Ich obietnice (wyd. 2)

Ich obietnice (wyd. 2)

Tytuł oryginału: The Duchess Deal
Tłumaczenie: Katarzyna Przybyś-Preiskorn
Ilość stron: 306
Rodzaj: oprawa miękka, wyd. 2
Format: 135x205
Data wydania: 2021-09-15
EAN: 9788324175208
Romans historyczny

Bestseller z Top 10 „New York Timesa”

„Zmysłowe, wdzięczne i rozkosznie zabawne”. „Library Journal”

Tom 1 cyklu Dziewczyna spotyka księcia

Książę Ashbury wrócił z wojny z ranami na ciele i duszy. Odsunął się od świata, zamknął w swym londyńskim pałacu. Lecz obowiązek nakazuje mu zapewnić ciągłość rodu. A zatem książę potrzebuje żony. I oto w jego bibliotece pojawia się Emma Gladstone… ubrana w ślubną suknię.
Emma, mistrzyni krawiectwa, jest młoda, ale odebrała już od życia kilka trudnych lekcji. Książęta są tylko w bajkach. A dobre wróżki, jeżeli nawet istnieją, omijają ją starannie. Dziewczyna może liczyć tylko na siebie. I dlatego Emma przychodzi do księcia po zwrot pieniędzy za suknię uszytą... dla jego narzeczonej.
Nieoczekiwanie książę proponuje Emmie małżeństwo. Ale stawia cztery osobliwe warunki.
 

TESSA DARE to jedna z najpopularniejszych i najbardziej lubianych autorek romansów historycznych. Jej pełne wdzięku i humoru, inteligentne, seksowne powieści podbijają serca czytelniczek w 20 krajach. W USA są zawsze na szczycie list bestsellerów. Otrzymują najbardziej prestiżowe nagrody gatunku: RITA Award (odpowiednik filmowego Oscara) i nagrody czytelniczek „Romantic Times”.

Z zapartym tchem czekałam na kolejną książkę serii Zamki szczęśliwej miłości. A na następną, czekam z jeszcze większą niecierpliwością. Książka Ich obietnice z pewnością nie zawiedzie czytelnika, a jeżeli marzycie o tym, aby poczuć się jak księżniczka na zamku, to Romantyczny książę wprowadzi klimat, a druga propozycja zaspokoi te pragnienie w pełni. Piękne balowe suknie, wielka posiadłość i bogactwo to rzeczy, które na pewno znajdziecie w tej książce. Jak wiecie z poprzedniej recenzji, za pierwszym razem bardzo sceptycznie podeszłam do książki. Historyczny romans -  w ogóle do mnie nie przemawiał. Jednak po przeczytaniu książki nie umiałam się doczekać następnej publikacji z tej serii, a teraz to uczucie jest jeszcze bardziej wzmożone - chcę zdecydowanie więcej!
 
Zanim główna bohaterka, Emma Gladstone ukończyłam dwadzieścia dwa lata, bardzo wiele w życiu przeszła. Z zawodu krawcowa, córka pastora. Brak pieniędzy zmusza ją do zaskakujących posunięć. Pojawia się w bibliotece rezydencji Ashbury House, aby żądać zapłaty za suknię ślubną byłej narzeczonej Księcia, czym wprawia go w wielkie zdziwienie. Książe Ashbury jest bohaterem wojny pod Waterloo, jednakże nie wyszedł z niej bez szwanku – został trafiony rakietą co spowodowała ogromne obrażenie. Twierdzi, że nikt nie jest w stanie zakochać się w takim potworze jak on. Potrzebując dziedzica aby zapewnić ciągłość rodu, a nie chcąc zmuszać żadnej kobiety do obcowania z potworem. Płaci on za sukienkę, ale również proponuje Emmie układ.
 
