Facebook
Strażniczka kłamstwa

Strażniczka kłamstwa

Tytuł oryginału: What Alice Knew
Ilość stron: 336
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-06-08
EAN: 9788324163335
39.80 PLN
26.65 PLN
Kryminał/thriller/sensacja
Bestseller

 

Alice ma doskonałe życie: ukochaną pracę, udane dzieci, wspaniałego męża. Utalentowana malarka ma obsesję na punkcie prawdy i niezwykły dar uchwycenia jej na portretach. I zawsze wierzy swojemu instynktowi. I wie, że poślubiła dobrego człowieka.

Aż pewnej nocy mąż nie wraca do domu...

Był na przyjęciu, za dużo wypił, nic nie pamięta.

A kilka dni później gazety podają informację o śmierci młodej kobiety. Ona była na tej samej imprezie...

Alice przyrzeka sobie, że będzie wspierała męża, aby odsunąć od niego wszelkie podejrzenia. Ale czy zdoła mu wierzyć i z tym żyć?

Szaleństwo wątpliwości i niemożliwych wyborów w imię miłości, rodziny, przyszłości, zawiedzie Alice do zupełnie nieoczekiwanego obłędnego końca. Każdy wybór jest zły. I każdy prowadzi do tragedii...

 

T.A. Cotterell pracował w londyńskim City, potem jako niezależny dziennikarz pisał artykuły do „The Telegraph” i „The Spectator”, obecnie jest redaktorem w firmie riserczerskiej.

Jego debiutancki thriller Strażniczka kłamstwa to jeden z wiodących tytułów 2017 roku jednego z największych światowych wydawców. Na podstawie powieści ma powstać w Anglii serial telewizyjny.

 

"Aż nie chce się wierzyć, że to mężczyzna napisał tak głęboką, tak bogatą psychologicznie powieść o kobiecie." Amazon

 

Patronaty medialne:

 

KPzs KK

markie         bjccyrysia

 

W księgarniach znajdziecie już „Strażniczkę kłamstwa” autorstwa T.A. Cotterell. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Amber pod patronatem Kawiarenki Kryminalnej. Zachęcamy do lektury.

Jak daleko się posunie, żeby ocalić niewiernego męża?

Alice ma doskonałe życie: ukochaną pracę, udane dzieci, wspaniałego męża. Utalentowana malarka ma obsesję na punkcie prawdy i niezwykły dar uchwycenia jej na portretach. I zawsze wierzy swojemu instynktowi. I wie, że wyszła za mąż za dobrego człowieka. Aż do pewnej nocy, gdy mąż nie wraca do domu…Był na przyjęciu, za dużo wypił, nic nie pamięta. A kobieta, która była na imprezie, kilka dni potem nie żyje… W chwili słabości Alice przyrzeka sobie, że będzie wspierała męża, aby odsunąć od niego wszelkie podejrzenia. Ale kiedy prawda wychodzi na jaw, Alice zaczyna wątpić, czy zdoła wierzyć mężowi, utrzymać jego sekret i z tym żyć. Jakie konsekwencje będzie to miało dla jej rodziny, jej dzieci? Czy tak samo naznaczy ich życie, jak ją naznaczyło kłamstwo matki?Szaleństwo wątpliwości i niemożliwych wyborów w imię miłości, rodziny, przyszłości, zawiedzie Alice do zupełnie nieoczekiwanego obłędnego końca. Każdy wybór jest zły. I każdy prowadzi do tragedii…

KK

 


Strażniczka kłamstwa T.A. Cotterella recenzja przedpremierowa

Alice jest malarką, której obsesją zawodową stało się poszukiwanie i odtwarzanie na płótnie prawdy o swoim modelu. Sesje portretowe z nią trwają długo, ponieważ zawsze stara się wydobyć wewnętrzny sens obiektu, pokazać prawdziwe oblicze osoby, którą maluje. Z psychologicznego punktu widzenia ogromnie ciekawe są zresztą jej spostrzeżenia na ten temat (dają dużo do myślenia): „Tyrani nieuchronnie pojawiają się w dżinsach i podkoszulkach, samooszukiwanie się to podstawowy rys tyranii” (s. 209).

