Facebook
Moja hiszpańska przygoda

Moja hiszpańska przygoda

Tytuł oryginału: Then. Now. Always
Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk
Ilość stron: 368
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-09-21
EAN: 9788324164431

Dostępny po: 2017-09-21
39.80 PLN
25.86 PLN
Literatura obyczajowa
Zapowiedź

Cudownie optymistyczna i bezwstydnie romantyczna opowieść wypełniona słońcem Hiszpanii i odrobiną tajemnicy


 
Lato w Hiszpanii z mężczyzną, w którym jesteś zakochana…
Czyż można o czymś więcej marzyć?
Ale uważaj na marzenia, bo mogą się spełnić!

Hannah Hodges nie może uwierzyć w swoje szczęście: dostała propozycję, o której nie śniła. Razem z kolegami ma przez miesiąc kręcić film dokumentalny w malowniczym andaluzyjskim miasteczku. Będzie mogła spędzać długie słoneczne dni z Theo, jej szefem (i wymarzonym facetem)! Jeśli tylko Tom (jej przyjaciel i kamerzysta) i Claudette (prezenterka i kompletna wariatka) przestaną psuć jej szyki…
A potem wszystko się jeszcze bardziej komplikuje, kiedy zjawia się Nancy, przyrodnia siostra Hannah.
A cóż ona tu robi?
Czy choć raz w życiu Hannah nie może mieć jednego idealnego lata, bez żadnego dramatu?

 

Czytając tę powieść, poczujesz delikatnie muśnięcie słońca na twarzy, zapach morza i tęsknotę… za miłością, beztroską i namiętnością. Po prostu zachwycająca.
Sandra Kortas-Dorsz, dlaLejdis.pl
Jeśli gorący romans w Hiszpanii to dla Was spełnienie marzeń, to przeczytanie tej powieści spełni je chociaż odrobinę! Gorąco polecam.
Dominika „Iwi” Smoleń, naszksiazkowir.blogspot.com
Skąpana w słońcu filmowa historia, od której nie sposób się oderwać. Rozgrzewa i przepełnia pozytywnymi emocjami.
Beata Moskwa, thievingbooks.blogspot.com

ISABELLE BROOM ukończyła sztukę mediów na uniwersytecie w Londynie i pracowała w redakcjach londyńskich gazet i magazynów.
W 2016 roku zadebiutowała powieścią Moje greckie lato, która od razu trafiła na brytyjskie listy bestsellerów. Została wydana w 8 krajach.
Moja hiszpańska przygoda to najnowsza książka autorki, która napisała już kolejne. I wygląda na to, że dwa razy w roku będzie nas
zaskakiwać wspaniałymi, optymistycznymi powieściami.

 

 

Patronaty medialne:

naszpasjemyślimoskwalejd

 

 

 

 

Wtedy…

Pierwszy jest wiatr.

Wita ją jak ciepły oddech, gdy wysiada niepewnie z dusznego autobusu i przystaje na chwilę, żeby upajać się tym doznaniem. Podróż do tego miejsca trwała długo, czuje się brudna, lepiąca i wykończona. Drzwi autobusu zamykają się za nią, zawiasy skrzypią cicho w proteście, gdy metal ociera się o rdzę.

Tu jest bezpiecznie, koi ją wewnętrzny głos. On cię tu nie znajdzie, ona też nie.

Odwraca głowę i widzi ciemną wstążkę morza daleko w dole, z jego ciemnoniebieskim płótnem poprzerywanym jasnymi grzbietami załamujących się fal. Gdy wytęży słuch, wyobraża sobie, że słyszy ich odgłos, jak rozbijają się o brzeg – łagodny szum, delikatny łoskot.

Słońce właściwie już śpi – pokłada się sennie na niebie, a ona wpatruje się w nie zmrużonymi oczami, osłaniając je jedną dłonią. Łzy wyschły na jej policzkach, skóra pod nimi jest napięta i piecze. Zastanawia się, czy to kiedyś minie. Czy kiedyś będzie w stanie wybaczyć.

Autobus odjeżdża w kakofonii huku silnika, zgrzytu skrzyni biegów, wzbijając tuman pyłu. Z chmury, którą za sobą zostawia, wyłania się olbrzymie wzgórze. Kiedy widzi je pierwszy raz, rozrzucone białe domki przybierają w blednącym świetle jasnoliliowy kolor, a ona czuje ukłucie głęboko w piersiach. Mnóstwo miejsc, w których można się ukryć. Labirynt, w którym można zgubić dawną siebie.

