Jej wszystkie bale

Jej wszystkie bale

Tytuł oryginału: Splendid
Tłumaczenie: A. Kowalska
Ilość stron: 336
Rodzaj: miękka
Format: 135x205
Data wydania: 2021-10-29
EAN: 9788324173983
Romans historyczny

ŚWIATOWY BESTSELLER AUTORKI SERII BRIDGERTONOWIE

„Sam czar, urok i humor”. „Romantic Times”

Cykl Splendor tom 1


O Alexandrze Ridgeleyu wszyscy wiedzą dwie rzeczy: po pierwsze, że jest księciem, po drugie, że nie zamierza się żenić…

Wszystko zmienia się, gdy płomiennoruda Amerykanka rzuca się pod koła powozu, by uratować jego siostrzeńca. Alexander nigdy jeszcze nie spotkał takiej kobiety: odważnej i pełnej temperamentu, stanowczej i słodkiej zarazem. Ale piękna nieznajoma jest służącą, a zatem kimś zupełnie nieodpowiednim dla wysoko urodzonego arystokraty...
Chyba że okazałoby się, że wcale nie jest tym, kim się wydaje...
Dlaczego więc udaje kogoś, kim nie jest?

JULIA QUINN, autorka nr 1 na listach „New York Timesa”, nazywana jest współczesną Jane Austen. Jej romanse historyczne są tłumaczone na 29 języków, wydawane w milionowych nakładach i obsypywane nagrodami, w tym wielokrotnie RITA (odpowiednik filmowego Oscara). Seria Bridgertonowie została zekranizowana przez Netflixa.

