Facebook
Moja hiszpańska przygoda

Moja hiszpańska przygoda

Tytuł oryginału: Then. Now. Always
Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk
Ilość stron: 368
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-09-21
EAN: 9788324164431
39.80 PLN
26.60 PLN
Literatura obyczajowa

Cudownie optymistyczna i bezwstydnie romantyczna opowieść wypełniona słońcem Hiszpanii i odrobiną tajemnicy


 
Lato w Hiszpanii z mężczyzną, w którym jesteś zakochana…
Czyż można o czymś więcej marzyć?
Ale uważaj na marzenia, bo mogą się spełnić!

Hannah Hodges nie może uwierzyć w swoje szczęście: dostała propozycję, o której nie śniła. Razem z kolegami ma przez miesiąc kręcić film dokumentalny w malowniczym andaluzyjskim miasteczku. Będzie mogła spędzać długie słoneczne dni z Theo, jej szefem (i wymarzonym facetem)! Jeśli tylko Tom (jej przyjaciel i kamerzysta) i Claudette (prezenterka i kompletna wariatka) przestaną psuć jej szyki…
A potem wszystko się jeszcze bardziej komplikuje, kiedy zjawia się Nancy, przyrodnia siostra Hannah.
A cóż ona tu robi?
Czy choć raz w życiu Hannah nie może mieć jednego idealnego lata, bez żadnego dramatu?

 

Czytając tę powieść, poczujesz delikatnie muśnięcie słońca na twarzy, zapach morza i tęsknotę… za miłością, beztroską i namiętnością. Po prostu zachwycająca.
Sandra Kortas-Dorsz, dlaLejdis.pl
Jeśli gorący romans w Hiszpanii to dla Was spełnienie marzeń, to przeczytanie tej powieści spełni je chociaż odrobinę! Gorąco polecam.
Dominika „Iwi” Smoleń, naszksiazkowir.blogspot.com
Skąpana w słońcu filmowa historia, od której nie sposób się oderwać. Rozgrzewa i przepełnia pozytywnymi emocjami.
Beata Moskwa, thievingbooks.blogspot.com

ISABELLE BROOM ukończyła sztukę mediów na uniwersytecie w Londynie i pracowała w redakcjach londyńskich gazet i magazynów.
W 2016 roku zadebiutowała powieścią Moje greckie lato, która od razu trafiła na brytyjskie listy bestsellerów. Została wydana w 8 krajach.
Moja hiszpańska przygoda to najnowsza książka autorki, która napisała już kolejne. I wygląda na to, że dwa razy w roku będzie nas
zaskakiwać wspaniałymi, optymistycznymi powieściami.

 

 

Patronaty medialne:

naszpasjemyślimoskwalejd

 

 

 

 

Z twórczością Isabelle Broom już się zetknęłam - co więcej, przecież "Moja hiszpańska przygoda" to druga książka tej autorki, którą Książkowir ma pod swoim patronatem! Zdecydowanie powieści tej pisarki coś w sobie mają, bo zarówno my byśmy się nie decydowały na nasze logo na okładce, jak i Wydawnictwo AMBER nie zdecydowałoby się pewnie wydać jej książek w Polsce - a jest przecież inaczej. Czego to jest sprawka? Cóż - odpowiedź na to jest dosyć prosta, ale musicie przeczytać resztę recenzji, żeby się tego dowiedzieć. Zapraszam więc Was do mojej opinii na temat "Mojej hiszpańskiej przygody"!

Hannah Hodges - główna bohaterka tej książki - to młoda, sympatyczna dziewczyna, która pracuje w firmie, gdzie znajduje się wyszukiwaniem różnych informacji, czyli, jak to w skrócie opisać: researchem. Od dłuższego czasu wzdycha też do swojego szefa, którego uważa za ósmy cud świata, przez co nie jest w stanie ułożyć sobie życia uczuciowego. Jej fascynacja Theo jest tak obsesyjna, że dziewczyna przy nim nie jest dosłownie myśleć, a porównując do niego innych facetów... cóż, powiedzmy, że znacie powód, dla którego Hannah jest singielką. Oprócz tego, od czasów studenckich przyjaźni się z Tomem, który w jej firmie jest kamerzystą - to chyba najbliższa jej osoba, nie licząc trochę zwariowanej matki.

