Facebook
Miłosna kapitulacja

Miłosna kapitulacja

Tytuł oryginału: Between the Devil and Ian Eversea
Tłumaczenie: Magdalena Ufland
Ilość stron: 336
Rodzaj: Oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2018-06-19
EAN: 9788324166879
39.80 PLN
26.63 PLN
Romans historyczny

W niebie może być goręcej niż w piekle…

„Delikatne, zmysłowe i absolutnie urocze”.
„Romantic Times”


Titania Danforth, osierocona dziedziczka fortuny, przybywa z Ameryki do Anglii, gdzie jej wuj, książę, ma znaleźć dla niej kandydata na męża. Titania wkracza na salony i oczarowuje wszystkich kawalerów.
Jednak ona dostrzega tylko jednego mężczyznę. Niestety, jej wybranek ma nie tylko zniewalający urok, ale i fatalną reputację…
Ian Eversea ani myśli dać się zakuć w małżeńskie kajdany. Wszak uwodzenie jest tak łatwe i przyjemne. Lecz nie przeczuwa, że oto spotkał godną siebie przeciwniczkę. A nieśmiały uśmiech i anielskie oczy Titanii mogą rozpalić zmysły i serce z iście diabelską mocą…


JULIE ANNE LONG to jedna z najbardziej lubianych amerykańskich autorek romansów z epoki regencji, z wartką akcją i uroczymi bohaterami.
Jej pełne polotu i namiętności, tłumaczone na 14 języków powieści zdobywają nagrody, w tym najwyższą: RITA Award (odpowiednik filmowego Oscara). Są wśród najlepszych romansów historycznych wybranych przez czytelniczki Amazonu i bestsellerów Top 5 „New York Timesa”.

 

Jeśli niewinność miałaby kolor, byłby to spłukany deszczem, srebrzysty błękit oczu panny Titanii Danforth.

Jej plecy dostojnie opierały się o osiemnastowieczne krzesło, dłonie spoczywały spokojnie na kolanach, a biała, muślinowa suknia była nieskazitelna niczym szata anioła. Titania byłaby uosobieniem spokoju, gdyby nie rzęsy. Były czarne, zachwycająco gęste i bardzo ruchliwe. Poruszały się w górę. I w dół. I znów w górę. I znów w dół. Gdyby tylko mogła wytrzymać przenikliwe spojrzenie księcia Falconbridge.

Jak dziewica sącząca dżin, pomyślał szyderczo książę.

Nawet mężczyźni czuli się zakłopotani w jego towarzystwie. To właśnie wychodziło księciu doskonale – wprawianie ludzi w zakłopotanie.

Dwie godziny wcześniej towarzyszka panny Danforth, słusznych kształtów kobieta w średnim wieku, zatrudniona na potrzeby morskiej podróży do Anglii, dostarczyła swoją podopieczną z niemal tuzinem waliz. I z nieco ironicznym „Życzę dużo szczęścia, Wasza Książęca Mość” pospiesznie zniknęła. Nie pożegnała się wylewnie z panną Danforth. Lecz długie rejsy potrafiły nawet świętemu zszargać nerwy, a poufałość łatwo mogła prowadzić do pogardy. Kiedy zobaczył córkę kuzyna, był pewien, że nie potrzebowała szczęścia. Jej nienaganne wychowanie było czuć w każdym jej słowie. Głos miała przyjemny i cichy, a wypowiedzi precyzyjne, choć bezbarwne.

Lecz olśniewała urodą.

Popołudniowe światło, jakby potwierdzając jego wnioski, wlało się przez okno i utworzyło poświatę nad jej jasnymi włosami. Równie dobrze mogłaby mieć cholerną aureolę.

Musiał jednak przyznać, że chowane pod kloszem niewiasty irytowały go. Nigdy nie wiedział, o czym z nimi rozmawiać. Wystawiały na próbę jego cierpliwość. Ale teraz, przez niemal zapomnianą obietnicą, którą złożył wiele lat temu, przyszłość tej konkretnej chowanej pod kloszem niewiasty była w jego rękach.

Przez obietnicę, którą jego kuzyn uznał za stosowne umieścić w testamencie.

