Facebook
#Delete

#Delete

Tytuł oryginału: #Delete
Tłumaczenie: Gabriela Iwasyk
Ilość stron: 272
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2018-06-21
EAN: 9788324166954
34.80 PLN
23.28 PLN
Literatura obyczajowa

Nowa powieść autorki bestsellera Kontrakt na miłość


Po kilku nieudanych związkach młoda fotograficzka wymyśla projekt #Delete i pisze o nim na swoim blogu. Chce pokazać kobietom, jak powinny się zachowywać, kiedy facet je lekceważy – po prostu trzeba wyrzucić go ze swojego życia. Ale jeden sms, który wysyła na niewłaściwy numer, stawia jej życie na głowie. A ona zaczyna się bać, że może złamać własne zasady, których uczy inne dziewczyny...


„Mężczyźni. Totalne dupki, jeśli chodzi o traktowanie kobiet. Co do jednego.
»Zaesemesuję do niej, jak będę miał chwilę, jutro czy pojutrze. Albo popojutrze, i niech się cieszy«.
»Może zadzwonię do niej za parę dni. Żeby nie pomyślała, że jesteśmy ze sobą zbyt blisko«.
»Lubię ją, ale nie jest moim głównym priorytetem, ani nawet średnim. I tak będzie zawsze pod ręką, jak zechcę się do niej odezwać. Więc spokojnie...«

Po kolejnym nieudanym związku wyznaczyłam sobie misję: pomóc kobietom odzyskać kontrolę nad życiem i uwierzyć w siebie, kiedy facet, który im się podoba, je olewa. Chciałam dać im do rąk potężną broń: projekt #Delete.
Facet ulotnił się jak duch? #Delete
Zbierał się dwa tygodnie, żeby ci odpowiedzieć na jedno proste pytanie w esemesie? #Delete
Obiecał, że zadzwoni za kilka dni, a potem zaginął w akcji? #Delete
Odwołał randkę pół godziny wcześniej? Albo, co gorsza, po prostu się nie zjawił? #Delete


Nazywam się Eloise Moore i to jest moja historia o tym, jak projekt #Delete i jeden wściekły sms wysłany na niewłaściwy numer zmieniły na zawsze moje życie...”


SANDI LYNN w 2013 roku samodzielnie opublikowała powieść Na zawsze, pierwszą z serii sprzedanej w ponad 700 000 egzemplarzy.
Wszystkie tomy stały się bestsellerami „New York Timesa”. Kolejne powieści Sandi Lynn cieszą się równie szeroką popularnością.

 

 

Patronaty medialne:

 tbaln3

Eloise

Mężczyźni. Wygląda na to, że przed przyjściem na świat wszyscy są wrzucani do wielkiego, genetycznego wiru, który pierze im mózgi i zamienia ich w totalnych dupków, szczególnie jeśli chodzi o podejście do kobiet. Ponad połowa z nich kompletnie  nie ogarnęła się jeszcze życiowo, a ci, którzy to zrobili, podróżują z bagażem tak ciężkim, że gdyby zechcieli zabrać go do samolotu, linie lotnicze zarobiłyby na nich majątek. Myślicie, że przemawia przeze mnie zgorzknienie? Być może. No dobrze, na pewno! Ale to tylko dlatego, że kiedy dorastałam, pragnęłam tylko jednego – stworzyć z jakimś mężczyzną związek tak szczęśliwy, jak małżeństwo moich rodziców. Dwadzieścia siedem lat po ślubie byli w sobie nadal tak zakochani jak w dniu, kiedy się poznali. To był związek idealny! Jednak już jako wkraczająca w dorosłe życie nastolatka zorientowałam się, że mój ojciec to wyjątek. Jakimś cudem udało mu się uniknąć wiru, który wszystkich mężczyzn zamienia w dupków.