Pewnego dnia, Hannah dostała zlecenie, żeby znaleźć jakieś małe, tajemnicze miasteczko, o którym będzie można nakręcić doskonały film dokumentalny. Bohaterka nie musi nawet nad tym zbyt długo myśleć, bo tatuaż na jej nadgarstku od razu mówi jej, gdzie powinna udać się ekipa filmująca - do cudownego miejsca w słonecznej Hiszpanii. Co więcej, szef pozwala Hannah dołączyć do niego, Toma i francuskiej prezenterki, za którą Hannah chyba za bardzo mimo wszystko nie przepada. Od tego czasu życie głównej bohaterki zaczyna się odrobinę zmieniać: szczególnie, gdy zaczynają się konflikty rodzinne, a miłość dosłownie rośnie wokół dziewczyny jak grzyby po deszczu. Wyjazd do miejsca, które Hannah odwiedzała jako nastolatka, zaczyna być coraz ciekawszy z każdym mijającym dniem. Mogę obiecać jedno: wspaniałe opisy Hiszpanii i dużo emocji!

Szczerze powiedziawszy, to najbardziej podobała mi się kreacja Toma - przyjaciela głównej bohaterki. Od samego początku wydał mi się on dosyć ciekawą postacią, którą autorka wykreowała nie dosyć, że realistycznie, to jeszcze w taki dosyć niecodzienny sposób. No i te jego teksty! Zdecydowanie jest on moją ulubioną postacią i lubię go bardziej niż Hannah, która czasem była dosyć irytująca.

Sama historia rodzinna Hannah wydaje się z jednej strony dosyć prosta, ale z drugiej jest ona na tyle skomplikowana, że dziewczyna do dnia dzisiejszego nie jest w stanie pogodzić się z niektórymi faktami, tak samo, jak nie jest w stanie zaakceptować i pokochać swojej przyrodniej siostry. Dlaczego? Niby powód jest dosyć często spotykany, ale pisarka świetnie go tu pokazała, ujawniając, jak niewyjaśnione sytuacje i historie rodzinne, potrafią się ciągnąć latami.

W tej powieści nie zabrakło wielu fenomenalnych opisów, co jest chyba największym plusem. Czytając o urokach miejsca, w którym znajdowali się bohaterowie, sama zapragnęłam znaleźć się w Hiszpanii, tylko po to, żeby poczuć to słońce, ten wiatr, czy też żeby zobaczyć te krajobrazy, od których wszyscy mieli gęsią skórkę i otworzone usta. Byłam w Hiszpanii, w jednym z większych miast i zdecydowanie było tam ślicznie, ale mam wrażenie, że w tej małej mieścince, w której jest tyle legend, tyle cudów natury, poczułabym, co to znaczy prawdziwy zachwyt.

Niektóre dialogi w "Mojej hiszpańskiej przygodzie" sprawiały, że dosłownie płakałam ze śmiechu, a niektóry wywoływały we mnie jeszcze inne emocje. Autorka pisze lekko, barwnie i potrafi sprawić, że czytelnik jest tak zauroczony całą tą historią, że nawet nie zauważa, kiedy dochodzi do końca powieści. Pozycja ta jest idealna do tego, żeby chwilę się odstresować, odpocząć i odlecieć do krainy własnej wyobraźni, żeby chociaż na chwilę znaleźć się w pięknej, słonecznej Hiszpanii. Jestem pewna, że żałować nie będziecie!

