Facebook
Nigdy więcej nie zdradzisz

Nigdy więcej nie zdradzisz

Tytuł oryginału: The Trophy Taker
Ilość stron: 352
Rodzaj: oprawa miękka
Format: 130x205
Data wydania: 2017-08-08
EAN: 9788324163878
39.80 PLN
26.65 PLN
Kryminał/thriller/sensacja
On obserwuje, czeka i liczy… swoje przerażające trofea.


Każdy trzyma zanurzony w formaldehydzie, żeby zapobiec rozkładowi.
Każdy oznacza jedną ofiarę. Torturowaną i zabitą, z sercem wydartym z piersi i zastąpionym symbolem jej zdrady.
A on co tydzień zasiada i w samotności napawa się widokiem swoich trofeów.
Wszyscy byli winni. A teraz kolejni będą musieli zapłacić…
Kto lub co łączy ofiary?
Charlotte „Charlie” Staff ord, młoda, ambitna detektyw londyńskiej policji, prowadzi dochodzenie w sprawie okrutnych morderstw. Nie ma żadnych poszlak. Żadnych związków pomiędzy ofiarami. Jest tylko pewność, że wkrótce zbrodniarz zabije znowu. I że śledztwo Charlie znalazło się w ślepym zaułku, który może stać się śmiertelną pułapką dla niej samej…

„Przerażająco realistyczny, mroczny kryminał pełen fałszywych tropów, które nie pozwalają domyślić się rozwiązania zagadki aż do szokującego końca”. GOODREADS


SARAH FLINT przez trzydzieści pięć lat była londyńską policjantką.
W swojej karierze miała do czynienia z drobnymi wykroczeniami i najcięższymi zbrodniami. Doświadczenia zawodowe wykorzystała w mocnym, szokującym kryminale Ulubieńcy, którym zadebiutowała jako pisarka w 2016. Prawa do publikacji kupili inni europejscy wydawcy. Nigdy więcej nie zdradzisz to druga powieść z detektyw Charlie Stafford.
Ciąg dalszy serii wkrótce.

 

Patronaty medialne:

KPzsPK    markie

 

 

 

 

 

W serii:

ulubieńcytrophy

32 lata temu

 

Panna młoda wyglądała pięknie tego dnia. „Promiennie” – tak mówili ci, którzy patrzyli, jak sunie powoli główną nawą, u ramienia swojego dumnego ojca. Kościół był pełen ludzi; wszyscy wyciągali szyje, żeby choć w przelocie zobaczyć jej suknię, jej uśmiech, wyraz twarzy pana młodego, kiedy odwrócił się na spotkanie jej bezgranicznej miłości.

Jego oczy przesunęły się po nich szybko, w oczekiwaniu na tę chwilę, tę sekundę czystej rozkoszy. Przepełniała go nienawiść. To właśnie w tej chwili pojął, że ostatecznie przegrał. W tym właśnie ułamku sekundy znowu mógł się przekonać, że to on zawsze jest pomijany.

Nabożeństwo się zaczęło. Chciał krzyknąć, że jego miłość jest przeszkodą do zawarcia tego małżeństwa, ale milczał. Słuchał słów przysięgi i żałował, że nie jemu jest składana. Dopóki nas śmierć nie rozłączy.

Odwróciła się do swojego świeżo poślubionego męża i pocałowali się; ich usta przypieczętowały jego los. Czuł, jak wzbiera w nim gniew. Patrzył, rozwścieczony, jak stoją objęci, o wiele za długo. Teraz jej usta przypieczętowały jej własny los.

Czuł, jak dziko bije mu serce, kiedy wreszcie oderwali się od siebie i uśmiechnęli, patrząc sobie w oczy, błogo nieświadomi jego wściekłości. Odwrócili się i ruszyli przed siebie, trzymając się za ręce, tacy szczęśliwi, tacy pełni życia, mijając radosnych ludzi z obu stron nawy, do drzwi, i dalej, w słoneczną jasność tego dnia.

Wbił w nią wzrok, kiedy wychodziła, w długie, jasne włosy, spływające kaskadą na jej plecy. Jego serce uspokoiło się, odrętwiało nawet. Wyszeptał niemal niedosłyszalnie:

– Wydarłaś mi serce, Susan. Pewnego dnia ja wydrę ci twoje.

 

Rozdział 1

Październik 2016

Wiatr szarpał wierzchołkami drzew, miotając dziko gałęziami, kiedy powoli podjeżdżał na tyły cmentarza. Zatrzymał się, dłonią w rękawiczce opuścił szybę w oknie i odetchnął zapachem spadających liści. Wirowały w powietrzu i zbierały się na skraju pociemniałej drogi. Pachniały wilgocią, stęchlizną, ziemią; ulegały rozkładowi, jak wszystko wokół nich.

