Facebook
Wir Pacyfiku

Wir Pacyfiku

Tytuł oryginału: Pacific Vortex
Ilość stron: 272
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-08-29
EAN: 9788324163861
39.80 PLN
26.66 PLN
Kryminał/thriller/sensacja
światowy bestseller
Klasyka powieści przygodowej


Supernowoczesny amerykański okręt podwodny znika z radarów podczas próbnego rejsu na Pacyfiku. Ostatni sygnał nadał z osnutego złą sławą rejonu, gdzie od trzydziestu lat statki giną bez śladu. Akcja poszukiwawcza nie daje rezultatu. Nikt więcej nie zobaczy „Starbucka” ani nikogo ze stu sześćdziesięciu ludzi jego załogi…
Major Dirk Pitt i ekipa NUMA wyruszają na poszukiwania. Stawką jest bezpieczeństwo Ameryki. Nie przypuszczają, że rozpoczynają szaleńczy wyścig z czasem – od Hawajów do zatopionej starożytnej wyspy, która kryje niewyobrażalną tajemnicę...


CLIVE CUSSLER, najpopularniejszy i najbardziej lubiany autor powieści przygodowo-sensacyjnych świata. Podróżnik, badacz historii katastrof morskich, poszukiwacz zatopionych wraków, sam jest uosobieniem przygody, tak jak jego najsłynniejszy bohater, Dirk Pitt .
Clive Cussler to jedyny autor, który od 40 lat nie schodzi ze szczytu list bestsellerów. W każdym tygodniu jego książki są w Top 10 „New York Timesa”. Są tłumaczone na 60 języków i publikowane w 105 krajach.
Na każdą jego powieść czekają niecierpliwie wierni czytelnicy w każdym wieku. I każda zdobywa nowych miłośników.

Każdy ocean zbiera żniwo z ludzi i okrętów, żaden jednak nie pochłania ich więcej niż Pacyfik. Nienasycony apetyt tych wielkich wodnych przestrzeni jest dobrze znany – Pacyfik połyka okręty i ludzi w najbardziej niezwykły i nieoczekiwany sposób.

Tutaj miał miejsce bunt na „Bounty”, w którym rebeliancka załoga spaliła żaglowiec u wybrzeży Pitcairn Island. „Essex”, jedyny okręt, który został zatopiony przez wieloryba, pierwowzór Moby Dicka Melville’a, spoczywa pod falami Pacyfiku. Podobnie „Hai Maru” – rozpadł się na kawałki, gdy pod jego kadłubem miała miejsce erupcja podwodnego wulkanu. Na ogół jednak największy ocean świata jest miejscem spokojnym i zrównoważonym.

Stąd jego nazwa, Pacyfik, oznacza przecież spokój i umiarkowany temperament. Ale właśnie dlatego człowiek nigdy nie powinien go lekceważyć – ci spokojni, ci tajemniczy nagle się zmieniają i zabijają w sposób, którego nie da się przewidzieć.

Ponura myśl o nieszczęściu nie mogła być bardziej odległa od kapitana Felixa Dupree, gdy tuż przed zachodem słońca wspinał się na pomost atomowego okrętu podwodnego „Starbuck”. Skinął na trzymającego wachtę oficera i przechylił się nad relingiem, wciągając nosem wczesnowieczorne powietrze, ciesząc się słoną bryzą. Popatrzył z profesjonalnym zadowoleniem na pękaty dziób okrętu z łatwością przecinającego regularnie maszerujące fale.

Większość ludzi czuje przed morzem respekt, a nawet się go boi. Ale nie Dupree. Człowiek ten żywił do morza takie uczucie jak ateista dla religii: owszem, akceptować gniew burzy i spokój ciszy, lecz nigdy nie dać się zwieść ich urokowi. Spędził dwadzieścia lat na morzu, z czego czternaście na okrętach podwodnych, ale ciągle czegoś mu brakowało. Pragnął uznania. Dupree był kapitanem najnowszego na świecie i najbardziej doskonałego okrętu podwodnego, to jednak nie dawało mu satysfakcji. Tęsknił za czymś wspanialszym.

