Mistrz ceremonii

Mistrz ceremonii

Tytuł oryginału: The Craftsman
Ilość stron: 396
Rodzaj: miękka
Format: 135x205
Data wydania: 2021-11-15
EAN: 9788324175628
Kryminał, thriller, sensacja
Bestseller

1 tom nowego bestsellerowego cyklu obsypanej nagrodami jednej z najlepszych autorek brytyjskich kryminałów i thrillerów psychologicznych, która światową sławę zyskała serią z młodą policjantką o tajemniczej przeszłości Lacey Flint.

„Porażające i hipnotyzujące! Sharon Bolton zmienia oblicze literatury kryminalnej”. TESS GERRITSEN

Przed laty troje dzieci zostało bestialsko zamordowanych. Młoda policjantka wytropiła mordercę. Tak myślała… aż do teraz.
Kariera komisarz Florence Lovelady zaczęła się trzydzieści lat temu, kiedy doprowadziła do skazania seryjnego mordercy. Zabijał dzieci – ze szczególnym okrucieństwem. Zabójca przyznał się do winy, sprawę zamknięto. Teraz zmarł. Lecz przed śmiercią wysłał list do Florence...

Florence wraca do miasteczka wśród ponurych wrzosowisk i wzgórz. Miejsca, które budzi jej najstraszniejsze wspomnienia. I nagle wydarzenia sprzed lat zaczynają się powtarzać. Ktoś podrzuca jej glinianą figurkę. Takie same znajdowano przy każdym zamordowanym dziecku... Czy to znaczy, że Florence tak tragicznie się pomyliła?

SHARON BOLTON jest jedną z najbardziej znanych i cenionych brytyjskich autorek kryminałów i thrillerów psychologicznych, sprzedanych w ponad milionie egzemplarzy, tłumaczonych na 20 języków i wyróżnianych najważniejszymi międzynarodowymi nagrodami: CWA Gold Dagger, Barry Award, International Thriller Writers Best First Novel, francuską Prix du Polar oraz CWA Dagger in the Library za całokształt twórczości.

