Ciemność

Ciemność

Tytuł oryginału: Dimma
Tłumaczenie: Andrzej Jankowski, Małgorzata Stefaniuk
Ilość stron: 304
Format: 135x205
Data wydania: 2020-02-04
EAN: 9788324171743
Kryminał, thriller, sensacja
Bestseller

Islandzki mistrz kryminału, którego książki sprzedano w 1000000 egzemplarzy

„Arcydzieło...
akcja pełna zwrotów zapiera dech, a zakończenie poraża.”
Yrsa Sigurđardóttir


Tom 1 serii HULDA

W nowej serii Jónasson zaskakuje postacią bohaterki i jak zwykle zachwyca poetyckim, mrocznym nastrojem. Unikatowa konstrukcja – w każdym tomie bohaterka jest o 10 lat młodsza – tworzy niesamowity suspens. Ciemność została wyróżniona najwyższymi nagrodami i uznana przez „Sunday Timesa” za jeden ze 100 najlepszych kryminałów od 1945 roku! Następne tomy to WyspaMgła.

Na brzeg odległego fiordu morze wyrzuciło ciało młodej Rosjanki. Pobieżne dochodzenie ustaliło, że to samobójstwo...

Komisarz Hulda Hermannsdóttir z policji w Reykjavíku zostaje niespodziewanie wysłana na wcześniejszą emeryturę. Może przeprowadzić jeszcze ostatnie śledztwo. Hulda wybiera sprawę młodej Rosjanki. Ma powody podejrzewać, że dziewczyna nie odebrała sobie życia...  szybko przekonuje się, że nie może ufać nikomu. Policja usiłuje torpedować śledztwo. Hulda ma tylko kilka dni, żeby rozwiązać ponurą tajemnicę — bez względu na to, ile zasad będzie musiała złamać. Nawet za cenę śmiertelnego ryzyka...


RAGNAR JÓNASSON zdobył międzynarodowe uznanie Milczeniem lodu, które zajęło 1. miejsce w Amazonie, wyprzedzając Stiega Larssona. Kolejne powieści z młodym policjantem Arim Thórem ugruntowały sukces serii MROCZNA WYSPA LODU wydawanej w 20 krajach. Telewizyjne prawa kupił zdobywca Oscara i BAFTA Award – brytyjski producent On The Corner.