Prolog
Boston, stan Massachusetts
Luty 1816 roku

Odsyłasz mnie?
W fiołkowych oczach Emmy Dunster malowało się zaskoczenie i rozczarowanie.
– Po co tak dramatyzować? – odparł jej ojciec. – Oczywiście, że cię nie odsyłam. Po prostu spędzisz rok z kuzynami w Londynie.
– Ale… dlaczego?
John Dunster sprawiał wrażenie zakłopotanego.
– Myślę, że powinnaś zobaczyć trochę świata, to wszystko.
– Ale ja już byłam w Londynie. Dwa razy.
– Cóż, to prawda, ale teraz jesteś starsza…
– Ale…
– Nie rozumiem, dlaczego tak się opierasz. Henry i Caroline kochają cię jak własne dziecko, a ty sama mówiłaś, że bardziej lubisz Bellę i Neda niż swoich znajomych w Bostonie.
– Ale oni są u nas od dwóch miesięcy. Nie zdążyłam się za nimi stęsknić.
John skrzyżował ręce na piersi.
– Płyniesz jutro z nimi i tyle. Jedź do Londynu, Emmo, rozerwij się.
Spojrzała na niego podejrzliwie.
– Czy próbujesz wydać mnie za mąż?
– Oczywiście, że nie! Po prostu pomyślałem, że dobrze ci zrobi zmiana otoczenia.
– Nie zgadzam się. Są tysiące powodów, dla których nie powinnam teraz wyjeżdżać z Bostonu.
– Doprawdy?
– Tak. Weźmy na przykład ten dom. Kto będzie nim zarządzał, kiedy wyjadę?
John uśmiechnął się pobłażliwie.
– Emmo, mieszkamy w domu, który ma dwanaście pokojów. Zarządzanie nim nie jest bardzo trudne i nie wątpię, że pani Mullins doskonale sobie z tym poradzi.
– A co z moimi przyjaciółmi? Będę straszliwie za nimi tęsknić. I Stephen Ramsay będzie rozczarowany, jeśli wyjadę tak nagle. Myślę, że zamierza mi się oświadczyć.
– Na miłość boską, Emmo! Przecież ty masz w nosie młodego Ramsaya. Nie powinnaś rozbudzać nadziei w tym biednym chłopcu tylko dlatego, że nie chcesz jechać do Londynu.
– Ale myślałam, że ty chcesz, żebyśmy się pobrali. Jego ojciec to twój najlepszy przyjaciel.
John westchnął.
– Kiedy mieliście dziesięć lat, mogłem sobie wyobrażać wasze małżeństwo w przyszłości. Ale już wtedy było oczywiste, że do siebie nie pasujecie. W ciągu tygodnia doprowadziłabyś go do szaleństwa.
– Twoja troska o jedyne dziecko jest poruszająca – mruknęła Emma.
– A on zanudziłby cię na śmierć – dokończył łagodnie John. – Chciałbym tylko, żeby i Stephen zdał sobie z tego sprawę. I to jeszcze jeden powód, żebyś opuściła Boston na jakiś czas. Kiedy będziesz daleko, on może w końcu poszukać innej kandydatki na żonę.
– Ale ja naprawdę wolę Boston.
– Przecież uwielbiasz Anglię – odparł John z nutą rozdrażnienia w głosie. – Kiedy ostatnio stamtąd wróciliśmy, nie przestawałaś mówić o tym, jak bardzo ci się podobało.
Emma przełknęła ślinę i nerwowo przygryzła dolną wargę.
– A co z firmą? – spytała cicho.
John westchnął ciężko.
– Emmo, Dunster Shipping nie zniknie, kiedy wyjedziesz.
– Ale jeszcze tyle muszę się nauczyć! Jak mam ją kiedyś przejąć, jeśli teraz wszystkiego się nie nauczę?
– Emmo, oboje doskonale wiemy, że nikomu bardziej niż tobie nie chciałbym zostawić firmy. Zbudowałem Dunster Shipping od podstaw i Bóg jeden wie, że chciałbym, żeby firma została w rodzinie. Ale musimy stawić czoło faktom. Większość naszych klientów nie będzie chciała prowadzić interesów z kobietą. A pracownicy nie będą słuchać twoich poleceń. Nawet jeśli nosisz nazwisko Dunster.
Emma zamknęła oczy. Wiedziała, że ojciec ma rację, ale to było tak niesprawiedliwe, że chciało jej się płakać.
– Wiem, że nikt nie pokierowałby lepiej Dunster Shipping – powiedział łagodnie ojciec. – Ale to nie znaczy, że inni są tego samego zdania. Mimo że mnie to złości, muszę pogodzić się z faktem, że firma upadłaby pod twoim kierownictwem. Stracilibyśmy wszystkie kontrakty.
– Tylko dlatego, że jestem kobietą – rzuciła z urazą.
– Obawiam się, że tak.
– Pewnego dnia pokieruję tą firmą. – Jej spojrzenie było śmiertelnie poważne.
– Wielkie nieba, dziewczyno. Nigdy nie rezygnujesz, prawda?
Emma przygryzła dolną wargę.
John westchnął.
– Czy opowiadałem ci, jak zachorowałaś na grypę?
Emma pokręciła głową, zaskoczona tak nagłą zmianą tematu.
– To było tuż po tym, jak choroba zabrała twoją matkę. Miałaś około czterech lat, byłaś takim maleństwem. – Spojrzał z miłością na swoje jedyne dziecko. – Nawet teraz jesteś drobna, ale jako dziecko… byłaś tak maleńka, że nie sądziłem, żebyś miała dość siły do walki z chorobą.
Emma usiadła, wzruszona słowami ojca.
– Ale poradziłaś sobie – powiedział nagle. – I wtedy zrozumiałem, co cię ocaliło. Byłaś po prostu zbyt uparta, żeby umrzeć.
Emma nie potrafiła powstrzymać uśmiechu.
– A ja – mówił dalej ojciec – byłem zbyt uparty, żeby ci na to pozwolić.
Wyprostował się, jakby zawstydził się własnego sentymentalizmu.
– Prawdę mówiąc, możliwe, że jestem jedyną na ziemi osobą bardziej upartą niż ty, moja córko, więc musisz pogodzić się z losem.
Emma jęknęła. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – nie uniknie wyjazdu do Anglii. Nie, żeby uważała to za karę. Uwielbiała swoich kuzynów. Bella i Ned byli dla niej jak rodzeństwo, którego nigdy nie miała. Ale mimo wszystko czasem trzeba myśleć o poważnych sprawach, a Emma nie zamierzała rezygnować z Dunster Shipping. Zerknęła na ojca. Siedział za biurkiem z założonymi na piersi rękoma i wydawał się nieprzejednany. Emma westchnęła, godząc się z porażką.
– Och, dobrze. – Wstała, żeby wyjść i zapewne zacząć się pakować, skoro następnego dnia miała wypłynąć na jednym ze statków ojca. – Ale wrócę.
– Nie wątpię w to. I nie zapomnij dobrze się bawić.
Emma posłała ojcu najbardziej psotny ze swoich uśmiechów.
– Doprawdy, papo, czy sądzisz, że odmówiłabym sobie rozrywki w Londynie tylko dlatego, że wolę być gdzie indziej?
– Oczywiście. Głupiec ze mnie.
Emma chwyciła klamkę i uchyliła drzwi.
– W końcu sezon w Londynie zdarza się dziewczynie raz w życiu. Może więc z tego skorzystać, nawet jeśli nie jest najbardziej towarzyską osobą na świecie.
– Och, cudownie! Więc udało ci się ją namówić?! – zawołała siostra Johna, Caroline, hrabina Worth, wchodząc nagle do pokoju.
– Czy nikt ci nie powiedział, że nieładnie jest podsłuchiwać? – spytał łagodnie John.
– Nonsens. Przechodziłam tylko holem i usłyszałam Emmę. Stała przy uchylonych drzwiach. Emmo, a skoro już wszystko załatwione, możesz mi powiedzieć, czy to prawda, co słyszałam, że rozbiłaś nos jakiemuś złodziejowi?
– Ach, to… – Emma zarumieniła się.
– Ach co? – zainteresował się ojciec.
– Zauważyłam, że ktoś próbuje ukraść portfel Nedowi. On i Bella sprzeczali się o coś, jak zwykle, i nawet tego nie zauważył.
– Więc zdzieliłaś złodzieja w nos? Nie mogłaś po prostu krzyknąć?
– Och, na miłość boską, papo. A cóż by to dało?
– Hm, a przynajmniej mocno go walnęłaś?
Emma przygryzła wargę.
– Myślę, że mogłam mu złamać nos.
Caroline jęknęła.
– Emmo – odezwała się cicho. – Wiesz, jak bardzo chcę zabrać cię na sezon do Londynu?
– Wiem. – Caroline była dla niej niemal jak matka. I zawsze starała się ją nakłonić, żeby częściej odwiedzała Londyn.
– I wiesz, że bardzo cię kocham i nie chciałabym niczego w tobie zmieniać?
– Tak – odparła z wahaniem Emma.
– A więc mam nadzieję, że nie obrazisz się, kiedy powiem, że w Londynie dobrze wychowane młode damy nie zwykły bić w nos podejrzanych typów.
– Och, ciociu Caroline, dobrze wychowane młode damy w Bostonie też tego nie robią.
John parsknął.
– A czy przypadkiem udało ci się odzyskać portfel Neda?
Emma próbowała posłać mu potępiające spojrzenie, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu.
– Oczywiście.
– Moja dziewczynka. – John rozpromienił się.