To, co średnio mi się podoba, to natomiast okładka. Jakoś od dłuższego czasu nie jestem w stanie pochwalić opraw graficznych od Wydawnictwa AMBER i wiele osób przyznaje mi w tym rację. Uważam, że najbardziej cierpi na tym powieść, gdyż pomimo ciekawej treści i wciągającej fabuły, wielu wzrokowców po prostu ominie tę pozycję wzrokiem. Czy mnie to dziwi? Nie, gdyż obecnie na rynku wydawniczym wydawnictwa się wręcz prześcigają w tym, kto jest w stanie zrobić najładniejszą, najciekawszą, najbardziej oryginalną okładkę. Dlatego uważam, że Wydawnictwo AMBER powinno zmienić grafika. Mam nadzieję, że w komentarzach śmiało wyrazicie także komentarz na ten temat! Może wydawnictwo zostanie przy oryginalnych oprawach? Zobaczymy, ale słowa czytelników mają największą moc!

Podsumowując, książka jest naprawdę ciekawa i wciągająca! Zdecydowanie warta przeczytania. Mam nadzieję, że szybko się z nią zapoznacie i poczujecie lato nawet w deszczową, okropną pogodę, albo nawet wtedy, kiedy ciężko pracujecie! Jestem pewna, że zakochacie się w twórczości Isabelle Broom, tak samo, jak ja to zrobiłam. Przez te jej opisy przepadłam w końcu jak śliwka w kompot - i nie mam zamiaru tego zmieniać.

nasz


Kiedy lato powoli dobiega końca sięgam po książki, które choć na moment pozwolą mi pozostać w klimacie promiennego słońca i przygody o której szybko nie zapomnę. Lubię leniwie poświęcić się lekturze, w której docenię urok chwili i odnajdę momenty romantycznych emocji, której nieodzownie stanowić będą centralny punkt historii. 
 
Isabelle Broom zaprosiła mnie do słonecznej Hiszpanii, w które jak się okazało - wszystko jest możliwe. Autorka lekkim piórem nakreśliła historię obyczajową, delikatnie zabarwioną nutą miłości i płomiennego romansu w miejscu, które idealnie się do tego nadaje. I by nie nudzić czytelnika za bardzo postanowiła namieszać skutecznie w fabule - udowadniając jednocześnie, że nie ma nic lepszego w podobnej historii niż dobrze nakreślona intryga.
 
Hannah to główna bohaterka powieści, która bardzo szybko zdobyła moje uznanie - jako prosta, nieskomplikowana dziewczyna pokazała się od strony miłosnego zaangażowania w sprawę z góry przegraną. Theo, jej szef od dawna nie może wyjść z jej głowy i zaprząta wszystkie myśli. Ale nigdy nie było okazji by pokazać mężczyźnie co do niego czuje. Więc gdy splot nieoczekiwanych wydarzeń fartownie wysyła Hannah wraz z ekipą filmową do malowniczego andaluzyjskiego miasteczka nadarza się okazja by w końcu zdobyć serce ukochanego. Jest tylko jeden mały problem - w skład ekipy filmowców, którzy będą kręcić dokument wchodzą także przyjaciele Hannah: Tom i Claudette, kompletnie pokręceni i zwariowani czasoumilacze, którzy z zaskakującym zaangażowaniem próbują popsuć kobiecie realizację jej planów. 
 
Nie będę ukrywać: historia Broom należy do tych typowych, kobiecych i niezwykle przyjemnych książek, w których wiele się dzieje, ale nie na tyle, by móc wstrzymywać oddech z niepewności wydarzeń na kolejnych stronach. To prosta i jednocześnie bardzo klimatyczna opowieść o życiu, w którym nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Najpierw Hannah nie może dostać się do ukochanego by wykorzystać swoją szansę a następnie pojawia się jej siostra Nancy, która jeszcze bardziej komplikuje wyjazd. Miało być idealnie, a wyszło? Jak zawsze.
 

