Facebook
Kandydat na ojca

Kandydat na ojca

Tytuł oryginału: NOBODY'S BABY BUT MINE
Ilość stron: 336
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-08-17
EAN: 9788324163892
37.80 PLN
25.31 PLN
Literatura obyczajowa
światowy bestseller
Słuchaj serca, bo rozsądek może cię oszukać…

 

„Susan Elizabeth Phillips nigdy nie zawodzi! Każda z jej energetyzujących, lekkich powieści to gwarancja poprawy nastroju”.
„NEW YORK TIMES”


Jane Darlington od dziecka zapowiadała się na geniusza. I jak każdy mały geniusz była potwornie samotna.
Teraz ma trzydzieści cztery lata, oszałamiającą urodę i doktorat z fizyki. I nadal jest sama. Desperacko pragnie dziecka, ale nie chce się z nikim wiązać. I nie chce, żeby jej dziecko miało takie same problemy jak ona. A to znaczy, że tata nie może być zbyt inteligentny... Lucy potrzebuje kogoś niezbyt bystrego, niezbyt wykształconego, za to dobrze zbudowanego. I wybiera idealnie! Przynajmniej tak się jej wydaje…

„Komiczne uczuciowe qui pro quo w powieści o niezbadanych ścieżkach miłości”. „KIRKUS REVIEWS”


SUSAN ELIZABETH PHILLIPS, była aktorka i reżyser, jest jedną z najpopularniejszych autorek współczesnych powieści kobiecych. Jej pełne życia, błyskotliwe, skrzące się humorem powieści zachwycają czytelniczki na całym świecie. Zajmują najwyższe miejsca na listach bestsellerów i zdobywają prestiżowe nagrody.

„Piszę, bo życie jest zbyt krótkie, by czytać przygnębiające powieści”.
Susan Elizabeth Phillips

 

Patronaty medialne:

        markiecyrysia

 

        bjcksiążkowir

 

 

 

 

 

Susan Elizabeth Phillips, jedna z najpopularniejszych amerykańskich autorek, to twórczyni pełnych życia, błyskotliwych powieści z wysokich miejsc amerykańskich list - o wartkiej akcji, ogromnym poczuciu humoru i niezmierzonej dozie optymizmu (Idealna para, Wymyślne zachcianki, Nie będę damą). Jest laureatką prestiżowych nagród, m.in. Romantic Times Lifetime Achievement Award za całokształt dorobku literackiego oraz najwyższego wyróżnienia przyznawanego autorkom literatury kobiecej: wpisu do Romance Writers Association Hall of Fame (Lista Sław Stowarzyszenia Amerykańskich Autorów Romansów).

  Nie ukrywam, że jestem wzrokowcem i przy wyborze danej książki zazwyczaj najpierw kieruję się okładką, potem opisem fabuły i na samym końcu opiniami innych osób. Dlatego cieszę się, że przed lekturą ,,Kandydata na ojca'', nie wiedziałam jaka będzie jej szata graficzna (czytałam przed premierą), albowiem nigdy w życiu nie skusiłabym się na tak koszmarnie wyglądającą publikację. Zamiast dodawać uroku trąci sztucznością i groteską. A szkoda, gdyż sama treść książki jest przecudowna, pełna emocji i niezapomnianych wrażeń. Aż żal było kończyć czytać.

  Pomysł na fabułę prezentuje się całkiem obiecująco. Poznajemy trzydziestoczteroletnią Jane Darlington – atrakcyjną profesor fizyki, która wykłada teorię względności pola oraz bada kwarki w Laboratorium Preeze. Jej kariera wręcz kwitnie, niestety tego samego nie można powiedzieć o jej sferze prywatnej. Brak jakichkolwiek przyjaciół, tym bardziej adoratorów. Tymczasem zegar biologiczny nieubłaganie tyka. Jane wprawdzie pogodziła się już ze statusem singielki, acz chciałaby zostać matką. Z racji tego wpada na iście szatański plan. Za namową swojej sąsiadki decyduje się przespać z Calem Bonnerem, przystojnym, znanym gwiazdą futbolu, który jej zdaniem niski iloraz inteligencji, co stanowi doskonałą przeciwwagę dla jej błyskotliwego umysłu. Początkowo wszystko idzie zgodnie z planem, jednak wkrótce sytuacja wymyka się spod kontroli i przybiera zupełnie nieoczekiwany obrót. Czy Jane spełni swoje najskrytsze marzenie? A może wpakuje się w niezłą kabałę i przekreśli swoją szansę na macierzyństwo?