Żona dyskretnie musnęła go kolanem, co powtrzymało go przed głośnym westchnięciem, mruknięciem pod nosem i innymi reakcjami, do których miał skłonność. Przez chwilę rozmyślał nad licznymi cudownymi rzeczami, które mogła mu komunikować dotknięciem kolana. Że go dobrze znała i kochała i że miał niezwykłe szczęście, więc mógł zachować się szlachetnie, kiedy piękna, wyjątkowo życzliwa młoda kobieta siedząca u jego boku była jego. Z Genevieve nigdy się nie nudził. W końcu jako Eversea nie miała najmniejszych szans na bycie nudziarą.

Na szczęście wystarczająco się napomstował, gdy dwa miesiące temu otrzymał zwięzły, nieco niepokojący list od prawnika panny Danforth.

– Wiem, że podróż z Ameryki może być… – powiedziała pogodnie Genevieve.

Zamilkła, gdy w drzwiach stanęło dwóch lokajów. Kolana im się trzęsły pod ciężarem wazonu z przepięknymi kwiatami z cieplarni.

– Dla Olivii? – powiedziała Genevieve niemal z rezygnacją.

– Tak, proszę pani.

– Na kominku powinno znaleźć się trochę miejsca.

Lokaje przeszli przez pokój i cicho postękując, podnieśli wazon.

Panna Danforth z żywym zainteresowaniem obserwowała ich poczynania.

Długie łodygi kwiatów wciąż drgały po wyjściu mężczyzn.

– Mówiłam – kontynuowała Genevieve – że wiem, jak męcząca może być podróż statkiem, ale morskie powietrze pani służy. Wygląda pani promiennie, panno Danforth. Cóż za radość poznać tak piękną kuzynkę!

Panna Danforth oblała się rumieńcem.

– Jest pani bardzo miła! Na szczęście podróż upłynęła spokojnie. Mniemam, że pochodzę z wytrzymałej rodziny.

Gdy ponownie podniosła rzęsy, jej oczy były przejrzyste. Miała w sobie tyle wytrzymałości co dmuchawiec. Na tę widoczną próbę przypodobania się lekko się uśmiechnął.

– Oczywiście, panno Danforth, nasza rodzina przetrwała wiele trudności

– … aaaaannnnnnnn...!

Obrócił głowę. Wysoki, niewyraźny i jakże podejrzany dźwięk wypełnił pokój. Nie można było określić kierunku skąd pochodził. Zwiększał się i zmniejszał niemal jak bzyczenie latającego komara.

Spojrzał na żonę, którą z zaskoczenia ściągnęła brwi.

Natomiast panna Danforth pozostała niewzruszona. Poza lekkim wyprostowaniem się nie dała po sobie poznać, że cokolwiek usłyszała,. Jej oczy płonęły ciekawością. Może u mężczyzn w jego wieku – skończył właśnie czterdzieści lat – tiki i drgawki były naturalne. Była przegotowana na wyrozumiałość.

– Państwa dom jest wyjątkowo piękny – powiedziała. – I wytworny.

– Cieszymy się, że pani tak myśli – odparła pogodnie Genevieve. – Spędziłam tu wspaniałe dzieciństwo. Falconbridge chce, żebyśmy kupili kolejny dom w okolicy, abyśmy mogli mieszkać przy mojej rodzinie przynajmniej przez część roku. Ale nie mogę się doczekać, aż pokażę pani całą posiadłość! Choć jestem pewna, że w porównaniu z Ameryką wyda się pani monotonna.

Śmiech panny Danforth był donośny.

– Zaryzykuję stwierdzenie, że Ameryka nie jest tak ekscytująca jak może się pani wydawać, ale z pewnością jest inna niż Anglia. I proszę mówić do mnie Tansy! Przyjaciele się tak do mnie zwracają.

Genevieve i książę zastygli. W jej manierach była nuta amerykańskiej swobody, takiej, którą człowiek czuje, gdy leniwie się rozsiada na fotelu, nie mając komu zaimponować. Książę uśmiechnął się lekko.

– Z przyjemnością przedstawimy cię naszym przyjaciołom, Tansy – oświadczyła jego żona. – Nowy Jork musi być ekscytujący, lecz tutaj też przyjemnie spędzamy czas! Lubisz tańczyć? Zaplanowaliśmy dla ciebie wiele wspaniałych atrakcji.