Mąż jednej z klientek trafnie podsumowuje jej pracę – w tych obrazach jest coś więcej niż zwykłe podobieństwo uchwycone w rysunku, jest jakaś tajemnicza głębia.

Zrządzenie losu sprawia, że właśnie tej osobie przyjdzie się zmierzyć z wielkim kłamstwem.

Jej mąż, Ed, ceniony lekarz spędza wieczór, a potem jak się okazuje również noc na przyjęciu. Początkowo sprawa nie wydaje się groźna, ot zwykła impreza, która zbytnio się przedłużyła. Jednak później wychodzi na jaw, że jedna z dziewcząt, młoda studentka sztuki, również obecna na zabawie po kilku dniach traci życie, a śmierć budzi wątpliwości policji. Gdy zaniepokojona Alice bada sprawę, o której dowiedziała się z gazet, wypytuje męża o szczegóły znajomości ze zmarłą, ujawniają się niepokojące szczegóły. Co ma w tej sytuacji zrobić kochająca żona? Chronić za wszelką cenę męża, czy dać wiarę wątpliwościom? Wszystko się zapętla i wiedzie ku czystemu obłędowi – znakomicie przedstawionemu przez autora.

W bezpiecznym świecie kłamstwa

 „Strażniczka kłamstwa” to opowieść przede wszystkim o mierzeniu się z samym sobą i przekraczaniu własnych granic. Bardzo zgrabny thriller psychologiczny, umiejętnie grający wszystkimi prawidłami gatunku. Mamy ofiarę, manipulatora i osobę wykorzystywaną, ale wszystko jest dużo bardziej skomplikowane niż nam się wydaje. Główna bohaterka musi dokonać pewnego wyboru, co zresztą podkreśla jej mąż. Ten wybór dokonywany jest zresztą wielokrotnie pod wpływem sytuacji z jakimi konfrontuje ją życie: rozmów z mężem, matką i dawną koleżanką ze szkoły. To prawda, że kłamstwo jest w pewnych okolicznościach wygodne i bezpieczne, ale tkwiąc w nim, można stać się zupełnie inną osobą, zatracić własną tożsamość. O czym zresztą przekonała się dobitnie jedna z bliskich Alice osób.

Bohaterka mówi: „Kiedy, będąc człowiekiem, który zawsze przestrzegał prawa (…) zejdziesz z tej drogi, wówczas wchodzisz w nieznane,  w świat, gdzie powietrze jest rzadsze, cienie dłuższe,  słońce słabsze.” (s. 84). Jest to znakomite podsumowanie jej sytuacji.

Rodzina jako wartość

„Strażniczka kłamstwa” to również bardzo celna opowieść o współczesnej rodzinie z wyższej klasy średniej. Rodzinie – dodać należy – którą nagle skonfrontowano ze światem mediów, tabloidów i internetowych hejterów. Gdy sprawa śmierci Araminty trafia gazet, również Alice i Edem zaczynają interesować się środki masowego przekazu. A fora internetowe lubią wydawać szybkie wyroki.

Alice jest dobrą żoną i matką. Sama miała trudne dzieciństwo i młodość. Z rodziną – w sensie rodzeństwa i matki nie utrzymuje zbyt bliskich stosunków. Całą swą miłość przelała więc na męża i dwoje dzieci. Psychologicznie można więc określić jej uczucie jako pewnego rodzaju zaślepienie, a to, co czyni by ratować rodzinę, jako swoistą desperację.

Przeszłość jako ciemna, niepokojąca kraina

„Strażniczka kłamstwa” to również historia o przeszłości i naukach jakie z niej powinniśmy wyciągać. Tak się w składa, że w życiu miłującej prawdę Alice było wiele przemilczeń i przeinaczeń. Ukrywała przed nią pewne sprawy rodzina, także w szkole doszło do zdarzenia, mającego wielkie znaczenie dla bohaterki i bliskiej jej osoby. Po latach przyjedzie pora, by wyjaśnić sekrety, a wydarzenia z przeszłości nadadzą nowy rys teraźniejszości.