   Świetna, błyskotliwa powieść, idealna na poprawienie nastroju. Elementy humorystyczne umiejętnie równoważą się tu z poważnymi zagadnieniami takimi jak: pragnienie posiadania dziecka, kompleksy i poczucie małej wartości z powodu braku rodzicielskiego ciepła, a także strach przed starością oraz przed emocjonalną bliskością i zaangażowaniem w stały związek. Autorka w sposób lekki i subtelny uświadamia nam, że każdy człowiek potrzebuje miłości, akceptacji i zainteresowania drugiej osoby, by odkryć, ukazać swoją prawdziwą wartość. Jeśli tego nie ma gubi właściwą życiową drogę, zaczyna błądzić i coraz bardziej pogrąża się w odmętach wewnętrznej pustki.

   Bezsprzeczną zaletą powieści są prawdziwi i wyraziście nakreśleni bohaterowie oraz gorączkowe interakcje między nimi. Jak każdy z nas mają swoje lepsze i gorsze dni, humory, wady, zalety i słabości. Dzięki temu wydają się bardziej ludzcy, dostępni i autentyczni. Pierwsze skrzypce gra oczywiście bardzo ambitna, szalenie inteligenta kobieta, jednocześnie przeraźliwie samotna Jane. Nie ma ani jednej bliskiej, pokrewnej duszy. Jej matka zmarła, a oziębły ojciec traktował ją jako zbędny balast, dziwaczkę, z którą nie warto wchodzić w jakąś zażyłą komitywę. Polubiłam również Cala, choć początkowo denerwował mnie swoim infantylnym podejściem do wieku partnerki (nie spotykał się z dziewczynami, które miały więcej niż dwadzieścia dwa lata, toteż kiedy dowiedział się, że Jane jest prawie tyle samo lat, co on, czyli powyżej trzydzieści – wpadł w szał). Na szczęście z czasem zaczął zyskiwać w moich oczach, zwłaszcza podczas sceny włamania do sklepu, kiedy to nieudolnie próbował pokazać swoje prawdziwe uczucia. Moim zdaniem to było urocze. Dużo miejsca poświęcono także postaciom drugoplanowym, w szczególności rodzicom Cala i jego babci. Także borykają się z wieloma problemami i próbują dzielnie z nimi walczyć. Gwarantuję, że ich perypetie z rozgrzeją Wasze serca.

  Nie sposób nie wspomnieć o elektryzującym wątku sercowym. Niemal na każdym kroku iskrzy aż miło. Cal jest wściekły, że został tak perfidnie wykorzystany. Jane z kolei miota się między radością a poczuciem winy, niebezpiecznie balansując na granicy frustracji. Co z tego dalej wyniknie? Pisarka daje nam niezłą pożywkę dla wyobraźni, a zarazem cenną lekcję moralności.
 

,,…. każdy dobry uczynek, choćby najmniejszy, będzie się mnożył i rozrastał, aż cały świat stanie się lepszy. Jej czyn też pociągnął takie skutki, tyle że w odwrotną stronę. Jej egoizm powodował cierpienie niewinnych ludzi. A końca nawet nie widać. Szkoda jest coraz większa, efekt motyli się potęguje.''