„ – Wasza Wysokość – powiedziała – nie mam już węgla, w spiżarni zostało mi parę zapleśniałych kartofli, a dziś mam zapłacić czynsz za cały kwartał. Właściciel grozi, że mnie wyrzuci na bruk, jeśli mu nie dam całej sumy. Muszę odebrać należną mi zapłatę. Koniecznie. – Wyciągnęła rękę – Dwa funty i trzy szylingi, jeśli pan taki miły.”
„ – Daje pani zatem wybór panno Gladstone. Mogę pani zapłacić te dwa funty i trzy szylingi.[…]
-Albo mogę zrobić z pani księżną.”
„Ostrożnie podeszła do biurka i zatrzymała się naprzeciw księcia. Nie spuszczając z niego wzroku, wzięła dwa funty i trzy szylingi. Potem dygnęła krótko i odwróciła się, by odejść."


Książka bez dwóch zdań porywa od pierwszego akapitu. Pewnie nie jedna osoba zastanawia się jak się zakończy ta historia. Pewnie wiele osób jest pewne jej zakończenia. Może i tak jest, a może i nie. Z pewnością ich obietnice to powieść, która potrafi wyjątkowo zaciekawić fabułą. Tessa Dare wciąga czytelnika w gierki głównych bohaterów (oraz służby!).

Gdy za oknem nadal pada śnieg, a herbata mało rozgrzewa należy sobie pomóc dobrą książką. Taki właśnie jest mój patronat. Idealny na długie zimowe wieczory, zarówno rozśmiesza jak i rozczula. Nie można się z nim nudzić. Jest zmysłowa, romantyczna. Czas płynie wolniej, świat robi się spokojniejszy, a bohaterowie zaskakują. Polecam, bo i ja na pewno wrócę jeszcze nie raz do książek Tessy Dare.

Mimo że Ich obietnice to drugi tom, to w spokoju możecie czytać te książki osobno. Jednak jak zawsze będę miała dla Was książki, a tym razem będę miała obie. Chciałabym, żeby nie jedna osoba mogła poczuć ten wspaniały, ale jakże odległy nam klimat tamtych czasów.

 

bjc

Zanim Emma Gladstone skończyła dwadzieścia dwa lata, życie udzieliło jej kilku trudnych lekcji.
Książęta bywają szarmanccy tylko z pozoru. Lśniące zbroje wyszły z mody w czasach wypraw krzyżowych. A dobre wróżki, jeżeli nawet istniały, omijały ją starannie.
Przeważnie należy liczyć tylko na siebie.
Tak jak tego popołudnia.
Przed nią wznosiła się rezydencja Ashbury House, zajmująca całą jedną stronę modnego skweru w dzielnicy Mayfair. Elegancka. Olbrzymia.
Przerażająca.
Emma z trudem przełknęła ślinę. Na pewno się uda. Kiedyś przecież dotarła do Londynu mroźną zimą zupełnie sama, na piechotę po śniegu. Nie poddała się ani rozpaczy, ani głodowi. Znalazła pracę i rozpoczęła nowe życie w mieście. Teraz, sześć lat później, prędzej by połknęła wszystkie igły z pracowni krawieckiej Madame Bissette, niż powlokła się z powrotem do ojca, żeby go prosić o pomoc.
Czy można to w ogóle porównywać z zastukaniem do drzwi książęcej rezydencji?
W żadnym razie. W ogóle. Wystarczy tylko się wyprostować, przemaszerować przez bramę z kutego żelaza, podejść do tych granitowych schodów – słowo honoru, jest ich chyba ze sto – i zadzwonić dzwonkiem umocowanym na ogromnych, bogato rzeźbionych drzwiach.
Dobry wieczór, nazywam się Emma Gladstone. Chcę się zobaczyć z tajemniczym księciem Ashbury, który żyje jak pustelnik. Nie, nie znamy się. Nie, nie mam karty wizytowej. Właściwie nic nie mam. Jutro nie będę pewnie miała nawet domu, jeśli mnie nie wpuścicie.
Och, na litość boską. To się nie może udać.
Jęknęła, odwróciła się od bramy i po raz dziesiąty obeszła skwer naokoło, rozcierając nagie ramiona pod płaszczem.
Musiała jednak podjąć tę próbę.
Zatrzymała się w końcu przed bramą i wzięła głęboki oddech. Starała się nie słuchać, jak mocno bije jej serce.
Robiło się późno. Nikt jej przecież nie pomoże. Koniec z wahaniem, nie ma odwrotu.
Do biegu. Gotowi.
Start.