"Moja hiszpańska przygoda" to idealna lektura na lato lub początek wczesnej jesieni. Rozgrzewa serce, ciekawi i wciąga do świata miłosnej przygody. Niezapomniany słoneczny klimat dodaje uroku rozgrywanym wydarzeniom a bohaterów po prostu nie sposób nie lubić. Szczególnie przyjaciele Hannah bardzo przypadli mi do gustu. Isabelle Broom napisała książkę lekką i bardzo przyjemną w odbiorze. Polecam!

moskwa

Wtedy…

Pierwszy jest wiatr.

Wita ją jak ciepły oddech, gdy wysiada niepewnie z dusznego autobusu i przystaje na chwilę, żeby upajać się tym doznaniem. Podróż do tego miejsca trwała długo, czuje się brudna, lepiąca i wykończona. Drzwi autobusu zamykają się za nią, zawiasy skrzypią cicho w proteście, gdy metal ociera się o rdzę.

Tu jest bezpiecznie, koi ją wewnętrzny głos. On cię tu nie znajdzie, ona też nie.

Odwraca głowę i widzi ciemną wstążkę morza daleko w dole, z jego ciemnoniebieskim płótnem poprzerywanym jasnymi grzbietami załamujących się fal. Gdy wytęży słuch, wyobraża sobie, że słyszy ich odgłos, jak rozbijają się o brzeg – łagodny szum, delikatny łoskot.

Słońce właściwie już śpi – pokłada się sennie na niebie, a ona wpatruje się w nie zmrużonymi oczami, osłaniając je jedną dłonią. Łzy wyschły na jej policzkach, skóra pod nimi jest napięta i piecze. Zastanawia się, czy to kiedyś minie. Czy kiedyś będzie w stanie wybaczyć.

Autobus odjeżdża w kakofonii huku silnika, zgrzytu skrzyni biegów, wzbijając tuman pyłu. Z chmury, którą za sobą zostawia, wyłania się olbrzymie wzgórze. Kiedy widzi je pierwszy raz, rozrzucone białe domki przybierają w blednącym świetle jasnoliliowy kolor, a ona czuje ukłucie głęboko w piersiach. Mnóstwo miejsc, w których można się ukryć. Labirynt, w którym można zgubić dawną siebie.

Wpatruje się w górę w kamienną ścieżkę i dopada ją zapach – woń sosny, cytryny i soli. Z zarośli przy drodze dobiega szmer – szum owadów, maleńkich i pracowitych. Życie toczy się dalej, ziemia się kręci. Ptaki latają, fale się rozbijają, słońce zachodzi, wiatr wieje. I ona tu jest. Żywa.

Musi się skupić na kimś jeszcze, ale strach odpływa. Ciemność, która ją otoczyła, przeszyta jest teraz światłem: przyszłość niesie nadzieję. Znajdzie się sposób, żeby żyć dalej. Nie musi się bać. Wzgórze przyzywa ją niewidzialnymi palcami, światła w oddali migoczą jak gwiazdy.

– Do widzenia – szepcze i rusza przed siebie.

 

1

Teraz…

Wiem, że to kompletny banał podkochiwać się w szefie, ale nic na to nie poradzę. Wzdycham do Theo, odkąd po raz pierwszy spojrzałam na niego młodymi, oddanymi oczami podczas stażu pięć lat temu, i od tamtej pory trwam w tym uwielbieniu. Powiedziałabym jednak, że to jego wina – jest tak nieziemsko apetyczny, olśniewająco cudowny i, no, po prostu idealny pod każdym względem.

– Dobrze się czujesz? – pyta Tom, zerkając z troską na moją zarumienioną twarz, gdy obiekt mojego nieokiełznanego pożądania mij a nas szybkim krokiem po drodze do sali narad. Dziś ma na sobie błękitną koszulę i wygląda seksownie jak cholera.

– W porządku – zapewniam go i wachluję twarz dłonią dla lepszego efektu. – Strasznie tu gorąco. Za dużo włączonych komputerów.

– Skoro tak uważasz. – Wzrusza ramionami i odwraca się z powrotem do swojego monitora.

– Nie wyglądam tak źle, co? – mruczę, a on się odwraca, żeby na mnie spojrzeć.