   Jak to mówią - każdy kij ma dwa końce, to znaczy, że wszystko można oceniać z dwóch punktów widzenia; wszystko ma swoje dobre i złe strony. Osobiście rozumiem niemoralne pobudki Jane, wszak pragnienie miłości czasem bywa silniejsze niż rozum. W efekcie jesteśmy narażeni na uleganie impulsom. Krótko mówiąc, przestajemy się kontrolować, a co za tym idzie – dążymy do celu za wszelką cenę, nie bacząc na związane z tym ryzyko i zagrożenie. Aczkolwiek, wedle egzegezy nawiązującej do starego porzekadła: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przekonajcie się o tym sami :)

  Niewątpliwie sporym atutem lektury jest styl pisania autorki. Prosty język okraszony ironicznym humorem, plastyczne opisy oraz wartka, pełna napięcia akcja, to wszystko przekłada się na znamienitą komedię romantyczną, która bawi, rozczula i porusza. Z całą pewnością sięgnę po inne dzieła pani Susan. A Was serdecznie zachęcam do zapoznania się z niniejszym tytułem. Naprawdę warto dać mu szansę!

Podsumowując:
  ,,Kandydat na ojca'' to czarująca historia o podążaniu za własnymi marzeniami, nieoczekiwanych przeszkodach oraz wyzwaniach i nadziei na lepsze jutro. Z właściwym sobie wdziękiem pokazuje, że niekiedy warto iść na żywioł i zrobić coś dla siebie. Bo kto nie ryzykuje, ten nic nie ma. Polecam!

 

cyrysia

 

 

POSTAWMY SPRAWĘ JASNO – powiedziała Jodie Pulanski. – Chcecie mu dać kobietę na urodziny.

Trzej obrońcy chicagowskich Gwiazd, drużyny futbolowej, siedzieli w przytulnej loży w barze Zebra, ulubionej knajpie całego zespołu, w okręgu DuPage.

Junior Duncan zamówił jeszcze jedną kolejkę.

– Stuknie mu trzydzieści sześć lat, więc chcemy, żeby to było coś wyjątkowego.

– Bzdura – stwierdziła Jodie. Każdy, kto miał choćby blade pojęcie o futbolu, wiedział, że Cal Bonner, genialny napastnik Gwiazd, od początku sezonu był nerwowy, humorzasty, krótko mówiąc – nie do wytrzymania. Bonner, żywa legenda amerykańskiego futbolu, był najwyżej notowanym napastnikiem. Miał przydomek „Bomber”.

Jodie splotła ramiona na piersi, a obcisła biała bluzeczka jeszcze bardziej podkreślała jej kształty. Ani jej, ani żadnemu z trzech mężczyzn przy stoliku nawet przez myśl nie przeszło, żeby rozważyć moralną stronę ich planów. To, jakby nie było, sportowcy.

– Myślicie, że jak podsuniecie mu kobietę, to wam odpuści – zakpiła.

Willie Jarrell kontemplował szklankę piwa przez zasłonę długich brązowych rzęs.

– Sukinsyn ostatnio strasznie dał nam w tyłek, nie można z nim wytrzymać.

Junior pokręcił głową.

– Wczoraj nazwał Germaine’a Clarka nowicjuszem. Germaine’a!

Jodie uniosła brew, znacznie ciemniejszą niż tlenione jasne włosy. Germaine Clark był profesjonalistą, jednym z najskuteczniejszych obrońców.

– O ile wiem, Bomber i bez waszego prezentu ma więcej kobiet, niż mu potrzeba.

Junior przytaknął z namysłem.

– Owszem, ale rzecz w tym, że z nimi nie sypia.

– Co?

– Tak. – Chris Plummer, lewoskrzydłowy, podniósł głowę. – Niedawno się o tym dowiedzieliśmy. Jego dziewczyny rozmawiały czasem z żonami chłopaków i wyszło na to, że Cal nie robi z nimi nic poza spacerkami za rączkę.

Willie Jarrell pokiwał głową.

– Może gdyby poczekał, aż wyrosną z pieluch, bardziej by go kręciły.

Junior wziął te słowa poważnie.

– Nie mów takich rzeczy, Willie. Wiesz, że Cal nigdy nie umawia się z dziewczynami, które nie skończyły dwudziestu lat.

Być może Cal Bonner się starzał, ale o kobietach w jego życiu nie można tego powiedzieć. Nikt sobie nie przypominał, żeby kiedykolwiek spotykał się z dziewczyną, która miała więcej niż dwadzieścia dwa lata.