Wpatruje się w górę w kamienną ścieżkę i dopada ją zapach – woń sosny, cytryny i soli. Z zarośli przy drodze dobiega szmer – szum owadów, maleńkich i pracowitych. Życie toczy się dalej, ziemia się kręci. Ptaki latają, fale się rozbijają, słońce zachodzi, wiatr wieje. I ona tu jest. Żywa.

Musi się skupić na kimś jeszcze, ale strach odpływa. Ciemność, która ją otoczyła, przeszyta jest teraz światłem: przyszłość niesie nadzieję. Znajdzie się sposób, żeby żyć dalej. Nie musi się bać. Wzgórze przyzywa ją niewidzialnymi palcami, światła w oddali migoczą jak gwiazdy.

– Do widzenia – szepcze i rusza przed siebie.

 

1

Teraz…

Wiem, że to kompletny banał podkochiwać się w szefie, ale nic na to nie poradzę. Wzdycham do Theo, odkąd po raz pierwszy spojrzałam na niego młodymi, oddanymi oczami podczas stażu pięć lat temu, i od tamtej pory trwam w tym uwielbieniu. Powiedziałabym jednak, że to jego wina – jest tak nieziemsko apetyczny, olśniewająco cudowny i, no, po prostu idealny pod każdym względem.

– Dobrze się czujesz? – pyta Tom, zerkając z troską na moją zarumienioną twarz, gdy obiekt mojego nieokiełznanego pożądania mij a nas szybkim krokiem po drodze do sali narad. Dziś ma na sobie błękitną koszulę i wygląda seksownie jak cholera.

– W porządku – zapewniam go i wachluję twarz dłonią dla lepszego efektu. – Strasznie tu gorąco. Za dużo włączonych komputerów.

– Skoro tak uważasz. – Wzrusza ramionami i odwraca się z powrotem do swojego monitora.

– Nie wyglądam tak źle, co? – mruczę, a on się odwraca, żeby na mnie spojrzeć.

– Trochę jak rzodkiewka – informuje mnie. – Tylko owłosiona.

Tom tak czasem robi, wkręca mnie w idiotyczne przekomarzanie tylko dla zabicia czasu pomiędzy kawą o trzeciej a piwem o szóstej po pracy. Właściwie nie powinnam być zaskoczona, bo jeżeli chodzi o Toma, odwdzięczam mu się tym samym, ale boję się myśleć, jak by się ze mnie

nabij ał, gdyby wiedział o mojej żałosnej fascynacji Theo. Fakt, jest lekko żałosna, ale nie przyznałabym się do niej nikomu poza własnym odbiciem w lustrze. Tak, na dodatek gadam do siebie w lustrze. Hannah Hodges: chodząca, gadająca tragedia.

– Mamy jakieś komenty na twitterze o Mojacar? – pytam, wracając do tematów zawodowych.

Tom klika myszką i prycha z odrazą.

– Tylko od ludzi, którzy uważają, że napisałem „Majorka” z błędem.

– Filistyni – mruczę, przewracając oczami, gdy czytam uszczypliwe tweety na jego ekranie. Jednak po cichu trochę się cieszę. Wyskoczyłam z pomysłem na film dokumentalny po części dlatego, że małe hiszpańskie miasteczko Mojacar jest właściwie nieznane, a te tweety dowodzą, że

miałam rację.

Theo rozpromienił się jak choinka w domu towarowym, gdy mu opowiadałam o czasie, jaki spędziłam tam jako nastolatka, a jego piękne brązowe oczy robiły się coraz większe, kiedy odwróciłam laptopa w jego stronę i pokazałam mu zdjęcia malutkich białych budynków wyrastających ze zbocza wzgórza, pnącej bungenwilli i szerokiej, piaszczystej plaży. Kiedy wytłumaczyłam, dlaczego tak pasuje do profilu, nad którym pracujemy, dosłownie klasnął z radości. Z całą pewnością był to jeden z najlepszych dni w moim dotychczasowym życiu zawodowym (okej, osobistym też) i od tamtej pory z rozkoszą odtwarzałam sobie ten moment w głowie co najmniej dwanaście razy dziennie. Okazuje się, że wcale nie jestem taka zła w prezentacjach, chociaż tak się denerwowałam, że mało nie zapomniałam języka w gębie.