– Trochę jak rzodkiewka – informuje mnie. – Tylko owłosiona.

Tom tak czasem robi, wkręca mnie w idiotyczne przekomarzanie tylko dla zabicia czasu pomiędzy kawą o trzeciej a piwem o szóstej po pracy. Właściwie nie powinnam być zaskoczona, bo jeżeli chodzi o Toma, odwdzięczam mu się tym samym, ale boję się myśleć, jak by się ze mnie

nabij ał, gdyby wiedział o mojej żałosnej fascynacji Theo. Fakt, jest lekko żałosna, ale nie przyznałabym się do niej nikomu poza własnym odbiciem w lustrze. Tak, na dodatek gadam do siebie w lustrze. Hannah Hodges: chodząca, gadająca tragedia.

– Mamy jakieś komenty na twitterze o Mojacar? – pytam, wracając do tematów zawodowych.

Tom klika myszką i prycha z odrazą.

– Tylko od ludzi, którzy uważają, że napisałem „Majorka” z błędem.

– Filistyni – mruczę, przewracając oczami, gdy czytam uszczypliwe tweety na jego ekranie. Jednak po cichu trochę się cieszę. Wyskoczyłam z pomysłem na film dokumentalny po części dlatego, że małe hiszpańskie miasteczko Mojacar jest właściwie nieznane, a te tweety dowodzą, że

miałam rację.

Theo rozpromienił się jak choinka w domu towarowym, gdy mu opowiadałam o czasie, jaki spędziłam tam jako nastolatka, a jego piękne brązowe oczy robiły się coraz większe, kiedy odwróciłam laptopa w jego stronę i pokazałam mu zdjęcia malutkich białych budynków wyrastających ze zbocza wzgórza, pnącej bungenwilli i szerokiej, piaszczystej plaży. Kiedy wytłumaczyłam, dlaczego tak pasuje do profilu, nad którym pracujemy, dosłownie klasnął z radości. Z całą pewnością był to jeden z najlepszych dni w moim dotychczasowym życiu zawodowym (okej, osobistym też) i od tamtej pory z rozkoszą odtwarzałam sobie ten moment w głowie co najmniej dwanaście razy dziennie. Okazuje się, że wcale nie jestem taka zła w prezentacjach, chociaż tak się denerwowałam, że mało nie zapomniałam języka w gębie.

– Naprawdę myślisz, że zdążymy wszystko przygotować do zdjęć? – pyta Tom. Lubi się zamartwiać, jest moim przyjacielem, ale czasami wolałabym, żeby był bardziej waleczny – zawzięty i nieustraszony, a on cały czas drży o wszystko.

Odwracam się do niego z udawaną wściekłością na twarzy.

– Oczywiście. Theo kazał mi zebrać informacje na temat położenia i historii Mojacar. Wierz mi, nie mam zamiaru go… to znaczy, firmy, zawieść. W tym filmie będzie wszystko: piękno, egzotyczne położenie, magia.

– Magia? – Tom marszczy czoło. – Znów te malowidła w jaskiniach?

– No, o wiele więcej – odpowiadam i odruchowo spoglądam w dół na symbol wytatuowany na wewnętrznej stronie mojego lewego nadgarstka. Tusz wyblakł przez lata; jest błotnistoniebieski, a nie czarny, ale nadal wywołuje u mnie uśmiech nostalgii. Mój Indalo – prosty kontur ludzika z wyciągniętymi rękami. Jak tylko Theo zebrał nas w sali narad i poinformował, że dostaliśmy zlecenie na serię filmów dokumentalnych na temat współczesnego folkloru i mitów, dokładnie wiedziałam, jakie miejsce się sprawdzi – i się sprawdziło. Niedługo potem przyznano nam środki i teraz ścigamy się z czasem, żeby zdążyć w terminie.

Muskam opiekuńczo kciukiem mojego Indalo.

– Wierzę w niego – przyznaję. Tom spogląda w dół na tatuaż, a potem w górę na mnie.

