książąt Marwick na przybycie trzeciego sygnatariusza porozumienia. Minęły dekady, odkąd on i jego brat Whit, znani w podejrzanych zakamarkach Londynu jako Bareknuckle Bastards – Bitni Bękarci, widzieli się z księciem. Minęły dekady, odkąd ciemną nocą uciekli z wiejskiej siedziby księcia, pozostawiając za sobą tajemnice i grzechy, żeby założyć swoje własne królestwo zupełnie innych tajemnic 
i grzechów.
Jednak przed dwoma tygodniami do najwytworniejszych domów Londynu dotarły zaproszenia – opatrzone najszacowniejszymi nazwiskami – a jednocześnie w Marwick House pojawili się służący, uzbrojeni po zęby w ściereczki i wosk, żelazka i sznury do suszenia prania. Tydzień temu dostarczono skrzynie – pełne świec i obrusów, ziemniaków i porto – oraz pół tuzina kanap do ogromnej sali balowej Marwick House. Teraz każdą z nich zdobiły spódnice najbardziej pożądanych londyńskich panien.
Trzy dni temu do kwatery głównej Bękartów w Covent Garden dotarł „News of London”, gdzie na czwartej stronie wydrukowany nieco rozmazaną czcionką nagłówek głosił: „Tajemniczy Marwick się żeni?”
Diabeł starannie złożył gazetę i zostawił ją na biurku Whita. Kiedy wrócił następnego ranka, gazeta była przyszpilona do blatu nożem.
A więc postanowiono.
Ich brat, książę, wrócił; pojawił się bez zapowiedzi w tym miejscu przeznaczonym dla lepszych, a pełnym najgorszych ludzi, na ziemi, którą odziedziczył, kiedy upomniał się o swój tytuł, w mieście, które uczynili swoim. Postępując tak, ujawnił swoją chciwość.
Ale chciwość w tym miejscu, na tej ziemi, była niedozwolona.
A więc Diabeł czekał i patrzył.
Po długich minutach powietrze się poruszyło i przy jego łokciu pojawił się Whit – cichy i niebezpieczny niczym wojskowe posiłki. I bardzo słusznie, bo właśnie byli na wojnie.
– W samą porę – powiedział cicho Diabeł.
Mruknięcie.
– Książę szuka narzeczonej?
Milczące skinienie głową.
– I dziedziców?
Cisza. Wyraz gniewu, nie lekceważenia.
Diabeł obserwował, jak ich brat bękart przemieszcza się w tłumie, kierując się w stronę przeciwległego krańca sali balowej, skąd ciemny korytarz prowadził do wnętrza domu. Teraz to on skinął głową.
– Skończymy to, zanim się zacznie.
Ścisnął mocno hebanową laskę; jej srebrna lwia grzywa, wypolerowana od długiego użytkowania, idealnie pasowała do dłoni.
– Tam i z powrotem. Tyle zniszczeń, żeby nie mógł pójść za nami.
Whit skinął głową, ale nie powiedział tego, co obaj pomyśleli – że mężczyzna, którego Londyn uważał za Roberta, księcia Marwick, i chłopiec, którego obaj znali niegdyś jako Ewana, był bardziej zwierzęciem niż arystokratą i jedynym człowiekiem, który niemal mógł się z nimi równać. Ale to było, zanim Diabeł i Whit zostali Bitnymi Bękartami, królami Covent Garden, i nauczyli się posługiwać bronią z precyzją odpowiednią do swoich gróźb.
Dziś wieczorem pokażą mu, że Londyn to ich teren, i zmuszą do powrotu na wieś. Wystarczy, że wejdą do środka i przypomną mu obietnicę, którą złożyli dawno temu.
Książę Marwick nie będzie miał dziedzica.
– Pomyślnych łowów. – Słowa Whita zabrzmiały jak cichy warkot; jego głos był ochrypły od rzadkiego używania.
– Pomyślnych łowów – odparł Diabeł i w milczeniu obaj ruszyli w kierunku głębokiego cienia długiego balkonu. Zdawali sobie sprawę, że muszą działać szybko, aby nikt ich nie zauważył.
Z płynną gracją Diabeł wspiął się na balkon, przeskoczył przez balustradę i bezszelestnie wylądował w ciemności. Whit poszedł w jego ślady. Skierowali się do drzwi, wiedząc, że oranżeria jest zamknięta i niedostępna dla gości, co czyniło ją doskonałym wejściem do domu. Bękarci mieli na sobie wieczorowe stroje – zamierzali wtopić się w tłum, zanim znajdą księcia i zadadzą cios.
Marwick nie miał być ani pierwszym, ani ostatnim arystokratą ukaranym przez Bękartów, ale z żadnym Diabeł i Whit tak bardzo nie pragnęli się rozprawić.