„Starbuck” dopiero co opuścił stocznię konstrukcyjną w San Francisco. Od stępki w górę budowany był jak żaden inny okręt podwodny przed nim. Każdy element, każdy system w jego sztywnym kadłubie zaprojektowany został za pomocą komputerów – był pierwszym egzemplarzem z nowej generacji okrętów podwodnych, początkiem podwodnego miasta, zdolnego przemieszczać się z szybkością stu dwudziestu pięciu węzłów, pokonując nieskończone głębie dwóch tysięcy stóp poniżej rozświetlonej słońcem powierzchni oceanu. „Starbuck” był podobny do konia czystej krwi na jego pierwszym w życiu pokazie, szarpiącego wędzidło i gotowego zademonstrować swój chód. Nie przewidywano jednak widzów. Departament podwodnych działań wojennych wydał rozkaz, by próby przeprowadzić w absolutnej tajemnicy, w jakimś odległym zakątku Pacyfiku, na dodatek bez okrętu eskortującego.

Dupree został wybrany na kapitana „Starbucka” podczas jego dziewiczego rejsu, gdyż miał opinię człowieka sumiennego i drobiazgowego.

Koledzy z klasy w Annapolis mówili o nim „stary bank danych”: trzeba go tylko nafaszerować faktami, a potem się odsunąć i słuchać płynących z ust logicznych wypowiedzi.

Uzdolnienia Dupree były dobrze znane wśród marynarzy z okrętów podwodnych, jeśli jednak chodzi o awans w marynarce wojennej, osobiste talenty mają znaczenie drugorzędne. Poparcie i smykałka do reklamy – oto konieczne przymioty umożliwiające otrzymanie stopnia admirała, a Dupree nie posiadał żadnego z nich; ostatnio znów pominięto go przy nadawaniu nominacji.

Odezwał się brzęczyk i trzymający wachtę na pomoście oficer, wysoki porucznik o kruczoczarnych włosach, podniósł słuchawkę aparatu. Chociaż rozmówca z drugiej strony linii nie widział go, porucznik skinął dwukrotnie i odwiesił słuchawkę.

– Centrala – powiedział krótko. – Echosonda informuje, że na ostatnich pięciu milach dno wzniosło się o tysiąc pięćset stóp.

Dupree odwrócił się wolno, zamyślony.

– Zapewne to jakiś niewielki łańcuch podmorskich gór. Ciągle mamy jeszcze pod stępką całą milę wody. – Uśmiechnął się i dodał: – Nie ma obawy, nie osiądziemy na mieliźnie!

Porucznik odpowiedział z uśmiechem.

– Wystarczy kilka stóp asekuracji.

Wokół oczu Dupree pojawiły się zmarszczki uśmiechu, gdy powoli znowu odwrócił się w stronę morza. Podniósł zawieszoną na piersi lornetkę i uważnie spojrzał na horyzont. Rutynowy gest, nabyty po wielu tysiącach godzin przeczesywania oceanów świata w poszukiwaniu innego statku dzielącego tę absolutną samotność. Był to zarazem gest bezużyteczny. Wymyślne systemy radarowe na pokładzie „Starbucka” mogły wykryć dowolny obiekt o wiele wcześniej niż oko obserwatora. Dupree wiedział o tym, lecz w obserwowaniu morza było coś, co oczyszczało ludzką duszę.

W końcu westchnął i opuścił lornetkę.

– Schodzę na dół na kolację. Przygotować się do zanurzenia o godzinie dwudziestej pierwszej.

Dupree opuścił się zręcznie przez trzy poziomy kiosku i wpadł do centrali. Oficer dyżurny i nawigator pochylali się nad stołem nakresowym, przyglądając się liniom oznaczeń głębokości. Oficer spojrzał na Dupree.

– Mamy tu dziwne odczyty, sir.