Przez ułamek sekundy widzę w jego oczach coś, co wygląda na czułość, która zaraz znika z mrugnięciem.

– Wariatka. – Uśmiecha się.

– Ale mnie kochasz, mimo wszystko, co?

Przewraca oczami i odwraca się z powrotem do monitora. Nie zliczę, ile razy w ciągu tych lat ludzie brali nas za parę, ale przypuszczam, że to zrozumiałe. Odkąd się poznaliśmy w barze studenckim w czasie pierwszego tygodnia studiów, staliśmy się właściwie nierozłączni. Znam

wszystkie jego wady, a on moje, ale mimo to kochamy się jak rodzeństwo. Właściwie lubię myśleć o Tomie jak o bracie, pewnie dlatego, że lubię go o wiele bardziej niż moją prawdziwą siostrę. To znaczy, przyrodnią.

Jest też do mnie bardziej podobny niż moja siostra. Theo ma oliwkową cerę, jest barczysty i ciemnowłosy, a Tom jest chudy jak ja, z długimi, bladymi kończynami i potarganą strzechą na głowie. Dobrze wyglądalibyśmy na środku pola, odganiając krowy od upraw – o czym czasami mu

przypominam, kiedy czymś mnie zdenerwuje.

– Hannah – mogę cię prosić na słowo?

O, Boże, Theo mnie woła. Szybko zrywam się na równe nogi, czuję, jak serce skacze mi do gardła.

– Jasne, już idę!

To zdanie wypowiadam piskiem, jak mysz w ludzkiej skórze, co Tom na pewno zauważył. Super.

Theo siedzi na jednym z sześciu skórzanych foteli w sali narad wśród szklanych ścian, jedną nogę swobodnie opiera na kolanie drugiej. Na udzie ma iPada. Szczęściarz z tego iPada.

Biorę głęboki oddech i wydycham mój niedorzeczny niepokój.

– W czym mogę pomóc?

Theo uśmiecha się do mnie i wskazuje fotel obok siebie.

– Siadaj, Hannah.

Siadam i robię, co mogę, żeby się nie zaczerwienić, kiedy moje nagie kolano ociera się o jego nogę w spodniach.

– Jak idą przygotowania? – pyta.

– Dobrze – świergoczę, informując go o sarkastycznych odpowiedziach na Twiterze. – Chyba spokojnie możemy założyć, że hiszpański Mojacar jest regionem, który zna niewielu ludzi.

– Muzyka dla moich uszu. – Theo się uśmiecha. Jego greckie pochodzenie zostawiło mu lekki akcent, a ja nie mogę się mu oprzeć – za każdym razem, jak go słyszę, moje wnętrzności zamieniają się w coś na kształt papki z groszku.

– Chyba będzie ci się tam podobało – mówię, krzyżując i rozplatając nogi w kostkach. – Kiedy masz zamiar jechać?

– Właśnie o to chodzi. – Theo znów się do mnie uśmiecha, a ja odruchowo chwytam się poręczy fotela. – Po to cię tu wezwałem. Zastanawiałem się, czy może też chciałabyś pojechać?

– Ja? – Mysz w ludzkiej skórze znów wzięła górę nad moim ciałem.

– Tak. Ty i ja, i Claudette i Tom, oczywiście.

– Wszyscy razem? – Gadam jak idiotka.

Theo jest rozbawiony, ale śmieje się uroczo.

– To ty wpadłaś na ten pomysł i to ty byłaś już w Mojacar, więc musisz jechać – wyjaśnia, klaszcząc, jakby uzasadniał swoją rację.

Ja próbuję się upewnić, że to nie sen. W całej mojej ponad pięcioletniej pracy wyszukiwawcza informacji dla Vivid Production w Londynie ani razu nie zaproszono mnie na zdjęcia za granicą. Nie jestem cenionym kamerzystą jak Tom ani atrakcyjną prezenterką z francuskim akcentem jak Claudette; zajmuję się zbieraniem informacji głównie w biurze, nadaję się do wymyślania głównych wątków, organizowania wywiadów i wygrzebywania zapomnianych

materiałów z najgłębszych, najciemniejszych czeluści archiwów telewizyjnych na świecie – ale to? To dla mnie nowe terytorium, coś, na co miałam nadzieję, odkąd pamiętam.