Oczywiście związek Jerry’ego i Anny nie był idealny. Zresztą, czy idealne związki w ogóle istnieją? Nie, oczywiście, że nie! Jednak to, co ich łączyło było tak bliskie ideału, jak to tylko jest możliwe. Tata zawsze kupował mamie kwiaty w każdy piątek i mówił jej, jak bardzo ją kocha.

Teraz już mniej więcej wiecie, o co chodzi. Właśnie taki wzorzec miałam przed oczami, dorastając, właśnie w takie wartości szczerze wierzyłam. Wierzyłam, że wszyscy mężczyźni są jak mój tata i że pewnego dnia spotkam tego, który totalnie zawróci mi w głowie i który będzie mnie traktował jak królową, tak jak mój ojciec traktuje moją matkę. Jako nastolatka byłam dumna, że moi rodzice są tacy szczęśliwi i że nadal są razem, podczas gdy rodzice wszystkich moich znajomych już dawno się rozwiedli.

Szczerze, to zupełnie się nie spodziewałam, że mężczyźni okażą się tacy cholernie skomplikowani. Są jak wielka gumka do włosów, naciągają się w stronę tego, czego – jak im się wydaje – pragną, jednak gdy już mają to w zasięgu ręki, gwałtownie odskakują do tyłu. Rozmawiałam o tym  z mamą, ale niewiele mi miała do powiedzenia, bo po prostu nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Szczęściara! Mnie natomiast przez ostatnie – och, ile to już minęło? – dziesięć lat randkowania ciągle się coś takiego przydarzało

Pierwszego chłopaka miałam w wieku piętnastu lat. Tylko czy on na pewno się liczy? Mówiąc szczerze, to jego umysł nie był na tyle rozwinięty, żeby być w stanie zrozumieć relacje z dziewczętami. Chłopcy w tym wieku są w stanie skupić się tylko na jednym – jak szybko dostać się do naszych majtek. Zrobią i powiedzą dosłownie wszystko, żeby nas w sobie rozkochać na tyle, żebyśmy się zgodziły uprawiać z nimi seks. Ale nie ze mną te numery. Ja w tym wieku absolutnie nie byłam jeszcze na to gotowa.

Kiedy miałam szesnaście lat, poznałam „tego jedynego”, nazywał się Kyle Stone. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, poszliśmy do łóżka, a potem on niespodziewanie ze mną zerwał, kiedy do naszej szkoły przeniosła się nowa dziewczyna, Taylor Bradford. Pogrążyłam się w bezdennej rozpaczy. Pierwszy zawód miłosny, a wszyscy wiemy, że pierwsze zawody miłosne są najbardziej bolesne. Człowiek nie jest w stanie pojąć, co się, do cholery, właściwie wydarzyło, że nie wspomnę o dręczącym pytaniu, co się zrobiło nie tak. Dochodziłam do siebie przez ponad pół roku, nigdy nie zapomniałam Kyle’a i tego, że złamał mi serce.

Przez kilka kolejnych lat spotykałam się z różnymi facetami, jednak nie udało mi się stworzyć związku, więc dałam sobie  spokój i wyjechałam na studia, żeby realizować swoje pasje: fotografowanie i pisanie. Miałam do tego talent. Tata mi powiedział, że się urodziłam z aparatem z dłoni. Żartowniś! Przecież wiedziałam, że tak nie było... Mówił też, że potrafię uchwycić emocje. Ludzie mogą nas okłamywać na temat tego, jak się czują, jednak aparatu nie oszukają. Fotografowałam pozornie idealnie szczęśliwe pary, ale moje zdjęcia opowiadały inną historię. Przez lata uwieczniłam moich rodziców na niezliczonych zdjęciach i wiecie co? Każde z nich bezbłędnie odzwierciedlało ich szczęście i miłość! Okej, chyba już wiecie, jacy byli moi rodzice i w jakiej atmosferze dorastałam. Moje oczekiwania wobec mężczyzn były wysokie, być może zbyt wysokie i nierealistyczne.

