Facebook

Wywiad z Sebastianem Fitzkiem

2016-06-08
Sebastian Fitzek w rozmowie z serwisem Onet.Książki (www.ksiazki.onet.pl)

 

SF

 

 

 

 

 

© Photo by FinePic, Munich

 

 

Onet.Książki: Twoja debiutancka powieść sprzedała się lepiej niż "kod Leonarda da Vinci"! Zastanawiałeś się, na czym polega fenomen Twoich książek?

Sebastian Fitzek: Wydaje mi się, że na to pytanie mogą odpowiedzieć tylko czytelnicy. Ja po prostu staram się  napisać książkę, którą sam chętnie bym przeczytał. W przypadku wielu thrillerów obecnych na rynku odnoszę wrażenie, że są przeładowane pobocznymi szczegółami. W swoich książkach skreślam wszystko, co moim zdaniem zaburza napięcie. Ponadto staram się pisać bardzo obrazowo, tak aby w głowie czytelnika mogło powstać coś w rodzaju filmu. Na szczęście wygląda na to, że przynajmniej w przypadku niektórych mi się udaje.

 

Krytycy porównują Twoje książki do "Milczenia owiec" czy powieści Philipa Dicka. Co ty na to?

Oczywiście bardzo mnie to cieszy, ale ja sam nigdy nie odważyłbym się stawiać swojej osoby w jednym rzędzie z takimi mistrzami gatunku.

 

Twoje książki wpisują się w popularny od kilku lat kryminałów psychologicznych, w których ważna jest nie tylko sama akcja, ale też tło społeczno-psychologiczne. Jak myślisz, z czego wynika ta zmiana formuły kryminałów?

Thrillery od zawsze były zwierciadłem społeczeństwa, sięgając po aktualne tematy i wydarzenia. Po prostu tak się składa, że żyjemy akurat w czasach, które – jak się wydaje – z dnia na dzień stają się coraz bardziej przesycone przemocą, stwarzają coraz więcej problemów, a przede wszystkim są coraz mniej zrozumiałe. To coś, co interesuje czytelników i inspiruje autorów.

 

Kim jest bohater Twojej nowej książki?

Marc Lucas, pracownik socjalny. To też jest jednym z wyróżników moich thrillerów: mniej interesują mnie policjanci, detektywi i profesjonalni śledczy, a bardziej ludzie tacy jak ja czy moi czytelnicy, a więc nieprzygotowani na radzenie sobie z przemocą, zwykłe osoby, takie właśnie jak Marc, których życie potrafi  w jednej chwili  zmienić się w sposób dramatyczny i radykalny. Patrząc na ich losy, czytelnik zadaje sobie pytanie: Jaką ja podjąłbym w takiej sytuacji decyzję?

 

Marc jednego dnia traci wszystko, co dla niego najważniejsze – żonę, która była w zaawansowanej ciąży. Jak odnajduje się tej sytuacji?

Marzy mu się możliwość cofnięcia tego dramatu, bo przecież to on sam był winien spowodowania wypadku ,w którym zginęła jego żona i nienarodzone dziecko. Kiedy przypadkowo dowiaduje się o eksperymencie psychologicznym, którego celem jest uwolnienie ludzi, którzy przeżyli jakieś traumatyzujące wydarzenie od negatywnych wspomnień, zgłasza się dobrowolnie jako uczestnik. Nie chce kompletnego wymazania pamięci, chce tylko zapomnieć o żonie, a tym samym o śmiertelnym wypadku.

 

Czy Twoja opowieść inspirowana jest prawdziwą historią?

Przyznam się otwarcie, że we wczesnej młodości byłem raz bardzo nieszczęśliwie zakochany. W tamtym czasie myślałem sobie: jak to byłoby fajnie, gdyby istniała pigułka na zapominanie. Taka, po której zażyciu, zapominałoby się o niewiernej dziewczynie, zachowując wszystkie inne wspomnienia.

Ta myśl pozostawała ze mną aż do chwili, kiedy zacząłem pisać książki. I rzeczywiście dzisiaj jest już tak, że w badaniach nad amnezją poszukuje się metod umożliwiających “kasowanie” konkretnych fragmentów pamięci, bo amnezja sama w sobie, jest jak wiadomo zjawiskiem przypadkowym i niechcianym.

 

Na ile życie bliskich ci ludzi, twoje własne doświadczenia są dla Ciebie przydatne, kiedy piszesz?

Jest to niezwykle pomocne. Niemal wszystkie pomysły czerpię z codzienności. Doświadczenia, które tam zbieram, bardzo często muszę jednak łagodzić. Stuprocentowa rzeczywistość tylko w wyjątkowych wypadkach wygląda wiarygodnie. 

 

Czy pisanie to Twoje jedyne zawodowe zajęcie?

Tak. Od czasu do czasu dla przyjemności uczestniczę w spotkaniach redakcyjnych rozgłośni, w której pracowałem jako wolontariusz w roku 1993. Ale i przy tej okazji zbieram różne pomysły do następnych książek.

 

Jak pracujesz - od czego zaczynasz kompletowanie materiałów do książki?

Nie ma jakiejś szczególnej procedury. Mam pomysł, który bierze się znikąd. Czekam, żeby zobaczyć, czy ten pomysł “zgłasza się” do mnie wystarczająco uporczywie. Jeśli tak jest, piszę na własny użytek prezentację, na pół roku siadam do jej dopracowywania i już po 80 stronach wiem, czy postacie zaczęły żyć własnym życie i prezentacja przestaje być potrzebna.

 

Piszesz kryminały, nie masz czasem ochoty na inny gatunek literacki?

Nie wybieram sam pomysłów czy gatunku. Pomysły przychodzą do mnie same i na końcu procesu twórczego sam jestem zdumiony, że znowu wyszedł mi psychothriller.

 

W Polsce jesteś superpopularny. A w Niemczech? pojawiasz się w telewizji? Występujesz w komercyjnych programach?

Tak, mniej więcej co dwa miesiące pojawiam się w telewizji, w różnych talk show, wywiadach i tak dalej.

Unikam jednak quizów, ponieważ ze zdenerwowanie zblamowałbym się przy najprostszym pytaniu.

 

Jak wygląda dzisiaj życie literackie w Niemczech? Przyjaźnisz się z innymi pisarzami?

Tak, jestem zaprzyjaźniony z niektórymi autorami i pomagamy sobie nawzajem. Brzmi to wprawdzie jak pijarowa odpowiedź, ale skłamałbym, twierdząc, że my autorzy wydrapujemy sobie nawzajem oczy i nie możemy znieść sukcesu kolegi. Może u pisarzy innych gatunków jest inaczej, ale niemieccy autorzy thrillerów tworzą nawet społeczność skupioną wokół portalu “Syndicat”, i w jej ramach spotykamy się regularnie, nie tyko w celu wymiany doświadczeń.