DZIEŃ PIERWSZY

Rozdział 1

Jak mnie znalazłaś? – zapytała kobieta. Głos jej drżał, miała wystraszoną minę.
Komisarz Hulda Hermannsdóttir skupiła uwagę, chociaż jako stary fachowiec w tej branży wiedziała, że ze strony przesłuchiwanych może się spodziewać nerwowych reakcji, nawet jeśli nie mają nic do ukrycia. Rozmowa z policjantem w każdej sytuacji budzi strach, bez względu na to, czy to formalne przesłuchanie na komisariacie, czy nieformalna pogawędka, jak teraz. Siedziały zwrócone do siebie twarzami, w przyciasnej kawiarence obok stołówki dla personelu, w domu spokojnej starości w Reykjaviku, gdzie pracowała przesłuchiwana. Miała około czterdziestki, krótko przycięte włosy, zmęczoną twarz. Widać było, że denerwuje ją niespodziewana wizyta Huldy. Oczywiście, można było znaleźć zupełnie niewinne wytłumaczenie, ale Hulda była prawie pewna, że ta kobieta ma coś do ukrycia. Od tak wielu lat rozmawiała z podejrzanymi, że wyrobiła w sobie zdolność odkrywania, że ktoś próbuje jej mydlić oczy. Można by to nazwać intuicją, ale Hulda nie znosiła tego słowa. Uważała je za przejaw byle jakiej pracy policyjnej.
– Jak cię znalazłam…? – powtórzyła łagodnym tonem. – A nie chciałaś, żeby cię znaleziono? – Przekręcała słowa kobiety, ale musiała jakoś podtrzymać rozmowę.
– Co? Tak…
W kawiarence czuć było kawę – trudno było nazwać to aromatem – w ciasnym, ciemnym pomieszczeniu stały byle jakie meble, jak to w ośrodkach państwowych.
Kobieta trzymała rękę na stole. Kiedy znów podniosła ją do policzka, pozostał po niej wilgotny ślad. W innej sytuacji Hulda byłaby zadowolona z takiego wymownego znaku, że znalazła winną, ale teraz nie czuła satysfakcji.
– Muszę cię zapytać o wypadek, który miał miejsce w ubiegłym tygodniu – powiedziała po krótkiej przerwie. Jak zwykle mówiła trochę pospiesznie, przyjaznym i optymistycznym tonem. Był częścią jej pozytywnego wizerunku zawodowego, nawet kiedy zajmowała się trudnymi sprawami, takimi jak ta. Sama, kiedy była wieczorami w domu, stawała się zaprzeczeniem tej postaci, poddając się zmęczeniu i depresji.
Kobieta skinęła głową: najwyraźniej wiedziała, co zaraz nastąpi.
– Gdzie byłaś w piątek rano?
Odpowiedź była natychmiastowa.
– W pracy, o ile pamiętam.
Huldzie niemal ulżyło, że kobieta nie odda wolności bez walki.
– Jesteś pewna? – zapytała. Patrząc uważnie, jaka będzie reakcja na te słowa, rozparła się na krześle i założyła ręce na piersi, przyjmując swoją zwyczajną pozycję podczas przesłuchań. Można by pomyśleć, że chce się bronić albo że brakuje jej empatii. Bronić się? Pozór. Chodziło o to, żeby ręce jej nie przeszkadzały, kiedy musi się skupić. Co do braku empatii, nie musiała bardziej angażować się emocjonalnie, niż wynikało to z jej natury: praca zebrała z niej swoje żniwo. Wiedziała, że prowadzi śledztwa uczciwie i tak zapamiętale, że graniczyło to z obsesją.
– Jesteś pewna? – powtórzyła. – Bez trudu możemy to sprawdzić. Nie chcesz, żeby przyłapano cię na kłamstwie.
Kobieta nic nie powiedziała, ale widać było, że jest zaniepokojona.
– Samochód przejechał człowieka – powiedziała Hulda rzeczowym tonem.
– Och?
– Tak, musiałaś o tym czytać w gazetach albo widzieć w telewizji.
– Co? A, może. – Po krótkim milczeniu kobieta dodała: – Jak on się czuje?
– Przeżyje, jeśli to chcesz ze mnie wydobyć.
– Nie, naprawdę nie… ja…
– Ale nigdy nie dojdzie zupełnie do zdrowia. Nadal jest w śpiączce. Więc wiesz, że zdarzył się ten wypadek?
– Ja… ja musiałam o tym czytać…