– Naprawdę myślisz, że zdążymy wszystko przygotować do zdjęć? – pyta Tom. Lubi się zamartwiać, jest moim przyjacielem, ale czasami wolałabym, żeby był bardziej waleczny – zawzięty i nieustraszony, a on cały czas drży o wszystko.

Odwracam się do niego z udawaną wściekłością na twarzy.

– Oczywiście. Theo kazał mi zebrać informacje na temat położenia i historii Mojacar. Wierz mi, nie mam zamiaru go… to znaczy, firmy, zawieść. W tym filmie będzie wszystko: piękno, egzotyczne położenie, magia.

– Magia? – Tom marszczy czoło. – Znów te malowidła w jaskiniach?

– No, o wiele więcej – odpowiadam i odruchowo spoglądam w dół na symbol wytatuowany na wewnętrznej stronie mojego lewego nadgarstka. Tusz wyblakł przez lata; jest błotnistoniebieski, a nie czarny, ale nadal wywołuje u mnie uśmiech nostalgii. Mój Indalo – prosty kontur ludzika z wyciągniętymi rękami. Jak tylko Theo zebrał nas w sali narad i poinformował, że dostaliśmy zlecenie na serię filmów dokumentalnych na temat współczesnego folkloru i mitów, dokładnie wiedziałam, jakie miejsce się sprawdzi – i się sprawdziło. Niedługo potem przyznano nam środki i teraz ścigamy się z czasem, żeby zdążyć w terminie.

Muskam opiekuńczo kciukiem mojego Indalo.

– Wierzę w niego – przyznaję. Tom spogląda w dół na tatuaż, a potem w górę na mnie.

Przez ułamek sekundy widzę w jego oczach coś, co wygląda na czułość, która zaraz znika z mrugnięciem.

– Wariatka. – Uśmiecha się.

– Ale mnie kochasz, mimo wszystko, co?

Przewraca oczami i odwraca się z powrotem do monitora. Nie zliczę, ile razy w ciągu tych lat ludzie brali nas za parę, ale przypuszczam, że to zrozumiałe. Odkąd się poznaliśmy w barze studenckim w czasie pierwszego tygodnia studiów, staliśmy się właściwie nierozłączni. Znam

wszystkie jego wady, a on moje, ale mimo to kochamy się jak rodzeństwo. Właściwie lubię myśleć o Tomie jak o bracie, pewnie dlatego, że lubię go o wiele bardziej niż moją prawdziwą siostrę. To znaczy, przyrodnią.

Jest też do mnie bardziej podobny niż moja siostra. Theo ma oliwkową cerę, jest barczysty i ciemnowłosy, a Tom jest chudy jak ja, z długimi, bladymi kończynami i potarganą strzechą na głowie. Dobrze wyglądalibyśmy na środku pola, odganiając krowy od upraw – o czym czasami mu

przypominam, kiedy czymś mnie zdenerwuje.

– Hannah – mogę cię prosić na słowo?

O, Boże, Theo mnie woła. Szybko zrywam się na równe nogi, czuję, jak serce skacze mi do gardła.

– Jasne, już idę!

To zdanie wypowiadam piskiem, jak mysz w ludzkiej skórze, co Tom na pewno zauważył. Super.

Theo siedzi na jednym z sześciu skórzanych foteli w sali narad wśród szklanych ścian, jedną nogę swobodnie opiera na kolanie drugiej. Na udzie ma iPada. Szczęściarz z tego iPada.

Biorę głęboki oddech i wydycham mój niedorzeczny niepokój.

– W czym mogę pomóc?

Theo uśmiecha się do mnie i wskazuje fotel obok siebie.

– Siadaj, Hannah.

Siadam i robię, co mogę, żeby się nie zaczerwienić, kiedy moje nagie kolano ociera się o jego nogę w spodniach.

– Jak idą przygotowania? – pyta.

– Dobrze – świergoczę, informując go o sarkastycznych odpowiedziach na Twiterze. – Chyba spokojnie możemy założyć, że hiszpański Mojacar jest regionem, który zna niewielu ludzi.

– Muzyka dla moich uszu. – Theo się uśmiecha. Jego greckie pochodzenie zostawiło mu lekki akcent, a ja nie mogę się mu oprzeć – za każdym razem, jak go słyszę, moje wnętrzności zamieniają się w coś na kształt papki z groszku.

– Chyba będzie ci się tam podobało – mówię, krzyżując i rozplatając nogi w kostkach. – Kiedy masz zamiar jechać?

