Facebook
Siedem nocy z rozpustnikiem

Siedem nocy z rozpustnikiem

Tytuł oryginału: Seven Nights in a Rogue's Bed
Tłumaczenie: MAŁGORZATA STEFANIUK
Ilość stron: 384
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2018-01-16
EAN: 9788324165483
39.80 PLN
26.63 PLN
Romans historyczny

„Zmysłowa i tajemnicza”. „Romantic Times”


Piękna lady Sidonia Forsyth dla swej siostry jest gotowa do największych poświęceń. Żeby ją ratować, postanawia spłacić dług, jaki siostra zaciągnęła u Jonasa Merricka, rozpustnika o twarzy naznaczonej tajemniczą blizną i sławie okrutnika.
W ponurą deszczową noc niewinna Sidonia zjawia się w jego posępnym zamku. Lecz zamiast potwora spotyka mężczyznę innego niż wszyscy... który żąda, by spędziła z nim siedem nocy…


ANNA CAMPBELL, australijska gwiazda romansu historycznego, jest laureatką i finalistką najważniejszych nagród: RITA (odpowiednik filmowego Oscara dla romansu historycznego) i Romantic Times Reviewer’s Choice Award. Jej wypełnione namiętnością, dynamiczne powieści przemawiają do serc i zmysłów milionów czytelniczek w 20 krajach.

Wybrzeże South Devon, listopad 1826

 

            W noc, gdy Sidonia Forsythe zmierzała ku swej zagładzie, niebo rozszczepiały błyskawice burzy.

            Konie dziko zarżały, gdy sfatygowany powóz gwałtownie się zatrzymał. Wichura była tak silna, że powóz nawet stojąc, wciąż kiwał się na boki. Sidonia miała tylko kilka sekund, żeby zebrać się w sobie, zanim woźnica, cień w ociekającym wodą płaszczu, wychynął z ciemności i szarpnięciem otworzył drzwiczki.

            - Zamek Craven, panienko - zawołał, przekrzykując łomot ulewy.

            Przez sekundę przerażenie tym, co ją czekało, trzymało Sidonię w kleszczach paraliżu.

            - Konie nie mogą długo tu stać, panienko. Wysiada panienka? - dopytywał się woźnica.

            Sidonia, wciąż zesztywniała z przerażenia, pomyślała, że poprosi woźnicę, żeby ją odwiózł z powrotem do Sidmouth. Mogła jeszcze odjechać bez uszczerbku na honorze. Nikt by się nie dowiedział, że tu była.

            Ale co wtedy stanie się z Robertą i jej synami?

            Wspomnienie tragicznej sytuacji siostry zmobilizowało ją do gorączkowych ruchów. Chwyciła walizkę i wysiadła z powozu. Natychmiast uderzył w nią tak silny wiatr, że aż się zachwiała. Ostrożnie stąpając po śliskim bruku, spojrzała w górę na wysoko się wznoszącą ciemną budowlę przed nią.

            Sądziła, że marzła w powozie, ale na zewnątrz temperatura była arktyczna. Skuliła się, bo wiatr przedzierał się przez jej wełniany płaszcz z łatwością noża tnącego masło. Jakby na potwierdzenie, że wkroczyła do królestwa gotyckiego horroru, niebo przeszyła błyskawica. Następujący po niej grzmot sprawił, że konie w zaprzęgu zaczęły się niespokojnie szarpać.

            Mimo zrozumiałego pragnienia szybkiego powrotu do cywilizacji, woźnica nie odjeżdżał.

            - Jest panienka pewna, że ktoś tam na panienkę czeka?

            Nawet pomimo wycia wiatru Sidonia usłyszała ton obawy w głosie woźnicy. Odzwierciedlał to, co sama czuła. Nie zważając na szarpiące podmuchy wichury, dumnie się wyprostowała.

            - Tak, dziękuję, panie Wallis.

            - W takim razie, życzę wszystkiego dobrego. - Woźnica wskoczył na kozioł i trząsnąwszy z bata, zmusił konie do odjazdu.

            Sidonia dźwignęła walizkę i po niewysokich schodach szybko wspięła się do ciężkich drzwi wejściowych. Spiczasty daszek nad nimi oferował jako takie schronienie. W blasku kolejnego pioruna udało jej się zlokalizować żelazną kołatkę w kształcie lwiej głowy. Zastukała nią w drzwi, ale odgłos zginął w ryku wiatru.

            Jej naglące wezwania nie doczekały się szybkiej odpowiedzi. Wydawało się, że gdy tak tam stała, chowając się przed siekającym deszczem pod daszkiem, temperatura powietrza obniżyła się o kolejne dziesięć stopni.

            Co ona, na Boga, pocznie, jeśli się okaże, że w zamku nikogo nie ma?

            Kiedy wreszcie, głośno skrzypiąc, drzwi się uchyliły i stanęła w nich starsza kobieta, Sidonia szczękała zębami i trzęsła się, jakby miała malarię. Targany podmuchami wiatru płomień pojedynczej świecy w dłoniach starszej kobiety nierówno migotał.