Sztuka i kolor

Powieść jest przesycona kolorami i malarskim postrzeganiem świata. Ujmuje swoją erudycyjnością, bo Alice to osoba wrażliwa i doskonale wykształcona. Już dawno nie czytałam powieści, w założeniu kryminalnej, tak eleganckiej i mającej ambicje literatury wyższego rzędu. Naprawdę „Strażniczkę kłamstwa” czyta się z dużą satysfakcją i przyjemnością. Raz jako doskonale poprowadzony i umotywowany thriller psychologiczny z doskonale zarysowanym wątkiem obyczajowym. A dwa, po prostu kawałek dobrej literatury psychologicznej.

zs


Strażniczka kłamstwa - T.A. Cotterell

 
 
 
 
Seria thrillerów Wydawnictwa Amber należy do jednej z moich ulubionych.  Są to książki starannie wyselekcjonowane i naprawdę świetnie napisane. Jeśli szukacie dobrego thrillera - polecam serię Ambera!
 
Alice jest malarką, portrecistką, doskonała w swoim fachu i dobrze znaną. Maluje portrety znanych osób, a jej dzieła są jak z życia wzięte. Poznaje swoich bohaterów i odzwierciedla w portretach nie tylko ich wygląd, ale i osobowość. co sprawia, że ma wielu prominentnych klientów. 
Pewnego razu wraca nocą z pracy i okazuje się, ze jej mąż, lekarz-położnik, zniknął. Nie ma go w pracy, ani w domu, nie odbiera telefonu.... Alice jest zaniepokojona, ty, bardziej, że kiedy budzi się rano, męża nadal nie ma. Kiedy już jest zdesperowana na tyle, by udać się na policję, odzywa się Ed - wraca z imprezy, którą organizował jego podwładny. Okazuje się że Ed po imprezie wylądował w domu jednej z uczestniczek, był zalany i niewiele pamięta. Po jakimś czasie zaczynają się telefony, bukiety z karteczką. Alice nie wie, co jest grane i pyta męża wprost. Ten pokrętnie odpowiada, że nic się nie wydarzyło i jej nie zdradził. Kiedy okazuje się, że dziewczyna nie żyje - sprawa okazuje się bardziej zagmatwana.
 
Ed stara się chronić żonę i rodzinę, a ona stara się chronić jego. Jednak wyrzuty sumienia nie dają Alice spokoju, w końcu nie żyje człowiek. Policja prowadzi śledztwo, a ich rodzina znajduje się w jego centrum.
Jaki będzie finał tej opowieści. Tragiczny... Przeczytajcie sami bo naprawdę warto!
 
T.A. Cantrell stworzył niezwykle realną historię, która sprawia, że ciarki chodzą czytelnikowi po plecach. Jest bardzo prawdziwa i sprawia, że w głowie szaleje natłok myśli. To również opowieść skłaniająca do refleksji i zastanowienia, jak ja bym się zachowała na miejscu Alice. Co jest w życiu ważniejsze - własna rodzina, czy prawda i sprawiedliwość. Alice ma trudną decyzję do podjęcia i wybiera najlepsze, swoim zdaniem rozwiązanie. Czy to jest mniejsze zło? Nie sądzę... ale to jej świadoma decyzja. Każdy z nas staje w niektórych momentach przed bardzo trudnymi wyborami, a te decyzje ważą na losach wielu osób. 
"Strażniczka kłamstwa" to świetny thriller, ale również to świetne studium małżeństwa i partnerstwa, zaufania i oddani. Polecam serdecznie!
 
markie

 


Strażniczka kłamstwa - COTTERELL T.A. [PRZEDPREMIEROWO] [PATRONAT]