– W gazetach o tym nie pisano, ale ten człowiek był pedofilem po odsiadce.
Kobieta nie reagowała, więc Hulda mówiła dalej.
– O tym musiałaś wiedzieć, kiedy go przejechałaś.
Nadal brak reakcji.
– Przed laty skazano go na więzienie. Już swoje odsiedział.
Kobieta weszła jej w słowo.
– Dlaczego myślisz, że mam z tym coś wspólnego?
– Jak mówiłam, swoje odsiedział. Ale podczas śledztwa odkryliśmy, że mimo to nie przestał. Widzisz, mamy powody, by uważać, że wypadek, po którym sprawca zbiegł, nie udzielając pomocy, wcale nie był wypadkiem, więc przeszukaliśmy mieszkanie pedofila, żeby znaleźć prawdopodobny motyw. Wtedy znaleźliśmy wszystkie te zdjęcia.
– Zdjęcia? – Kobieta wyglądała teraz na mocno zszokowaną. – Jakie zdjęcia? – wstrzymała oddech.
– Dzieci.
Widać było, że kobieta rozpaczliwie chce dowiedzieć się więcej, ale się powstrzymuje.
– W tym twojego syna – dodała Hulda, odpowiadając na pytanie, które nie padło.
Po twarzy kobiety zaczęły spływać łzy.
– Zdjęcia… mojego syna – wyjąkała, a jej oddech zamienił się w łkanie.
– Dlaczego nie zgłosiłaś tego człowieka na policję? – zapytała Hulda, starając się, żeby nie zabrzmiało to jak oskarżenie.
– Co? Nie wiem. Oczywiście, powinnam to zrobić… Ale zrozum, myślałam o nim. Myślałam o synu. Nie mogłam znieść, że mu to zrobię. Musiałby… powiedzieć o tym ludziom… zeznawać w sądzie. Może to była pomyłka…
– Przejechanie człowieka? Tak, to była pomyłka.
Po chwili wahania kobieta znów zaczęła mówić.
– Cóż… tak… ale…
Hulda czekała, chciała, żeby cisza potrwała dłużej, żeby kobieta wreszcie zaczęła zeznawać. Ale nie wykorzystywała umiejętności, które zdobyła, rozwiązując zagadki kryminalne. Zazwyczaj starała sie być coraz lepsza w swoim fachu i była dumna z liczby trudnych przypadków, które przez lata rozwiązała. Teraz miała problem; wcale nie była przekonana, że siedząca przed nią kobieta to prawdziwa winowajczyni, chociaż jej wina nie podlegała dyskusji. Była raczej ofiarą.
Kobieta nie była w stanie powstrzymać szlochu. Znów zaczęła mówić.
– Ja… obserwowałam… – za bardzo dławiły ją łzy, żeby mogła mówić dalej.
– Obserwowałaś go? Mieszkasz w tej samej okolicy, prawda?
– Tak – wyszeptała kobieta. Już się opanowała, złość nagle dodała jej siły. – Nie byłam w stanie znieść myśli, że on nadal będzie to robił. Ciągle budziłam się z koszmarów, śniło mi się, że wybrał kolejną ofiarę. I… i… to wszystko z mojej winy, bo nie zgłosiłam sprawy. Rozumiesz?
Hulda pokiwała głową. Jasne, że rozumiała.
– Potem zauważyłam go przy szkole. Właśnie podwiozłam syna. Zaparkowałam i obserwowałam go – rozmawiał z paroma chłopcami. Miał na twarzy ten… obleśny uśmieszek. Przez jakiś czas włóczył się wokół placu zabaw, a ja wściekałam się. Nie przestał – ludzie tacy jak on nigdy nie przestają. – Otarła policzki, ale łzy nadal spływały jej po twarzy.
– Zgadza się.
– Niespodziewanie pojawiła się okazja. Kiedy oddalił się do szkoły, pojechałam za nim. Przeszedł przez jezdnię. Wokół nikogo nie było, nikogo, kto mógłby mnie zobaczyć, więc tylko nacisnęłam gaz. Nie wiem, co myślałam… chyba w ogóle nie myślałam. – Rozpłakała się głośno, ukryła twarz w dłoniach. Wreszcie roztrzęsionym głosem znów zaczęła mówić. – Nie chciałam go zabić i chyba nie zabiłam. Byłam po prostu wystraszona i zła. Co teraz ze mną będzie? Nie mogę… nie mogę pójść do więzienia. Jest nas tylko dwoje, syn i ja. Jego ojciec do niczego się nie nadaje. Nie ma mowy, żeby go zabrał do siebie.
Hulda wstała bez słowa i położyła rękę na ramieniu kobiety.