– Nie ma to jak jakaś tajemnica na zakończenie dnia – dobrodusznie odrzekł Dupree.

Wszedł między mężczyzn i zerknął na arkusz precyzyjnie zadrukowanego papieru wykresowego, podświetlonego delikatnie od spodu matowej szyby stanowiącej blat stołu. Kilkanaście krótkich ciemnych linii przecinało wykres, a każda z nich opisana była notatkami i formułami matematycznymi.

– Co tu macie? – spytał Dupree.

Nawigator zaczął wolno:

– Dno wznosi się w zadziwiającym tempie. Jeżeli na przestrzeni następnych dwudziestu pięciu mil nic się nie zmieni, zaczniemy trzeć nosem o jakieś wyspy, których nie powinno tu być.

– Jaką mamy pozycję?

– Jesteśmy tutaj, sir – odparł nawigator, stukając ołówkiem w jakieś miejsce na mapie. – Sześćset siedemdziesiąt mil na północ od Kahuku Point, na Oahu, kurs zero-zero-siedem stopni.

Dupree odwrócił się do tablicy sterowniczej i włączył mikrofon.

– Radar, mówi kapitan! Masz coś?

– Nie, sir – odezwał się obojętny głos z głośnika. – Ekran czysty... Chwileczkę... poprawka, kapitanie. Mam słaby odczyt na horyzoncie w odległości dwudziestu trzech mil, dokładnie przed nami.

– Jakiś obiekt?

– Nie, sir. Raczej coś... jak nisko przesuwająca się chmura, a może dym. Nie mogę dokładnie określić.

– W porządku. Zgłoś się, jak będziesz mógł zidentyfikować. – Dupree odwiesił mikrofon i zwrócił się do mężczyzn stojących przy stole. – A wy, panowie, jak to odczytujecie?

Oficer dyżurny pokręcił głową.

– Tam, gdzie jest dym, jest również ogień. A gdzie jest ogień, coś się z pewnością pali. Może to wyciek ropy?

– Wyciek? Z czego? – niecierpliwie zapytał Dupree. – Nie znajdujemy się w pobliżu północnych szlaków żeglugowych.

Ruch z San Francisco na wschód przez Honolulu odbywa się czterysta mil stąd na południe. To jest najgorsze miejsce na oceanie i dlatego dowództwo wybrało je do wstępnych prób „Starbucka” – nie ma tu żadnych wścibskich oczu. – Pokręcił głową. – Płonąca plama ropy wcale tu nie pasuje. Nowy wulkan unoszący się z dna Pacyfiku byłby bliższym domniemaniem.

I można tylko się domyślać.

Nawigator odszukał odczyt radaru i nakreślił okrąg na mapie.

– Nisko zalegająca chmura, na powierzchni lub tuż nad nią – myślał głośno. – Wysoce nieprawdopodobne. W takich warunkach atmosferycznych tego rodzaju zjawisko nie powinno występować.

Zatrzeszczał głośnik.

– Kapitanie, mówi radar.

– Tu kapitan – odrzekł Dupree.

– Zidentyfikowałem to, sir. – Wydawało się, że rozmówca się zawahał, zanim zaczął dalej. – Według wskazań kontaktowych chodzi o mgłę. Wał gęstej mgły, w przybliżeniu trzy mile średnicy...

– Jesteś pewien?

– Tak samo jak tego, że dwa dodać dwa równa się cztery.

Dupree dotknął włącznika przy mikrofonie i zadzwonił na pomost.

– Poruczniku, nasz radar wskazuje jakiś obiekt dokładnie przed nami. Proszę mnie powiadomić, jak tylko pan coś zobaczy.

– Przerwał połączenie i zwrócił się do oficera dyżurnego: – Jaką mamy teraz głębokość?

– Dno ciągle szybko się wznosi. Dwa tysiące osiemset stóp i dalej idzie ku górze.

Nawigator wyciągnął z tylnej kieszeni bawełnianą chusteczkę i otarł nią kark.