1
Wtorek, 10 sierpnia 1999
W najgorętszy dzień roku Larry Glassbrook po raz ostatni wrócił do rodzinnego Lancashire, a mieszkańcy miasta pojawili się, żeby go pożegnać.
Nie byli przyjaźnie nastawieni.
Może mi się tylko wydaje, ale tłum przed kościołem chyba zgęstniał podczas krótkiej, chłodnej mszy pogrzebowej i każdy chciał zająć dobre miejsce, jak przed wielką paradą.
Gdzie nie spojrzałam, stali ludzie. Między nagrobkami, wzdłuż muru, na ścieżkach. Jak jakaś straszna straż honorowa. Wychodzimy za trumną na słońce dość jaskrawe, żeby nim przyżegać rany, a oni na nas patrzą, nic nie mówią, nie ruszają się.
Chociaż datę utrzymywano w tajemnicy, jak długo się dało, dziennikarze stawili się tłumnie. Policjanci w mundurach odpychają ich, oczyszczają z ludzi ścieżki i krużganek, ale fotografowie przynieśli drabiny i wielkie teleskopowe obiektywy. Krągłe puchate mikrofony prezenterów wyglądają tak potężnie, że można by nimi nagrać truchtanie myszy kościelnych.
Patrzę w dół, podsuwam wyżej okulary przeciwsłoneczne, chociaż wiem, że teraz wyglądam inaczej. Trzydzieści lat to dużo czasu.
Kilka metrów przede mną kropelki potu zbierają się na szyjach karawaniarzy niosących trumnę. Zostawiają za sobą ślad, zapach płynu po goleniu, przesiąkniętego piwem potu i zbyt rzadko oddawanych do pralni chemicznej garniturów.
Standardy obniżyły się od czasów Larry’ego. Ludzie pracujący w firmie Glassbrook & Greenwood Pogrzeby nosili garnitury czarne, jak świeżo wyrąbany węgiel. Ich buty i włosy lśniły, a ogoleni byli tak dokładnie, że widać było tylko gołą skórę popstrzoną wysypką. Ludzie Larry’ego nieśli trumnę z szacunkiem, jak dzieło sztuki, którą się zajmowali. Larry nie pozwoliłby na tanią laminowaną trumnę, którą widzę przed sobą.
Gdyby wiedział, że jego pogrzeb będzie poniżej standardów, przy których trwał, byłby gorzko rozczarowany. Z drugiej strony może roześmiałby się, głośno, okrutnie, jak czasem mu się zdarzało, w najmniej spodziewanych chwilach, kiedy taki śmiech najbardziej wytrącał z równowagi. A potem pewnie przejechałby palcami po czarnych włosach, mrugnąłby znacząco i nadal tańczyłby do taśmy z Elvisem Presleyem, którą ciągle puszczał w warsztacie.
Mimo upływu tylu lat nawet myśl o muzyce Elvisa Presleya przyprawia mnie o bicie serca.
Tania trumna z tymi, którzy ją niosą, skręca jak wielki pełzający owad i schodzi ze ścieżki. Zmierzamy na południe, w stronę grobu rodziny Glassbrooków, upał jest tak silny i wnikliwy na naszych twarzach, jak reflektor w zapuszczonej hali z estradą. W Lancashire, wysoko na wrzosowiskach, upalne dni są rzadkością, ale dzisiaj słońce postanowiło dać Larry’emu przedsmak temperatur czekających na niego w następnym miejscu odosobnienia.
Zastanawiam się, jakie słowa powinny znaleźć się na jego nagrobku:
„Kochający mąż, oddany ojciec, bezlitosny zabójca”.
Mijają ostatnie minuty nad ziemią, tłum napiera i cofa się równocześnie, jak pływ, niepewny, czy ma przybrać czy opaść.
Wtedy kątem oka, częściowo zakrytego oprawką okularów słonecznych, spostrzegam nastolatków. Chłopca i dwie dziewczyny – małych, chudych, ubranych w krzykliwie kolorowy poliester. Oczy dorosłych biegają po cmentarzu, z niepokojem po żałobnikach, z nerwowością po policjantach, z ciekawością po mediach. Nastolatki patrzą tylko na główną żałobnicę, kobietę, która idzie za pastorem, tuż przede mną.
Jest piękna, tak piękna, że kiedy miała piętnaście lat, nikt nie byłby w stanie tego przewidzieć. Włosy są miodowego blond koloru, ciało stało się pełniejsze. Już nie przypomina karnawałowej pacynki z głową za dużą w stosunku do patykowatego ciała. Oczy, które patrzyły jak oczy wystraszonych małpiatek w telewizyjnych programach przyrodniczych, teraz pasują rozmiarem do twarzy. Czarna sukienka, którą nosi, ma świeżą teksturę i kolor nowego nabytku.
Pomruk szeptów poświadcza, że gapie idą za nami. Kobieta w nowej czarnej sukience odwraca głowę. Nie mogę się powstrzymać i robię to co ona. Widzę, że troje nastolatków też tam idzie.
Na ich widok rana na mojej lewej dłoni zaczyna mnie boleć. Wkładam dłoń pod pachę i przyciskam ją, żeby mniej bolało. Trochę pomaga, ale czuję pot spływający mi między łopatkami. Pastor jest równie zrelaksowany jak ja. Wyjął chusteczkę, ociera kark, osusza sobie czoło, ale modlitwy pogrzebowe rozpoczyna w nastroju człowieka, który wie, że zaraz się to skończy. W wyznaczonym czasie karawaniarze zwalniają liny i trumna chwiejnie schodzi w dół, aż przestajemy ją widzieć.