– O ile wiemy – ciągnął Willie – Bomber nie spał z żadną, odkąd zerwał z Kelly. Czyli od lutego. To nie jest normalne.

Kelly Berkley była śliczną dwudziestojednolatką, której znudziło się oczekiwanie na pierścionek zaręczynowy od piłkarza i rzuciła go dla gitarzysty z zespołu heavymetalowego.

Od tego czasu Cal na zmianę wygrywał mecze, podrywał co tydzień nową dziewczynę i dawał w kość kolegom z drużyny.

Jodie Pulanski była najwierniejszą fanką Gwiazd. Nie skończyła jeszcze dwudziestu trzech lat, ale nikomu nawet na myśl nie przyszło, że mogłaby wystąpić w roli prezentu dla Cala Bonnera. Było publiczną tajemnicą, że odtrącił ją co najmniej tuzin razy. Bomber był więc jej Wrogiem Numer Jeden. Tego nie zmieniał nawet fakt, że w szafie ukrywała kolekcję złoto-granatowych koszulek Gwiazd – pamiątek po sportowcach, z którymi spała – i wiecznie rozglądała się

za nową zdobyczą.

– Potrzebna nam kobieta, która w niczym nie będzie podobna do Kelly – wyjaśnił Chris.

– Czyli babka z klasą – dodał Willie. – I koniecznie starsza. Może dobrze mu zrobi taka, powiedzmy, dwudziestopięciolatka.

– Dama z towarzystwa. – Junior napił się piwa.

Jodie co prawda nie słynęła z wybitnej inteligencji, ale nawet ona dostrzegła, w czym problem.

– Jakoś nie widzę tłumów dam z towarzystwa, walących drzwiami i oknami, żeby wystąpić w roli prezentu urodzinowego. Nawet dla Cala Bonnera.

– No właśnie. Chyba weźmiemy prostytutkę.

– Ale taką z klasą – zastrzegł pospiesznie Willie. Wszyscy wiedzieli, że Cal nie korzysta z usług prostytutek.

Junior smętnie zapatrzył się w dno szklanki.

– Problem w tym, że do tej pory nie znaleźliśmy odpowiedniej.

Jodie znała kilka prostytutek, ale o żadnej nie dałoby się powiedzieć, że ma klasę. Zresztą o jej przyjaciółkach też nie. Były to bez wyjątku rozbawione miłośniczki sportowców, których największym marzeniem było zaliczenie kolejnego napastnika czy obrońcy.

– Czemu mi to wszystko mówicie?

– Chcemy, żebyś nam znalazła odpowiednią kobietę – wyjaśnił Junior. – Jego urodziny już za dziesięć dni, musimy znaleźć jakąś babkę.

– Co będę z tego miała?

Koszulki całej trójki już leżały w jej szafie, musieli więc wymyślić coś innego. Chris zaczął ostrożnie:

– Czy jest ktoś, na kim ci szczególnie zależy, a kogo jeszcze nie ma w twojej kolekcji?

– Z wyjątkiem osiemnastki – zastrzegł Willie. To był numer Cala Bonnera.

Jodie namyśliła się szybko. Co prawda, wolałaby sama iść z Bomberem do łóżka, zamiast szukać mu kobiety. Z drugiej strony… miała wielką ochotę na koszulkę innego zawodnika.

– Owszem, jest. Jeśli załatwię wam prezent dla Bombera, dwunastka jest moja.

Jęknęli jednocześnie.

– Cholera, Jodie. Kevin Tucker i bez tego ma tłumy kobiet.

– To już wasz problem.

Tucker był rezerwowym napastnikiem Gwiazd. Młody, agresywny i bardzo zdolny, pojawił się w drużynie, by przejąć rolę Cala, gdy wiek i kontuzje zmuszą go do odejścia.

Choć przy ludziach odnosili się do siebie uprzejmie, obaj mieli naturę wojowników i nienawidzili się gorąco. Między innymi dlatego Kevin Tucker był dla Jodie tak pociągający.