Przeszedł na tył samochodu i wyjął torbę z narzędziami; potem dźwignął ciało z plastykowej płachty, zarzucił je sobie na ramiona i ruszył przed siebie mocno wydeptaną ścieżką. Była cięższa, niż przypuszczał, niemal jak trup.

Staroświecka latarnia oświetlała mu drogę, metalowa osłona żarówki grzechotała nieprzyjemnie, światło migotało i tańczyło na wietrze. Po lewej niebieskie pluszowe misie siedziały rzędem wzdłuż krawędzi malutkiego grobu, słowa na nagrobku jasno wyrażały ból po stracie tak małego dziecka. Wiatr przewrócił kilka zabawek i wazonów z kolorowymi kwiatami, których zawartość wysypała się na płytę nagrobną. Zauważył to i miał ochotę grób uporządkować. To dziecko nikomu nie zrobiło nic złego. Nie zasłużyło na śmierć, w przeciwieństwie do niej.

Wiało coraz mocniej. Gałęzie drzew biły o wysokie nagrobki, zza kępy wiązów wybiegł chyłkiem lis i zatrzymał się na moment, wietrząc – tak jak on chwilę przedtem. Cięte kwiaty i inne nagrobne skarby ofiarowane ukochanym zmarłym toczyły się ścieżkami, przemieszane i ciśnięte w końcu razem na sterty w kątach cmentarza. Wiatr zagłuszy każdy dźwięk. To dobrze.

Szedł dalej, z trudem niosąc nieprzytomną kobietę. Był już prawie na miejscu. Część cmentarza, do której zmierzał, ze wszystkich stron osłaniał wysoki żywopłot; zgiełk miasta tutaj nie docierał. Mur graniczny tłumił wszelkie odgłosy, strzegł przed spojrzeniami. Miejsce było idealnie ustronne. Pozwoli mu spędzić z nią trochę czasu; czasu, jakiego nigdy dotąd nie miał, jakiego zawsze pragnął. Poczuł, jak jej ciało lekko drgnęło; może odzyskiwała przytomność.

Księżyc był niemal w pełni, jego jasną tarczę od czasu do czasu przesłaniały gnane wiatrem chmury. Ścieżka prowadziła w górę niewielkiego zbocza, do wybranego wcześniej miejsca. Odwrócił się, by sprawdzić, czy ktoś za nim nie idzie, i stał chwilę, podziwiając ciemne sylwetki charakterystycznych londyńskich budowli, bardzo stosowne tło dla dramatu, który ma się tu wkrótce rozegrać. Nikogo oprócz ich dwojga. Jeszcze krok przez dziurę w żywopłocie... i już był na miejscu.

Zsunął ją z ramion i położył na gładkiej poziomej płycie nagrobnej. Oczy miała zamknięte, jakby spała, ale jej mięśnie drgały bezwiednie. Nie do końca wyszła jeszcze z uśpienia. Szybko związał jej nadgarstki i nogi w kostkach, zakneblował usta i czekał, czy się znowu poruszy. Nie poruszyła się.

Pochylił się i odgarnął piękne, sięgające ramion włosy. Były miękkie, niemal jedwabiste, ale krótsze niż wtedy, kiedy się poznali, kiedy się w niej zakochał. Przesunął wzrokiem w dół dekoltu bluzki do piersi, bladych w tym słabym świetle, i poczuł zapach perfum, kwiatowy, delikatny, bez wątpienia wybrany dla niej przez męża. Odetchnął nim głębiej, by podrażnić zmysły, by znów doświadczyć porywu starej zazdrości i poczucia krzywdy.

Rozbudził już w sobie gniew; teraz schylił się i otworzył torbę. Narzędzia były gotowe, sterylne, naostrzone. Wyciągnął sztylet, nóż myśliwski i nożyce do kości. Kładł je kolejno na płycie nagrobnej. Nie mógł powstrzymać uśmiechu. Zasłużyła na to, co zaraz się stanie. Na każdą sekundę bólu, na każdą chwilę, na świadomość, że mogłoby być zupełnie inaczej.

Silny poryw wiatru złamał niewielką gałąź, która upadła tuż obok niej. Poruszyła się lekko, otworzyła oczy i zamrugała, choć światło było słabe. Wydawała się zdezorientowana, marszczyła brwi, usiłując zrozumieć, co się dzieje. Odwróciła ku niemu głowę i wpatrzyła się w jego twarz, jakby rozpoznawała rysy, ale ciągle nie pojmowała, skąd się tu wzięła. Ale czy go istotnie rozpoznała? Nie wiedział, miał jednak nadzieję, że tak, bo tylko wtedy mogłaby w pełni zdać sobie sprawę z tego, co się zaraz wydarzy.