Tak to już dziś. Recenzja książki Strażniczka kłamstwa. Cieszę się niezmiernie, że mogę napisać Wam już moją opinię, bo książkę otrzymałam od wydawnictwa już jakiś czas temu, a emocje jakie wywołała, do teraz czuję, jak tylko patrzę na okładkę...
Nie ma co ukrywać, że nowa propozycja wydawnictwa Amber bardzo przypadła mi do gustu. I jako kolejna zapowiedź z gatunku thriller psychologiczny musiała znaleźć się na mojej półce. Po przeczytaniu zaledwie osiemdziesięciu stron wiedziałam również, że musi to być mój patronat. Dzięki uprzejmości wydawnictwa tak właśnie się stało i dziś mogę nie tylko zaprosić Państwa do przeczytania recenzji, ale również zaprosić na pierwsze rozdanie z tą właśnie książką. Jesteście ciekawi co skrywa ta niby niewinna okładka? Jaka treść prezentuje się na stronach? Przeczytajcie poniższe wrażenia z lektury, a później klikajcie w link o tutaj i walczcie o książkę dla siebie.
 
"Aż nie chce się wierzyć, że to mężczyzna napisał tak głęboką, tak bogatą psychologicznie powieść o kobiecie." Amazon
I co tu teraz napisać? Strażniczka kłamstwa to kolejna książką, której nie da się przypisać do jednego gatunku. Łączy ona bowiem w sobie cechy ważne dla dreszczowców, kryminałów oraz sensacji z elementami obyczaju. Ta psychologiczna rozgrywka, która toczy się na kartach książki sprawia, że nie tylko ludzi odbieramy inaczej, ale i samego autora. Jak mężczyzna może tak dobrze pisać o kobiecie? Czy COTTERELL T.A. tak dobrze nas, kobiety zna, czy to przypadek?
Kiedy poznajemy Alice jest ona malarką. Pracuje ze znanymi osobami, a w swoje działa wkłada serce. Co ciekawsze jej portrety to nie tylko odwzorowanie twarzy, lecz uwydatnienie cech ludzkich. Sama bowiem bardzo wierzy w swój instynkt. Poświęca czas, aby dobrze poznać swojego modela. Alice jest żoną i matką. W dniu w którym dostaje telefon z domu, że jej małżonek nie wrócił z dyżuru autor zabiera nas w niezwykłą podróż po małżeńskim świecie prawdy i zaufania oraz świecie, w którym kłamstwo będzie odgrywało ważną rolę. Ed jednak odnalazł się bardzo szybko, ale bieg wydarzeń jaki nastał później mrozi krew w żyłach. Mimo, że Alice zawsze ufała mężowi i go broniła, to teraz została postawiona w niejednoznacznej sytuacji. Dylemat moralny przed którym stanęła miał związek z morderstwem. Czy mąż zabił? Czy zdradził żonę? Czy kłamstwo może uratować rodzinę? Czy może zniszczyć człowieka? Nasuwało się tylko jedno pytanie: jakie zakończenie sprawy ufunduje nam COTTERELL T.A.?
Czytając książkę stwierdzamy, że jest to idealny materiał na serial telewizyjny. Życie nie zawsze jest usłane różami. Bardzo często musimy dokonywać trudnych, wręcz niewyobrażalnych wyborów. Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, a kłamstwo na krótkie nogi. Pomyłka, przypadek, czy zaplanowana tragedia mogą mieć skutki, których nikt do końca nie jest w stanie przewidzieć. Czasem pokonywanie własnych słabości okazuje się rzeczą niemożliwą. I tym razem zafundowano nam lekturę, na temat której każdy będzie miał inne zdanie. Każdy dokona innego, indywidualnego wyboru, ale czy takiego samego jak bohaterowie?