– Właśnie o to chodzi. – Theo znów się do mnie uśmiecha, a ja odruchowo chwytam się poręczy fotela. – Po to cię tu wezwałem. Zastanawiałem się, czy może też chciałabyś pojechać?

– Ja? – Mysz w ludzkiej skórze znów wzięła górę nad moim ciałem.

– Tak. Ty i ja, i Claudette i Tom, oczywiście.

– Wszyscy razem? – Gadam jak idiotka.

Theo jest rozbawiony, ale śmieje się uroczo.

– To ty wpadłaś na ten pomysł i to ty byłaś już w Mojacar, więc musisz jechać – wyjaśnia, klaszcząc, jakby uzasadniał swoją rację.

Ja próbuję się upewnić, że to nie sen. W całej mojej ponad pięcioletniej pracy wyszukiwawcza informacji dla Vivid Production w Londynie ani razu nie zaproszono mnie na zdjęcia za granicą. Nie jestem cenionym kamerzystą jak Tom ani atrakcyjną prezenterką z francuskim akcentem jak Claudette; zajmuję się zbieraniem informacji głównie w biurze, nadaję się do wymyślania głównych wątków, organizowania wywiadów i wygrzebywania zapomnianych

materiałów z najgłębszych, najciemniejszych czeluści archiwów telewizyjnych na świecie – ale to? To dla mnie nowe terytorium, coś, na co miałam nadzieję, odkąd pamiętam.

– Wyjeżdżamy za dwa tygodnie – ciągnie Theo, przesuwając po ekranie iPada długim opalonym palcem. – Pasuje ci?

– Tak, oczywiście. – Z całych sił się powstrzymuję, żeby go nie uściskać.

– Będziesz tam moją prawą ręką, więc nie będziesz miała za dużo czasu na opalanie czy picie sangrii – uprzedza. – Mamy bardzo napięty harmonogram, więc sam w tym czasie będę montował materiał filmowy. Będę potrzebował twojej pomocy w organizacji i przy wywiadach, które może uda nam się nagrać.

Poruszam głową w górę i w dół jak piesek z ruchomą głową na pralce w czasie wirowania.

– Tak naprawdę potrzebujemy w tym czasie odnaleźć ludzi, którzy byli częścią kolonii artystów, o której wspominałaś – ciągnie. – Udało ci się coś ustalić?

Kręcę głową, przygnębiona, że muszę przekazywać złe wiadomości.

– Czytałam, że kolonia rozpadła się w dwa tysiące trzynastym roku – przypominam mu. – Więc, niestety, możliwe, że wszyscy wyjechali, ale będę próbować.

Theo kiwa głową.

– Dobra robota, Hannah. Wiedziałem, że można na ciebie liczyć.

Wiedział? Robię się z dumy czerwona jak burak.

Kiedy wracam jak na skrzydłach do biurka kilka minut później, Tom porzucił Twittera i sprawdza Facebooka w czasie przerwy na herbatę.

– Sissy Martin wyszła za mąż – oznajmia.

– Co? Znowu?

Sissy to dziewczyna, którą poznaliśmy na studiach – mówiąc najdelikatniej, jak się da, była ludzkim odpowiednikiem zjeżdżalni w parku – był na niej każdy.

– Za wojskowego tym razem, na to wygląda – dodaje Tom, wskazując dużą dłonią na wyświetlacz. – Są w podróży poślubnej akurat na Sri Lance. Pierwsze miejsce na mojej liście.

Tom opowiada, że chce objechać świat, odkąd go znam, ale poza paroma dalekimi podróżami z Vivid nie wybrał się za daleko. Egoistycznie cieszę się z tego faktu, bo strasznie

bym za nim tęskniła, gdyby wyjechał na dłużej. Ale chcę też, żeby realizował swoje pragnienia.

Zerkam mu nad głową na zdjęcia i prycham.

– Jak to możliwe, że cholerna Sissy Martin zdążyła po studiach dwa razy wyjść za mąż, a ja nie mam nawet faceta na horyzoncie?

– Jesteś za bardzo wybredna – mówi Tom, co tylko po części jest prawdą. To nie moje wysokie wymagania powodują, że w nocy jestem samotna i jest mi zimno; to przez to, że nie mogę spojrzeć na nikogo innego poza moim rozkosznym szefem.

– No, może w Mojacar poznam miłość mojego życia – mówię, puszczając oko jak w kreskówce dla lepszego efektu.

– Twoja właśnie została zaproszona na wyjazd na zdjęcia.

– Żartujesz? – Tom się rozpromienia i wymachuje chudymi rękami jak drzewo na wietrze.