Kiedy byłam na studiach, zaczęłam pracować jako asystentka Gerarda Trumana, jednego z najwybitniejszych fotografów w Nowym Jorku. Był kontrowersyjny, wyluzowany i miał niesamowite oko. Powiedział, że dobrze rokuję i że widzi mnie robiącą sesje dla takich magazynów jak „Vogue”, „Cosmopolitan”, a nawet „Time”. Za czasów studenckich bywało, że chodziłam na randki, ale w żadną znajomość nie zaangażowałam się na tyle, żeby można było mówić o związku.  Ha, kogo ja próbuję oszukać? Nie chodziło o moją nieumiejętność zaangażowania, a o niedojrzałość chłopców – właśnie tak, chłopców – z którymi się spotykałam. Po niezliczonej ilości porażek, wskutek których czułam się jak jedna wielka porażka w randkowym świecie, postanowiłam zastanowić się nad sobą. Może wymagałam od nich zbyt dużo zaangażowania? Jednak wydawało mi się, że nie, a nawet jeśli, to na pewno nie dawałam tego po sobie poznać. Byłam silną, niezależną kobietą, zaborczość nie leżała w moim charakterze. Jednak dostałam kosza od tylu facetów, że wreszcie zaczęłam się zastanawiać, co jest ze mną nie tak i uwierzyłem, że problem tkwi we mnie. Przez całe studia tkwiłam w tym błędnym kole, aż wreszcie zrozumiałam, o co w tym naprawdę chodzi.

Po studiach dostałam pracę w studiu fotograficznym. Jednak praca u kogoś mi nie odpowiadała, a dodatkowo nie czułam się dobrze, pracując w studiu. Czułam się jak w pułapce, moja kreatywność była stłumiona, dlatego postanowiłam rozpocząć karierę wolnego strzelca. Odświeżyłam portfolio i ruszyłam na podbój Nowego Jorku, śmiało prezentując swoje prace z nadzieją, że komuś się spodobają i w ten sposób dostanę jakieś zlecenie. Zrobiłam stronę internetową i ogłaszałam się na wszystkich możliwych mediach społecznościowych. Powoli interes zaczął się kręcić, a ja, z pomocą mojej przyjaciółki, Natalie, która jest organizatorką imprez, fotografowałam urodziny, przyjęcia z okazji rocznic, śluby oraz inne imprezy, przy których pracowała. Zadziałała poczta pantoflowa, zaczęłam współpracę z kilkoma niewielkimi magazynami i w ten sposób mój biznes zaledwie rok  od otwarcia był całkiem nieźle rozkręcony i przynosił mi przyzwoity dochód. Wreszcie mogłam się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać we własnym mieszkaniu. Pieniądze zarabiałam nie tylko jako fotografka, ale również dzięki mojemu blogowi „Randkowe przygody Eloise”. Był zabawny i zadziorny, całkiem jak ja. Kobiety uwielbiały historie o moich kolejnych nieudanych spotkaniach, ponieważ doskonale znały to wszystko z doświadczenia, a dzięki moim zwierzeniom nie czuły się takie samotne.

Miałam dwadzieścia trzy lata, własną firmę i mieszkanie. Wszystko układało się wspaniale, ale mnie ciągle się wydawało, że czegoś mi brakuje. Tym czymś był mężczyzna/związek. Miałam tak wiele do zaoferowania, co w tym złego, że chciałam się tym podzielić z kimś wyjątkowym? Byłam niezależna, miałam własny biznes i pieniądze. Po krótkiej przerwie od randek byłam całkowicie gotowa na powrót do gry. Myślałam, że tym razem nie będzie tak źle. W końcu byłam teraz trochę starsza, więc mężczyźni, z którymi będę się umawiać również powinni być dojrzalsi. Cholera, jak bardzo się myliłam!