 
"...moja rola polegała na tym, żeby nasza wersja mocno trzymała się ziemi."
Strażniczka kłamstwa to swoistego rodzaju próba sumienia. Ile jest warta miłość? Ile jest warte oddanie? Czy istnieje bezgraniczne zaufanie? Śmiem stwierdzić, że od czytania można się uzależnić, a od czytania tak dobrych debiutów tym bardziej. Ostatnimi czasy łapię się, że moja recenzja zawiera słowo debiut. Tak to prawda, czytam wiele nowości. Dano mi szansę do stworzenia bloga, więc ja dam szansę autorom do pisania dla ludzi. Ja będę czytała i pisała o nich, a oni niech piszą dla nas. Bo warto czytać książki, które dają coś człowiekowi, a strażniczka taka jest. Przemyślana, zaplanowana, dająca czytelnikowi ogromną satysfakcję. Perfekcyjnie stworzeni bohaterowie oraz sprawa, która może zniszczyć nie tylko karierę, ale i więzy rodzinne. Całość tworzy dzieło, które zasługuje na bardzo wysoką czytelniczą ocenę.
Zakończenie jest pierwszorzędne! I tak, jest to potwierdzenie, że sam autor potrafi dobrze pisać, gdyż książkę połyka się w jeden weekend z zapartym tchem. Kiedy zaczynałam czytać książkę wiedziałam, że mnie porwie, ale kiedy pojawiła się gęsia skórka na mym ciele - wow! - co to było? Temat niby znany. Historia jakich wiele. Jednak rozwiązanie sprawy doprowadza czytelnika - szczególnie kobiety - do szału. Co zrobilibyście na miejscy Alice? Jak zmienią się wasze życiowe priorytety w niejednoznacznej chwili? Czy może być dobre kłamstwo? Mniejsze zło? Czy Strażniczka kłamstwa to poradnik małżeński, czy zakazana księga złotych rad? Na te i inne pytania musicie już odpowiedzieć sobie sami po lekturze książki. Jednak pamiętajcie może to wiele zmienić w waszej hierarchii wartości.

bjc

 

 

 


Recenzje ukazały się także na:

Portret to pogoń za prawdą. Nie oszczędza nikogo.

Malowałam portret Julie Applegarth. Siedziała w fotelu o wysokim oparciu, pokrytym szkarłatnym gniecionym aksamitem, w salonie rezydencji Applegarth Park. Julie miała złote pasemka, przejrzyste zielone oczy bezpańskiego kota i urodę już nie dziewczyny, ale jeszcze nie kobiety pięknej i zadbanej. Sukienka była zbyt obcisła, włosy za długie i w nieładzie, a karmelowa opalenizna przywoływała na myśl Monako i Karaiby, choć sama Julie była raczej z Harlow niż z Hollywood.

Nie była to łatwa sesja. Miałam nadzieję, że przed herbatą skończymy, ale demon czas postępował zbyt szybko. Julie się starała, ale koncentracja nie była jej mocną stroną, nie przywykła też, żeby jej mówiono, co ma robić, a przynajmniej by mówił jej ktoś oprócz męża. Z pewnością nie inna kobieta, zwłaszcza że byłam tylko siłą najemną – bo czymże innym jest portrecista, jeśli nie dosłownie siłą najemną? Nie potrafiła usiedzieć bez ruchu dłużej, niż zajęłaby depilacja nóg, do chwili, gdy złapałaby za telefon i zadzwoniła do przyjaciółki albo do fryzjera, żeby umówić się na wizytę. Kręciła się i wierciła. Przybierała pozy aktorki tragiczki. Próbowała stwarzać wrażenie, że ma do przemyślenia ważne sprawy biznesowe, ale to była fikcja. Julia bawiła się w biznes, tak samo jak bawiła się w arystokratkę i właścicielkę posiadłości, nieustannie się wahając, niczym w jo-jo, pomiędzy zarozumiałą pewnością, że ma wszelkie prawa do tytułu, a lękiem, że zostanie zdemaskowana.

