Facebook
Dzień księżnej

Dzień księżnej

Tytuł oryginału: The Day of the Duchess
Ilość stron: 352
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-12-07
EAN: 9788324165063
39.80 PLN
26.63 PLN
Romans historyczny

„Romantyczna i zmysłowa opowieść o drugiej szansie”.
„Booklist”


Kobieta, której on nigdy nie zapomni.
Mężczyzna, któremu ona nigdy nie wybaczy.


Malcolm Bevingstoke, książę Haven, przez trzy lata żył samotnie, płacąc za błąd, którego nie może naprawić, i wspominając miłość, którą stracił. Lecz obowiązek wobec rodu wymaga, by znalazł sobie żonę.
Problem w tym, że książę już ją ma…
Seraphina, księżna Haven, wraca do Londynu po trzech latach spędzonych w Ameryce. Pragnie tylko jednego – znaleźć szczęście z dala od mężczyzny, który złamał jej serce. Problem w tym, że on musi się na to zgodzić…
I oto Malcom składa Seraphinie propozycję: zwróci jej wolność, pod jednym wszakże warunkiem…


SARAH MACLEAN, historyk po Uniwersytecie Harvarda i felietonistka „The Washington Post”, to jedna z najbardziej lubianych w Polsce autorek romansów historycznych. Jej wypełnione mrocznymi sekretami i gwałtownymi namiętnościami powieści trafiają na listy bestsellerów „New York Timesa” i „USA Today”. Zdobywają najwyższe nagrody gatunku, m.in. RITA Award (odpowiednik filmowego Oscara) i są tłumaczone na ponad 20 języków.

 

Patronaty medialne:

123458

PORZUCONY KSIĄŻĘ ZDYSKWALIFIKOWANY!

19 sierpnia 1836

Parlament, Izba Lordów

 

Porzuciła go dwa lata i siedem miesięcy temu, równo.

Malcolm Marcus Bevingstoke, książę Haven siedział w swoim prywatnym gabinecie nad Izbą Lordów i patrzył na maleńkie drewniane pokrętła kalendarza zamontowanego w leżącej na biurku suszce do atramentu.

Dziewiętnasty sierpnia 1836. Ostatni dzień posiedzeń Parlamentu, pełen pompy i jałowości. I utrzymujących się wspomnień. Pokręcił kółko z wytłoczoną na nim szóstką. Pięć. Cztery. Wziął głęboki wdech.

Wyjdź. Usłyszał swoje własne słowa, lodowate, przepełnione gniewem wywołanym zdradą, dźwięczące cichą groźbą. I nigdy nie wracaj.

Znów dotknął pokrętła. Sierpień zamienił się w lipiec. Maj. Marzec.

Dziewiętnasty stycznia 1834. Dzień, w którym odeszła.

Jego palce poruszały się bez zastanowienia znajdując pocieszenie w znajomym klikaniu pokręteł.

Siedemnasty kwietnia 1833.

To, co do ciebie czuję… Teraz mówiła ona – ciepło, kusząco. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam.

On też nie. Zupełnie jakby pokój zalały światło, powietrze i nadzieja i wypełniły wszystkie ciemne kąty. Wypełniły jego płuca i serce. A wszystko za jej przyczyną.

Dopóki nie odkrył prawdy. Prawdy, która znaczyła tak wiele, aż w końcu przestała znaczyć cokolwiek. Dokąd ona uciekła?

Zegar w rogu pokoju tykał, odliczał sekundy do momentu, w którym Haven miał zająć swoje miejsce w czcigodnej głównej sali obrad Izby Lordów. Mimo to jego palce nadal manipulowały pokrętłami kalendarza. Z wirtuozerią, jakby ten taniec tańczyły już setki razy. Tysiące.

Bo i tak było.

Pierwszy marca 1833. Dzień, w którym się poznali.

A więc teraz pozwalają, żeby księciem zostawał byle kto, tak? Najmniejszego szacunku. Drwiny, urok i czyste nieskazitelne piękno.

Jeśli sądzisz, że książęta są źli, to wyobraź sobie, jakie muszą być księżne?

Ten uśmiech. Jakby nigdy nie widziała żadnego innego mężczyzny. Jakby nigdy nie chciała widzieć. Zawojowała go tym uśmiechem do szczętu.

A potem wszystko się rozpadło. Stracił wszystko, łącznie z nią. A może było odwrotnie, stracił ją, a wraz z nią wszystko?

Czy był choć jeden moment, żeby o niej nie myślał? Czy była jakaś data, która by mu o niej nie przypominała? Która nie przypominałaby mu o czasie – o całej wieczności - jaki minął od jej odejścia?