Wtedy to przychodzi nam do głowy. Widzę własne myśli odzwierciedlone w oczach ludzi wokół mnie, a po tłumie rozchodzą się fale niepokojącej energii.
– Zasługiwałeś na coś gorszego, draniu! – woła jakiś głos za mną.
Właśnie to robił Larry swoim młodym ofiarom. Opuszczał je do ziemi. Tylko że nie były martwe.
Jeden z nastolatków, najmłodszy, odłączył się od rówieśników i stanął na pół ukryty za kamieniem nagrobnym. Patrzy na mnie z figlarną ciekawością. Stephen, szybko przypominam sobie jego imię. Chude dziecko w niebieskiej koszuli to Stephen.
Przystojny, spocony karawaniarz podaje mi ziemię, więc biorę garść i zbliżam się do grobu. Na wieku trumny nie ma kwiatów, w kościele też ich nie było. Nie przypominam sobie, żebym kiedyś widziała kościół bez kwiatów, i nagle dopada mnie wizja parafianek, które uroczyście, po cichu wchodzą w nocy do kościoła, żeby je wynieść, bo to nie jest okazja na kwiaty.
Blisko ściany kościoła, ledwie widoczny za tłumem, stoi mężczyzna, który kiedyś był zakrystianem. Teraz włożył czarny garnitur. Nie podnosi wzroku i nie sądzę, żeby ten mój stary przyjaciel mnie zobaczył.
Rzucam ziemię, wiem, że jest podawana stojącym za mną żałobnikom, którzy uprzejmie kręcą głowami. Zatem wzięcie ziemi było niewłaściwym postępkiem. Postępkiem, który mnie wyróżnił. Znowu.
Modlitwy się skończyły.
– Nie sądźcie – improwizuje pastor, który nagle zrobił się odważny – aby nie być osądzonymi.
Kłania się, nie wiadomo komu, i oddala truchtem.
Karawaniarze wtapiają się w tło. Też się odsuwam i kobieta o miodowych blond włosach zostaje sama przy grobie.
Nie na długo. Gapie przylepiają się jeden do drugiego, żeby też wziąć udział. Masa powoli pełznie do przodu. Nastolatki też się zbliżają, chociaż w jaskrawym słońcu trudniej ich dostrzec niż dorosłych.
Gapie zatrzymują się. Kobieta w czerni patrzy wprost na nich, ale nikt nie spogląda jej w oczy.
Potem występuje do przodu sześćdziesięciolatka, aż jej stopy w sandałkach i paznokcie u nóg zabrudzone kurzem dosięgają brzegu grobu. Znam tę kobietę. Przed laty wystąpiła przeciwko mnie, kiedy cierpienie i gniew przeważyły nad poczuciem przyzwoitości. Pamiętam jej gruby palec dźgający w stronę mojej twarzy, jej gorzki oddech, kiedy nachylała się i żądliła mnie groźbami i oskarżeniami. Nazywa się Duxbury, jest matką Susan, pierwszej ofiary Larry’ego.
Stojąc na skraju grobu Larry’ego, wciąga powietrze, nachyla się do przodu i pluje. Chyba pierwszy raz w życiu coś takiego zrobiła. Ślina jest rzadka, spada kroplami. Jeśli słychać jej uderzenie w drewno, to go nie słyszę. Następna osoba, która podchodzi do grobu ma większą praktykę. Wielki, łysy mężczyzna o byczym karku, chyba młodszy, niżby wskazywały bruzdy na jego skórze. Odchrząkuje, a flegma, solidna jak zasychająca farba, uderza w trumnę. Podchodzą inni, jeden po drugim, trumna u ich stóp musi być pokryta kwiatami splunięć.
Ostatni nad grobem jest starszy mężczyzna, chudy, o ciemnej skórze z oczami jak głazy. Rozgląda się.
– Nic osobistego, kochana – mówi do kobiety w czarnej sukience, a ja próbuję wyobrazić sobie coś bardziej osobistego niż plucie na grób. – Nigdy nie mieliśmy do ciebie pretensji. – Krzywonogi, złamany artretyzmem, odchodzi.
Przez jakąś minutę, może dłużej, kobieta w czarnej sukience stoi bez ruchu, patrzy na coś w oddali. Potem, nie oglądając się, przechodzi po trawie na dróżkę, pewnie przygotowując się na ścieżkę zdrowia reporterów i fotoreporterów. Podczas mszy trzymali się na odległość, ale przyszli tutaj po coś i nie odejdą bez czegoś.
Idę za nią, ale moją uwagę przyciąga jakiś dźwięk. Zatrzymuję się. Słyszę, jak nastolatki wydają piskliwe, ssące odgłosy i próbując naśladować dorosłych, plują na trumnę Larry’ego. Chyba mają najwięcej powodów, ale to, co robią, jest marne i poniżej ich poziomu. Chyba powinnam z nimi porozmawiać, powiedzieć, że już czas iść, ale kiedy się odwracam, już ich nie widać. Przed trzydziestu laty tych trojga dzieci jeszcze nie było na świecie, a jednak nie mogę się powstrzymać i myślę, że kobieta w czerni też widziała ich duchy.

 

Inne książki autora

Blizna Mistrz ceremonii

Blizna BOLTON SHARON

Ulubione rzeczy

Ulubione rzeczy BOLTON SHARON

Pakt

Pakt BOLTON SHARON

Rozpad

Rozpad BOLTON SHARON

Truciciel

Truciciel BOLTON SHARON

Już jesteś martwa

Już jesteś martwa BOLTON SHARON

Krwawe żniwa

Krwawe żniwa BOLTON SHARON

Sacrifice

Sacrifice BOLTON SHARON

Stokrotka w kajdanach

Stokrotka w kajdanach BOLTON SHARON

Małe mroczne kłamstwa

Małe mroczne kłamstwa BOLTON SHARON