Rozdział 2
Młoda matka stała przy szybie i czekała. Jak zwykle ubrała się na tę wizytę najlepiej jak mogła. Jej najlepszy płaszcz wyglądał na trochę sfatygowany, ale pieniędzy było mało, więc musiał jej wystarczyć. Zawsze kazali jej czekać, jakby chcieli ją ukarać, przypomnieć o błędzie i dać szansę, żeby przyjrzała się swoim potknięciom. Co gorsza, na dworze padało i płaszcz był wilgotny.
Minęło parę minut, które w milczeniu ciągnęły się jak wieczność, zanim pielęgniarka niosąca dziewczynkę weszła wreszcie do sali. Matce mocno zabiło serce, jak zawsze, kiedy widziała córeczkę przez szybę. Zalała ją fala depresji i rozpaczy, ale dzielnie spróbowała to ukryć. Chociaż dziecko miało tylko pół roczku i na pewno nie zapamięta niczego z tej wizyty, matka instynktownie czuła, jakie to ważne, żeby wszystkie wspomnienia były pozytywne, a te wizyty wyglądały na pełne szczęścia.
Ale dziecko nie wydawało się szczęśliwe, co gorsza, prawie nie reagowało na kobietę po drugiej stronie szyby. Patrzyło na nią jak na kogoś obcego: dziwną kobietę w wilgotnym płaszczu, której jeszcze nigdy nie widziało. A przecież tak niedawno spoczywało w ramionach matki na oddziale położniczym.
Kobiecie pozwolono na dwie wizyty w tygodniu. To nie wystarczało. Za każdym razem, kiedy przychodziła, wyczuwała, że dystans rośnie: tylko dwie wizyty w tygodniu i szyba między nimi.
Matka próbowała powiedzieć coś do córki przez szklaną taflę. Wiedziała, że dźwięk przez nią przeniknie, ale czy słowa dadzą coś dobrego? Dziewczynka była za mała, żeby je zrozumieć. Matka powinna ją ukołysać w ramionach.
Walcząc ze łzami, kobieta uśmiechała się do córki, mówiła cichym głosem, jak ją kocha.
– Jedz dużo – powiedziała. – Bądź grzeczna dla pielęgniarek. – Ale naprawdę chciała zbić szybę i wyrwać dziecko z ramion pielęgniarki, przytulić je mocno i już nie puścić.
Nie zdając sobie z tego sprawy, podeszła blisko szyby. Postukała w nią cicho i na ustach dziewczynki pojawił się uśmieszek, który stopił serce matki. Pierwsza łza spłynęła jej po policzku. Zastukała trochę głośniej, ale dziecko wzdrygnęło się i też zaczęło płakać. Matka nie mogła się powstrzymać, zaczęła walić w szybę coraz głośniej i krzyczeć:
– Dajcie mi ją, chcę dostać swoją córkę!
Pielęgniarka wstała i szybko wyszła z pomieszczenia razem z dzieckiem, ale nawet wtedy matka nie mogła powstrzymać się przed waleniem i krzykiem.
Nagle poczuła rękę na swoim ramieniu. Przestała uderzać w szkło i popatrzyła na starszą kobietę, która za nią stała. Już wcześniej się spotkały.
– Cóż, wiesz, że to nic nie da – powiedziała łagodnie kobieta. – Nie możemy pozwolić, żebyś podczas wizyt robiła takie zamieszanie. Wystraszysz córeczkę.
Te słowa odbiły się echem w głowie matki. Już je słyszała: w interesie dziecka było, żeby nie powstały zbyt mocne więzy z matką, to sprawiłoby, że czas między odwiedzinami tym trudniej byłoby przeczekać. Musi zrozumieć, że to dla dobra jej córki.
Nie miało to dla niej sensu, ale udawała, że rozumie, bojąc się, że w ogóle zabronią jej wizyt.
Kiedy znów wyszła na deszcz, postanowiła nie mówić córce o tych czasach, kiedy znów będą razem, o szybie i wymuszonej separacji. Mogła tylko mieć nadzieję, że dziewczynka nie będzie tego pamiętała.

Inne książki autora

Mgła Ciemność

Mgła JÓNASSON RAGNAR

Milczenie lodu

Milczenie lodu JÓNASSON RAGNAR

Wyspa

Wyspa JÓNASSON RAGNAR

Milczenie śniegu

Milczenie śniegu JÓNASSON RAGNAR

Milczenie czasu

Milczenie czasu JÓNASSON RAGNAR

Zaćmienie

Zaćmienie JÓNASSON RAGNAR

Milczenie nocy

Milczenie nocy JÓNASSON RAGNAR