– No cóż… obawiam się, że ostatnio raczej podpieram ściany. Moje życie było nieco… – odchrząknęła – spokojnie przez ostatni rok.

Spuściła wzrok i na chwilę zapanowało milczenie. Wiedzieli, co ma na myśli. Jej rodzice zginęli w wypadku powozu ponad rok temu, a jej starszy brat na wojnie brytyjsko-amerykańskiej, przez co panna Danforth została sama na świece. Poza księciem, oczywiście, który był odpowiedzialny za wydanie ją za mąż za kandydata godnego jej majątkowi, który to zostanie jej przekazany w całości po ślubie. Jej przyszłość była zasadniczo w rękach księcia.

Tak zdecydował jej ojciec w swoim testamencie.

Jego kuzyn ulotnił się z Sussex i wyjechał do Ameryki, kiedy siedząca przed nim dziewczyna miała zaledwie osiem lat. Książę wierzył, że kiedyś ponownie go zobaczy, ponieważ byli sobie bliscy, a bliskich przyjaciół nie miał wielu.

 – ...aaaaaaannnnforth…!

Jasna cholera. Znów ten dźwięk. Tak niepokojący, prawie upiorny, aż prawie włosy na karku stanęły mu dęba. Znów obrócił głowę. Lecz zanim spojrzał w kierunku okna, z lekki poczuciem winny, zdołał zauważyć zainteresowanie w oczach panny Danforth.

Zmrużył oczy i wbił w nią wzrok.

Jej uśmiech nie drgnął. Dłonie wciąż miała oparte o kolana. Dzielnie znosiła jego spojrzenie.

– Może owca wpadła do rowu? – zasugerowała Genevieve, gdy zaległo milczenie. – Biedactwo.

…ocham panią…!

Tym razem można było rozpoznać głos.

Głos mężczyzny.

– Mo… może to wiatr? – Panna Danforth starała się prowadzić swobodną rozmowę i prawie, choć niezupełnie, jej się to udało. „Wiatr” zabrzmiał bardziej jak pisk niż konkretne słowo.

Panna Danforth poruszyła się nerwowo, kiedy książę raptownie wstał.

– Panie pozwolą, sprawdzę, co się dzieje. – Trzema krokami przemierzył pokój. Otworzył okno, a mocny wiatr wysoko uniósł zasłony niczym łotr wymachujący czapką.

Książę wyjrzał na zewnątrz. Na trawie, znacznie poniżej okna, klęczał mężczyzna. Dłonie miał złączone w uniwersalnym błagalnym geście, a głowę odrzuconą tak mocno do tyłu, że jego usta przypominały mały, ciemny otwór. I z tego właśnie otworu wydobywały się udręczone jęki.

– Panno Daaaaaanfooooorth! Koooocham panią! Proszę tylko o rozmowę, błaaagam! Niechże mnie pani nie opuszcza!

Książę przez chwilę przyglądał się tej żałosnej scenie. A następnie bardzo powoli się odwrócił i spojrzał na milczącą i zaskoczoną pannę Danforth.

Milczał tak długo, że kiedy uniósł brwi w cichym pytaniu, drgnęła.

– Czy rozpoznaje pani ten głos, panno Danforth?

Odchrząknęła.

– O… jejku. Brzmi jak pan Lucchesi. Był pasażerem na statku i obawiam się, że mógł zapłonąć do mnie… – jej twarz nabrała koloru – uczuciem, którego nie odwzajemniłam, mimo iż dołożyłam wszelkich starań, aby moje zachowanie było uprzejme i stosowne. Musiał… musiał śledzić mnie, odkąd zeszłam ze statku.

Pewnie to wina jej amerykańskiej otwartości. Chociaż Lucchessi nie krzyczał „Tansy!”.

– … prooooooszęęęęęęę… – żałosny jęk zawitał do pokoju.

– Jest Włochem – dodała panna Danforth, gdy nadal zalegało milczenie.

– Ach – powiedziała ze zrozumieniem Genevieve, jakby to wszystko wyjaśniało.