Siedzący przy biurku w bibliotece Ashbury usłyszał dawno zapomniany dźwięk. Czyżby ktoś dzwonił do drzwi?
Dźwięk rozległ się po raz drugi.
To rzeczywiście dzwonek.
Co gorsza, dzwonek do jego drzwi.
Niech diabli wezmą plotkarzy. Przecież jest w Londynie dopiero od kilku tygodni. Zapomniał, że pogłoski latają tu szybciej niż kule w bitwie. Nie miał ani czasu, ani cierpliwości do tutejszych natrętów. Niech Khan odeśle tego gościa, kimkolwiek by był.
Zanurzył pióro w kałamarzu i dalej pisał list do swoich bezczelnych prawników:

Nie mam pojęcia, co do diaska robiliście przez cały zeszły rok, ale moja sytuacja finansowa jest godna pożałowania. Proszę od razu wyrzucić z pracy zarządcę z Yorkshire. Przekażcie architektowi, że chcę obejrzeć plany nowego młyna i że mają być gotowe na wczoraj. Aha, jest jeszcze jedna pilna sprawa.

Zawahał się z piórem uniesionym w powietrzu. Z trudem mógł uwierzyć, że za chwilę napisze coś takiego. Ale musiał to zrobić, mimo całej niechęci. Napisał więc:

Potrzebuję żony.

Pewnie powinien teraz podać wymagania: kobieta zdatna do rodzenia dzieci, z szanowanej rodziny, w tak dużej potrzebie finansowej, że nie zawaha się iść do łóżka z mężczyzną pokrytym odrażającymi bliznami.
Krótko mówiąc, kobieta w desperacji.
Boże, jakie to przygnębiające. Lepiej zostawić tylko tę jedną linijkę.

Potrzebuję żony.