Ledwie dłoń Diabła spoczęła na klamce, ta się poruszyła. Puścił ją natychmiast i odskoczył, niknąc w mroku, zaś Whit błyskawicznie przeskoczył przez balustradę i wylądował na trawniku.
I wtedy pojawiła się dziewczyna.
Zamknęła za sobą pospiesznie drzwi i oparła się o nie plecami, jakby chciała siłą woli powstrzymać innych przed pójściem za nią.
Co dziwne, Diabeł pomyślał, że mogło jej się to udać.
Była zdenerwowana; jej pierś falowała, długa szyja niemal lśniła w świetle księżyca, dłoń w rękawiczce położyła na jasnej skórze ponad wycięciem sukni, jakby starała się uspokoić przyspieszony oddech. Doświadczenie nabyte przez lata patrzenia na ludzi powiedziało mu, że jej ruchy są niewymuszone i naturalne – nie zdawała sobie sprawy, że jest obserwowana. Nie zdawała sobie sprawy, że nie jest sama.
Tkanina jej sukni mieniła się w księżycowym świetle, ale było zbyt ciemno, żeby rozpoznać kolor. Może niebieska. Albo zielona? W tym świetle miejscami wydawała się srebrna, miejscami czarna.
Blask księżyca. Wyglądała, jakby była ubrana w blask księżyca.
Ta dziwna myśl przyszła mu do głowy, kiedy podeszła do kamiennej balustrady, i przez ułamek sekundy Diabeł miał ochotę przysunąć się, żeby lepiej się jej przyjrzeć.
Nagle usłyszał cichy trel słowika – to Whit dawał mu znak. Przypominał o ich planie, z którym dziewczyna nie miała nic wspólnego. Poza tym że przeszkadzała w jego wcieleniu w życie.
Nie wiedziała, że ów ptak to wcale nie ptak, i uniosła głowę ku niebu, opierając dłonie na kamiennej balustradzie. Odetchnęła głęboko i wyraźnie się odprężyła.
Ktoś ją ścigał.
Przemknęła mu przez głowę niezbyt przyjemna myśl, że dziewczyna uciekła do ciemnego pokoju i na jeszcze ciemniejszy balkon, gdzie czaił się mężczyzna być może gorszy niż cokolwiek, co prześladowało ją wewnątrz. I nagle, niczym strzał w ciemności, dziewczyna się roześmiała. Diabeł zesztywniał, jego mięśnie się napięły, palce zacisnęły się mocniej na srebrnej gałce laski.
Musiał użyć całej siły woli, żeby do niej nie podejść. Przypomnieć sobie, że czekał na tę chwilę latami – tak długo, że ledwie pamiętał czasy, kiedy nie był przygotowany do walki ze swoim bratem.
Nie zamierzał dopuścić, żeby ta kobieta zbiła go z tropu. Nawet dobrze jej nie widział, a jednak nie potrafił odwrócić wzroku.
– Ktoś powinien im powiedzieć, jacy są okropni – zwróciła się ku niebu. – Ktoś powinien podejść do Amandy Fairfax i powiedzieć jej, że nikt nie wierzy, że jej pieprzyk jest prawdziwy. I ktoś powinien powiedzieć lordowi Haginowi, że śmierdzi i zrobiłby dobrze, gdyby się wykąpał. I z przyjemnością przypomniałabym Jaredowi czasy, kiedy wpadł do stawu na przyjęciu w wiejskim domu mojej matki i musiał skorzystać z mojej uprzejmości, żeby wysuszyć ubranie, zanim ktokolwiek go zobaczy.
Zamilkła na chwilę, dostatecznie długą, by Diabeł pomyślał, że skończyła już mówić do nieba, gdy nagle wyrzuciła z siebie:
– I czy Natasha musi być aż tak niemiła?
– Tylko na tyle cię stać?
Własne słowa go zaskoczyły – to nie była pora na rozmowę z gadułą na balkonie.
Jeszcze bardziej zaskoczony musiał być Whit, sądząc z ochryp­łego trelu słowika, który rozległ się niemal natychmiast.
Ale najbardziej zaskoczona była dziewczyna.
Z cichym piśnięciem odwróciła się ku niemu, przykładając dłoń do ciała nad gorsetem. Jaki kolor miał ten gorset? Księżycowy blask nie przestawał igrać z jej suknią, nie pozwalając rozpoznać jej barwy.
Przechyliła lekko głowę i wpatrywała się w ciemność.
– Kto tam jest?
– Ja też się nad tym zastanawiam, kochanie, zważywszy, że paplasz jak najęta.
Posłała mu gniewne spojrzenie.
– Mówiłam do siebie.
– I żadna z was nie znalazła dla tej Natashy lepszej obelgi niż niemiła?
Zrobiła krok w jego stronę, lecz nagle najwyraźniej uświadomiła sobie, że nie powinna zbliżać się do nieznajomego mężczyzny w ciemności. Zatrzymała się.

Inne książki autora

Plan damy Słodka kusicielka

Plan damy MACLEAN SARAH

Dzień księżnej

Dzień księżnej MACLEAN SARAH