Pozowała tak w fotelu o wysokim oparciu od prawie pięciu dni z przerwami. A ja od prawie pięciu dni stałam przed sztalugą, patrząc na nią, myśląc o jej sprawach i próbując uchwycić jej istotę. Moje zadanie, patrząc z pewnego dystansu, było ciekawsze. Wymagało pełnej koncentracji. Nie lubię rozmawiać podczas pracy. Wszystko, co potrzebuję wiedzieć, wyciągam z modela podczas przerw i spotkań przed rozpoczęciem pracy. Zawsze są one bardziej użyteczne, kiedy pozuje kobieta. Mężczyźni z reguły przybierają pozy, udają kogoś, kim w rzeczywistości nie są, na przykład kogoś sympatyczniejszego, z większym gestem, większą kulturą, lepszymi koneksjami. No i muszą flirtować, to kwestia władzy. Wszystko to przenika do obrazu.

Kiedy zbliżałyśmy się do końca piątego dnia, z niezaplanowanym, lecz niezbędnym przedłużeniem na sobotę, Julie sprawiała wrażenie znudzonej. Przeszła już wszystkie stadia: początkowa ekscytacja, delektowanie się tym, że jest ośrodkiem uwagi, udawanie, że konieczność pozowania to kolejna niedogodność w jej zapracowanym życiu. Po czym wyczerpało się wrażenie nowości i obsesja na własnym punkcie i zaczęła się harówka pozowania, kiedy jedyne, co można robić, to myśleć. Mimo to czasem skupiała się na nowo, koncentrowała na uwadze, jaką się ją otacza, i pławiła w glorii tej, której urodę za niebagatelną sumę ma uchwycić czujne oko artystki – dla potomności i dla męża.

W odległym krańcu pokoju otworzyły się dwuskrzydłowe drzwi. Były w osłabiającym ducha kolorze musztardy, który mógł wybrać wyłącznie bardzo drogi projektant wnętrz. Starałam się na nie nie patrzeć, choć nie do końca skutecznie. Wszedł sir Raymond Applegarth – „Mów mi Ray, złotko” – z miną mężczyzny, który ma w zasięgu ręki dwie damy i szafkę pełną napojów wyskokowych.

– Ach, tu jesteście obie. I jak idzie, Jules?

Jakimś cudem udało mu się powiedzieć to tak, jakby był zaskoczony, że znalazł nas tu, gdzie przebywałyśmy już niemal tydzień. Może spodziewał się, że pstryknę jej tylko zdjęcie i zniknę, albo że dokończę malowanie w plenerze niczym jakiś współczesny Monet? Ray miał lśniącą czaszkę obramowaną półpierścieniem siwych włosów, otaczającym jego głowę niczym wyszczerbiona aureola, i absorbujące światło oczy. Pomimo przekroczonej sześćdziesiątki ciało nadal miał twarde i nabite pod bojówkami w ochronnym kolorze i koszulką w kolorze pszenicy. Większość osób w wieku powyżej lat ośmiu, noszących bojówki, to dzieci prezenterów telewizyjnych albo samotni rewolwerowcy – a sir Raymond nie był synem telewizyjnego prezentera. Szeroki nos miał złamany, co – jak mi powiedział – było rezultatem uprawiania rugby w parku w południowym Ipswich, gdzie w każdą niedzielę rano, aż do skończenia czterdziestu paru lat, spotykał się z ludźmi, którzy nie wierzyli w zasady.

Julie skręciła pasmo włosów w sznur. Jej łydki, wyćwiczone za duże pieniądze na siłowni i basenie, zwężały się ekspresyjnie ku kostkom.

– Chyba już skończyłyśmy?…

Głos na użytek męża miała o oktawę wyższy niż na użytek przyjaciółek, z którymi plotkowała podczas przerw. Powiedziała mu to, co chciał usłyszeć, przechylając głowę i uśmiechając się kokieteryjnie. Raymond skinął energicznie głową i spojrzał na mnie. Zerknęłam na paletę. Ochra wymagała uzupełnienia. Portret był Julie, ale reputacja moja. Dla Julii tego świata sztuka niewiele różniła się od dekoracji, była wyrazem zamożności i pozycji, nabytego poziomu kultury. Popatrzyłam na tuby z farbą na wózku.

– Jeszcze do końca dnia, jeśli to naprawdę ma być skończone.