– Nic z tego nie kapuję. Jedyne wzniesienie, o jakim słyszałem, a które jest podobne do tego, można spotkać w rowie peruwiańsko-chilijskim. Zaczynając na głębokości dwudziestu pięciu tysięcy stóp pod powierzchnią, zbocze wznosi się o milę na odcinku każdej mili. Jak do tej pory, było ono uważane za najbardziej okazały podmorski stok.

– Tak – mruknął oficer dyżurny. – Dzięki temu małemu odkryciu geologowie będą się mieli czym popisać.

– A może znaleźliśmy zaginiony kontynent MU?

– Daj spokój! Stanom Zjednoczonym potrzeba tego tylko – jeszcze jednego kontynentu, na który trzeba będzie wysyłać pomoc.

– Tysiąc osiemset pięćdziesiąt stóp – zabuczał obojętny głos operatora echosondy.

– Boże! – sapnął nawigator. – Tysiąc stóp w górę na niecałej połowie mili! To jest po prostu niemożliwe!

Dupree przeszedł na lewą stronę centrali i przysunął twarz na odległość kilku cali do ekranu echosondy. Na wyświetlaczu dno morskie przyjmowało formę długiej, zygzakowatej czarnej linii, która wspinała się stromo w kierunku umieszczonej na samej górze czerwonej linii oznaczającej niebezpieczeństwo.

Dupree położył dłoń na ramieniu operatora.

– Czy istnieje możliwość pomyłki w pomiarze?

Operator pstryknął przełącznikiem i spojrzał w sąsiednie okienko.

– Nie, sir. Identyczny komplet danych uzyskuję z niezależnego układu wspomagającego.

Przez kilka chwil Dupree przyglądał się, jak linia oznaczająca głębokość zmierza ku górze. Potem wrócił do stołu i spojrzał na wykonane ołówkiem znaki, wskazujące położenie okrętu względem wznoszącego się dna morskiego.

– Tu pomost – zabrzmiał głos podobny do robota. – Mamy to. – Nastała chwila wahania. – Gdybym nie był przekonany o nieprawdopodobieństwie tego zjawiska, powiedziałbym, że to, co napotkaliśmy, stanowi zmniejszoną wersję dobrej starej mgły z okolic Nowej Anglii.

Dupree włączył mikrofon.

– Zrozumiałem.

Dalej przyglądał się mapie z wyrazem twarzy, z którego nic nie dało się wyczytać, i ze spojrzeniem wyrażającym zamyślenie.

– Damy jakiś sygnał do Pearl Harbor, sir? – spytał nawigator.

Mogliby przysłać samolot rozpoznawczy i zbadać to… coś.

Dupree nie odpowiedział od razu. Palcami jednej ręki bębnił leniwie po krawędzi stołu, druga dłoń zwisała mu swobodnie wzdłuż boku. Rzadko, jeśli w ogóle kiedykolwiek, podejmował natychmiastowe decyzje. Każdy ruch wykonywał zgodnie z regułami gry.

Wielu ludzi z załogi „Starbucka” służyło pod Dupree podczas wcześniejszych zadań i chociaż może nie byli ślepo oddani, szanowali i podziwiali jego zręczność i rozsądek. Wszyscy co do jednego ufali mu, mając pewność, że nie popełni żadnego zasadniczego błędu i nie narazi ich życia na niebezpieczeństwo.

W wielu innych okolicznościach mieliby rację, a Dupree przyznałby to pierwszy, tym razem jednak wszyscy mieli się przekonać, jak bardzo się mylili.

– Sprawdźmy to – odrzekł spokojnie Dupree.

Oficer dyżurny i nawigator wymienili porozumiewawcze spojrzenia. „Starbucka” miały przecież przetestować inne zadania, a nie pogoń za upiornymi kłębami mgły na horyzoncie.

Mimo osobistych wątpliwości wzruszyli ramionami i wydali stosowne instrukcje.