Mężczyźni ponarzekali jeszcze trochę, ale koniec końców zgodzili się dopilnować, by koszulka Kevina zawisła w jej szafie, jeśli znajdzie odpowiednią kobietę na urodziny Cala.

Do baru weszli nowi klienci i Jodie, która pracowała tu jako hostessa, pospieszyła ich powitać. W drodze do drzwi dokonywała w myślach błyskawicznego przeglądu swoich koleżanek. Żadna się nie nadawała. Znała wiele kobiet, ale o żadnej nie dałoby się powiedzieć, że ma klasę.

Dwa dni później Jodie nadal zmagała się z tym problemem. Powlokła się do kuchni. Była u swoich rodziców w Glen Ellyn, w stanie Illinois. Wprowadziła się do nich chwilowo, dopóki nie spłaci zadłużenia na swojej karcie kredytowej. Była sobota, dochodziło południe, rodzice wyjechali na weekend. Zaczynała pracę dopiero o piątej; i dobrze, przynajmniej zdąży podleczyć potężnego kaca, pamiątkę po wczorajszej imprezie.

Otworzyła kredens i znalazła tylko puszkę kawy bezkofeinowej.

Cholera! Za oknem padał śnieg z deszczem, głowa bolała ją tak bardzo, że nie odważyłaby się usiąść za kierownicą, a jeśli nie podreperuje się sporą dawką kofeiny, nie będzie w stanie ani pracować, ani z należytą uwagą śledzić meczu.

Nic się nie układa. Gwiazdy grają tego popołudnia w Buffalo, więc nie wpadną na drinka po meczu. Zresztą, kiedy w końcu ich zobaczy, jak ma im powiedzieć, że zawiodła i nie znalazła prezentu dla Bombera? Jednym z powodów, dla których w ogóle z nią rozmawiali, było to, że zawsze umiała znaleźć im kobiety.

Wyjrzała przez okno i zobaczyła, że w kuchni sąsiadki z naprzeciwka, tej okularnicy, pali się światło. Jane Darlington była doktorem fizyki. Mama Jodie w kółko się zachwycała, jaka z niej miła kobieta; zawsze pomagała Pulanskim z papierkową robotą. W takim razie może poratuje Jodie odrobiną kawy.

Szybko nałożyła makijaż. Nie zawracała sobie głowy bielizną, wciągnęła obcisłe czarne dżinsy, koszulkę Williego Jarrella i długie buty. W drodze do drzwi chwyciła jedną z ceramicznych puszek matki.

Mimo fatalnej pogody nie wzięła kurtki. Zanim doktor Jane otworzyła drzwi, przemokła do suchej nitki.

– Dzień dobry.

Sąsiadka stała po drugiej stronie obitych siatką zewnętrznych drzwi i gapiła się na Jodie przez wielkie okulary w szylkretowych oprawkach.

– Jestem Jodie, córka Pulanskich.

Doktor Jane nie zrobiła najmniejszego ruchu, by zaprosić ją do środka.

– Strasznie zimno na dworze. Mogę wejść?

Okularnica w końcu otworzyła drzwi.

– Przepraszam, nie poznałam pani.

Jodie weszła i zaraz zrozumiała, dlaczego gospodyni nie kwapiła się z wpuszczaniem gości. Oczy za wielkimi szkłami były wilgotne, a nos czerwony. Pani doktor płakała rzewnymi łzami, chyba że Jodie miała większego kaca niż sądziła.

Okularnica była wysoka, jakieś metr siedemdziesiąt pięć, i Jodie podniosła głowę, wyciągając różową puszkę.

– Czy mogłabym pożyczyć odrobinę kawy? W domu jest tylko bezkofeinowa, a muszę się obudzić.

Doktor Jane wzięła puszkę z wyraźnym ociąganiem.

Nie wygladała na skąpą, więc pewnie nie miała ochoty na towarzystwo.

– Tak, tak… już… – Obróciła się na pięcie i poszła do kuchni, najwyraźniej oczekując, że Jodie poczeka przy drzwiach. Jodie miała jednak pół godziny do początku meczu i była na tyle ciekawa, że poszła za nią.