– Nie. Wygląda na to, że będę prawą ręką Theo. Niestety, tę ostatnią część wypowiadam zauważalnie rozmarzonym tonem, a Tom mruży oczy podejrzliwie.

– Widocznie potrzebuje kogoś oprócz ciebie – dodaję szybko. – No, wiesz, kogoś z niesamowitym talentem i wyjątkowymi zdolnościami interpersonalnymi i… Auć!

Tom odwzajemnił mi się żartobliwym, ale dość ostrym kuksańcem w udo.

– Nie zmuszaj mnie, żebym cię powaliła – ostrzegam. – Kiedyś to już zrobiłam i zrobię jeszcze raz.

To prawda. Zrobiłam to.

– Poddaję się! – Śmieje się, podnosząc ręce. Jedną dłoń ma całą w niebieskim atramencie, bo wyciekł mu tusz z długopisu.

– Możesz mi przynieść herbatę, żeby mi to wynagrodzić – odpowiadam, odwracając się do własnego monitora i otwieram Facebooka, chociaż wiem, że w ciągu kilku minut mnie wkurzy.

– O, mój Boże, porzygam się. – Warczę po chwili do komputera.

– Co? – Tom chudymi jak tyczki nogami odpycha się i podjeżdża fotelem z alarmującą prędkością.

– To – wskazuję. – Moja przyrodnia siostra wygląda na wkurzająco zadowoloną, jak zwykle.

Tom przygląda się zdjęciu i wzrusza ramionami.

– Wygląda na szczęśliwą.

Gdyby nie dręczyła mnie taka irytacja wobec młodszej, ładniejszej, ciemnowłosej i o wiele bardziej pewnej siebie niż ja siostry, może i bym się z nim zgodziła, ale jest, jak jest, i zdjęcie Nancy z jej blond chłopakiem o niebieskich oczach – uśmiechniętych jak para zaślepionych miłością idiotów – strasznie mnie wkurza.

– Jest rozwydrzona, nudna, skupiona na sobie, głupia. – Wyliczam obelgi na palcach.

– Moim zdaniem nudny i tępy znaczą to samo – mówi, obdarzając mnie półuśmiechem. – Tak naprawdę jest bardzo słodka, ta twoja siostra. Miło mi się z nią gadało, jak ją poznałem na naszym absolutorium. I musisz pamiętać, że to naprawdę nie jej wina, że się urodziła.

Otwieram usta, żeby odpowiedzieć, ale w tej chwili Theo wyłania się z sali konferencyjnej i roznosząc limonkowy zapach swojej wody po goleniu, zamienia moje lędźwie w płynną lawę.

– Wszystko w porządku? – pyta, przechodząc.

– Tak, szefie – mówimy chórem z Tomem, natychmiast, szybkim ruchem, zamykając strony z Facebookiem. Przyglądam się, jak idzie przez biuro, odprowadzany wzrokiem każdej kobiety i mężczyzny naszego piętnastoosobowego zespołu, i oddycham z zadowoleniem. Jadę z nim do Hiszpanii i on się we mnie zakocha. To się w końcu stanie. Musi się stać.

I w tej chwili, gdy majowe słońce zrzuca z siebie szlafrok chmur i wpada przez okno, naprawdę wierzę, że moje marzenie ma szanse się spełnić.

Aktualności
2017-09-15

"Grzechot kości" Fiony Cummins jedną z najgorętszych brytyjskich książek!

Czytaliście już "Grzechot kości" Fiony Cummins?

Powieść znalazła się na liście 10 najgorętszych książek brytyjskiego magazynu "The Bookseller"! 

 

czytaj więcej
2017-09-11

"Dziewczyny w wodzie" Victorii Jenkins - Top 5 Amazonu!

Debiut Victorii Jenkins „Dziewczyny w wodzie”, który w Polsce ukaże się już 17 października, podbija amerykański Amazon!

Książka znalazła się na 5. miejscu listy

czytaj więcej
2017-09-08

Najnowsza powieść Sharon Bolton od razu po premierze na liście bestsellerów!

Najnowsza powieść Sharon Bolton zadebiutowała na brytyjskiej liście bestsellerów magazynu  "The Bookseller".

Już 10 października - polskie wydanie pod tytułem "Już

czytaj więcej

Inne książki autora

Moje greckie lato Moja hiszpańska przygoda

Moje greckie lato BROOM ISABELLE

39.80 PLN 26.65 PLN