Dwa lata później nadal walczyłam na kolejnych randkach, wciąż nie znalazłam Księcia z Bajki i powoli zaczynało do mnie docierać, że wszyscy faceci to dupki zrobieni z tego samego spaczonego genetycznego materiału. Mój biznes fotograficzny kwitł, blog miał się jeszcze lepiej, ale wszyscy faceci, z którymi się umawiałam byli beznadziejni.

Po kilku latach takich doświadczeń moje poczucie własnej wartości trafił szlag, podobnie jak to się przydarzyło czytelniczkom mojego bloga. Pewnego dnia się obudziłam i nagle dotarło do mnie, że to nie ma nic wspólnego ze mną. W chwili, kiedy zdecydowałam, że robię sobie przerwę i skupiam się na odbudowaniu poczucia własnej wartości poznałam mężczyznę o imieniu Luke. Był ode mnie starszy, rozwiedziony, z dwójką dzieci. To, że jest starszy, w ogóle mi nie przeszkadzało, ponieważ byłam zdania, że starsi mężczyźni ogólnie są bardziej ogarnięci. Prawda…? Podszedł do mnie, przedstawił się i zaczęliśmy rozmawiać. Nie tylko był super przystojny i bardzo sympatyczny, ale miał również świetną osobowość i poczucie humoru. Między nami od razu „zaskoczyło”, a jednak wyczuwałam w nim coś, co nie do końca mi odpowiadało. Intuicja podpowiadała mi rzeczy, których ja nie chciałam słyszeć, więc po prostu ja zignorowałam. Czułam, że jest między nami jakaś więź i tylko to się liczyło.

Wymieniliśmy się numerami, po czym odbyliśmy kilka głębokich rozmów. Potem zaczęliśmy flirtować i to było naprawdę ekscytujące. Kiedy on akurat nie zajmował się dzieci, a ja nie byłam zajęta, umawialiśmy się na randkę, a oprócz tego codziennie do siebie pisaliśmy. Czasami przez cały dzień. Jednak czym bardziej go poznawałam, tym bardziej do mnie docierało, że to złamany człowiek. Intuicja nadal uparcie starała się wtrącić swoje trzy grosze, ale ja nadal ją lekceważyłam. Liczyła się tylko ta mistyczna więź między nami.

Właśnie rozpoczął nową pracę, w której jednak w ogóle się nie realizował, jego sytuacja finansowa była w opłakanym stanie, a była żona okazała się prawdziwą suką. Czy już wspomniałam, że pił? Wyglądało na to, że codziennie. Myśl, że może być alkoholikiem trochę mnie niepokoiła. W końcu byłam pewną siebie, niezależną, ustawioną pod względem finansowym kobietą, która spotykała się ze starszym od siebie mężczyzną obarczonym zbyt dużym bagażem. Pytacie, dlaczego nie zwiewałam, gdzie pieprz rośnie? Powtórzę, byłam ślepa, bo istniała między nami ta niezwykła więź. Poza tym wydawało mi się, że mogę go ocalić. Miałam taką nadzieję, zresztą nie był to pierwszy tego typu przypadek, bo zwykle przyciągałam mężczyzn, których trzeba było ratować.

Jednak pewnego dnia, ni stąd, ni zowąd, przestał do mnie tak często pisać. Na dodatek jego wiadomości były o wiele krótsze, miałam wrażenie, że kiedy wymienialiśmy esemesy, to ja odwalałam całe gadanie. Ponieważ intuicja nadal uparcie wierciła mi dziurę w brzuchu, pewnego dnia postanowiłam do niego zadzwonić, żeby się zorientować, o co w tym wszystkim chodzi. Właśnie wtedy mi powiedział, że czuje, że się zbytnio do siebie zbliżyliśmy, a on w tym momencie musi uporządkować swoje życie, więc chce się skupić wyłącznie na sobie i na swoich dzieciach. Nie muszę chyba mówić, że czułam się, jakbym właśnie dostała po głowie! Zakochałam się w mężczyźnie, który w życiu popełniał błąd za błędem, prawdopodobnie cierpiał na depresję oraz co wieczór pił, bo bez tego by nie usnął. A on mi powiedział, że w tym momencie nie jest gotowy na spotykanie się. W takim razie dlaczego, do cholery, tak usilnie zabiegał o moje względy? Posunął się nawet do tego, że powiedział mi, że niepotrzebnie w ogóle się ze mną umawiał. Kto, do diabła, mówi po fakcie coś takiego?