Chciała się wyprostować, ale więzy krępowały jej ruchy i ciągle jeszcze nie odzyskała panowania nad członkami. Przewróciła się na bok, ale rzucił się na nią natychmiast, jego silne, muskularne ciało z łatwością przyszpiliło ją z powrotem do płyty. Próbowała walczyć, ale był to daremny trud. Usiadł na niej okrakiem, czując, jak narasta w nim podniecenie. Pragnął jej. Zawsze tak było i zawsze będzie, ale ona dokonała wyboru, a skoro on nie może jej mieć, nikt inny też nie będzie jej miał.

Widział teraz jej strach, prawdziwy, intensywny. Oczy pełne przerażenia, płonące jak piekielne ognie. Wziął ją za rękę, przesunął palcami wzdłuż jej palców i między nimi. Czuł miękkość skóry i widział, jak zadbany i pięknie pomalowany jest każdy z paznokci. Jej dłonie zadrżały pod jego dotykiem. Z podniecenia czy ze strachu? Nie wiedział. Dotarł do palca serdecznego i natychmiast zauważył złotą obrączkę, symbol jej przynależności do innego. Ten widok zmroził jego serce. Decyzja została podjęta.

Podniósł nożyce do kości, wsunął grzeszny palec między rozwarte ostrza i z całej siły zacisnął je znowu. Palec spadł na płytę, z rany tryskała krew. Jej usta poruszyły się, jakby w szoku chciała je otworzyć i zamknąć, ale knebel stłumił dźwięk. Nie spodziewała się tego. Zasłużyła na ten ból, ale on zawsze ją kochał i nie potrafił być zbyt okrutny.

Przesunął się do tyłu, przyciskając jej biodra do kamienia, i rozchylił poły żakietu. Rozciął cienki sweterek myśliwskim nożem, ostrożnie rozpiął guziki bluzki i przesunął ostrzem między miseczkami stanika. Z rewerencją odsunął na boki koronkowy materiał i po raz pierwszy spojrzał na jej piersi; nagie ciało, blade i zachęcające. Jej skóra była aksamitna w dotyku, świeża, słodko pachnąca, delikatna pod jego wargami. Ale całe ciało zesztywniało, gdy je dotykał, uciekało przed nim. Znieruchomiał, pożądanie natychmiast go opuściło. Nie chciała go, ani teraz, ani wtedy. Właśnie straciła ostatnią szansę.

Zamknął wpatrzone w jej ciało oczy. Nigdy nie posiądzie jej w pełni, nie tak, jak by chciał, skoro ona nie odwzajemnia jego uczuć. Czekał tak długo w nadziei, że odpowie, teraz jednak przypieczętowała swój los.

Odwrócił się i podniósł sztylet, przesuwając go powoli na linii jej wzroku. Wodziła oczami za sztyletem jak zahipnotyzowana, kiedy poruszał nim ponad jej głową i szyją, a potem znowu powoli opuścił go, aż znalazł się nad jej sercem.

Przytknął ostrze do skóry; wgłębienie wznosiło się i opadało w rytmie uderzeń jej serca. Jej oczy błagały o litość, knebel tłumił głos, rzucała głową z boku na bok, najwyraźniej szukając jakiejś drogi ucieczki. Nie było żadnej.

Nadszedł czas jej śmierci. Nie obchodził go jej strach. Zasłużyła sobie na wszystko, co ją spotkało, za swoją zdradę. Pochylił się do przodu i oparł piersią o rękojeść sztyletu, tak by ostrze przebiło skórę. Krew trysnęła z ranki, zbierając się wokół nacięcia. Uniósł się nieco, podniecony widokiem krwi. Zaczęła się miotać, strach przed śmiercią napędzał ostatnie, rozpaczliwe ruchy, ale było już za późno. Dużo, dużo za późno. Jej oczy były równie wymowne jak wiele lat temu, tyle że teraz nie było w nich miłości, tylko zgroza.

Rzucił okiem na przygotowane narzędzia, odwrócił się do niej, przez chwilę beznamiętnie na nią patrzył, a potem znowu naparł piersią na sztylet i wbił ostrze prosto w jej serce.

Aktualności
2017-11-09

Weekend z "Lot 7A"

Wraz ze Zbrodniczymi Siostrzyczkami zapraszamy do odwiedzania ich strony www oraz fanpage.

Już od piątku (10 listopada) rozpocznie się u nich weekend z najnowszym thrillerem Sebastiana

czytaj więcej
2017-11-02

Lot 7A już na starcie na 1. miejscu listy bestsellerów DER SPIEGEL

"Lot 7A" Sebastiana Fitzka przed "Początkiem" Dana Browna:    
czytaj więcej
2017-10-28

LOT 7A - numer 1 w niemieckim Amazonie!

LOT 7A na 1. miejscu w niemieckim Amazonie tuż po starcie!

Trzy dni po wydaniu nowy thriller Sebastiana Fitzka jest najlepiej sprzedającą się książką w kategorii literatura

czytaj więcej

Inne książki autora

Ulubieńcy Nigdy więcej nie zdradzisz

Ulubieńcy FLINT SARAH

39.80 PLN 26.65 PLN