            - Dzień dobry, ja… - zaczęła Sidonia podniesionym głosem, żeby przekrzyczeć burzę, ale nie skończyła, gdyż kobieta zwyczajnie się odwróciła i odeszła. Zaszokowana, Sidonia weszła za kobietą do środka domu.

            Znalazła się w przestronnym obleczonym mrokami holu. Z wysokich kamiennych ścian zwisały ponure brązowe gobeliny. Dalej był masywny kominek. Nie paliło się w nim, przez co atmosfera miejsca wydawała się jeszcze bardziej nieprzyjazna. Sidonia zadrżała, kiedy od kamiennej posadzki pod jej stopami powiało chłodem. W tym samym momencie ciężkie drzwi za nią zatrzasnęły się z głośnym hukiem - złowieszczy odgłos nadchodzącej zagłady. Przestraszona, szybko się odwróciła i ujrzała następnego domownika, tym razem mężczyznę, który przekręcał duży klucz w zamku. Mężczyzna był w równie podeszłym wieku, co kobieta, która ją wpuściła.

            Co ja, na litość boską, sobie myślałam, przyjeżdżając do tego zapomnianego przez wszystkich miejsca?

            Po zamknięciu drzwi w holu zapanowała cisza, o wiele bardziej złowroga niż ryki huraganowej burzy na dworze. Jedynym słyszalnym odgłosem było kapanie wody z przesiąkniętego deszczem płaszcza Sidonii. Strach, jej wierny kompan, który jej towarzyszył od chwili, gdy Roberta zwierzyła się jej ze swojego tragicznego położenia, ciężko jak ołów osadził się na dnie jej żołądka. Kiedy zgodziła się pomóc siostrze, zakładała, że udręka, choć odrażająca, szybko się skończy. Ale gdy tak stała w środku tej posępnej twierdzy, naszło ją straszliwe przeczucie, że już nigdy więcej nie ujrzy świata na zewnątrz.

            Pozwalasz, żeby ponosiła cię wyobraźnie. Natychmiast z tym skończ.

            Te rozsądne słowa nie zmniejszyły jednak narastającej w niej paniki. Krocząc ze ściśniętym ze strachu gardłem za wciąż milczącą gospodynią, miała wrażenie, że w każdym ciemnym rogu holu czai się złowrogi duch. Zacisnęła mocniej palce na rączce walizki i przypomniała sobie, jakie katusze czekają Robertę, jeśli sprawi jej zawód.

            Jakoś dam radę.

            Jednak oczywistą prawdą było to, że choć dotarła aż tutaj, wciąż istniała możliwość, że nie zdoła wykonać misji. Mając na względzie fakt, że przybyła do zamku sama i bezbronna, Sidonia nie mogła się oprzeć przekonaniu, iż plan wymyślony w Barstowe Hall był bardzo słaby, a nawet graniczący z szaleństwem. Tylko cóż z tego, skoro mimo wszystkich wątpliwości, nie potrafiła wymyślić alternatywnego sposobu na ratowanie siostry.

            Starsza kobieta przed nią nadal człapała przez hol. Sidonia, odrętwiała z zimna, ledwie za nią nadążała. Mężczyzna, który zamykał drzwi, nie zaproponował, że odbierze od niej płaszcz i walizkę. Kiedy się obejrzała, nigdzie go nie zauważyła - zniknął bezszelestnie jakby był jednym z zamieszkujących zamek duchów.

            Wreszcie Sidonia i jej małomówna eskorta dotarły do drzwi w przeciwległej ścianie, równie imponujących co drzwi wejściowe. Kiedy starsza kobieta je pchnęła, otworzyły się lekko na dobrze naoliwionych zawiasach. Zebrawszy się w sobie, Sidonia dała krok w łunę światła i ciepła.

            W środku, drżąc ze zdenerwowania, zatrzymała się przy szczycie długiego stołu, przy którym po obu stronach stały ciężkie pociemniałe od starości dębowe krzesła. Pokój był przestronny, mogło się w nim zmieścić liczne towarzystwo, jednak, gdy Sidonia wolno się po nim rozejrzała, stwierdziła, że oprócz podstarzałej przewodniczki obecna w nim jest jeszcze tylko jedna osoba.

            Jonas Merrick.

            Nieślubne dziecko skandalu. Bogaty jak sam Krezus. Szara eminencja możnowładców. I rozpustnik, który tej nocy użyje jej ciała.

            - Jest tu jakaś dama, jaśnie panie.

            Merrick, który niedbale przygarbiony siedział przy drugim dalekim krańcu stołu, wolno podniósł głowę.

            Na widok jego twarzy oddech uwiązł Sidonii w gardle. Jej zdrętwiałe od przerażenia palce wypuściły rączkę walizki. Żeby ukryć zaszokowanie pod obrzeżem kaptura, szybko spuściła głowę.