Nikt nie mógł wiedzieć, dlaczego kapitan Dupree zmienił nagle swój charakter i złamał obowiązujące go rozkazy. Być może czar tego, co nieznane, był zbyt silny. A może Dupree ujrzał siebie jako odkrywcę płynącego w stronę chwały, której zawsze mu odmawiano. Jakikolwiek był powód, zagubił się gdzieś, gdy „Starbuck”, niczym spuszczony ze smyczy pies gończy, wiedziony wpadającym w nozdrza ciepłym zapachem obrał nowy kurs i ruszył ostro przez wzburzone morze.

Spodziewano się, że „Starbuck” zawinie do Pearl Harbor w poniedziałek, w następnym tygodniu. Kiedy więc nie pojawił się o czasie, a powtarzane sygnały radiowe umilkły bez odpowiedzi i na dodatek podczas intensywnych poszukiwań na wodzie i z powietrza nie znaleziono najmniejszego śladu ropy lub wraku – marynarka wojenna nie miała innego wyboru, jak tylko uznać stratę najnowszego okrętu podwodnego i stu sześćdziesięciu osób jego załogi. Zdumionemu narodowi ogłoszono oficjalnie, że „Starbuck” zaginął gdzieś w wielkiej otchłani Pacyfiku.

Okręt – okryty nieprzeniknioną tajemnicą – przepadł wraz z całą załogą. Czas, miejsce i przyczyna – pozostały nieznane.

 

Aktualności
2017-11-09

Weekend z "Lot 7A"

Wraz ze Zbrodniczymi Siostrzyczkami zapraszamy do odwiedzania ich strony www oraz fanpage.

Już od piątku (10 listopada) rozpocznie się u nich weekend z najnowszym thrillerem Sebastiana

czytaj więcej
2017-11-02

Lot 7A już na starcie na 1. miejscu listy bestsellerów DER SPIEGEL

"Lot 7A" Sebastiana Fitzka przed "Początkiem" Dana Browna:    
czytaj więcej
2017-10-28

LOT 7A - numer 1 w niemieckim Amazonie!

LOT 7A na 1. miejscu w niemieckim Amazonie tuż po starcie!

Trzy dni po wydaniu nowy thriller Sebastiana Fitzka jest najlepiej sprzedającą się książką w kategorii literatura

czytaj więcej

Inne książki autora

Burza nad Hawaną Wir Pacyfiku

Burza nad Hawaną CUSSLER CLIVE CUSSLER DIRK

39.80 PLN 26.60 PLN
Złoto cara
Premiera: 2017-11-21

Złoto cara CUSSLER CLIVE CUSSLER DIRK

44.80 PLN 30.00 PLN
Tajemnica faraona

Tajemnica faraona BROWN GRAHAM CUSSLER CLIVE

44.80 PLN 30.00 PLN
Pirania

Pirania CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.60 PLN
Afera śródziemnomorska

Afera śródziemnomorska CUSSLER CLIVE

37.80 PLN 25.31 PLN
Przemytnik

Przemytnik CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.66 PLN
Oko Niebios

Oko Niebios CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.66 PLN
Sabotaż

Sabotaż CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.66 PLN
Złodziej

Złodziej CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.66 PLN
Piąty kodeks Majów
Premiera: 2017-12-05

Piąty kodeks Majów CUSSLER CLIVE

42.80 PLN 28.63 PLN
Statek widmo

Statek widmo CUSSLER CLIVE

39.80 PLN 26.65 PLN
Punkt zero

Punkt zero BROWN GRAHAM CUSSLER CLIVE

44.80 PLN 29.12 PLN
Wyścig

Wyścig CUSSLER CLIVE SCOTT JUSTIN

44.80 PLN 29.12 PLN
Miraż

Miraż CUSSLER CLIVE DU BRUL JACK

44.80 PLN 29.12 PLN
Lodowa pułapka

Lodowa pułapka CUSSLER CLIVE

39.80 PLN 26.65 PLN