– Wyjeżdżamy za dwa tygodnie – ciągnie Theo, przesuwając po ekranie iPada długim opalonym palcem. – Pasuje ci?

– Tak, oczywiście. – Z całych sił się powstrzymuję, żeby go nie uściskać.

– Będziesz tam moją prawą ręką, więc nie będziesz miała za dużo czasu na opalanie czy picie sangrii – uprzedza. – Mamy bardzo napięty harmonogram, więc sam w tym czasie będę montował materiał filmowy. Będę potrzebował twojej pomocy w organizacji i przy wywiadach, które może uda nam się nagrać.

Poruszam głową w górę i w dół jak piesek z ruchomą głową na pralce w czasie wirowania.

– Tak naprawdę potrzebujemy w tym czasie odnaleźć ludzi, którzy byli częścią kolonii artystów, o której wspominałaś – ciągnie. – Udało ci się coś ustalić?

Kręcę głową, przygnębiona, że muszę przekazywać złe wiadomości.

– Czytałam, że kolonia rozpadła się w dwa tysiące trzynastym roku – przypominam mu. – Więc, niestety, możliwe, że wszyscy wyjechali, ale będę próbować.

Theo kiwa głową.

– Dobra robota, Hannah. Wiedziałem, że można na ciebie liczyć.

Wiedział? Robię się z dumy czerwona jak burak.

Kiedy wracam jak na skrzydłach do biurka kilka minut później, Tom porzucił Twittera i sprawdza Facebooka w czasie przerwy na herbatę.

– Sissy Martin wyszła za mąż – oznajmia.

– Co? Znowu?

Sissy to dziewczyna, którą poznaliśmy na studiach – mówiąc najdelikatniej, jak się da, była ludzkim odpowiednikiem zjeżdżalni w parku – był na niej każdy.

– Za wojskowego tym razem, na to wygląda – dodaje Tom, wskazując dużą dłonią na wyświetlacz. – Są w podróży poślubnej akurat na Sri Lance. Pierwsze miejsce na mojej liście.

Tom opowiada, że chce objechać świat, odkąd go znam, ale poza paroma dalekimi podróżami z Vivid nie wybrał się za daleko. Egoistycznie cieszę się z tego faktu, bo strasznie

bym za nim tęskniła, gdyby wyjechał na dłużej. Ale chcę też, żeby realizował swoje pragnienia.

Zerkam mu nad głową na zdjęcia i prycham.

– Jak to możliwe, że cholerna Sissy Martin zdążyła po studiach dwa razy wyjść za mąż, a ja nie mam nawet faceta na horyzoncie?

– Jesteś za bardzo wybredna – mówi Tom, co tylko po części jest prawdą. To nie moje wysokie wymagania powodują, że w nocy jestem samotna i jest mi zimno; to przez to, że nie mogę spojrzeć na nikogo innego poza moim rozkosznym szefem.

– No, może w Mojacar poznam miłość mojego życia – mówię, puszczając oko jak w kreskówce dla lepszego efektu.

– Twoja właśnie została zaproszona na wyjazd na zdjęcia.

– Żartujesz? – Tom się rozpromienia i wymachuje chudymi rękami jak drzewo na wietrze.

– Nie. Wygląda na to, że będę prawą ręką Theo. Niestety, tę ostatnią część wypowiadam zauważalnie rozmarzonym tonem, a Tom mruży oczy podejrzliwie.

– Widocznie potrzebuje kogoś oprócz ciebie – dodaję szybko. – No, wiesz, kogoś z niesamowitym talentem i wyjątkowymi zdolnościami interpersonalnymi i… Auć!

Tom odwzajemnił mi się żartobliwym, ale dość ostrym kuksańcem w udo.