Przeszły przez salonik, na pierwszy rzut oka dość nudny: białe ściany, wygodne, bezpretensjonalne meble, wszędzie książki. Jodie już, już miała iść dalej, gdy jej uwagę przykuły oprawione artystyczne plakaty, zdobiące ściany. Chyba wszystkie namalowała jakaś Georgia O’Keeffee. Jodie co prawda zawsze myślała tylko o jednym, ale nawet to nie tłumaczyło, dlaczego wszystkie kwiaty, co do jednego, wyglądały jak żeńskie narządy płciowe.

Patrzyła na kwiaty o ciemnych, tajemniczych wnętrzach. Kwiaty o płatkach kryjących wilgotne skarby. Patrzyła na… Jezu, a ten dzwonek z mokrą perełką w środku? Nawet mnich miałby przy tym robaczywe myśli. Może okularnica jest lesbijką? No bo niby dlaczego miałaby obwieszać sobie ściany czymś takim?

Jodie weszła do kuchni, utrzymanej w kolorze lawendy. W oknie wisiały zasłonki w kwiatki, ale w takie normalne, nie pornograficzne. Wszystko było tu słodkie i przytulne, z wyjątkiem właścicielki, bardziej wyniosłej niż sam Pan Bóg.

Doktor Jane była kobietą konserwatywną. Miała na sobie eleganckie spodnie w czarno-brązową kratkę i sweterek w kolorze karmelu. Zdaniem Jodie był to kaszmir. Mimo wysokiego wzrostu, wydawała się drobna ze swoimi zgrabnymi nogami i wąską talią. Właściwie Jodie zazdrościłaby jej figury, gdyby nie to, że okularnica w ogóle nie miała piersi, w każdym razie piersi godnych uwagi.

Blond włosy z pasemkami platyny i miodu wyglądały zbyt naturalnie, by pochodzić z gabinetu fryzjerskiego. Jodie za żadne skarby świata nie pokazałaby się nikomu w takiej fryzurze – okularnica sczesywała je do tyłu i przytrzymywała opaską.

Odwróciła się, więc Jodie miała lepszy widok. Te okulary są okropne, zwłaszcza że skrywają bardzo ładne zielone oczy. Pani doktor ma niezłe czoło i ładny nos, taki w sam raz, ani za duży, ani za mały. I ciekawe usta, z wąską górną wargą i pełną dolną. Przede wszystkim jednak miała wspaniałą cerę.

Ale chyba nie bardzo przejmowała się swoim wyglądem.

Jodie poświęciłaby więcej czasu na makijaż. W sumie Jane Darlington była nawet ładna, ale onieśmieliłaby każdego, zwłaszcza w tych cholernych okularach.

Zamknęła puszkę i podała ją Jodie. Dziewczyna już miała ją wziąć, gdy dostrzegła na stole podarty papier ozdobny i prezenty.

– Z jakiej to okazji?

– Och, nic takiego. Moje urodziny – powiedziała Jane ochryple. Jodie zwróciła uwagę na pogniecioną chusteczkę w jej dłoni.

– Proszę, proszę. Wszystkiego najlepszego.

– Dziękuję.

Nie zwracając uwagi na różową puszkę w dłoni doktor Jane, Jodie podeszła do stołu i popatrzyła na prezenty: komplet białej papeterii, elektryczna szczoteczka do zębów, pióro, talon do sklepu ze słodyczami. Fatalnie. Ani jednej seksownej koszulki, ani śladu koronkowych majteczek z rozcięciem.

– Kiepsko.

Ku jej zdziwieniu, doktor Jane parsknęła śmiechem.

– Tu się z panią zgodzę. Moja przyjaciółka Caroline zawsze trafia w dziesiątkę, jeśli chodzi o prezenty, ale akurat teraz jest na wykopaliskach w Etiopii. – Po policzku okularnicy, ku niedowierzaniu Jodie, spłynęła łza.