Julie spojrzała na Raya i przewróciła oczami. Zrobił zawiedzioną minę – chłopczyk, któremu zabrano zabawkę – i podszedł do mnie. Julie poruszyła się w fotelu, jakby przez moment kusiło ją, żeby do niego dołączyć. Od pierwszego ranka Ray regularnie sprawdzał moje postępy, tak jakby nie tylko płacił za portret, ale także miał prawo przyglądać się, jak powstaje. Zawsze stawał za blisko, roztaczając woń wody po goleniu i miętowej gumy, którą żuł, żeby nie palić.

Ray wpatrywał się w portret cyklopowym okiem. Zostało jeszcze troszkę do zrobienia, ale już wiedziałam, że będzie dobrze. Wreszcie Ray skinął głową, niczym handlarz, zadowolony, że dostał więcej, niż zapłacił, i powiedział:

– Świetnie. Szalenie podobna.

– Dziękuję. – Miałam nadzieję, że jest w tym coś więcej.

– To zdecydowanie jest Jules, ale… – urwał, szukając właściwego odcienia znaczeniowego w nieznanym języku – …zarazem jest w tym coś więcej, coś ekstra. – Przechylił głowę i popatrzył na Julie zmrużonymi oczami, jakby był portrecistą. – Tak jakby namalowała ją pani taką, jaka jest naprawdę. – Julie zmarszczyła brwi, nie do końca pewna, czy to komplement. – Nie zrozum mnie źle, dziecinko, wyglądasz cudownie. Alice wydobyła z ciebie dumę. Chcesz popatrzeć?

Pokręciła głową. Już na początku powiedziała, że nie chce oglądać portretu, dopóki nie będzie skończony. Uważała, że może to przynieść pecha. I ja też tak wolałam. Lubiłam dramatyzm chwili, gdy model czy modelka w końcu widzą swój portret, wszystkie te nadzieje i oczekiwania, i obawy, całą tę próżność, wszystko wtłoczone w sekundę pierwszego wrażenia.

– No chodź, dziecinko. Tylko jeden rzut oka – zachęcił ją Ray, ale Julie znowu pokręciła głową.

Spojrzał na mnie, tak jakbym mogła ją przekonać, ale wzruszyłam tylko bezradnie ramionami. Ray nadal wpatrywał się w portret. Nie zdawał się rozczarowany, choć oczywiste było, że nie może się doczekać, kiedy wreszcie popatrzą na niego razem, żeby wspólnie radować się jej młodością i urodą, i jego pieniędzmi, tą starożytną kombinacją, która to wszystko umożliwiła. Ray puścił czułe oczko do Julie. Za to, jak to zrobił ten stary zabijaka, przebaczyłabym mu wszystko. Julie odpowiedziała mu pieszczotliwą minką, marszcząc filuternie nos, ale się nie poruszyła.

Odstąpiłam o krok i przyjrzałam się portretowi na sztaludze.

Nieźle. Zajęło mi to wprawdzie o jeden dzień więcej, niż zamierzałam, ale efekt wart był tego dodatkowego czasu. Może byłam troszkę zbyt wyrozumiała, jeśli chodzi o wiek rąk i siłę jej ramion… Ach, co tam. Drobne gesty wspaniałomyślności nic nie kosztują, a dają tyle przyjemności. Nie mają wpływu na ostateczny rezultat. Udało mi się uchwycić w portrecie elastyczność charakteru Julie. Bądź co bądź, to właśnie dzięki niemu siedziała teraz w aksamitnym fotelu, patrząc posępnie przez okno na Applegarth Park, podczas gdy kobiety nie mniej piękne niż ona, a już z pewnością nie mniej inteligentne, z trudem wyskrobywały grosze z chudej sakiewki, żeby przynieść do domu jedzenie w pasiastej plastikowej torbie z Tesco. Wielki William Turner malował światło; ja malowałam fałszywie dziewczęcy głos i wiarę w redystrybucyjną moc zakupów.