            Roberta ją ostrzegała. William, jej szwagier, również w bezlitosny sposób opisywał charakter i wygląd Merricka. I oczywiście, jak wszyscy inni, Sidonia słyszała plotki.

            Jednak nic jej nie przygotowało na widok tej okaleczonej fizjonomii.

            Tak mocno przygryzła wargę, że poczuła krew na języku. Walczyła z pragnieniem ucieczki, ale nie mogła uciec. Od tego, czy pozostanie, zbyt wiele zależało. W dzieciństwie Roberta była jej jedyną opiekunką. Teraz to ona musi ratować siostrę, nie oglądając się na koszta.

            Podniosła niepewne spojrzenie na swojego szczycącego się złą sławą gospodarza. Merrick miał na sobie bryczesy i białą rozpiętą pod szyją koszulę. Sidonia oderwała wzrok od widocznego w szczelinie skrawka muskularnej piersi i zmusiła się, żeby spojrzeć na twarz. Może dopatrzy się na niej wyłomu w determinacji Merricka, oznaki litości, która odwiedzie go od przeprowadzenia bulwersującego planu.

            Bliższa inspekcja dowiodła jednak, że jej nadzieje są płonne. Ktoś aż tak okrutny, żeby zaproponować podobnie diabelski układ, nie ustąpi, mając nagrodę w swoim zasięgu. 

            Gęste, czarne jak węgiel włosy, dłuższe niż nakazywała moda, opadały w nieładzie na wysokie czoło Merricka. Uwagę przyciągały wydatne kości policzkowe i sugerująca dużą pewność siebie kwadratowa szczęka. Głęboko osadzone oczy przepełniał wyraz znudzenia, co dla Sidonii było bardziej przerażające, niż gdyby w oczach dostrzegła błysk pożądliwości.

            Merrick nigdy nie był przystojny, nawet zanim nieznany oprawca z jego tajemniczej przeszłości pociął mu nożem orli nos i gładkie policzki. Szeroka jak kciuk Sidonii szrama biegła od ucha do kącika ust. Druga, węższa, przecinała jedną z aroganckich czarnych brwi.

            Pełnym gracji gestem Merrick zamknął palce bladej dłoni na nóżce ciężkiego kryształowego kielicha. W blasku świecy złowieszczo zamigotał rubinowy sygnet. Sidonia zauważyła, że wino w kielichu i sygnet są koloru krwi. Przeszył ją dreszcz trwogi.

            - Spóźniłaś się. - Głos Merricka był niski i przepełniony takim samym znudzeniem, jak jego zachowanie.

            Sidonia spodziewała się, że będzie się bała, ale nie przypuszczała, że poczuje też gniew. Merrick był tak jawnie niezainteresowany swoją ofiarą, że zalała ją fala furii.

            - Podróż trwała dłużej niż sądziłam. - Czuła taką wściekłość, że jej dłonie, gdy ściągała kaptur, były zupełnie zdrętwiałe. - Pogoda nie sprzyja pańskiemu nikczemnemu przedsięwzięciu, panie Merrick.

            Kiedy już się pozbyła kaptura, z ponurą satysfakcją przyglądała się, jak nuda znika z oblicza Merricka i zastępują ją zdumienie i ciekawość. Merrick się wyprostował i przed długość stołu posłał jej wściekłe spojrzenie.

            - A kim pani jest, do diabła?

Aktualności
2018-08-09

Z ostatniej chwili:

Powieść „Sto dni szczęścia" Evy Woods znalazła się w Top 20 brytyjskiego Amazonu!

To „inteligentna literatura kobieca w najlepszym wydaniu” – napisał
czytaj więcej
2018-07-08

"Milczenie lodu" - polecany kryminał na lato

„New York Times” poleca wśród klasyków „Milczenie lodu” Ragnara Jónassona jako mrożący kryminał na lato!

 

„Pokryta śniegiem ziemia

czytaj więcej
2018-06-20

Akcja 3 za 2

Kup 3 książki Wydawnictwa Amber, zapłać tylko za 2

 

 

Promocja obowiązuje do 26.06.2018 do 23:59 lub do wyczerpania puli promocyjnej. Dotyczy wszystkich naszych książek

czytaj więcej

Inne książki autora

Pocałunek rozpustnika Siedem nocy z rozpustnikiem

Pocałunek rozpustnika CAMPBELL ANNA

39.80 PLN 26.63 PLN

Nasi klienci wybrali także

Tydzień na uwiedzenie Siedem nocy z rozpustnikiem
39.80 PLN 21.84 PLN
Wszystkie nasze pocałunki
39.80 PLN 21.84 PLN
Brzydka księżniczka

Brzydka księżniczka JAMES ELOISA

39.80 PLN 26.63 PLN
Dżentelmen bez zasad

Dżentelmen bez zasad PUTNEY MARY JO

39.80 PLN 26.67 PLN