Doktor Jane zachowywała się jak gdyby nigdy nic, ale prezenty były naprawdę żałosne i Jodie nagle zrobiło się jej żal.

– Hej, głowa do góry. Przynajmniej nie dostała pani niczego w niewłaściwym rozmiarze.

– Przepraszam. Nie powinnam… – Zacisnęła usta, lecz spod okularów wypłynęła następna łza.

– Nic się nie stało. Niech pani siada, zaparzę kawy. – Pchnęła doktor Jane na kuchenne krzesło, wzięła puszkę, podeszła do ekspresu. Chciała zapytać, gdzie są filtry, widząc jednak smutną minę okularnicy, zmieniła zdanie. Otwierała po kolei wszystkie szafki, aż znalazła wszystko, czego potrzebowała.

– Które to urodziny?

– Trzydzieste czwarte.

Jodie była zaskoczona. Nie dałaby doktor Jane więcej niż dwadzieścia siedem, może osiem.

– Kiepsko.

– Przepraszam, zazwyczaj się tak nie zachowuję. – Okularnica wytarła nos. – Zazwyczaj nie ulegam emocjom.

Kilka łez nie miało, według Jodie, wiele wspólnego z „uleganiem emocjom”, ale dla takiej sztywniaczki to pewnie to samo co napad histerii.

– Nic nie szkodzi. Ma pani pączki albo coś takiego?

– W zamrażarce są ciasteczka owsiane.

Jodie skrzywiła się tylko i wróciła do stołu. Był to malutki okrągły mebelek o szklanym blacie i metalowych nóżkach. Pasował raczej do ogrodu niż do kuchni. Usiadła naprzeciwko gospodyni.

– Od kogo te prezenty?

Doktor Jane usiłowała uśmiechnąć się uprzejmie.

– Od kolegów.

– Z pracy?

– Tak. Moich współpracowników z Newberry i z Laboratorium Preeze.

Jodie nie miała co prawda pojęcia, co to jest Laboratorium Preeze, ale wiedziała, że Newberry to jeden z najlepszych college’ów w całych Stanach Zjednoczonych i wszyscy byli bardzo dumni, że znajduje się właśnie tutaj, w okręgu DuPage.

– No tak. Pani uczy nauk ścisłych, prawda?

– Jestem fizykiem. Wykładam teorię względności pola kwantowego. Poza tym badam kwarki w Laboratorium Preeze.

– Coś takiego. Pewnie w szkole miała pani same piątki.

– Niewiele czasu spędziłam w szkole. Kiedy miałam czternaście lat, poszłam do college’u. – Kolejna łza spłynęła po policzku. Doktor Jane wyprostowała się tylko.

– Czternaście? Nie do wiary!

– Zanim skończyłam dwadzieścia, obroniłam pracę doktorską. – Chyba coś w niej pękło. Oparła łokcie na stole, zacisnęła dłonie w pięści, pochyliła głowę. Jej ramiona zadrżały, ale nie wydała nawet jednego dźwięku. Widok tej dumnej kobiety pogrążonej w rozpaczy był tak żałosny, że Jodie zrobiło jej się żal. Poza tym ogarnęła ją ciekawość.

– Pokłóciła się pani z narzeczonym?

Okularnica nie podniosła głowy, tylko zaprzeczyła powolnym ruchem.

– Nie mam narzeczonego. Miałam. Byłam przez sześć lat z doktorem Craigiem Elkhartem.

Więc nie jest lesbijką.

– To kawał czasu.

Podniosła głowę. Miała mokre policzki i zaciśnięte usta.

– Niedawno ożenił się z dwudziestoletnią sekretarką imieniem Pamela. Kiedy mnie rzucił, oznajmił: „Przykro mi, Jane, ale już mnie nie podniecasz”.

Biorąc pod uwagę jej sztywniactwo, Jodie wcale mu się nie dziwiła, ale i tak nie powinien był tego mówić.

– Faceci to dupki.

– Nie to jest najgorsze. – Splotła dłonie. – Najgorsze jest to, że byliśmy razem przez sześć lat, a nawet za nim nie tęsknię.