Panna Danforth posłała jej pełne wdzięczności spojrzenie.

– Takie rzeczy się zdarzają – zapewniała Genevieve, na co jej mąż uniósł brwi. – Oczywiście nie mnie – pośpiesznie dodała. – Ale mojej siostrze, Olivii… widziałaś kwiaty. – Machnęła ręką w kierunku kominka. – Mężczyźni zawsze rzucają się do jej stóp. Zawsze wysyłają jej kwiaty. Robią żenujące zakłady u White’a o to, kiedy weźmie ślub i…

Zamilkła, kiedy zobaczyła niedowierzanie na twarzy swojego męża.

– Ostrożnie, kochanie – powiedział. – Zaczynasz brzmieć, jakbyś to aprobowała.

Uśmiechnęła się, na co posłał jej uśmiech. To była jedna z tych krótkich chwil, kiedy cały świat wokół nich znikał.

Głos panny Danforth przerwał im chwilę.

– Najmocniej przepraszam. Za tak uprzejme powitanie odpłacam problemami! – Panna Danforth wyrzuciła ręce w górę. – Nigdy bym nie marzyła… to znaczy nigdy bym nie przypuszczała, że może przyjechać tu za mną! Jestem zbulwersowana, że…

Książę uniósł dłoń.

– Panno Danforth, życzy sobie pani rozmówić się z panem Lucchessim?

Pokręciła głową tak energicznie, że dwa blond loki uderzyły o jej policzki niczym pejcz.

– Czy życzy sobie pani, abym to ja rozmówił się z panem Lucchessim?

– Nie! To znaczy, wolałabym, żeby książę tego nie robił. To znaczy… Po prostu chciałabym, żeby on sobie poszedł. – Znów spuściła głowę i zamilkła.

Westchnął. Matko Boska, dziewczyna stanowiła zagrożenie dla samej siebie. Im szybciej znajdzie dla niej męża, tym lepiej. To powinno być dosyć łatwe, ale do tego czasu musi trzymać ją z dala tarapatów. To też nie powinno stanowić kłopotu. Inteligentni uwodziciele bali się księcia Falconbridge, a głupich było łatwo się pozbyć.

Jednak pewnego uwodziciela trzeba będzie osobiście przestrzec.

Książę zwrócił się do swojej żony.

– Moja droga… – powiedział leniwie – zakładam, że twój brat przebywa obecnie w Pennyroyal Green?

Nie musiała pytać, o którego brata mu chodzi.

Aktualności
2018-09-21

Weekend z "Ciemnością" Ragnara Jónassona

Razem ze Zbrodniczymi Siostrzyczkami rozpoczynamy weekend (21-23 września) z pierwszym tomem nowej trylogii Ragnara Jónassona „Ciemność”. Jest to początek serii pt

czytaj więcej
2018-08-20

-40% na drugą książkę

Tylko do piątku (24.08) do 23:59 możecie kupić nasze książki w niższych cenach.

 

Rabat obowiązuje na książki kupione w księgarni Ravelo: https://www.ravelo.pl/amber
czytaj więcej
2018-08-17

Bestsellery wydawnictwa Amber do -45%

Do poniedziałku, 20 sierpnia, jest okazja zaopatrzyć domową biblioteczkę w nasze tytuły w specjalnych, wakacyjnych cenach.

Rabat (nawet do 45%) obowiązuje na książki kupione

czytaj więcej

Inne książki autora

Wydarzenie pewnej nocy Miłosna kapitulacja

Wydarzenie pewnej nocy LONG JULIE ANNE

39.80 PLN 26.63 PLN
Wyznania hrabiny

Wyznania hrabiny LONG JULIE ANNE

39.80 PLN 26.63 PLN
Miłość niezwyciężona

Miłość niezwyciężona LONG JULIE ANNE

39.80 PLN 24.64 PLN
Gra o markiza

Gra o markiza LONG JULIE ANNE

39.80 PLN 26.63 PLN
Jak zaczyna się miłość?

Jak zaczyna się miłość? LONG JULIE ANNE

39.80 PLN 26.63 PLN
Miłosna szarada

Miłosna szarada LONG JULIE ANNE

39.80 PLN 26.63 PLN