– Nie zmuszaj mnie, żebym cię powaliła – ostrzegam. – Kiedyś to już zrobiłam i zrobię jeszcze raz.

To prawda. Zrobiłam to.

– Poddaję się! – Śmieje się, podnosząc ręce. Jedną dłoń ma całą w niebieskim atramencie, bo wyciekł mu tusz z długopisu.

– Możesz mi przynieść herbatę, żeby mi to wynagrodzić – odpowiadam, odwracając się do własnego monitora i otwieram Facebooka, chociaż wiem, że w ciągu kilku minut mnie wkurzy.

– O, mój Boże, porzygam się. – Warczę po chwili do komputera.

– Co? – Tom chudymi jak tyczki nogami odpycha się i podjeżdża fotelem z alarmującą prędkością.

– To – wskazuję. – Moja przyrodnia siostra wygląda na wkurzająco zadowoloną, jak zwykle.

Tom przygląda się zdjęciu i wzrusza ramionami.

– Wygląda na szczęśliwą.

Gdyby nie dręczyła mnie taka irytacja wobec młodszej, ładniejszej, ciemnowłosej i o wiele bardziej pewnej siebie niż ja siostry, może i bym się z nim zgodziła, ale jest, jak jest, i zdjęcie Nancy z jej blond chłopakiem o niebieskich oczach – uśmiechniętych jak para zaślepionych miłością idiotów – strasznie mnie wkurza.

– Jest rozwydrzona, nudna, skupiona na sobie, głupia. – Wyliczam obelgi na palcach.

– Moim zdaniem nudny i tępy znaczą to samo – mówi, obdarzając mnie półuśmiechem. – Tak naprawdę jest bardzo słodka, ta twoja siostra. Miło mi się z nią gadało, jak ją poznałem na naszym absolutorium. I musisz pamiętać, że to naprawdę nie jej wina, że się urodziła.

Otwieram usta, żeby odpowiedzieć, ale w tej chwili Theo wyłania się z sali konferencyjnej i roznosząc limonkowy zapach swojej wody po goleniu, zamienia moje lędźwie w płynną lawę.

– Wszystko w porządku? – pyta, przechodząc.

– Tak, szefie – mówimy chórem z Tomem, natychmiast, szybkim ruchem, zamykając strony z Facebookiem. Przyglądam się, jak idzie przez biuro, odprowadzany wzrokiem każdej kobiety i mężczyzny naszego piętnastoosobowego zespołu, i oddycham z zadowoleniem. Jadę z nim do Hiszpanii i on się we mnie zakocha. To się w końcu stanie. Musi się stać.

I w tej chwili, gdy majowe słońce zrzuca z siebie szlafrok chmur i wpada przez okno, naprawdę wierzę, że moje marzenie ma szanse się spełnić.

Aktualności
2017-11-09

Weekend z "Lot 7A"

Wraz ze Zbrodniczymi Siostrzyczkami zapraszamy do odwiedzania ich strony www oraz fanpage.

Już od piątku (10 listopada) rozpocznie się u nich weekend z najnowszym thrillerem Sebastiana

czytaj więcej
2017-11-02

Lot 7A już na starcie na 1. miejscu listy bestsellerów DER SPIEGEL

"Lot 7A" Sebastiana Fitzka przed "Początkiem" Dana Browna:    
czytaj więcej
2017-10-28

LOT 7A - numer 1 w niemieckim Amazonie!

LOT 7A na 1. miejscu w niemieckim Amazonie tuż po starcie!

Trzy dni po wydaniu nowy thriller Sebastiana Fitzka jest najlepiej sprzedającą się książką w kategorii literatura

czytaj więcej

Inne książki autora

Moja magiczna Praga Moja hiszpańska przygoda
Premiera: 2017-12-05

Moja magiczna Praga BROOM ISABELLE

39.80 PLN 26.60 PLN
Moje greckie lato

Moje greckie lato BROOM ISABELLE

39.80 PLN 26.65 PLN