– Więc czym się pani tak martwi? – Kawa była gotowa.

Jodie podeszła do ekspresu.

– Nie chodzi o Craiga, tylko o to, że… Nie, właściwie o nic. Nie powinnam się tak rozklejać. Nie wiem, co mi jest.

– Skończyła pani trzydzieści cztery lata i dostała w prezencie talon do sklepu ze słodyczami. Każdy by się wściekł.

Wzdrygnęła się.

– Spędziłam całe życie w tym domu, wyobraża to sobie pani? Po śmierci ojca miałam go sprzedać, ale jakoś nigdy nie mogłam się za to zabrać. – W jej głosie pojawiły się nowe nuty, jakby zapomniała, że Jodie jej słucha. – Badałam wtedy kolizje jonowe i nie chciałam, by cokolwiek mnie rozpraszało. Praca zawsze była najważniejszą częścią mojego życia. Do trzydziestki to mi wystarczało. A potem jedne urodziny następowały po drugich w zastraszającym tempie.

– I w końcu do pani dotarło, że te fizyczne cuda nie podniecają pani nocami, tak?

Poruszyła się zaskoczona, jakby zapomniała o obecności Jodie. Wzruszyła ramionami.

– Nie tylko to. Szczerze mówiąc, uważam że seks jest stanowczo przereklamowany. – Zawstydzona, opuściła wzrok. – Chodzi mi raczej o poczucie jedności.

– Trudno o większe poczucie jedności, niż kiedy się razem wypala dziurę w materacu.

– No tak… zakładając, że się ją wypala. Osobiście… – Pociągnęła nosem, wstała, wsunęła chusteczki do kieszeni. – Mówiąc o wspólnocie, mam na myśli coś trwalszego niż seks.

– Religię?

– Nie, niezupełnie, chociaż to też jest dla mnie ważne. Rodzina, dzieci, takie rzeczy. – Wyprostowała się i posłała Jodie uprzejmy uśmiech. – Wystarczająco długo panią zanudzałam. Przepraszam. Niestety, przyłapała mnie pani na chwili słabości.

– Już rozumiem! Pani chce mieć dziecko!

Aktualności
2017-09-15

"Grzechot kości" Fiony Cummins jedną z najgorętszych brytyjskich książek!

Czytaliście już "Grzechot kości" Fiony Cummins?

Powieść znalazła się na liście 10 najgorętszych książek brytyjskiego magazynu "The Bookseller"! 

 

czytaj więcej
2017-09-11

"Dziewczyny w wodzie" Victorii Jenkins - Top 5 Amazonu!

Debiut Victorii Jenkins „Dziewczyny w wodzie”, który w Polsce ukaże się już 17 października, podbija amerykański Amazon!

Książka znalazła się na 5. miejscu listy

czytaj więcej
2017-09-08

Najnowsza powieść Sharon Bolton od razu po premierze na liście bestsellerów!

Najnowsza powieść Sharon Bolton zadebiutowała na brytyjskiej liście bestsellerów magazynu  "The Bookseller".

Już 10 października - polskie wydanie pod tytułem "Już

czytaj więcej

Inne książki autora

Czyż ona nie jest słodka? Kandydat na ojca

Czyż ona nie jest słodka? PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

39.80 PLN 26.65 PLN
Moja pierwsza gwiazda

Moja pierwsza gwiazda PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

39.80 PLN 26.65 PLN
Nikt mi się nie oprze

Nikt mi się nie oprze PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

42.80 PLN 28.66 PLN
Urodzony uwodziciel

Urodzony uwodziciel PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

39.80 PLN 26.65 PLN
Kocham bohaterów

Kocham bohaterów PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

Literatura kobieca
39.80 PLN 31.84 PLN
Panna młoda ucieka

Panna młoda ucieka PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

39.80 PLN 26.65 PLN
Z miłości

Z miłości PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

Literatura kobieca
Złota dziewczyna

Złota dziewczyna PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

Literatura kobieca
Nie będę damą

Nie będę damą PHILLIPS SUSAN ELIZABETH

Literatura kobieca