Dokąd ona uciekła?

Zegar wybił jedenastą. W pokoju rozbrzmiały ciężkie kuranty powielone echem tuzina innych niosącym się po długim dębowym korytarzu. Kuranty wzywały szacownych mężów o rodowodowych nazwiskach do ich obowiązków nałożonych na nich, zanim jeszcze zaczerpnęli swój pierwszy oddech.

Haven podniósł się od biurka i ruszył do miejsca, w którym wisiała jego czerwona toga – jej grubość i waga miały oddawać reprezentowany przez nią ciężar odpowiedzialności. Zarzucił ją na siebie i z miejsca poczuł się przytłoczony mdlącym i duszącym gorącem czerwonego weluru. A to jeszcze zanim sięgnął po wypudrowaną perukę. Krzywiąc się na drapanie ostrych włosów końskich, z których była wykonana, mocno wcisnął ją na głowę, po czym, szarpnąwszy drzwi, wyszedł na korytarz i udał się do wejścia do głównej sali posiedzeń Izby Lordów.

Kiedy tam wszedł, wziął głęboki oddech i od razu tego pożałował. Był sierpień, gorący jak diabli, cały Parlament przesiąknięty był odorem potu i perfum. Otwarte okna nie pomagały, bo wpływająca przez nie słaba bryza niosła ze sobą fetor Tamizy dokładający się do tego już obecnego w sali.

W domu było inaczej. W domu rzeka była chłodna i świeża, nieskażona brudami Londynu. W domu powietrze było czyste, przepełnione obietnicą letniej idylli, obietnicą na szczęśliwą przyszłość. A przynajmniej tak było kiedyś. Zanim został sam, bez niej. Żeby był dom, musi być ona. Dlatego też tego lata będzie robił to, co robił przez cały czas w ostatnich dwóch latach i siedmiu miesiącach. Będzie jej szukał.

Nie znalazł jej we Francji ani w Hiszpanii, gdzie spędził poprzednie lato, uganiając się za poszukującymi wrażeń angielskimi damami. Nie była żadną z tych słomianych wdówek, na które natknął się w Szkocji, ani żadną z guwernantek w imponującym dworze w Walii, ani nawet tą kobietą, którą śledził w Konstantynopolu, w miesiąc po jej odejściu, tą, która okazała się być oszustką udającą arystokratkę. A potem była ta kobieta w Bostonie – był taki pewny, że to ona – ta, którą nazywali Gołębicą.

Ale to nie była Sera. Żadna z nich nie była Serą. Sera zniknęła tak, jakby nigdy nie istniała, i to akurat w chwili, w której sobie uświadomił, jak bardzo jej pragnie. Ale kiedyś skończą się jej pieniądze i nie będzie miała wyboru, będzie musiała przestać uciekać. A wtedy on, ponieważ jest bogaty i uprzywilejowany, ponieważ ma władzę i ogromny majątek, znajdzie ją.

Pogrążony w tych rozmyślaniach, wśliznął się do jednej z długich ław otaczających podium mówcy. Lord Kanclerz już przemawiał.

- Milordowie, jeśli nie ma więcej spraw formalnych, proponuję, byśmy zamknęli tegoroczną sesję.

Po sali rozszedł się chór okrzyków aprobaty, łoskot pięści walących w oparcia kanap.

Haven westchnął, powstrzymując chęć podrapania się w perukę. Wiedział, że jeśli ulegnie pokusie, nigdy nie przestanie się drapać.

- Milordowie! – zawołał Lord Kanclerz. – Czy istotnie nie ma już więcej formalnych zagadnień dotyczących obecnej sesji?

Przez pomieszczenie przelało się chóralne tubalne „Nie, nie ma”, jakby odpowiedzi udzielała banda sztubaków marzących o wakacjach, o wyrwaniu się na wolność, a nie blisko dwusetka pompatycznych arystokratów.

Lord Kanclerz uśmiechnął się, jego rumiana twarz mieniła się potem pod peruką, gdy szeroko rozpostarł ręce.

- No cóż, ogłaszam zatem, że z woli Jego Królewskiej Mości…

W tym momencie rozległ się głośny łoskot otwieranych gwałtownie olbrzymich podwoi prowadzących do Izby. Głowy wszystkich odwróciły się w tamtą stronę. Wszystkich, oprócz Havena, który tak bardzo chciał już pozostawić za sobą Londyn i drapiącą perukę, że mało co poza tym go obchodziło.