W progu stanął Khan.
– Wasza Wysokość, przepraszam że przeszkadzam, ale jakaś młoda kobieta chce się z panem widzieć. Jest ubrana w ślubną suknię.
Ash popatrzył na lokaja, potem spojrzał na słowa, które napisał przed chwilą. Potem znowu popatrzył na lokaja.
– To niesamowite.
Może jego prawnicy nie byli aż tak bezużyteczni, jak mu się zdawało. Odłożył pióro i oparł nogi na blacie biurka, usuwając się w cień.
– W takim razie wprowadź ją tutaj.
Do biblioteki weszła ubrana na biało kobieta.
Jego nogi same zsunęły się z biurka. Przechylił się w tył, trafił na ścianę i o mało nie spadł z krzesła. Ze stojącej nieopodal półki spadł plik papierów i rozsypał się na podłodze jak śnieg.
Na chwilę odebrało mu wzrok.
Nie z powodu jej urody – choć pewnie była piękna. Nie sposób było jednak tego ocenić, bo suknia kłuła w oczy koszmarnym natłokiem pereł, koronek, brylantów i koralików.
Wielki Boże. Nie był przyzwyczajony do przebywania w jednym pokoju z czymś, co było bardziej odpychające od jego własnej twarzy.
Oparł prawy łokieć na fotelu i uniósł dłoń ku brwiom, przysłaniając blizny na twarzy. Tym razem nie pragnął nikomu oszczędzić przykrego widoku ani nie chciał chronić swojej dumy. Po prostu zasłonił się przed… przed tym czymś.
– Przepraszam, że się narzucam, Wasza Wysokość – powiedziała kobieta, wbijając wzrok w perski dywan.
– W sumie… nic nie szkodzi.
– Ale widzi pan, jestem w rozpaczliwej sytuacji.
– Rozumiem.
– Trzeba zapłacić za moją pracę, i to natychmiast.
Ash zamilkł na chwilę.
– Za pani pracę?
– Jestem krawcową. Uszyłam to dla panny Worthing – powiedziała, gładząc ręką jedwabny koszmarek.
Dla panny Worthing.
Aha, teraz zaczął rozumieć, o co chodzi. Ten biały, satynowy koszmar był przeznaczony dla jego byłej narzeczonej. Bardzo prawdopodobne. Annabelle Worthing zawsze miała fatalny gust – zarówno do sukni, jak i do przyszłych mężów.
– Po zerwaniu zaręczyn nie przysłała nikogo po suknię. Sama kupiła jedwab, koronki i tak dalej, ale nie zapłaciła mi za szycie. To znaczy, że pracowałam za darmo. Poszłam do jej rezydencji, ale mnie nie wpuszczono. Żadne z was nie odpowiedziało na moje listy. Pomyślałam, że jeśli stanę przed Waszą Wysokością w ten sposób – rozłożyła fałdy białej sukni – nie sposób będzie mnie zignorować.
– Miała pani absolutną rację. – Grymas wykrzywił nawet zdrową część jego twarzy. – Wielki Boże, to wygląda, jakby eksplodował sklep z pasmanterią, a pani stała najbliżej.
– Panna Worthing chciała czegoś na miarę księżniczki.
– Ta suknia – powiedział – jest na miarę żyrandola w domu jakiegoś bezguścia.
– No cóż, pana… wybranka miała ekstrawagancki gust.
Pochylił się ku niej.
– Nie jestem w stanie ogarnąć wzrokiem całości. Wygląda, jakby jednorożec wyrzygał się na jedwab. Albo jak skóra z jakiegoś legendarnego śnieżnego stwora, który buszuje po Himalajach.
Podniosła wzrok ku sufitowi i westchnęła w desperacji.
– Co tam znowu? Proszę tylko nie mówić, że to się pani podoba.
– Moje upodobania nic do tego nie mają, Wasza Wysokość. Jestem dumna z pracy moich rąk, a uszycie tej sukni zajęło mi długie miesiące.
Teraz, gdy minął szok wywołany paskudną kreacją, Ash mógł się wreszcie przyjrzeć kobiecie, która tonęła w jej odmętach.
Swoim wyglądem zdecydowanie dodawała uroku tej sukni.
Cera: kremowa. Usta: różane. Rzęsy: czarne jak noc.
Kręgosłup: stalowy.
– Sam haft… Tydzień pracowałam, żeby wyszedł idealnie. – Pogładziła dłonią dekolt sukni.
Ash powiódł wzrokiem za jej palcami. Nie patrzył na haft. Był mężczyzną, więc widział tylko piersi. Niewielkie, atrakcyjne, ściśnięte przez ten sadystyczny stanik. Podobały mu się prawie tak bardzo, jak determinacja tej kobiety, która zdusiła je tak spektakularnie.