Ale to była tylko powierzchnia. Namalowałam także fortel.

Był to portret kobiety silniejszej, niż na pozór wyglądała, również chytrzejszej, której kształt nadał mężczyzna potężny, mający wszystko to, czego pragnęła. Namalowałam przeciąganie liny pomiędzy bogatym mężczyzną o płaskiej, pomarszczonej twarzy mopsa a jego młodą uwodzicielską żoną. Namalowałam subtelną grę pomiędzy władzą a urodą, pieniędzmi a młodością, wiekiem a mobilnością. Namalowałam portret drugiego małżeństwa.

Kiedy wreszcie skończyłyśmy, Julie poszła po Raya. Wcześniej wycofał się do swojego gabinetu, pokoju o rozmiarach pasa startowego, gdzie przez dwa telefony wyszczekiwał komendy, a dzwoniący tłoczyli się niczym samoloty nad Heathrow.

Podeszłam do wysokiego, sięgającego od podłogi do sufitu okna i spojrzałam na park. Pod czystym niebem rozciągała się ku jezioru rozległa połać trawnika. Na lewo wyłonił się spomiędzy drzew mały nakrapiany jelonek; zatrzymał się, zawęszył i znowu zniknął w bezpiecznej ciemności. Niemal spodziewałam się widoku krowy, zanurzającej pysk w mokrej trawie, jak u Cuypa, albo Constable’owskiego chłopaka, który leżąc na brzuchu, pije wprost ze strumienia.

Wyjęłam z kieszeni kitla telefon. Był SMS od Nell z wiadomością, że Ed jeszcze nie wrócił, ale wszystko jest okej.

Czyli: zjadła płatki prosto z paczki, a Arthur podłączył się do telewizora i dlatego Nell nie ma żadnych zmartwień. Nie spytała, kiedy wrócę, ani nie powiedziała, co robi. Nie musiała.

Jak każda czternastolatka – esemesowała. Nie mogłam zadzwonić, bo pojawił się sir Ray, żeby sprawdzić stan swojej inwestycji, więc tylko napisałam, że ze względu na pracę wrócę późno i że nie mogę się doczekać, żeby ją zobaczyć.

Ściskam, całuję. Znali to. Sztuka nie zawsze oznacza pracę od dziewiątej rano do piątej po południu. Ed odpisał, że spotka się ze mną u Pete’a Spurlinga, ale nie zostanie długo, bo jest „totalnie wykończony”. O Boże! Kompletnie zapomniałam o tej imprezie. Peter Spurling był protegowanym Eda. Właśnie zdał ostatni egzamin z położnictwa w Królewskim College’u Położnictwa i Ginekologii i urządzał przyjęcie, żeby to uczcić. Odpisałam, że portret zajął mi więcej czasu, niż myślałam, i że nie zdążę na imprezę.

W podpisie dał trzy buziaki. Ciekawe, jak sir Ray podpisuje swoje SMS-y do Julie, przemknęło mi przez głowę. I ciekawe, czy zmieniło się to teraz, kiedy jest jego żoną, a nie kochanką…

Aktualności
2017-09-15

"Grzechot kości" Fiony Cummins jedną z najgorętszych brytyjskich książek!

Czytaliście już "Grzechot kości" Fiony Cummins?

Powieść znalazła się na liście 10 najgorętszych książek brytyjskiego magazynu "The Bookseller"! 

 

czytaj więcej
2017-09-11

"Dziewczyny w wodzie" Victorii Jenkins - Top 5 Amazonu!

Debiut Victorii Jenkins „Dziewczyny w wodzie”, który w Polsce ukaże się już 17 października, podbija amerykański Amazon!

Książka znalazła się na 5. miejscu listy

czytaj więcej
2017-09-08

Najnowsza powieść Sharon Bolton od razu po premierze na liście bestsellerów!

Najnowsza powieść Sharon Bolton zadebiutowała na brytyjskiej liście bestsellerów magazynu  "The Bookseller".

Już 10 października - polskie wydanie pod tytułem "Już

czytaj więcej