Ale czekajcie, jeszcze nie powiedziałam Wam najlepszego! Otóż, nie dalej niż dzień przed naszą interesującą konwersacją powiedział mi, że bardzo mnie lubi, nazwał mnie nawet swoim aniołem! Za nic nie mogłam zrozumieć, dlaczego w wieku dwudziestu pięciu lat potrafię całkiem nieźle ogarnąć swoje życie, natomiast w ogóle nie ogarniam mężczyzn i nie rozumiem, dlaczego się zachowują tak, jak się zachowują. Na kilka tygodni się wycofał, po czym jak gdyby nigdy nic postanowił wrócić do mojego życia, a ja mu na to pozwoliłam. Błąd numer dwa. Znowu zaczęliśmy coraz mocniej flirtować, po czym on zrobił coś całkiem niezrozumiałego – zaczął się ze mną bawić w kotka i myszkę. Pocałował mnie, i to nie raz, ale dwa razy, po czym zniknął.

Aktualności
2018-08-17

Bestsellery wydawnictwa Amber do -45%

Do poniedziałku, 20 sierpnia, jest okazja zaopatrzyć domową biblioteczkę w nasze tytuły w specjalnych, wakacyjnych cenach.

Rabat (nawet do 45%) obowiązuje na książki kupione

czytaj więcej
2018-08-09

Z ostatniej chwili:

Powieść „Sto dni szczęścia" Evy Woods znalazła się w Top 20 brytyjskiego Amazonu!

To „inteligentna literatura kobieca w najlepszym wydaniu” – napisał
czytaj więcej
2018-07-08

"Milczenie lodu" - polecany kryminał na lato

„New York Times” poleca wśród klasyków „Milczenie lodu” Ragnara Jónassona jako mrożący kryminał na lato!

 

„Pokryta śniegiem ziemia

czytaj więcej

Inne książki autora

Korporacyjny as #Delete

Korporacyjny as LYNN SANDI

37.80 PLN 25.29 PLN
Do koszyka
Playing the Millionaire
35.80 PLN 23.95 PLN
Obrońcy miłości

Obrońcy miłości LYNN SANDI

34.80 PLN 23.28 PLN
Kontrakt na miłość
34.80 PLN 21.54 PLN
Nasze olśnienie

Nasze olśnienie LYNN SANDI

37.80 PLN 25.29 PLN
Podróż do miłości
35.80 PLN 23.95 PLN
Imię mojej miłości
35.80 PLN 23.95 PLN
Rodzina. Tom 5 i ostatni. Seria NA ZAWSZE
35.80 PLN 22.20 PLN
MIŁOŚĆ ponad miłość
29.80 PLN 19.95 PLN
Miłość po miłości
34.80 PLN 23.30 PLN
Kiedy jesteś przy mnie
32.80 PLN 21.96 PLN
Przytul się do mnie
34.80 PLN 23.28 PLN
Na Zawsze. Collin. Tom 4
34.80 PLN 23.28 PLN
Na Zawsze. Razem. Tom 3
27.80 PLN 25.02 PLN
Na Zawsze Ona. Tom 2
27.80 PLN 25.02 PLN
Na zawsze. Tom 1

Na zawsze. Tom 1 LYNN SANDI

29.80 PLN 26.82 PLN