Ogarnął wzrokiem jej szczupłą szyję i burzę kasztanowych włosów. Upięła je w prostą, luźną fryzurę. Aż palce swędziały, żeby wyciągnąć z niej szpilki, jedną po drugiej.
Weź się w garść, Ashbury.
To niemożliwe, żeby była aż tak ładna. Pewnie wydaje się taka przez kontrast z tą okropną suknią. A on od dłuższego czasu żyje jak odludek. Tak, to na pewno to.
– Wasza Wysokość – powiedziała. – Nie mam już węgla, w spiżarni zostało mi parę zapleśniałych kartofli, a dziś mam zapłacić czynsz za cały kwartał. Właściciel grozi, że mnie wyrzuci na bruk, jeśli mu nie dam całej sumy. Muszę odebrać należną mi zapłatę. Koniecznie. – Wyciągnęła rękę. – Dwa funty i trzy szylingi, jeśli pan tak miły.
Ash skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał wprost na nią.
– Panno…
– Gladstone. Emma Gladstone.
– Panno Gladstone, chyba nie rozumie pani, jak powinno odbyć się takie spotkanie. Jeśli nachodzi pani księcia w jego samotni, powinna być pani wystraszona, a nawet przerażona. A w pani zachowaniu wyraźnie brak elementu załamywania rąk, nie wspominając już o dygotaniu na całym ciele. Czy aby na pewno jest pani zwykłą krawcową?
Uniosła dłonie grzbietami w jego stronę. Palce pokrywały blizny po skaleczeniach i odciski. Przekonujący dowód, musiał to przyznać. Ale mu to nie wystarczyło.
– Raczej nie urodziła się pani w biedzie. Jest pani zbyt pewna siebie, i zdaje się, że ma pani wszystkie zęby. Pewnie rodzice osierocili panią w dzieciństwie wskutek jakiegoś okropnego wypadku.
– Nie, Wasza Wysokość.
– Czy ktoś panią szantażuje?
– Nie. – W jej głosie brzmiała stanowczość.
– Może wspiera pani jakieś porzucone dzieci? I do tego jest ofiarą szantażu?
– Nie.
Strzelił palcami.
– Już wiem. Pani ojciec jest wydrwigroszem. Siedzi w więzieniu za długi. Albo przetracił wszystkie pieniądze na dżin i dziwki.
– Mój ojciec jest pastorem w Hertfordshire.
Ash spochmurniał. Co za absurd. Pastorzy byli przecież szlachtą.
– Jak to się stało, że córka szlachcica urabia sobie ręce do łokci jako krawcowa?
Wreszcie dostrzegł w jej zachowaniu cień niepewności. Dotknęła płatka ucha.
– Życie czasem potrafi przybrać nieoczekiwany obrót.
– To jest dopiero znaczące niedomówienie.
Los to wiedźma bez serca, ze stałym napięciem przedmiesiączkowym. Ash wiedział o tym najlepiej ze wszystkich.
Odwrócił się na krześle i sięgnął po kasetkę z pieniędzmi.
– Przepraszam. – Głos jej zmiękł. – Zerwanie zaręczyn musiało być dla pana ciosem. Panna Worthing wydaje się taka urocza.
Odliczył monety na dłoni.
– Jeśli spędziła z nią pani choć trochę czasu, dobrze pani wie, że tak nie jest.
– W takim razie może dobrze, że pan się z nią nie ożenił.
– Tak, to był szczęśliwy zbieg okoliczności, że los zmasakrował mi twarz przed ślubem. Gdyby to się stało później, miałbym prawdziwego pecha.
– Zmasakrował? Proszę mi wybaczyć, ale na pewno nie jest aż tak źle.
Zamknął z trzaskiem kasetkę.
– Annabelle Worthing rozpaczliwie potrzebowała wyjść za kogoś z tytułem i fortuną. Jestem księciem, i do tego obrzydliwie bogatym. A mimo to mnie zostawiła. Jest aż tak źle.
Wstał i odwrócił się do niej okaleczoną stroną ciała, pozwalając, by napatrzyła się do woli. Biurko stało w najciemniejszym kącie biblioteki – i nie bez powodu. Ciężkie zasłony chroniły to miejsce przed blaskiem słońca. Ale nic nie było w stanie ukryć tych wstrętnych blizn, z wyjątkiem kompletnej ciemności. Nawet te kawałki ciała, które nie zostały poparzone, pociął najpierw nóż cyrulika, a potem gorączka i ropne zapalenie, które ciągnęło się przez piekielnie długie tygodnie. Od skroni po biodro, prawa strona jego ciała była polem bitwy, na którym oparzenia od prochu i blizny dziko walczyły ze sobą o lepsze.