Lord Kanclerz zebrał się w sobie, odchrząknął i dokończył:

- … obrady tego Parlamentu zostają odroczone do czwartku, siódmego października następnej…

Kanclerz znów musiał przerwać, bo drzwi Izby ponownie walnęły przy zamykaniu, a po sali rozeszły się pełne dezaprobaty pomruki. Haven już wtedy podążył wzrokiem za spojrzeniami innych, nie dostrzegł jednak przy drzwiach niczego interesującego.

- Ekhem! – odchrząknął z naganą Lord Kanclerz, po czym ze zdwojoną żarliwością powrócił do zamykania obrad. - …do czwartku, siódmego października następnej…

- Zanim dokończysz, Lordzie Kanclerzu?

Haven zesztywniał.

Głos miał mocne brzmienie, ale zarazem był miękki, melodyjny, przecudownie kobiecy – tak ogromnie nie na miejscu w Izbie Lordów niedostępnej dla płci pięknej. I to pewnie tylko dlatego tak mu zaparło dech. Dlatego tak zabiło serce. Dlatego nagle poderwał się na nogi, otoczony chórem okrzyków oburzenia.

- Co to ma znaczyć? – zagrzmiał Lord Kanclerz.

Haven już wtedy dojrzał powód całego zamieszania. Kobieta. Wyższa od jakiejkolwiek mu znanej, w najpiękniejszej lawendowej sukni, jaką kiedykolwiek widział, idealnie opanowana, jakby regularnie wkraczała na sesję parlamentu, jakby była samym premierem. Jakby była kimś więcej niż to. Jakby była Królową.

Jedyna kobieta, którą kiedykolwiek kochał. Jedyna, którą kiedykolwiek nienawidził.

Ta sama, a zarazem zupełnie inna.

Havena zamurowało.

- Przyznaję – usłyszał, jak mówi takim tonem, jakby była u kogoś na herbatce, jednocześnie przechodząc w głąb sali. – Obawiałam się, że nie zdążę i przegapię tę sesję. Ale jednak udało mi się tu wśliznąć, złapać was, szanowni panowie, jeszcze zanim uciekliście do swoich… cokolwiek tam robicie, żeby uprzyjemnić sobie czas. – Uśmiechnęła się szeroko do sędziwego hrabiego, który pod jej gorącym spojrzeniem spłonął rumieńcem i odwrócił wzrok. – Jednakże powiedziano mi, że to, na czym mi zależy, wymaga ustawy Parlamentu. A wy panowie… jak sami dobrze wiecie… jesteście Parlamentem.

Jej spojrzenie odnalazło go. Oczy miała dokładnie takie, jak je zapamiętał, błękitne jak morze w lecie, ale zarazem były jakieś inne. Już nie takie otwarte i szczere, tylko ostrożne, niedostępne.

Chryste. Ona tu jest.

Tutaj. Szukał jej prawie trzy lata, a ona jest tutaj, zupełnie jakby zniknęła zaledwie na kilka godzin. Szok walczył w jego sercu z wściekłością, ale obie te emocje były niczym w porównaniu z trzecim uczuciem, jakie go ogarnęło. Ogromną, trudną do zniesienia radością.

Ona tu jest.

Wreszcie.

Znowu.

Ledwie mógł się powstrzymać, żeby do niej nie pobiec. Nie porwać w ramiona i nie wynieść. Przytulić. Odzyskać. Zacząć od nowa.

Tyle że nie sprawiała wrażenia, że przyszła tu w tym celu.

Patrzyła na niego dłuższą chwilę, nie mrugając, zanim oznajmiła:

- Nazywam się Seraphina Bevingstoke. Jestem księżną Haven i chcę się rozwieść.

Aktualności
2018-02-19

"Oszustwa pamięci" w Newsweek Polska

W najnowszym „Newsweek Polska” czterostronicowy artykuł o Julii Shaw i „Oszustwach pamięci”:

 

czytaj więcej
2018-02-07

"Remember me forever" nominowane do tytułu Książki Roku 2017

"Remember me forever" otrzymało nominację do tytułu Książki Roku 2017 w plebiscycie Lubimyczytac.pl (kategoria: Literatura młodzieżowa).
Zagłosować można do 28 lutego klikając

czytaj więcej
2018-01-26

Gorące romanse i erotyki

Tylko do 14 lutego potrwa gorąca promocja na nasze książki kupione na stronie ravelo.pl

 

czytaj więcej

Inne książki autora

Sekretny portret miłości Dzień księżnej
39.80 PLN 26.65 PLN
Trzy twarze damy

Trzy twarze damy MACLEAN SARAH

39.80 PLN 25.07 PLN
Nauczka dla księcia

Nauczka dla księcia MACLEAN SARAH

39.80 PLN 26.63 PLN