Panna Gladstone zamilkła. Trzeba jej zaliczyć na plus, że nie zemdlała, nie zwymiotowała ani nie uciekła z krzykiem. To była miła odmiana od typowych reakcji kobiet.
– Jak to się stało? – zapytała.
– Wojna. Następne pytanie.
Po chwili powiedziała cicho:
– Czy może mi pan oddać moje pieniądze?
Wyciągnął dłoń z monetami.
Sięgnęła po nie.
Zamknął palce na pieniądzach.
– Dopiero, kiedy odda mi pani suknię.
– Co takiego?
– Jeśli płacę za pani pracę, powinienem dostać w zamian suknię. Tego wymaga uczciwość.
– A po co?
Wzruszył ramionami.
– Jeszcze nie wiem. Mógłbym ją podarować domowi dla emerytowanych baletnic. Albo utopić w Tamizie, ku radości węgorzy. Powiesić na drzwiach wejściowych, żeby odganiała złe duchy. Jest mnóstwo możliwości.
– Ja… Wasza Wysokość, mogę ją jutro panu dostarczyć. Ale pieniądze są mi potrzebne już dziś.
Zacmokał z niesmakiem.
– To byłaby pożyczka, panno Gladstone. A ja nie zajmuję się udzielaniem pożyczek.
– Mam panu oddać tę suknię już teraz?
– Oczywiście, jeśli chce pani od razu dostać pieniądze.
Wbiła w niego oskarżycielskie spojrzenie ciemnych oczu. Wyraźnie uznała go za łajdaka.
Wzruszył ramionami. Pewnie miała rację.
Te straszne blizny odniesione przypadkiem na polu bitwy były szczególnym rodzajem koszmaru. Nie mógł za to nikogo winić, nie było na kim się mścić. Pozostała mu tylko gorycz, która kusiła, by dokuczać całemu otoczeniu. Nie był brutalny, w żadnym razie, chyba że ktoś sobie na to naprawdę zasłużył. Zazwyczaj tylko czerpał perwersyjną przyjemność z dokuczania ludziom.
Skoro wyglądał jak potwór, mógł przynajmniej zabawić się, odgrywając jego rolę.
Niestety, krawcowa nie miała w sobie nic z przerażonej myszki. Niczym nie był w stanie zachwiać jej spokoju. Jeśli do tej pory nie uciekła, to pewnie nic z tego.
No i dobrze.
Postanowił dać jej te pieniądze i pożegnać się bez żalu z nią i z tą suknią.
Zanim zdążył to zrobić, westchnęła.
– Dobrze – powiedziała rezolutnie.
Opuściła dłonie i zaczęła rozpinać rząd haftek ukrytych w staniczku. Jedną po drugiej. Gdy stanik się rozluźnił, jej ściśnięte piersi stały się krągłe i pełne. Z ramienia zsunął się rękaw, odsłaniając cienką jak papier bieliznę.
Pasmo ciemnych włosów wysunęło się z fryzury i musnęło obojczyk jak pocałunek.
Jezus Maria.
– Niech pani przestanie.
Znieruchomiała i podniosła wzrok.
– Mam przestać?
Zaklął w myślach. Nie ryzykuj, kobieto.
– Tak, proszę przestać.
Z trudem mógł uwierzyć, że to mówi. O mały włos, a delektowałby się prywatnym striptizem za dwa funty i trzy szylingi. Naturalnie, znacznie droższym niż cena rynkowa, ale uroda dziewczyny była warta o wiele więcej.
Co więcej, była córką pastora. Zawsze marzył, by zdeprawować córkę pastora. Zresztą każdy o tym marzy, prawda? Nie przypuszczał jednak, że kiedykolwiek zrobi to za pieniądze.
Nagle coś mu przyszło do głowy. Jest szansa, choć niewielka, że uda mu się spełnić to marzenie, tylko w nieco bardziej moralny sposób. Spojrzał na Emmę Gladstone z innej perspektywy, przebiegając w myślach listę wymagań, których nie umieścił w swoim liście.
Była młoda, zdrowa i wykształcona. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny i nie miała oporów, by się przy nim rozebrać.
Co najważniejsze, była w rozpaczliwej sytuacji.
Nada się.
Nawet bardzo.
– Daję pani zatem wybór, panno Gladstone. Mogę pani zapłacić te dwa funty i trzy szylingi.
Położył na biurku stosik monet. Popatrzyła na nie głodnym wzrokiem.
– Albo mogę zrobić z pani księżną.

 

Inne książki autora